wtorek, 11 grudnia 2012

Maria Fołtyn

Pragnę wyrazić uznanie dla zmarłej właśnie znakomitej śpiewaczki, pedagoga i reżysera, Marii Fołtyn. Duża strata, dobrze mówią: "Kto teraz zaopiekuje się panem Moniuszką?" W kilkudziesięcioletniej pracy artystki widoczna była duża patriotyczna gorliwość w propagowaniu polskiej opery narodowej na cały świat. Takich ludzi nam potrzeba i jest ich stale za mało. Osób z indywidualnością, talentem, wiedzą, zaangażowaniem i energią do pracy. Niestety, obecne warunki są przeszkodą w rozwoju wymienionych cech.

wtorek, 20 listopada 2012

Zamach czy prowokacja?

Krakowski naukowiec, adiunkt tamtejszego Uniwersytetu Rolniczego, dr inż. Brunon Kwiecień aresztowany pod zarzutem planowania wysadzenia Sejmu i znajdujących się w nim przedstawicieli władz. Czy było tak naprawdę? Nie wiadomo, lecz wiele przemawia za tym że jest to wymysł walczących z narodem polskim w celu stworzenia sztucznego napięcia za którym pójdą ograniczenia wolności obywatelskich. Umocnienie reżimowej kliki i organów przemocy, które mają teraz okazję aby się wykazać. W gazecie "Rzeczpospolita" czytamy: "Mężczyzna zwerbował 4 osoby, które nie zostały zatrzymane." Istnieje podejrzenie że byli to podstawieni agenci którzy dali się "zwerbować" w wyniku prowokacji. Nie ma natomiast wątpliwości co do poglądów pana Kwietnia ponieważ często i pewnie szczerze wypowiadał się w internecie. Natychmiast pojawiło się wiele cytatów do których łatwo dotrzeć. Ogólne wrażenie jest pozytywne - wynika z tych wypowiedzi patriotyczna troska o kraj i gorące pragnienie nie tylko mówienia ale i działania aby zmienić obecną tragiczną sytuację. Jak widać są to cechy dzięki którym można być wytypowanym do prowokacji. Należy sobie życzyć aby sprawa została uczciwie wyjaśniona, nie wiadomo tylko jak to możliwe wobec braku niezależnej kontroli.

niedziela, 11 listopada 2012

Święto prawdziwych Polaków

W tym pamiątkowym dniu rozmyślamy o Ojczyźnie i o tym jak pięknie mogłoby być gdyby nasza niepodległość była faktem a nie fikcją. Niestety, wrogowie robią co tylko mogą i jeszcze więcej aby polskich patriotów oszukać albo zastraszyć, a u wszystkich wywołać poczucie beznadziejnej niemożności. Zorganizowali w Warszawie różne imprezy mające odciągnąć uwagę od Marszu Niepodległości. Marsz ten został, tak samo jak było rok temu, zaatakowany przez zamaskowanych i jawnych bandytów. Jeśli ktoś chce brać udział w pozorowanych, systemowych obchodach święta jest chroniony, gdy demonstruje prawdziwy patriotyzm jest szykanowany. W mediach dezinformacja aby oszukać kogo się da. Radio podało na przykład dzisiejszy apel pewnego biskupa: "Potrzeba nam dzisiaj zgody i jedności narodowej; musimy być razem, a nie jeden przeciw drugiemu". Czyli że patrioci mają się pogodzić ze zdrajcami tolerując ich postępowanie. Śmieszne i straszne. On chyba zapomniał że był kiedyś taki biskup Kossakowski ... Nie ma i nie może być zgody na wyzbywanie się suwerenności, i to na rzecz zdemoralizowanego Zachodu, na niszczenie polskości i polskiego mienia, na tworzenie niemożliwych warunków życia, na to co zrobiono w sprawie smoleńskiej. Polacy muszą być u siebie we własnym kraju i móc bez przeszkód żyć Ojczyzną! I to nam przypomina dzisiejsze święto.

wtorek, 6 listopada 2012

Amerykańskie wybory

Odczuwam dużą radość że nie jestem obywatelem USA i nie muszę rozwiązywać niemożliwego do rozwiązania zadania: na kogo zagłosować w odbywających się tam dziś wyborach prezydenckich. Wybór pomiędzy Romneyem i Obamą jak między trądem i dżumą. Pierwszy grozi wojną z Iranem o nieobliczalnych skutkach, demonstrował pogardę wobec ludzi biednych. Drugi poparł skrajnie zdemoralizowane środowiska aborcyjne i będąc laureatem pokojowej Nagrody Nobla prowadzi wojnę w Afganistanie. Żaden z nich nie ma kwalifikacji moralnych do pełnienia tak odpowiedzialnego i zaszczytnego urzędu. I mieć nie może bo w tym lucyferiańskim świecie nikt przyzwoity nie ma dziś najmniejszych szans w polityce. Mimo wszystko Romney, który też jest zły, nie wywołuje takiej odrazy, wręcz obrzydzenia, jak jego konkurent. W końcu jest różnica czy ktoś chce zabić przeciwnika który może się bronić czy też osobę całkowicie niewinną i bezbronną.

Smoleński trotyl

Pragnę wyrazić poparcie i solidarność z dziennikarzami pisma "Rzeczpospolita" którzy dokonali patriotycznego ujawnienia faktów potwierdzających że tragedia smoleńska nie była zwykłą katastrofą lecz zamachem. Czyniąc to musieli zdawać sobie sprawę z burzy którą wywołają i z prześladowań które na siebie ściągną. Ale poczucie obowiązku wobec Polski, także obowiązku dziennikarskiego, a pewnie i odraza w stosunku do powszechnego zakłamania medialnego w tej sprawie przeważyły. I za to im chwała. Natomiast hańba ich krytykom i prześladowcom których spotka surowy osąd historii. Ponieważ nie wiemy co się dalej wydarzy, może dojść do niszczenia treści godzących w system, aby się temu przeciwstawić, zachować i upowszechnić ów sporny tekst, zamieszczam go poniżej w całości. Prawda zwycięży! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------"Rzeczpospolita" - "Trotyl na wraku tupolewa" Cezary Gmyz 30-10-2012: Polacy, którzy badali wrak samolotu, odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych Badania przeprowadzali przez miesiąc w Smoleńsku polscy prokuratorzy i biegli – ustaliła „Rzeczpospolita". Wrócili dwa tygodnie temu. Informację o tym, że prokuratura od kilkunastu dni zna wyniki ekspertyz, potwierdziliśmy w rozmowie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. Polscy prokuratorzy mieli wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej. Dostarczona przez Rosjan analiza nie spełniała wymogów proceduralnych. Nasi biegli odmówili podpisania ostatecznej opinii o przyczynach zgonu bez dokładnego przebadania wraku. Domagali się ponownego wyjazdu do Smoleńska. Twierdzili, że polscy eksperci, którzy prowadzili wcześniejsze badanie, mieli do dyspozycji zbyt małą liczbę próbek, by wykluczyć obecność materiałów wybuchowych. Do Smoleńska wraz z prokuratorami pojechali biegli pirotechnicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, z nowoczesnym sprzętem. Już pierwsze próbki, zarówno z wnętrza samolotu, jak i poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny. Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu. Ślady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska. Wiadomość o odkryciu osadu z materiałów wybuchowych natychmiast przekazano do Warszawy na ręce prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego Artymiaka. Prokurator generalny osobiście przekazał informacje premierowi Donaldowi Tuskowi. Od powrotu ze Smoleńska trwają intensywne konsultacje, co dalej robić z tym odkryciem. Eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny. Wciąż biorą pod uwagę hipotezy, według których osad z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej. Wówczas w rejonie Smoleńska toczyły się bardzo ciężkie walki. Do tej pory biegli pracujący dla prokuratury nie stwierdzili obecności we wraku materiałów wybuchowych. Powoływali się przy tym na ekspertyzy rosyjskich specjalistów. Rzecznik prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk w rozmowie z „Rz" zapowiedział wczoraj, że w najbliższych dniach prokuratura zajmie stanowisko w tej sprawie.-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- I jeszcze tylko mały fragment z innego artykułu z "Rzeczpospolitej" - "Próbki będą badane" Cezary Gmyz 31-10-2012: Polacy przeprowadzili badania odzieży części ofiar tragedii smoleńskiej. Rodziny ofiar podkreślały jednak, że większość ubrań nie została poddana badaniom. Odzież tę przechowywano w koszarach w Mińsku Mazowieckim, skąd odbierali ją bliscy ofiar. Tymczasem, jak się okazuje, rodzina jednej z ofiar, Ewy Bąkowskiej, zleciła przeprowadzenie prywatnej ekspertyzy materiału z miejsca katastrofy w USA. – 16 czerwca otrzymałem informację od jednego z naukowców, że znane są już wyniki badań dwóch próbek, wielkości kilku centymetrów kwadratowych każda. Jedna pochodziła z fragmentu garsonki, druga – z pasa biodrowego od fotela lotniczego, który był z tą garsonką, można powiedzieć, zespolony. Okazało się, że w tej drugiej próbce znaleziono ślady trójnitrotoluenu, czyli trotylu – mówił Stanisław Zagrodzki kuzyn Bąkowskiej. Badania były wykonane metodą odczynnikową, czyli analizy chemicznej, a nie metodą detektorowania, jaką posłużyła się prokuratura – informował portal wpolityce.pl.

poniedziałek, 29 października 2012

Oczywisty dowód

Przedwczoraj nastąpiła śmierć chorążego Remigiusza Musia, jednego z nielicznych świadków katastrofy smoleńskiej. Kolejne z serii "samobójstw" osób niewygodnych dla systemu i Rosji. Chociaż jak zawsze "nie stwierdzono działania osób trzecich" to nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w wersję samobójstwa. Łatwo można wyobrazić sobie sposób mordu przez profesjonalistów którzy nie pozostawiają śladów. Nie wiadomo tylko czy byli oni z Polski czy z Rosji i kogo następnego mają na liście. Ale to co się stało jest oczywistym dowodem zbrodni smoleńskiej którą próbuje się w ten sposób zatuszować. W zaistniałej sytuacji należy zebrać w jedno miejsce wszystkie osoby mające taki związek ze sprawą smoleńską że są zagrożone fizyczną likwidacją i zapewnić im stałą ochronę. Rzecz jasna jest to możliwe tylko poza oficjalnymi strukturami reżimowymi. Powinno to zorganizować środowisko patriotyczne z wykorzystaniem dobrych ludzi z wojska i policji.

Trzy razy podłość !

