Od wielu dni jesteśmy bombardowani medialnymi doniesieniami o zaniedbaniach i opóźnieniach przygotowań do przyszłorocznych piłkarskich mistrzostw Europy. To nie tylko typowy temat zastępczy w sezonie ogórkowym, ale przede wszystkim próba odwrócenia uwagi społecznej od rzeczywistych problemów Polski. Nie mam nic przeciwko piłce nożnej, nie bardzo mnie ona porusza, kiepski ze mnie kibic, ale uznaję pełne prawo tej dyscypliny sportu do istnienia a jej miłośnikom życzę wiele radości. Ogromna popularność piłki jest jednak wykorzystywana przez polityków do realizacji ich złych celów. Decyzja o organizowaniu mistrzostw w Polsce i na Ukrainie miała czysto polityczny charakter, chodziło o pogłębienie tzw. integracji europejskiej, niszczącej tożsamość narodów, i była sprzeczna z interesem tych krajów oraz z zasadami ekonomii. Jeżeli przyjmuje się że do zawodów nie wystarcza kawał trawiastego boiska ale potrzebne są ogromne i kosztowne nowoczesne stadiony, hotele, autostrady, lotniska i nie wiadomo co jeszcze, to mistrzostwa powinny się odbyć tam gdzie to wszystko już dawno zbudowano czyli w Europie zachodniej. Jednak politycy unijni i krajowi nie liczą się z nami, podjęli decyzję o przeprowadzeniu zawodów w naszym kraju i skazali nas na ogromne inwestycje za które płaci całe społeczeństwo. Jak powiedział dziś dyrektor mistrzostw Olkowicz, suma wydatków na Euro wyniesie 100 miliardów złotych. Oznacza to że każdy obywatel Polski zapłaci za szaleństwo polityków ponad dwa i pół tysiąca złotych, niemowlęta, staruszki, zwykli ludzie którzy nie są kibicami, i to wszystko w czasie ostrego kryzysu ekonomicznego i postępującego zubożenia społeczeństwa. A w ogóle to po co nam to całe zamieszanie? I bez Euro brak spokoju.