System w którym zmuszeni jesteśmy żyć dopuszcza się jednej nieprawości za drugą. Jakiś czas temu obrońcy życia skierowali do Sejmu wniosek o wprowadzenie pełnej ochrony życia od poczęcia, czyli zupełnego zakazu aborcji w Polsce. Wniosek odrzucono. Niedawno ponowiono próbę ratowania polskich dzieci ograniczając się do propozycji zakazu tzw. aborcji eugenicznej, czyli mordowania w związku z podejrzeniem że dziecko jest poważnie chore. "Wybrańcy narodu" i tym razem odrzucili nawet tak skromną próbę poprawy sytuacji moralnej naszego kraju. Obecnie reżim chce wprowadzić łatwo dostępne in vitro, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami tej metody związanymi z dodatkowymi zarodkami które są praktycznie skazane na śmierć. Ma to być finansowane z budżetu państwa, czyli że normalni obywatele płacący uczciwie podatki będą utrzymywać nie tylko urzędników niszczących Polskę, ponosić koszty wojny w Afganistanie, ale również zostaną skazani na opłacanie dzieciobójstwa. Prawdziwie lucyferiański system, a ten który za tym stoi jest diabłem!

niedziela, 14 października 2012

Nie jest najgorzej

Obiecywałem mniej krytyki a więcej twierdzeń pozytywnych i oto nadarzyła się okazja. Jest za co pochwalić nasze społeczeństwo. Oto we wczorajszym internetowym wydaniu dziennika "Rzeczpospolita" ukazała się sonda na aktualny polityczny temat. Interesujące są jej wyniki (w momencie gdy je obserwowałem). Sonda: Polityka Rząd Donalda Tuska przetrwał głosowanie w Sejmie To dobrze (Głosy:355) To źle (Głosy:1761) Wszystko mi jedno (Głosy:175). Czyli odpowiednio: 15,50%, 76,87%, 7,64%. Te wyniki nie są zaskoczeniem, dobrze oddają nastroje społeczne. Powszechny już dostęp do internetu zniwelował w sondzie przewagę osób lepiej sytuowanych i popierających system. Czyli prawdziwa demokracja w internecie w przeciwieństwie do Sejmu. Tamtejsi rzekomi przedstawiciele narodu głosowali odwrotnie: 233 (51,55%) za, 219 (48,45%) przeciw. Widać jak na dłoni że skorumpowana i zdemoralizowana grupa politykierów nie reprezentuje nikogo oprócz systemu i samych siebie. Natomiast społeczeństwo, które też nie jest idealne bo ma trudności ze zrozumieniem co jest naprawdę ważne, zdało tym razem egzamin na piątkę. I za to mu dziękuję. Oby w innych, ważniejszych wyborach nie zabrakło konsekwencji!

wtorek, 25 września 2012

Nie można milczeć !

W naszym kraju nasila się plaga morderstw dzieci dokonywanych przez ich rodziców lub opiekunów. Katami stają się osoby najbliższe które nie dorosły do roli jaką powinny spełnić. To ci którzy za poprzedniego systemu, przy łatwej dostępności aborcji, już dawno pozbyliby się niechcianego potomstwa. Narastający prymitywizm, zdziczenie, w połączeniu ze wciąż pogarszającymi się warunkami życia tworzą mieszankę wybuchową. Ale nie sami ludzie są winni, za wiele zła odpowiada system. Oto w ostatnich dniach odkryto w Pucku, na naszym terenie, wstrząsającą zbrodnię. Dwoje małych dzieci zostało w bestialski sposób zamordowanych w tzw. rodzinie zastępczej. Wcześniej dzieci odebrano samotnej matce ze wsi, mąż w więzieniu, ponieważ nie miała środków na ich utrzymanie. Popatrzmy na ciąg zdarzeń z których każde woła o pomstę do nieba. Najpierw system uchwalił prawo które pozwala odebrać dzieci wyłącznie z powodu biedy! Jest to zbrodnia wymierzona w nasz naród, aby przez stworzenie warunków nie do zniesienia obniżyć liczbę urodzeń. Kto bowiem może mieć pewność że nie wpadnie w biedę w dzisiejszych czasach permanentnego kryzysu, prawdziwego i sztucznie wywołanego jak to było kiedyś na Ukrainie? Chyba tylko ludzie systemu. Odbieranie dzieci z powodu biedy jest sprzeczne z prawami boskimi, ludzkimi i ze zdrowym rozsądkiem. Biedakom należy pomóc a nie ich dobijać. Żaden uczciwy sędzia czy pracownik socjalny nigdy nie dopuści się kradzieży dzieci. W opisywanym przypadku tak się jednak stało. Zamiast zatrudnić męża kobiety w więzieniu a zarobione pieniądze przekazywać dla żony i dzieci, ewentualnie z jakimś wsparciem z pomocy społecznej, wybrano najgorszy wariant. I co dalej? System który dopuszcza się takiej niegodziwości nie ma co zrobić z odebranymi dziećmi. Umieszcza je gdzie popadnie, u niesprawdzonych opiekunów którzy okazali się mordercami. Patrząc na to wszystko nawet ateista musi przyznać że diabeł istnieje. I działa w systemie w którym z jednej zbrodni wynika następna tworząc niewyobrażalną podłość. Jedynym zabezpieczeniem przed agresją systemu wobec dzieci, możliwością ich odebrania, także zmuszaniem do jak najwcześniejszej nauki aby wychować człowieka-robota pozbawionego indywidualności, jedynym sposobem jest wyjazd za granicę. I o to także im chodzi ale trzeba się jakoś ratować. Nie każdy jednak chce i może uciekać, choćby na jakiś czas, więc tragedie będą się powtarzały.

poniedziałek, 10 września 2012

Wielka zmiana

Wszystko co do tej pory zamieściłem w tym blogu było pisane szczerze, z pewnymi ograniczeniami wynikającymi z warunków w jakich żyjemy. Muszę jednak przyznać że niektóre moje własne opinie i oceny już mnie dziś nie satysfakcjonują. Były aktualne w momencie dokonywania wpisu, obecnie nie są już zgodne z moim światopoglądem, a nawet mogą zaszkodzić mniej dojrzałym Czytelnikom. Co zatem robić? Zostawić wszystko jak jest - źle. Zmienić teksty i powstanie fałszywe wrażenie że były od początku inne niż w rzeczywistości - nieuczciwie. Usunąć całego bloga - bez sensu, zniszczeniu uległoby to co dobre. Postanowiłem dodać stopniowo do tych spornych tekstów korekty. Będę zaprzeczał sam sobie w imię wyższej prawdy. Zmieni się również w tym blogu zakres tematyczny zgodnie z zasadą przechodzenia od rzeczy niższych, mniej cennych, wzwyż. Mniej narzekania, więcej budowania. Zgodnie z nowym światłem na ten trudny czas.

wtorek, 4 września 2012

O hierarchii rzeczy

"Nie ma nic cenniejszego, nie ma sensowniejszej inwestycji niż inwestycja w wiedzę, umiejętności, w przyszłość naszych dzieci i wnuków." To wypowiedź pewnego polityka, najgorszego w Polsce, w związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Gładkie zdanie mające wywołać uznanie społeczne i polityczne profity. W rzeczywistości jest to zdanie fałszywe. Oczywiście kształcenie jest ważne, co do tego nie może być wątpliwości. No to w czym problem? Błąd tkwi w pierwszej części zdania, w ocenie że nie ma nic cenniejszego od wiedzy. Gdyby tak było, to żyjąc w czasach gdy wiedza niezwykle się upowszechniła i osiągnęła niespotykane wcześniej wyżyny, musielibyśmy chyba znaleźć się w krainie wielkiej szczęśliwości. Niestety jest dokładnie odwrotnie, wiedza wciąż wzrasta ale jeszcze szybciej rozwijają się problemy w każdej dziedzinie życia. Wiedza nie nadąża więc za problemami które w dużej części sama wywołuje. Walczymy dziś z trudnościami które w dawnych czasach były o wiele mniejsze albo nawet zupełnie nieznane. Ale dlaczego wiedza szkodzi? Ponieważ brakuje mądrości. Prawidłowo wiedza powinna być jedynie narzędziem w ręku człowieka obdarzonego mądrością, pełniącą nadrzędną wobec wiedzy funkcję. Ale szkoły i uczelnie o to nie dbają, nastąpiło odwrócenie proporcji, produkuje się masowo dobrze wykształconych głupców którzy unieszczęśliwiają siebie i innych. I potem dobrze wykształceni uczeni i wynalazcy opracowują rozwiązania które nasza cywilizacja obraca przeciwko człowiekowi i całemu światu. Dobrze wykształceni sędziowie wydają wyroki ale nie ma sprawiedliwości. Dobrze wykształceni lekarze leczą choroby a nie pacjenta. Dobrze wykształceni żołnierze jadą na brudną wojnę. I tak dalej i temu podobne. A więc mądrość powinna królować, wiedza zaś być jej służebnicą. Ale ludzie systemu, tego zepsutego systemu rzeczy, nie przyjmą powyższego do wiadomości. A dlaczego? Oni nie są samobójcami, gdyby w społeczeństwie zatryumfowała mądrość system rozpadłby się szybciej niż domek z kart.

piątek, 31 sierpnia 2012

To już 32 lata !

Oczywiście od pamiętnego solidarnościowego sierpnia 1980 i podpisanych porozumień. Pamiętam że strajki były dla mnie niespodzianką z powodu kiepskiego stanu społeczeństwa. A tu taka akcja którą nawet udało się wygrać! To był przedziwny stan bardzo niepewnej równowagi pomiędzy starą twardogłową komuną i młodym duchem społeczeństwem nadziei. A za tym wszystkim stratedzy systemu mającego się przeobrazić, tak jak wąż zrzuca skórę. Całkowita rezygnacja z ideałów komunistycznych, wyprzedaż idei za dolary, oni porzucili przecież potem swoje doły partyjne. Poświęcenie nadbudowy aby bez reszty opanować bazę. Ale wszystko było wtedy w ukryciu, któż mógł przeniknąć diabelski plan i znaleźć skuteczną kontrę? Naród cieszył się z wywalczonego sukcesu i że udało się uniknąć rozlewu krwi. Nikt nie przewidywał w jakie bagno nas wpakują. Niektórzy uczestnicy tamtych zdarzeń mówią dziś że gdyby wiedzieli do czego dojdzie zrezygnowaliby z udziału w strajkach. Myślę że nie powinni żałować i nie warto przekreślać dobrych czynów nawet jeśli okazały się nieskuteczne. Ale przejdźmy do teraźniejszości. Kraj zniewolony, wewnętrznie i zewnętrznie, z poważnymi problemami w każdej dziedzinie, na co nakłada się kryzys światowy. Coraz bliżej do jakiegoś kolejnego wybuchu społecznego niezadowolenia. Oby była to prawdziwa bezkrwawa rewolucja, która nas wyzwoli z upadku i przywróci ludziom godność i normalne życie. Wypędzi unię, osądzi zdrajców, zlikwiduje dziki kapitalizm i inne patologie na każdym kroku. Czy jesteśmy do tego gotowi? Przyszłość pokaże.

środa, 29 sierpnia 2012

Dziwny jest ten świat

Wyrok na sprawcę zamachów w Norwegii Breivika pokazuje fatalny stan Zachodu, jego społeczeństw i instytucji. 77 ofiar śmiertelnych, około 200 rannych, w tym osoby przypadkowe, poważne straty materialne. Czyż to nie wystarczy dla całkowitego potępienia sprawcy i wymierzenia mu najwyższego wymiaru kary? Pomimo że jego argumentacja nie była zapewne całkiem bezsensowna, że działał z pobudek ideowych, poświęcił też swoje życie, że jest zdolny (do wszystkiego) więc może uległ by nawróceniu bądź resocjalizacji. To nie jest jednak decydujące. Sprawiedliwość domaga się najwyższej kary ze względu na przelaną przezeń krew. Tego się żadnym pseudohumanizmem nie odwoła. Ale sprawiedliwość nie jest jakąś teoretyczną konstrukcją, trzeba ją czuć. Oni tam na Zachodzie, poddani długotrwałej demoralizacji, już tę wrażliwość zatracili. Wyrok 21 lat więzienia (z możliwością zwolnienia po 10 latach) to w przeliczeniu na jednego zabitego 100 albo 47 dni. Norwegia tanio wycenia życie swych obywateli. I nawet ojciec któremu zabito syna pochwalił wyrok, że sprawiedliwy. Warunki więzienne Breivika porażają luksusem. Komputer do dyspozycji, siłownia w celi, nowy pawilon budowany specjalnie dla niego by nie stykał się z innymi więźniami którzy chcą go zabić. Kryminaliści sprawiedliwsi od sędziów! Taki głupi wyrok oddziałuje na sytuację i w naszym kraju. Pewna znana sędzia wypowiadała się w radiu z uznaniem o kulturze prawnej społeczeństwa norweskiego. Wiemy zatem czego możemy się spodziewać w przyszłości.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Pseudoreligijna podłość

W polskich rzeźniach od lat prowadzi się wyjątkowo okrutny proceder rytualnego mordowania zwierząt, zgodnie z chorymi zasadami zwyrodniałego judaizmu i islamu. Pomimo że religie te przyznają że nie jest to dla nich konieczne i mogą się zadowolić mięsem ze zwykłego uboju. Zgodzili się na to politycy wszystkich opcji co najlepiej świadczy o ich poziomie moralnym. Obecnie obrońcy zwierząt podjęli walkę z tym, wynikającym z ciemnoty i korupcji, całkowicie zbędnym okrucieństwem. Walka jest trudna bo chodzi o duże pieniądze, więc szuje nie zechcą ustąpić. Ale trzeba coś zrobić, nie można godzić się na zło z powodu bezsilności i dla nieświętego spokoju. Wszyscy pseudoreligijni fanatycy którzy kupują takie mięso, w ogóle każde mięso!, nie mają z prawdziwą religijnością nic wspólnego.---------------Korekta: 25.09.2012. Krytyka uboju zwierząt, zarówno rytualnego jak i "zwykłego" jest jak najbardziej słuszna. Dobrzy ludzie z całego świata powinni się połączyć w walce z okrucieństwem rzeźni! Nie ma natomiast sensu obrzucanie obelgami wyznawców religii w których składa się ofiary ze zwierząt albo dopuszcza zjadanie mięsa. Ludzie ci nie są "zwyrodnialcami" czy "szujami". Oni albo zatrzymali się w rozwoju duchowym na etapie sprzed tysięcy lat (judaiści i większość chrześcijan) albo wpadli całkowicie w ślepy zaułek (islamiści). Tym pierwszym można pomóc wskazując na jedynie przejściowe przyzwolenie na zjadanie mięsa, w związku ze zniszczeniem roślinności po potopie. Mięsa nie jedzono w Edenie, nie będzie się go jadło na nowej ziemi.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Bagno !

Wydarzeniem ostatnich dni są dwa skandale typowe dla obecnej sytuacji w kraju. Afera Amber Gold, czyli wyłudzenie od naiwnych grubych milionów, oraz afera oszusta z Pszczyny, domagającego się ogromnych kar od nabranej młodzieży za rzekome niewykonanie pracy. Powstała specjalna kategoria cwaniaków którzy chcą się w obłędny sposób wzbogacić, po trupach, nie licząc się z nikim i z niczym. Charakterystyczne że w obu przypadkach przestępcy mają się dobrze, nie zostali aresztowani, są więc chronieni przez system. Nie wiadomo dokąd trafiły pieniądze z Amber Gold bo nikomu nie przyszło do głowy aby wyegzekwować informację od sprawcy. Pewnie miał pomocników, znane są jego kontakty z władzą. Umowy oszusta z Pszczyny są rzekomo zgodne z prawem, a gdy dochodzi do procesów wygrywa je. Fikcja praworządności pod pozorem demokracji. Obecne prawo jest biurokratycznym bełkotem i nie pełni podstawowej funkcji narzędzia utrzymywania sprawiedliwości. Sądy są wykonawcami złego prawa i opierają się na całkowicie błędnych założeniach. Zwyczajny normalny człowiek z ulicy, nie będący prawnikiem, potrafiłby wydać sprawiedliwy wyrok w sprawach w których jest dziś albo kompletna bezradność albo brak dobrej woli. Studia prawnicze są jak najbardziej dobre ale nie najważniejsze. Podstawą sędziego winna być mądrość, wynikające z niej uczciwość i nieskorumpowanie przez system. Ale to właśnie ów system mianuje sędziów, zgodnych ze swymi interesami. Tak koło się zamyka. Bez zdecydowanych działań poprawy nie będzie.

piątek, 17 sierpnia 2012

Oszuści w szatach

Tak można skwitować dzisiejsze podpisanie w Warszawie przez katolickich i prawosławnych duchownych wspólnego przesłania do narodów Polski i Rosji. Pomimo znajdujących się w nim wielu słusznych myśli które zostały jednak źle użyte. Dlaczego tak surowa ocena? Otóż normalni Polacy i Rosjanie nie wyrządzili sobie żadnych krzywd, a zatem nie pałają do siebie nienawiścią i nie muszą niczego wybaczać. Tym zaś, powiedzmy wprost, nie w Polsce ale w Rosji, którzy dopuścili się zbrodni, nie można niczego wybaczyć. W ogóle z wybaczaniem jest tak, że może to zrobić tylko ofiara zła a nie ktoś nieupoważniony, w jej zastępstwie. Poza tym sprawca musi pragnąć wybaczenia, ukorzyć się i dokonać zadośćuczynienia. Problemy pomiędzy Polską i Rosją są całkowicie asymetryczne, my im niczego nie zrobiliśmy, oni nam bardzo wiele. Są spowodowane przez państwowy imperializm, carski, sowiecki i postsowiecki. Oczywiście teoretycznie naród odpowiada za to jaką ma władzę, praktycznie każda władza jest w jakiś sposób narzucona i dlatego ta odpowiedzialność jest w dużym stopniu fikcją. Czy może się znaleźć w Polsce ktoś kto wybaczyłby śmierć bohaterów naszych powstań, cierpienia zesłańców, niszczenie i wynaradawianie kraju w okresie zaborów, najazd 1920 roku, eksterminację ludności polskiej w Rosji przed II wojną światową, napaść wespół z Hitlerem w 1939 roku, Katyń, zsyłki, mordy, zagarnięcie połowy obszaru Polski przedwojennej, narzucenie swojego systemu w okresie PRL, Smoleńsk? Niechby był przeklęty. Ale oni, sprytni inżynierowie dusz, trzymający się uparcie średniowiecznej religijności, realizują w tym przypadku swoje czysto polityczne i niestety niepolskie interesy. O co więc chodzi? Obie strony są powiązane ze swymi władzami świeckimi i wypełniają w dużym stopniu ich koncepcje chociaż sojusz tronu z ołtarzem ma bardzo złą opinię. Takie "pojednanie" ma zdjąć z państwa rosyjskiego odpowiedzialność historyczną i wciągnąć Polskę w rosyjską strefę wpływów. Oczywiście Smoleńsk. Być może chodzi też o poprawę stosunków rosyjsko-unijnych i budowanie mostów pomiędzy Rosją i Zachodem. Katolikom marzy się misja w Rosji. Obie strony kościelne szukają sojuszników aby wspólnie przeciwstawić się laicyzacji. Przypomina się nieszczęsny list biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku, owo "przebaczamy i prosimy o wybaczenie". Co i komu mogli przebaczyć ci biskupi, kto mógłby ich upoważnić do przebaczenia milionów pomordowanych i zniszczenia kraju? Skrytykowali to nawet komuniści. Ale, powie ktoś, trzeba jakoś naprawiać stosunki z sąsiadami. Tak, ale w sposób realistyczny a nie poprzez puste deklaracje. Ostatecznie zaś poprawa może nastąpić jedynie w wyniku wzrostu świadomości ludzi w różnych krajach przez co staną się lepsi i bardziej ludzcy. Wówczas nie będą sobie zagrażać jak było przez wieki. Ale to pieśń dalekiej przyszłości.

środa, 15 sierpnia 2012

Pamiętamy !

Nasze straty w bitwie warszawskiej w 1920 roku wyniosły 14500 poległych, 22000 rannych, 10000 zaginionych. Ofiarnych, gorliwych patriotów, którym winniśmy wieczną wdzięczność. Cześć ich pamięci! Bądźmy ich godni! Walka o Polskę toczy się bez przerwy, zmieniają się tylko wrogowie i metody, przeważnie coraz bardziej perfidne. Jednakowe zagrożenia z zachodu i ze wschodu którym musimy sprostać, inaczej zginiemy. Historia zna niezliczoną ilość narodów które przeminęły. Nie dajmy się wpędzić w ten schemat. Dziś zamiast bolszewickiej nawały nadciąga pogłębiająca się integracja europejska której trzeba się przeciwstawić. Nie dajmy się im przekupić albo sterroryzować. Polska jest tego warta!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Po olimpiadzie

Zakończyło się wielkie widowisko które też skłania do refleksji. Tak wiele dyscyplin o bardzo zróżnicowanej wartości moralnej, estetycznej i zdrowotnej. Przepaść pomiędzy olimpijczykami i zwykłymi ludźmi z powodu niesłychanie wyśrubowanych wyników zmagań. Szkodzenie sobie na zdrowiu i stale obecne podejrzenia o zakazany doping. Sztuczne zjawisko angażowania obcych do ekip narodowych większości krajów. Nasi sportowcy wypadli średnio, myślę że może nawet lepiej niż się o tym mówi w mediach. Przecież wysokie choć niemedalowe miejsca w zawodach są też sukcesem ze względu na światową skalę olimpiady. A co do porażek: fatalna sytuacja Polski musi niestety wywoływać skutki i w dziedzinie sportu. Pieniędzmi się wszystkiego nie załatwi, potrzebne są spokój, stabilizacja i radość życia. Zracjonalizujmy nieco wyniki nie odzierając sportu z romantyki. Medal lub jego brak, lepsze albo gorsze miejsce, są tylko dodatkiem do człowieka, nie jego istotą. Wolę więc zawodnika przegrywającego ale będącego wartościową jednostką od mistrza który ma wiele grzechów na sumieniu. Tymczasem krytyka polskich olimpijczyków jest dozwolona a nawet pożądana przez system bo stanowi wdzięczny temat zastępczy, mający odwracać uwagę mas od kryzysu i innych istotnych problemów. Sport traktowany przez polityków jako opium dla ludu, jest to zjawisko ogólnoświatowe. Gdyby nie to, olimpiada byłaby znacznie skromniejsza ale i czystsza moralnie. Zdecydowanie nie podobały mi się ceremonie otwarcia i zakończenia igrzysk ze względu na zdegenerowaną pseudomuzykę i przemycane za jej pośrednictwem szkodliwe treści. Ale to już wina organizatorów i ich mocodawców.

czwartek, 9 sierpnia 2012

August Kowalczyk 1921-2012

Dziś odbył się w Warszawie pogrzeb tego znanego aktora. Jego największą rolą, dzięki której zapisał się szczególnie w historii, był monodram o własnej ucieczce z Auschwitz w 1942 roku. Ponad 6000 razy wystąpił z nim przed młodzieżą szkolną w 5000 szkół w całej Polsce. Jakiejż siły i samozaparcia potrzeba aby dla dania świadectwa rozdrapywać ciągle stare rany i opowiadać obcym ludziom o swoim głęboko osobistym dramacie! Poświęcenie dla wychowania młodzieży, a więc dla Polski. Niech ta zasługa wymaże udział aktora w kiepskich filmach w głębokim PRL-u.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Incydent na cmentarzu

Od kilku dni trwa w państwowych mediach krytyka patriotycznego sprzeciwu w czasie obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Gdy społeczeństwo składało kwiaty i zapalało znicze na grobach bohaterów, pojawili się tam nagle szkodzący Polsce politycy systemu. Udając sprawiedliwych chcieli jakoby też uczcić poległych, aby zamaskować swe rzeczywiste działania i cele oraz poprawić mocno nadwyrężoną reputację. Pomylili się jednak bardzo w kalkulacjach. Oni mogą oszukiwać motłoch przed telewizorami ale nie świadomych patriotów którzy przyszli z potrzeby serca. Ludzie zaprotestowali i powiedzieli tym ... co o nich myślą. Teraz propaganda rozgłasza że zakłócono powagę uroczystości i cmentarza. Istotnie, zakłócono, ale zrobili to nie protestujący lecz owi osobnicy niegodni obecności przy mogiłach bohaterów. Szczególnie nieprzyjemne jest wplątanie w zdarzenie powstańców których zmanipulowano psychologicznie i propagandowo.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Zmarł ostatni obrońca Westerplatte

Major Ignacy Skowron który w 1939 roku był kapralem, awansowany po 1989 roku na kolejne stopnie oficerskie. Starał się o budowę na Westerplatte prawdziwego muzeum. Pochodził ze wsi, w cywilu pracował w rolnictwie i na kolei. Był mężem i ojcem licznej rodziny. Dożył 97 lat, prawie 73 lata po bitwie swego życia. Cześć jego pamięci! Kończy się pewna epoka. Gdy wszyscy weterani II wojny światowej wymrą stracimy źródła wiedzy historycznej i żywe przykłady do naśladowania.

środa, 1 sierpnia 2012

Wieczna cześć i chwała !

Powstanie Warszawskie, którego sześćdziesiątą ósmą rocznicę dziś obchodzimy, jest najwspanialszym współczesnym wybuchem bohaterstwa najlepszych żywotnych sił narodu. Chwała jego Bohaterom, poległym, zamordowanym po wojnie przez bolszewików, zmarłym, jak i żyjącym, ostatnim świadkom walki. Możemy z nich brać przykład i czerpać naukę po wszystkie czasy. W tej liczbie pragnę wspomnieć mojego dziadka, Mateusza Korniaka pseudonim "Baca", oficera Komendy Głównej Armii Krajowej i uczestnika powstania. To co się wtedy wydarzyło nie jest historią zamkniętą, bezpowrotnie minioną. Ponieważ przyczyny które doprowadziły do powstańczego zrywu istnieją i dziś. Zmieniły się metody działania przeciwników, są pozornie delikatniejsze, na pewno bardziej wyrafinowane, ale istota pozostała bez zmian. Toczy się walka o Polskę, o ludzkie dusze, a poprzez nie o nasz kraj i jego wieczną przyszłość. Nie dajmy się więc oszukać agresorom ze wszystkich stron świata którzy chcą nas podbić, wszystko nam zabrać, dyktować jak mamy żyć, a aby się to udało najpierw nas skorumpować i zdemoralizować. Zupełnie możliwe że nadejdzie kiedyś dzień gdy trzeba będzie znowu walczyć w samoobronie aby Polska mogła żyć. Oby nie zabrakło ducha narodowi w kryzysie.

wtorek, 24 lipca 2012

Porażka wichrzycieli

Dzień dzisiejszy przyniósł dobrą wiadomość: gejowski projekt ustawy o związkach partnerskich trafił w Sejmie do kosza. Była to ukryta próba legalizacji homomałżeństw, na razie w nieco skromniejszej formie. Gdyby to przeszło na pewno domagaliby się wkrótce małżeństw z pełnymi prawami. Zdrowym ludziom, czyli hetero, jakieś związki partnerskie nie są w zasadzie potrzebne. Przecież taki związek partnerski byłby również, jak małżeństwo, procedurą uzależniającą człowieka od władzy, wprawdzie tylko świeckiej, ale zniewolenie pozostaje. Każdy ma wybór odpowiadający jego świadomości i sytuacji życiowej: tradycyjne małżeństwo albo wolny związek bez mieszania do tego państwa. A co do różnych udogodnień typu wspólnego rozliczania podatków przez pary czy rozwiązania często przywoływanych problemów w kontaktach ze służbą zdrowia, to o te sprawy należy walczyć poprzez domaganie się zwiększenia w Polsce praw obywatelskich. Dlaczego Sejm zagłosował przeciw? Optymista powie że posłowie nie są tacy źli na jakich wyglądają. Poczucie realizmu nakazuje uwzględnić że oni nie robią niczego bez analiz, sondaży i instrukcji, w tym przypadku nie chcieli narazić się społeczeństwu no i oczywiście Kościołowi. Nie można być jednak spokojnym bo są już sygnały że temat związków partnerskich będzie powracał. Pewne że chodzi im też o odwrócenie uwagi od kryzysu.

Dwieście lat !

Nasz Mistrz prawdziwego śpiewu, Bernard Ładysz, obchodzi dziś swe dziewięćdziesiąte urodziny.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Ludzie i ceny

Wczoraj, nie bacząc na świętą niedzielę, wybrałem się na zakupy do hipermarketu. Tam też, po raz nie wiem który, miałem do czynienia ze zjawiskiem wywołującym mój sprzeciw i opór. Większość obecnego życia powoduje u mnie taką reakcję, o co więc chodziło tym razem? O zróżnicowanie cen w sklepach na identyczne albo bardzo zbliżone do siebie produkty. Być może to jest normalne dla młodzieży ponieważ w tym wzrosła. A mnie oburza wymuszona konieczność wędrowania od sklepu do sklepu w poszukiwaniu najtańszej oferty albo pogodzenie się ze stratą z powodu różnicy cen. Szkoda sił, czasu, a przede wszystkim to jest w jakiś sposób atak handlowców na godność klienta. Kiedyś szukaliśmy towarów, staliśmy w kolejkach, dziś poszukujemy taniego sklepu. To wina systemu który wtrąca się gdzie nie trzeba ale jest bierny gdy powinien zareagować. Gdyby wprowadzono ustawowy nakaz zrównania cen na identyczne artykuły we wszystkich sklepach, nie musielibyśmy nigdzie wędrować, ludzie byliby mniej zmęczeni i bardziej zadowoleni. A ewentualne problemy w handlu rozwiązywałoby się wewnątrz tej dziedziny gospodarki a nie kosztem społeczeństwa.

sobota, 21 lipca 2012

Broń i bezpieczeństwo

Wczorajsza masakra dokonana przez szaleńca w amerykańskim Kolorado zwraca uwagę na problemy z bronią ale również na kwestię wyboru postawy życiowej wobec zła które nas spotyka. Na to wszystko nie ma prostych odpowiedzi. Metoda amerykańska, łatwego dostępu do broni, jest logicznie zgodna z przysługującym człowiekowi prawem do obrony przed każdą agresją. To przejaw wolności obywatelskiej, element demokracji. Radość kończy się szybko gdy okazuje się że zwykli, przeciętni ludzie, a często grubo poniżej przeciętnej jak to było w Kolorado, mogą decydować o czyimś życiu lub śmierci. Podobno w Stanach corocznie ginie z broni 30 tysięcy osób, połowę stanowią samobójcy, a rannych zostaje 100 tysięcy. Szkoda ludzi! Za to w Europie, gdzie o broń trudno, takich problemów nie ma, są za to inne, nie mniej dokuczliwe. Szczególnie w naszej części Europy gdzie komuniści bojąc się społeczeństwa rozbroili je i tak już zostało. Prawdopodobnie obecne władze myślą podobnie. Jesteśmy skazani na agresję ze strony różnych chamów dysponujących przewagą siłową i liczebną, a także wieloma prawami pochodzącymi z wypaczonej, chorej demokracji. Pozbawieni środków i prawa do skutecznej obrony cierpimy krzywdy którymi nie zajmują się w dostatecznym stopniu powołane do tego instytucje państwowe. Ich systemowe pojęcie o przestępstwach różni się bardzo od prawdziwego poczucia sprawiedliwości, do tego dochodzi ogromna inercja systemu. Ponieważ oni nie rozumieją albo udają że nie rozumieją, a poza tym nie mają interesu w trosce o człowieka, dlatego wielkie obszary zła pozostają nieukarane. Gdybyśmy wzięli sprawy we własne ręce to nasze bezpieczeństwo nie byłoby zależne od czyjejś łaskawości czy od systemu którego ono niewiele obchodzi. Ale wtedy polałaby się krew, czasami słusznie czasami nie. Jak widać z porównania Ameryki i Europy i tak źle i tak niedobrze. No ale, powie ktoś, jakoś żyjemy więc po co się nad tym wszystkim zastanawiać? Tylko że jakoś nie znaczy dobrze, a dzisiejsza względna stabilizacja nie będzie trwała wiecznie bo przed nami trudne czasy i nie wiadomo co jeszcze może się wydarzyć.

niedziela, 15 lipca 2012

Przestroga dla nas wszystkich

Ilość katastrof w przyrodzie wzrasta niepokojąco na naszych oczach. Ktoś z klimatologów stwierdził że nie dzieje się nic niezwykłego bo wszystkie te zdarzenia wydarzały się u nas już przed wiekami. No dobrze, ale z jaką częstością? O wiele mniejszą niż dziś, więc bagatelizowanie obecnej sytuacji jest spaczeniem zawodowym z nadmiaru rutyny albo świadomą nieprawdą w celu uspokojenia mas. Ocieplenie klimatu jest niepodważalnym faktem. Z ocieplenia wynikają w ogromnej mierze wszystkie obecne klęski żywiołowe. Drugą przyczyną są błędy i zaniedbania człowieka, na przykład gdy dochodzi do powodzi. Kwestią sporną pozostaje czy ocieplenie klimatu ma głównie pochodzenie naturalne, w co wierzą albo udają że wierzą wszyscy zwolennicy rozpasanej cywilizacji i dzikiego kapitalizmu, czy też jest wywołane szkodliwą działalnością człowieka, na co zwracają uwagę działacze ekologiczni i wszyscy którzy troszczą się o nasz świat. Bardzo możliwe że ocieplenie jest częściowo naturalne ale z pewnością nie jest to jedyna a nawet główna przyczyna. Zniszczenia dokonane przez bezwzględnych i oderwanych od natury budowniczych rzekomo wspaniałego, nowego świata, są zatrważające i to one psują klimat co szybko odbije się na ludziach. Na razie mamy dopiero początek boleści, znak przestrogi, a co będzie dalej? No i cóż robić w tej sytuacji? Cywilizacji nie uda się zatrzymać bo zło i bierność przeważają nad świadomością. Możemy jednak, a nawet musimy, ograniczać wszystkie nieekologiczne sprawy i zachowania aby spowolnić proces zniszczenia. Częściowa poprawa nastąpi jednak dopiero w momencie powszechnego użycia fotoogniw w celu uzyskiwania energii co wyeliminuje dzisiejsze brudne technologie, a to jest już wyobrażalne bo koszt fotoogniw systematycznie maleje. Ale do uzdrowienia świata nie dojdzie prędzej niż ludzie zmądrzeją. Na koniec coś z czarnego humoru. W reportażu z dotkniętego potężnym gradobiciem Bisztynka na Mazurach, pewna zatroskana mieszkanka tego miasteczka nie mogła zrozumieć zdarzenia: "Do kościoła chodzim i na tacę dajem. Bozia tak nas skarała. Za co?" Podobnych głosów było tam więcej. Ani to po chrześcijańsku (Łuk.13,4) ani po marksistowsku. Myślenie magiczne niezgodne ze zdrowym rozsądkiem.

wtorek, 10 lipca 2012

Górskie Samochodowe Mistrzostwa Polski LOTOS Grand Prix SOPOT 2012

W dniach 7 i 8 lipca br. odbyły się w Sopocie już po raz piętnasty wyścigi zaliczane do Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Góry w Sopocie? Tak, jak najbardziej. Trasa o długości zaledwie 3 km biegnie piękną leśną drogą z wieloma zakrętami i dużymi różnicami poziomu. Przebiega tuż koło Brodwina stanowiąc lokalną atrakcję. Chociaż jest to sport niebezpieczny, kosztowny i wywołujący u niektórych kibiców chęć naśladownictwa na drogach publicznych, to jednak zasługuje na uznanie. Samochód stał się bowiem tak nieodłączną częścią naszej cywilizacji że jego mistrzowskie prowadzenie jest istotną wartością. Wyścigi komentował dla publiczności niezawodny Krzysztof "Szaya" Szaykowski, weteran sportów motorowych.

piątek, 6 lipca 2012

Odpowiedzialność nauki

Duże emocje wśród fizyków wzbudziło w tych dniach domniemane odkrycie dawno przewidywanej cząstki elementarnej - bozonu Higgsa. Uczeni mają jednak trudności w przekonywającym uzasadnieniu swych prac wobec społeczeństwa. Z ich wypowiedzi można bowiem wywnioskować że odkrycie, mające potwierdzić wcześniejszą teorię, jest niezwykle ulotne i może mieć inne niż zakładane przyczyny. Ale zostawmy te dociekania specjalistom, chyba wiedzą co robią. Znacznie ważniejsze jest w naukach przyrodniczych i technicznych przewidzenie skutków odkryć i wynalazków. Dwudziesty wiek stworzył kult nauki. Wzrastaliśmy w przekonaniu że możliwości człowieka będą dzięki nauce przekraczały granice wyobraźni i że rozwiążą większość problemów życiowych. Z tego myślenia powstała sztuka science fiction, choć jej najlepsi twórcy, na przykład Stanisław Lem, przewidywali że rozwój nie odbędzie się bezboleśnie. I rzeczywiście, każde odkrycie czy wynalazek są z bardzo wysokim prawdopodobieństwem zagrożone wykorzystaniem w zbrojeniach, w zniewalaniu człowieka przez system, i wreszcie w tworzeniu coraz bardziej osaczającej nas cywilizacji niszczącej naturalny świat. Sytuacja uczonych jest zatem wyjątkowo trudna. Ci z nich którzy są mądrzy, a nie tylko naładowani wiedzą, zdają sobie sprawę z odpowiedzialności uniemożliwiającej w ogromnym stopniu publikację wyników badań. Podobno Einstein zniszczył wyniki swych ostatnich prac aby nie posłużyły do wytworzenia jeszcze straszniejszych, śmiercionośnych broni. Z drugiej jednak strony niektóre osiągnięcia są dobre i stosunkowo bezpieczne, jak chociażby odkrycia i wynalazki medyczne ratujące życie i zdrowie ludzi. Konieczna jest zatem bardzo poważna ocena co może być po odkryciu oddane w ręce ludzkości, tej ułomnej ludzkości która miota się wśród stale nierozwiązanych problemów, bo raz ujawnionych wyników cofnąć się nie da, jest to proces nieodwracalny. A jeśli zawsze znajdą się niemoralni i bezmyślni w wymiarze ogólnym naukowcy, którzy bez skrupułów będą prowadzili badania nieodpowiadające aktualnemu stanowi moralnemu świata, to będą oni winni wielkiego zła i nieszczęścia przyszłych pokoleń.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Jak uzdrowić polski sport?

Ale przede wszystkim czy w ogóle trzeba go leczyć? Mamy przecież wiele sukcesów w tej dziedzinie, może nie warto narzekać? Słaby występ Polaków w obecnych piłkarskich mistrzostwach Europy nie jest pewnie tragedią ale pokazuje że dzieje się coś niedobrego, co i bez tych zawodów było wiadomym. Sportowe kłopoty mają szereg przyczyn z których najważniejszą jest sytuacja społeczna. Kiedyś sport był masowy a wielcy wyczynowcy znajdowali się na samym szczycie ogromnej piramidy amatorów. Świat się zmienił, a wraz z nim mentalność większości ludzi dla których kontakt ze sportem ograniczył się do oglądania transmisji telewizyjnych. Pojawiły się nowe atrakcje, samochody, komórki, komputery, i wiele innych rzeczy, a z drugiej strony nieludzkie warunki życia w dzikim kapitalizmie i to jeszcze w czasie kryzysu. Zmieniły się zainteresowania, brakuje czasu, sił i pieniędzy. A więc ludzie odeszli, w sporcie pozostali zawodowcy i silni amatorzy liczący na sukces. A także działacze, jedni dobrzy, drudzy prymitywni i skorumpowani. Jest jeszcze państwo które czasami za bardzo wtrąca się w działalność związków sportowych. Mam przykre wspomnienie sprzed lat gdy w klubie szachowym musieliśmy zmieniać statut aby dostosować go do wymogów nowej wówczas ustawy o sporcie. Niektórzy proponują aby wpływ państwa jeszcze wzmocnić. To nic nie da. Państwo powinno pomagać związkom a nie narzucać im swą wolę. Jedynym rozwiązaniem jest, o ile to możliwe, ponowne spopularyzowanie w społeczeństwie żywego uczestnictwa w sporcie we wszelkich rolach, od kibica do mistrza sportu. To jest właściwy cel, czyli radość mas ludzi, a nie najlepsze nawet rezultaty garstki wyselekcjonowanych i sowicie opłacanych atletów.

wtorek, 19 czerwca 2012

Sprawa Petelickiego

Na początku muszę zaznaczyć że piękna zasada: "O zmarłych nic albo dobrze", nie może być, niestety, stosowana do osób publicznych. Śmierć byłego dowódcy jednostki "Grom", ze względu na okoliczności zdarzenia, zasługuje na komentarz i wyciągnięcie wniosków. Wszyscy myślący ludzie w Polsce nie mają wątpliwości że Petelicki został zamordowany i to z przyczyn politycznych. Podobnie jak Lepper i wielu innych w ostatnim czasie, lista jest naprawdę długa. (http://niezalezna.pl/30087-lista-niewyjasnionych-smierci) Natomiast władze i ich media od początku przyjęły wersję samobójstwa Petelickiego co sprawia jak najgorsze wrażenie. (http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post-pdf/66017,samobojstwo-musi-wygladac-na-samobojstwo) Często giną ludzie mało znani, zdawałoby się niegroźni dla zła, a jednak ktoś zakwalifikował ich do likwidacji. Mówiąc wprost, wszyscy nie zgadzający się z obecnym reżimem, z wrogimi Polsce siłami z zagranicy, a szerzej z całym systemem, są w dzisiejszej Polsce fizycznie zagrożeni. Niektórzy dobrzy ludzie o krótkiej pamięci i słabym rozumowaniu traktują teraz Petelickiego jak bohatera. Nie podzielam ich oceny, to nie jest możliwe. Zmarły był przez wiele lat ważnym esbekiem i na tym opierała się jego kariera. Po transformacji tak jak PRL zmienił wizerunek, dostosował się do nowej sytuacji, ale sympatyzował ze środowiskiem postkomunistycznym. Zaangażował się w "Grom", do końca życia wychwalał tę jednostkę bez najmniejszych skrupułów moralnych. Nie rozumiał że udział w wojnach imperialistycznych i przelewanie krwi ludzi w obcych krajach to nie bohaterstwo lecz zbrodnia, co też zamiast pomagać szkodzi Polsce. Jednak nie był to człowiek bez sumienia. Obudziło się w nim po Smoleńsku. Widząc rozkład państwa i armii, czego najlepszym dowodem był sposób wyjaśniania katastrofy smoleńskiej, publicznie krytykował zło i stojące za tym osoby. I tu należy upatrywać przyczyny jego śmierci. Niech fakt że zginął za mówienie prawdy rozjaśni jego smutny życiorys. A my, którzyśmy w drodze, nie dajmy się zabić tym szujom.

wtorek, 12 czerwca 2012

Piłka w grze

Piękny mecz Polaków przeciwko Rosji zakończony remisem 1-1, czyli jeszcze żyjemy. Jakąś rolę odegrała w tym zapewne dodatkowa mobilizacja zawodników wynikająca ze wszystkiego co nagromadziło się pomiędzy obydwoma państwami. No i potężny doping publiczności który podobno pomaga, chociaż nie wyobrażam sobie jak można grać i w ogóle wytrzymać w takim piekielnym hałasie. Czy mecz piłkarski można nazwać pięknym? Można, bo to dynamiczne widowisko ma swoją historię, angażuje uwagę i emocje. Jest ono symbolicznym zastępstwem wojny, której przyczyny tkwią w ludzkiej psychice. Przecież lepiej żeby dwudziestu dwóch graczy walczyło na boisku niż całe narody na prawdziwej, krwawej wojnie. A brutalność? Wykonawcami są specjalnie wybrani młodzi atleci, którzy wytrzymają nieludzkie zmęczenie i to że się pokopią, za sławę i ogromne pieniądze. Szkoda że obecne mistrzostwa toczą się w nienormalnej atmosferze ze względu na całą sytuację w Polsce, roztrwonione miliardy, histerię wokół bezpieczeństwa. To zawody dla kibiców ale organizatorzy ich się boją. No i lęk przed zamachem, na który sobie zapracowaliśmy. Czy dziesięć lat temu, przed Irakiem i Afganistanem, mieliśmy powody do obaw? Na Ukrainie też nie lepiej. Oni tam wymordowali w okrutny sposób masę bezpańskich zwierząt przed rozgrywkami, wycięli sto kasztanowców w kijowskiej strefie kibica aby lepiej było widać reklamy. Głupota i prymitywizm. A dzisiejsze demonstracyjne przejście wielotysięcznej kolumny rosyjskich kibiców przez Warszawę miało polityczny wydźwięk, pomimo zaprzeczeń Rosjan.

Jarosław Marek Rymkiewicz - O ludziach szalonych

27 maja 1833 r. w wydawanym wówczas w Paryżu piśmie, które nazywało się „Pielgrzym Polski” – wydawcą „Pielgrzyma” był Eustachy Januszkiewicz, a wiosną i latem 1833 r. redagował go Adam Mickiewicz – ukazał się artykuł zatytułowany „O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych”. Artykuł nie był podpisany – nazwisko jego autora zostało ujawnione dopiero ponad dziesięć lat później, w roku 1844, w czwartym tomie zbiorowego wydania „Pism” Mickiewicza – ale wszyscy nasi paryscy emigranci świetnie oczywiście wiedzieli, kto go napisał. Coś takiego – coś tak radykalnego, radykalnie polskiego, mógł bowiem wtedy napisać tylko Mickiewicz. Artykuł „O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych” – niewielki, we współczesnych wydaniach „Dzieł” zajmuje ledwie cztery strony – poświęcony był pojawieniu się w Polsce nowego gatunku ludzi – tych właśnie, których Mickiewicz nazwał ludźmi rozsądnymi. Ten nowy gatunek ludzi pojawił się w Polsce razem ze swoim własnym językiem – równie nowym jak oni i równie rozsądnym. Kiedy to się stało? „Pierwsze zjawienie się historyczne w Polsce ludzi rozsądnych i z profesji dyplomatów – czytamy w artykule – przypada na czasy pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej”. Na czasy pierwszego rozbioru, a dokładnie – na rok 1773, kiedy polski sejm zatwierdził ten rozbiór. „Kiedy haniebnemu sejmowi Ponińskiego – pisał Mickiewicz – radzono podpisać akt samobójstwa, nie śmiano już do Polaków przemawiać językiem starym, wzywać ich w imię Boga, w imię p o w i n n o ś c i, trzeba było stworzyć język nowy”. W tym nowym języku mówiono, jak twierdził Mickiewicz, o okolicznościach czasu i miejsca, o trudnościach, o środkach, a zwłaszcza o rozsądku – „zaklinano obywateli w imię rozsądku, aby przestali czuć po obywatelsku”. Ludzie rozsądni z ich rozsądkiem oraz z ich rozsądnym językiem pojawili się więc w Polsce, jak z tego wynika, w pewnym konkretnym celu – po to, żeby uniemożliwić innym Polakom protestowanie przeciw rozbiorowi Polski; czyli po to, żeby rozbiór doszedł do skutku, został zatwierdzony i żeby Polska przestała istnieć. Cytując ludzi rozsądnych, którzy pojawili się w polskim sejmie w kwietniu 1773 r., Mickiewicz pisał tak: „Gdzież r o z s ą d e k – wołano – chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są ś r o d k i oparcia się? Czy jest c z a s po temu? Czy nie lepiej c z ę ś ć poświęcić, aby r e s z t ę zachować?”. Ludzie rozsądni rozprawiali więc (według Mickiewicza) – rozprawiali, kiedy ginęła Rzeczpospolita, kiedy gwałcono jej prawa, kiedy rozpadały się jej instytucje, kiedy jej król (król-zdrajca) zabawiał się z tancereczkami, kiedy ulice Warszawy patrolowali rosyjscy i pruscy żołnierze – o rozsądku, o środkach, o czasie, o stosunku części do całości. Polacy, przynajmniej ci nierozsądni (czyli, można by powiedzieć, trochę gorzej zorientowani w sytuacji, w jakiej znalazła się wówczas Polska; w tym, co w języku ludzi rozsądnych nazywano okolicznościami, czasem i środkami), nie rozumieli jednak, i nawet, według Mickiewicza, nie próbowali zrozumieć tego nowego języka ludzi rozsądnych, którym wtedy zaczęto do nich przemawiać. „Poczciwi posłowie, szczególniej z głębi prowincyj przybyli, słuchali z podziwieniem nowych dla Polaka rozumowań, nie umieli, nie chcieli nawet wdawać się w rozprawy, zatykali uszy na podobne bluźnierstwa”. Pojawił się więc wtedy w Polsce (według rozpoznania Mickiewicza) podział, którego istotą była różnica w sposobie używania języka – podział, który (to już według mojego rozpoznania) miał utrwalać się i pogłębiać przez następne wieki – i miał przetrwać aż do naszych czasów. Część Polaków przemawiała językiem nowym, część zaś starym – i ci, którzy mówili starym językiem, nie byli w stanie pojąć tych, którzy mówili językiem nowym, ponieważ tego nowego języka (jak uważał Mickiewicz) nie można było zrozumieć „polskim rozumem, polskim sercem” – ci zaś, którzy mówili językiem nowym, nie tylko nie rozumieli, ale także nie chcieli słuchać tych Polaków, którzy nie znali i nie chcieli znać ich nowego języka. Właśnie wtedy, kiedy pojawił się ów dramatyczny podział językowy, pojawił się też – jak twierdził Mickiewicz – ktoś, kto przemówił do Polaków ich starym, zamierzchłym językiem – językiem zrozumiałym dla tych, którzy posługują się i chcą się posługiwać „polskim rozumem, polskim sercem” – czyli językiem narodowej powinności. Był to Tadeusz Reytan. W innym artykule, opublikowanym trochę wcześniej w „Pielgrzymie Polskim”, a zatytułowanym „O bezpolitykowcach i o polityce »Pielgrzyma«”, Mickiewicz, zgodnie ze swoją romantyczną koncepcją języka, uznał, że słowa, które zostały wypowiedziane przez Reytana w trzecim dniu sejmu rozbiorowego – na sesji, którą nazwał w tym artykule „reytanowską” – w istocie swojej nie należały już do języka, były czymś więcej niż tylko fenomenem językowym. Wydobywały się z języka, ale – kiedy zostały wypowiedziane – przedostawały się do innej sfery życia. Były to bowiem słowa, które rodziły czyny, odgrywały wobec czynów rolę sprawczą, a więc nie tyle słowa, ile – słowa-czyny i czyny-słowa, słowa z czynami tożsame. Można to zinterpretować w ten sposób, że Mickiewicz w opowiedzeniu się po stronie języka dawnych Polaków – także w używaniu tego języka – widział coś więcej niż zwykły wybór językowy. Wybór językowy był bowiem, według niego, opowiedzeniem się po stronie tych, którzy uważają, że istnieją jakieś obywatelskie, narodowe obowiązki, w imię których należy nie tylko przemawiać – ale także, przemawiając, działać przy pomocy słów. W artykule „O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych” Mickiewicz pisał o Reytanie oraz używanym przezeń języku tak: „Reytan po raz ostatni przemówił starym językiem, zaklinając na r a n y b o s k i e, aby takiej zbrodni [to znaczy: zbrodni zatwierdzenia rozbioru Polski] nie popełniać. Ludzie rozsądni okrzyknęli Reytana głupcem i szalonym; naród nazwał go wielkim; potomność sąd narodu zatwierdziła”. Godny uwagi jest jeszcze dopisek Mickiewicza, który nie został opublikowany w „Pielgrzymie Polskim”, ale zachował się na autografie artykułu. Odnosi się on do zdania mówiącego, że Reytan zaklinał „na rany boskie”. Dopisek ten brzmi tak. „Są to własne słowa Reytana. Później piszący jego biografię zacny człowiek, przez wzgląd na rozsądnych, nie śmiał, mimo próśb rodziny Reytana, słów tych kłaść w usta posła nowogródzkiego, powiadając, że te słowa trącą barbarzyństwem”. Ów zacny człowiek, który uważał, że reytanowskie powołanie się na rany Chrystusa trąci barbarzyństwem, to był prawdopodobnie Julian Ursyn Niemcewicz. Ale nie będę tu się nad nim znęcał, bo to był wtedy, w Paryżu, dobry przyjaciel Mickiewicza i przyjaciel jego córki Maryni, a teraz, po trosze, to jest także mój przyjaciel. Dalej w swoim artykule Mickiewicz ułożył jeszcze pewną sekwencję szaleńców. Zaliczył do nich konfederatów barskich, których uwielbiał, a których, jak pisał, „potępiono jako szalonych awanturników”, a także kolegę Reytana z sejmu 1773 r., Samuela Korsaka, który – w czasie obrad Sejmu Czteroletniego – protestował przeciwko rozprawianiu o prawach kardynalnych i żądał, żeby, nie tracąc czasu na jałową gadaninę, mówiono o wojsku i wojnie. „Nazwali go głupim, stronnicy Moskwy – szalonym” – pisał Mickiewicz. W taki to więc sposób konflikt, w jaki wszedł język ludzi rozsądnych (akceptujących, z uwagi na okoliczności, rozbiór Polski) ze starym językiem dawnych Polaków (tych poczciwych prowincjuszy, którzy uważali, że istnieją jakieś obywatelskie powinności) – w taki to sposób konflikt językowy przekształcił się w konflikt społeczny oraz w konflikt narodowy: między Polakami szalonymi a Polakami rozsądnymi, między polskimi szaleńcami i barbarzyńcami, którzy chcieli i chcą, żeby Polska istniała (i zaklinają w tej sprawie swoich współobywateli „na rany boskie”), a polskimi Europejczykami, którzy uważają, że do ich tutejszego istnienia wystarczy im ich istnienie europejskie. Tak przynajmniej ten ówczesny, osiemnastowieczny, reytanowski konflikt językowy – właśnie jako konflikt społeczny oraz narodowy – zinterpretował w roku 1833 Mickiewicz. Ta jego interpretacja – dzieląca Polskę na dwie części, a Polaków na dwa narody – na naród ludzi szalonych oraz naród ludzi rozsądnych – bardzo dobrze przylegała do jego ówczesnej dziewiętnastowiecznej rzeczywistości. I równie dobrze przylega teraz do naszej obecnej rzeczywistości. Trzeba więc wybierać – albo będziemy ludźmi rozsądnymi i stracimy Polskę; albo będziemy ludźmi szalonymi i przyczynimy się do jej ocalenia. Moja rada w tej sprawie jest taka. Jak się jest Polakiem, to lepiej jest oszaleć z Mickiewiczem i z Reytanem, niż znaleźć się wśród ludzi rozsądnych, którzy takich szaleńców nie lubią, i razem z ludźmi rozsądnymi stracić Polskę – tym razem może nawet na zawsze.

piątek, 8 czerwca 2012

Koko Spoko rozpoczęte ...

Albo mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Ale nie "Euro", paskudna nazwa wymyślona przez speców od neurolingwistycznego programowania. Chodzi o to aby przy okazji wielkiej popularności piłki wywołać akceptację dla unii i jej waluty euro którą chcą nam narzucić. Piłka i zawody są dobre o ile ktoś nie wykorzystuje ich w złym celu. Nie ma wątpliwości że przyznanie mistrzostw Polsce i Ukrainie było motywowane politycznie, w związku z rozszerzaniem unii na wschód. Nasuwa się w tym momencie pytanie: Czyją własnością jest sport? Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: Całego społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem zawodników, działaczy i wszystkich zainteresowanych obywateli. Niestety, i ta sfera życia została na całym świecie opanowana przez polityków którzy traktują ją jako narzędzie do osiągania zamierzonych celów. To psuje sport i odbiera satysfakcję normalnym ludziom. Bez politycznej ingerencji byłoby zapewne skromniej ale moralniej, spokojniej i oszczędniej, nie szastano by miliardami, tym bardziej w czasie ostrego kryzysu ekonomicznego. Nie dochodziłoby do sytuacji że nie wiadomo co wyniknie z ewentualnego sukcesu własnej drużyny. Powinno być pokrzepienie ducha narodu ale przecież im nie o to chodzi, oni liczą że ich władza się wzmocni. W rzeczywistości problem rozwiążą zapewne nasi piłkarscy przeciwnicy więc nie musimy martwić się dzieleniem skóry na niedźwiedziu który jeszcze jest w lesie. Przepraszam za tę niehumanitarną staropolszczyznę. A naszej reprezentacji życzę powodzenia, ale przede wszystkim aby się nie skompromitowali.

czwartek, 7 czerwca 2012

Boże Ciało

To dobry dzień. Bez cynizmu czy złośliwości, za jego największą wartość uznaję że jest wolny od pracy. Biznesmeni załamują ręce że niewolnicy nie pomnażają ich fortun. Ale dla normalnego społeczeństwa spokój i wyciszenie są bezcenne i koniecznie potrzebne, nie mamona. W naszym życiu jest za dużo hałaśliwego miasta a za mało cichej, spokojnej wioski. Praca ma być dla człowieka, nie na odwrót. A co do samego święta. Kolorowe i pachnące procesje wywołują estetyczną akceptację. Miłe wspomnienia sprzed lat, z czasów niewinnej i bezmyślnej młodości która nigdy nie powróci. Świadomość ludzka ewoluuje i wzrasta, przebudzony umysł analizuje, zadaje pytania. Dlaczego tak a nie inaczej, skąd to wiadomo, jakie są dowody? Prawdziwy umysł jest umysłem dociekliwym i wątpiącym. A obok nas ciągle żyje masa ludzi całkowicie normalnych i sprawnych w życiu codziennym, w ekonomii, w technice, w nauce, którzy godzą się na wyłączenie myślenia gdy przychodzi do zagadnień religijnych. Część jest w tej postawie szczera z powodu duchowego zniewolenia zaszczepionego w nich przez wychowawców i kapłanów. Inni udają wiarę aby zadowolić swe środowisko. Jednym i drugim potrzeba więcej śmiałości. Ludzie myślący nie są już paleni na stosach czy dręczeni przed inkwizycyjnymi trybunałami. Oczywiście, samodzielne myślenie jest także ryzykowne, jak wszystko na tym świecie. Dlatego trzeba uważać aby nie zagubić dobra, nie stoczyć się na dno piekieł. Być dobrym i myślącym człowiekiem, to wszystko.---------------Korekta: 12.11.2012. Wątpiący umysł jest dobry ale w pewnych granicach. Jakich? Można krytycznie badać wszelkie poglądy i praktyki ludzkie, to jest jak najbardziej dozwolone i pożyteczne. Natomiast konieczne jest wyłączenie wątpliwości wobec woli Bożej zapisanej w Biblii. Mat. 18,3: "I rzekł: Zaprawdę powiadam wam: Jeźli się nie nawrócicie i nie staniecie się jako dzieci, żadnym sposobem nie wnijdziecie do królestwa niebieskiego."

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rocznica zamachu

Dziś mija dwadzieścia lat od obalenia rządu Jana Olszewskiego którego zasługą była dekomunizacja kraju, powstrzymanie złej prywatyzacji i uniezależnienie się od Moskwy. Wystarczy aby myśleć o nim z szacunkiem. Nie popełniono wówczas chyba wielu błędów, rozmowy z EWG mogły nie zapowiadać unijnego rozwoju sytuacji. Być może, gdyby ten rząd istniał dłużej byłby narażony na kłopoty z utrzymaniem niezależności także wobec Zachodu, ale do tego już nie doszło. Rządy są powoływane i odwoływane, dlaczego więc w tym przypadku używam określenia zamach? Ponieważ był to atak na Polskę i jej interesy. Przestraszeni agenci chcieli ukryć swą przeszłość i wrócić do wszystkiego co było w okrągłostołowym układzie najgorsze. I to im się na pewien czas udało ale pozostały pamięć i nadzieja. Dzisiejsze media podały o obiedzie wydanym dla wszystkich byłych premierów przez obecnego. Nie przybyli tylko Olszewski i Kaczyński co dobrze o nich świadczy.

niedziela, 3 czerwca 2012

Wielki mecz

W dniach od 10 do 31 maja 2012 odbył się w Moskwie mecz o mistrzostwo świata w szachach pomiędzy dotychczasowym mistrzem Viswanathanem Anandem z Indii i pretendentem Borysem Gelfandem z Izraela. Dotychczasowy mistrz obronił się z rezultatem +2-1=13 i zachował tytuł na najbliższe dwa lata. Ogromna większość remisów wskazuje na wyrównany poziom zawodników i wynikającą stąd bardzo ostrożną grę, oni grają już z sobą od dwudziestu lat więc znają swe możliwości. Myślę że Anand zwyciężył bo był spokojniejszy i szybciej liczył warianty. Dla większości szachistów było to święto szachów. Jednak Garri Kasparow wyraził się krytycznie o poziomie gry, ale on patrzy z pozycji superarcymistrza, niedostępnej dla zwykłych ludzi. Wydaje się że Rosjanie zapewnili dobrą organizację, zgodnie z tradycją wielu meczów o tron szachowy rozgrywanych tam po II wojnie światowej. Wszystkie partie można było na żywo oglądać w internecie, komentowane przez znakomitych arcymistrzów, po partiach konferencje prasowe zawodników. Grano w Galerii Trietiakowskiej która skorzystała z okazji aby pokazać się widzom z całego świata. Sponsorzy nie zawiedli więc fundusz nagród wyniósł 2,5 mln dolarów. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie przykry zgrzyt w ostatnim dniu. Obydwaj gracze spotkali się z Władimirem Putinem i odbyli z nim grzecznościową rozmowę... Szkoda że czystość sportu została skalana przez brudną politykę.

Aktorskie święto

Nasz miły artysta, pan Wiesław Michnikowski obchodzi dziś swoje dziewięćdziesiąte urodziny. Ileż wspomnień z dawnych lat zawdzięczamy takim prawdziwym aktorom starej daty którzy są w pewnym sensie niezastąpieni. Oni ukształtowali się jeszcze przed niszczącą rewolucją kulturalną. Współcześni aktorzy wychowali się w zmienionych warunkach co obniża jakość ich sztuki. Dlatego szanujmy wspomnienia. Dwieście lat dla szacownego Jubilata!

wtorek, 29 maja 2012

Historia z morałem

Słyszałem niedawno ciekawe wspomnienia pewnej starszej pani pochodzącej z Rosji sowieckiej. Gdy słucha się takich opowieści, to oprócz oceny prawdziwości zdarzeń i wyłapywania istotnych przemilczeń, warto zatrzymać się przy wątkach z których wynika jakaś nauka możliwa do zastosowania w życiu. Pierwszy mąż matki tej kobiety był historykiem i napisał książkę o rewolucji francuskiej. Okazało się że to niebezpieczny temat ze względu na podobieństwo do rewolucji bolszewickiej. Stalinizm w rozkwicie więc autora skazano na kilka lat więzienia. Po wyjściu na wolność kontynuował swą pracę i napisał kolejną książkę na ten sam temat. Nadszedł czas wielkiego terroru. Historyk, przeczuwając że nie zostawią go w spokoju, ukrył rękopis swego dzieła u rodziny. Kolejny wyrok - dziesięć lat. Gdy znalazł się wreszcie na wolności, chciał odzyskać książkę. Ale w międzyczasie była wojna ze swym strasznym bałaganem i rękopis gdzieś przepadł. Historyk, po ciężkich przejściach, załamał się i umarł śmiercią samobójczą. I co się dalej stało? Rękopis się odnalazł i jest dziś w posiadaniu tej starszej pani. A zatem człowiek umarł niepotrzebnie i przedwcześnie, o ile może w ogóle istnieć jakaś książka warta ludzkiego życia. Morał z tej opowieści jest taki że nie należy nigdy rezygnować z życia, szczególnie z błahych lub niepewnych powodów, o ile nie jest to absolutnie konieczne.

czwartek, 24 maja 2012

Pełzająca rewolucja

Nie ma już prawie dnia abyśmy nie słyszeli o jakichś protestach o charakterze patriotycznym bądź ekonomicznym. Parę wybranych przykładów. Dziś zastrajkowali nawet artyści i zamknęli galerie. Związkowcy protestują przeciwko ustawie emerytalnej i są prawdziwymi przedstawicielami narodu w tej sprawie. Oszukani przedsiębiorcy, którym nie zapłacono za budowę autostrad, protestują bo grozi im bankructwo. Do tej pory w takiej sytuacji byli tylko robotnicy oszukiwani przez przedsiębiorców, którzy mogą teraz odczuć co to znaczy walczyć z silniejszym o własne pieniądze. A i tak najgorzej mają ludzie bezrobotni i kompletnie odrzuceni, nie mając jak strajkować mogliby tylko wyjść na ulice. Wszystkie te grupy jeszcze się nie porozumiały, mają zbyt wiele do stracenia aby pójść na całość. Wystarczyłoby pomyśleć i zamiast rozlewu krwi dogadać się ze strukturami siłowymi które również mają sporo pretensji do reżimu. I lepiej to zrobić już, nie czekając na pogłębienie kryzysu ekonomicznego na świecie i w unii, bo zdesperowani ludzie mogą w końcu nie wytrzymać podwyżek cen i coraz trudniejszego życia. Po lewej stronie, na dole, umieściłem licznik demograficzny obrazujący sytuację w poszczególnych częściach świata. Wzrost liczby ludności nie świadczy wprawdzie o dobrej sytuacji w danym kraju lecz kurczenie się społeczeństwa to pewny dowód złych warunków do życia. To jest zgodne z zachowaniem wszelkich organizmów żywych: złe warunki skutkują zanikiem populacji. A jak jest w Polsce? Proszę sprawdzić korzystając z tego licznika.

sobota, 19 maja 2012

Sprawy medialne

W toczącej się w każdej dziedzinie życia walce pomiędzy patriotami i zdrajcami, niszczycielami Polski, szczególne znaczenie mają kwestie upowszechniania prawdziwych informacji i kształtowania opinii obywateli. Media państwowe absolutnie nie służą Polsce tak jak powinny. Oczywiście jest tam wiele dobrych programów czy artykułów ale występują tendencyjne przemilczenia, uprawianie szkodliwej propagandy i zaśmiecenie bezguściem i niemoralnością. Kilka przykładów z Polskiego Radia. Zabrakło informacji o protestach Polonii w Kanadzie w czasie ostatniej wizyty premiera. Gdy mówi się o obecności Polski w unii, udziale w wojnie w Afganistanie czy podwyższeniu wieku emerytalnego przedstawia się te nieszczęścia jako coś normalnego. Przedwczoraj w jednej z audycji miała miejsce propaganda homoseksualizmu na co pisemnie zaprotestowałem. O mediach komercyjnych można powiedzieć że nie stawiają one sobie na ogół wysokich wymagań i nie prezentują zdecydowanie polskiego punktu widzenia. Szczególnym wyjątkiem jest Radio Maryja wraz z bliźniaczym programem telewizyjnym, które to media obecne władze chcą zminimalizować poprzez brak dostępu do nowoczesnej technologii aby doprowadzić później do ich likwidacji. To jest jedyne radio opozycyjne wobec układu, mające patriotyczny i społeczny program. Nie satysfakcjonują mnie głoszone tam poglądy religijne ale to ich problem. Radio Maryja nie może być oceniane bez uwzględnienia kontekstu historycznego. Gdybyśmy żyli w wolnej i szczęśliwej Polsce jego ocena byłaby pewnie inna niż obecnie. Uważam że aktualnie radio to przynosi więcej korzyści niż szkody czyli że zasługuje na poparcie aby mogło przetrwać.

sobota, 12 maja 2012

Klęska polskiej demokracji

Wczorajsze sejmowe przyjęcie jawnie antyspołecznej ustawy emerytalnej stawia pod znakiem zapytania cały sens polskiej demokracji. Nie ma bowiem jednej demokracji, w każdym miejscu na świecie mamy do czynienia ze zjawiskiem o odrębnych, indywidualnych cechach. Warunkami powodzenia są odpowiedni poziom kulturalny społeczeństwa i wynikająca z niego przyzwoita praktyka polityczna. A co widzimy w Polsce? Wszyscy doskonale wiedzieli od dawna że projekt wydłużenia wieku emerytalnego nie ma nic wspólnego ani z koniecznością takiego rozwiązania ani z wolą narodu lecz wywołuje zdecydowany sprzeciw społeczeństwa. Wprowadzenie tej haniebnej ustawy odbyło się podstępnie, krótko po wyborach parlamentarnych, w celu dostosowania zniewolenia Polaków do poziomu okupującej nas unii, niewątpliwie na jej polecenie, a także dla zadowolenia dzikokapitalistycznych krwiopijców w kraju. Sejmowi rzekomi "przedstawiciele narodu" bez wahania zagłosowali za ustawą czym wykazali że są naszymi wrogami a nie reprezentantami, oni reprezentują już tylko samych siebie i swoje ciemne interesy. Tu jednak zaskoczenia nie było, znając partie do których należą i ich sylwetki mogliśmy się po nich spodziewać tej podłości. Byli tam również dobrzy posłowie, broniący sprawiedliwości, ale w zbyt małej liczbie aby obronić naród (pochwała nie dotyczy palikociarzy). No ale, powie ktoś, ta zła większość poselska nie została wprost przysłana z Brukseli, wybrano ich w demokratycznych wyborach, chociaż nie były wolne od nadużyć. I tu dochodzimy do smutnej konstatacji o fatalnym stanie demokracji w Polsce. Naród okrutnie okaleczony w czasie wojny i po wojnie, zdemoralizowany przez komunę, złe wpływy z Zachodu i kapitalizm, naród pozbawiony liczącej się prawdziwej elity i żyjący w państwie stopniowo tracącym suwerenność, stał się niezdolny do dokonywania prawidłowych wyborów moralnych i politycznych. Stąd upadek władzy przedstawicielskiej i tolerowanie jawnych agentów zagranicznych w życiu publicznym. Jest jednak jeszcze szansa i promyk nadziei. Każdą złą władzę można usunąć, złą ustawę unieważnić, trzeba się tylko wreszcie obudzić! Moje pełne poparcie dla protestujących wczoraj w Warszawie związkowców z Solidarności.

piątek, 4 maja 2012

Sześćdziesięciolecie RWE

Wczoraj minęło 60 lat od powstania Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, której zasługi dla Polski są przeogromne. To był gigantyczny wysiłek garstki emigracyjnych inteligentów, wygnanych z kraju, szkalowanych, zagrożonych inwigilacją a nawet zamachami. Jednak ich patriotyzm, kultura i pracowitość pokonały wszystko. Oczywiście Stany Zjednoczone które ich wysiłek sfinansowały miały w tym polityczny interes. Ale to było na korzyść Polski więc możemy Amerykanom z uznaniem podziękować. Mój osobisty kontakt z RWE rozpoczął się krótko po marcu 68 gdy na małym tranzystorku słuchałem audycji o represjach wobec zatrzymanych studentów. Potem była niezliczona ilość audycji łapanych mozolnie w eterze wśród warkotu zagłuszarek. To z Wolnej Europy usłyszałem po kilku godzinach o wybuchu strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. Myślę że likwidacja tego radia w roku 1994 była częściowo nieuzasadniona. Można było na przykład zrezygnować z informowania o faktach bo to czyniły już w Polsce coraz wolniejsze media, ale zachować funkcję kształtowania opinii publicznej a to zadanie nigdy się nie kończy. Tylko skąd pieniądze na taką działalność? Podsumowując, moje wspomnienia o Radiu Wolna Europa są bardzo dobre a ludzie którzy tam pracowali mogą być dumni ze swego dzieła.

czwartek, 3 maja 2012

Majowe święto

Po raz kolejny wspominamy dzieło przodków broniących ginącej Ojczyzny. Pomimo kolosalnych przeszkód ze strony wrogów Polski mających w kraju cały zastęp dobrze opłacanych agentów i wbrew oporowi części warstwy uprzywilejowanej podjęli próbę ratowania państwa przed zniszczeniem. Konstytucja 3 Maja pomimo pewnych wad jeśli spojrzeć z dzisiejszego punktu widzenia miała za zadanie wzmocnienie państwa drogą poszerzenia jego bazy społecznej. Była to zatem droga odmienna od agresywnych sąsiadów Polski budujących totalitarne imperia. Możemy cieszyć się dziś że nasi przodkowie uniknęli tworzenia haniebnej tyranii. Na ratunek było już jednak za późno. Przynajmniej kilku zdrajców powieszono. Historia zatoczyła koło i my dzisiaj znaleźliśmy się w podobnej sytuacji jak było pod koniec XVIII wieku. Wrogie mocarstwa znowu groźne, zmieniły się tylko metody działania lecz ich cel pozostał ten sam. Agentów w kraju nie brak i wcale nie mam na myśli pozostałości komuny choć to też problem lecz osobników którzy znaleźli się na wysokich stanowiskach i wszystko niszczą albo wyprzedają tak aby kraj osłabić przed ostatecznym rozwiązaniem. Ich nazwiska i haniebne czyny są powszechnie znane, poznajemy ich "po owocach". Tylko czy nas stać na coś podobnego do dzieła bohaterów sprzed dwóch wieków? Czy świadomość dzisiejszego zdemokratyzowanego społeczeństwa polskiego pozwala na takie działania? Gdzie są nasze elity i czym się zajmują? Mam na myśli nie jakiekolwiek rozproszone dobre czyny ale zorganizowaną i konsekwentną pracę w celu uratowania Polski. Niestety, w chwili obecnej możemy raczej liczyć na upadek wrogów, taką odmienioną wersję zdarzeń z roku 1918, niż na własną siłę. Ale nie traćmy nadziei tylko róbmy coś zanim nas zniszczą.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Co się dzieje z pieniędzmi ?

Z końcem kwietnia przypada zakończenie okresu składania zeznań podatkowych za rok ubiegły. To dobry moment na zastanowienie na co są wydawane nasze pieniądze. Pierwszym i kluczowym zagadnieniem jest tu określenie kto zarządza finansami i jak się to ma do życia i potrzeb społeczeństwa. Teoretycznie my sami powinniśmy decydować o wykorzystaniu środków pieniężnych poprzez naszych przedstawicieli w Sejmie czy w samorządach. Rzecz oczywista że to nie działa. Społeczeństwo dzieli się na dwie odrębne grupy, "my" i "oni", mające różne cele i interesy. Znika więc pojęcie więzi społecznej i uczciwości w stosunku do obywateli oraz lojalności wobec państwa. Można sporządzić listę wydatków nieakceptowanych, z których część wzbudza bardzo ostry sprzeciw. Nie chodzi mi wcale o ewentualne pomyłki, te zdarzają się wszystkim ludziom, czy nawet o korupcję jeśli jest zjawiskiem rzadkim. A więc finansowanie czego oburza, na co nie dałbym ani jednego grosza? Na podporządkowywanie Polski zagranicy co jest oczywistą zdradą, na składki unijne, na udział w wojnach i okupacjach imperialistycznych na zasadzie legii cudzoziemskiej, na zniewalanie społeczeństwa i niesłuszną przemoc wobec obywateli, na wymiar niesprawiedliwości czyli źle działający wymiar sprawiedliwości, na szkodliwą biurokrację systemu i góry złota dla prezesów, na wszelką niemoralność w różnych sferach życia, na finansowanie organizacji w swej istocie prywatnych przez wszystkich obywateli, na niszczenie polskiej gospodarki aby dopasować ją do wymagań unijnych, na wadliwą koncepcję transportu skopiowaną z Zachodu, na niszczenie środowiska w imię źle pojętej nowoczesności, na budowę zagrażających elektrowni atomowych, na szkodliwe eksperymenty w całym szkolnictwie i w służbie zdrowia, na budowę stadionów nie dla społeczeństwa ale ze względu na polityczną akcję władz, na trującą propagandę medialną wszystkich tych złych rzeczy. Trochę się nazbierało i jeszcze by się znalazło a piszę bardzo skrótowo. Co do wspomnianych składek unijnych należy wyjaśnić że argument euroentuzjastów o rzekomych korzyściach z funduszy brukselskich jest błędny. Nikt nie daje pieniędzy za nic i bez powodu, to jest ich wkład w skolonizowanie nas. Można by teraz wyliczyć następny spis tematów które powinny być lepiej finansowane niż to się dzieje obecnie. Ale są to rzeczy znane. Kończąc należy uczciwie wspomnieć że część podatków idzie na słuszne cele więc nie krytykuję ich istnienia, nawet nie proponuję zmniejszenia kwot. Konieczne jest natomiast bardzo poważne kontrolowanie słuszności wydatków w przyszłości aby nie szkodzić sobie i Polsce.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Trudne wspomnienia

W tych dniach mija trzydzieści lat od ciężkiej walki jaką stoczyłem z minionym systemem w związku z wezwaniem do wojska, i to jeszcze w czasie stanu wojennego! Jak większość młodzieży bardzo niechętnie odnosiłem się do obowiązku zostania żołnierzem a moja niechęć wzrastała gdy czas nadchodził. Nie odpowiadała mi rozłąka z domem rodzinnym i znalezienie się w prymitywnych warunkach i środowisku. Nie podobało mi się że jest to wojsko komunistyczne ze wszystkimi tego konsekwencjami, które toczy wojnę ze społeczeństwem, wojnę polsko-jaruzelską, wprawdzie w ograniczonej skali ale w sposób nie pozwalający na pogodzenie się ze stanem wojennym. Najistotniejsze jednak było osiągnięcie przeze mnie zrozumienia że nie można stosować przemocy wobec drugiego człowieka, szczególnie nieuzasadnionej, systemowej przemocy na rozkaz, mogącej doprowadzić do nie wiadomo jakich tragedii. Wszystko razem czyniło mój udział w wojsku czymś okropnym i właściwie niemożliwym. Z drugiej strony miałem jednak do czynienia z silnym i bezwzględnym systemem totalitarnym który nie wypuszczał łatwo swych ofiar z rąk. Gdyby tak było to kto w tamtych czasach poszedłby dobrowolnie do wojska? Bez przymusu cały system rozleciałby się jak domek z kart. Gdy wyczerpały się moje możliwości uzyskiwania odroczeń byłem zmuszony im odmówić. Chcieli mnie zamknąć do kryminału i nie wiadomo jak bym to przeżył. Uratowali mnie dobrzy ludzie, lekarze. Szczegóły pominę, nie mam zresztą upoważnienia aby je ujawniać. Od tamtych zdarzeń upłynęło bardzo wiele czasu, zmienił się świat i Polska. Bardzo dobrze że nie ma już przymusowego poboru, że miliony młodych ludzi nie muszą kombinować jak uciec z niewoli. Chociaż nie wierzę że reformę wprowadzono dla dobra Polski, intencje mogły być całkiem przeciwne. A co do samej istoty wojska dziś, sprawa jest również nieprosta. Widzimy do czego wykorzystują siły zbrojne politycy, jak wiele ludzi którzy mogliby być niewinni splamiło się na całe życie rozlewem krwi. Dlatego zawsze aktualne jest trzymanie się z dala od zła tego świata i niepodporządkowywanie się jego rozkazom. Ale kiedy naprawdę trzeba by stanąć w obronie Ojczyzny należałoby z bólem serca spełnić patriotyczny obowiązek. Na zdjęciu plac apelowy JW3737 w Braniewie do której chciano mnie wcielić. Koszary prawie w całości odziedziczone po Wehrmachcie, na jednym z budynków była jeszcze rzeźba przedstawiająca niemieckiego żołnierza którą jedynie niedbale zachlapano wapnem.

niedziela, 15 kwietnia 2012

"Titanic" i my


Dziś minęło dokładnie sto lat od tragedii "Titanica". Zazwyczaj opowiada się przebieg zdarzeń lub analizuje przyczyny. Tym tematom poświęcono specjalne strony internetowe. Spójrzmy jednak na historię z wyższego pułapu próbując dokonać podsumowań. Statek jak na tamte czasy bardzo nowoczesny, ale co do którego wykonania i użytych materiałów istnieje dziś wiele zastrzeżeń. Wadliwa koncepcja bezpieczeństwa, o czym świadczy brak dostatecznej ilości miejsc w szalupach dla wszystkich osób. Nieprzygotowanie załogi na nadzwyczajne sytuacje awaryjne. Beztroska nawigacja oparta na przeświadczeniu o rzekomej niezatapialności statku. Głębokie podziały społeczne wśród pasażerów pogłębiające rozmiary katastrofy. Na wpół puste szalupy odpływające z miejsca tragedii. Czy to wszystko czegoś nam nie przypomina? To obraz naszego współczesnego świata, dokonany ku powszechnej przestrodze, z którego ludzkość osiągnęła jedynie nikłe, techniczne korzyści.