czwartek, 31 grudnia 2015

Koniec roku: konflikty i nadzieje

Kończący się rok charakteryzował się narastaniem konfliktów w świecie opanowanym przez zdegenerowany i zdeprawowany system. Wojny, terror, uchodźcy, kryzysy: ekonomiczny i ekologiczny, upadek moralny sytych społeczeństw Zachodu i wiele innych rzeczy. Natomiast dla Polski był to rok udany, gdyż w wyniku zmian politycznych pojawiło się światełko nadziei na lepsze. Co prawda zwolennicy starego reżimu szkodzą jak mogą, ale mam nadzieję że nic nie wskórają. Obecną sytuację można oceniać dwojako. Bardziej prostolinijnie że przeciwnicy polityczni toczą zaciętą i prawdziwą walkę. Chciałbym widzieć sprawy w ten właśnie sposób. Drugi wariant, spiskowy, zakłada ukartowany konflikt mający się zakończyć upadkiem rządu i powrotem sił wstecznych do władzy. Chcąc jednak wierzyć w uczciwość obecnie rządzących nie dopuszczam do siebie takiego myślenia. Idą zmiany w dobrym kierunku, dla kolaborantów przeszłego szokujące, dla pragnących dobra i normalności zbyt wolne, ale nie można w żadnym wypadku winić z tego powodu nowych władz. Winne jest społeczeństwo, którego część, pozbawiona wszelkich dobrych zasad, dała się kupić cwaniakom i kosmopolitom, zaś pozostali, dobrzy lecz słabi, nie potrafili się odpowiednio zorganizować i przeciwstawić złu. Może jednak teraz coś się zmieni w naszym kraju, pomimo iż nie jesteśmy oderwani od reszty świata która ginie i zginąć musi, o czym dobrze wiedzą wierzący w biblijne proroctwa o czasie końca. Nie są to jednak w najmniejszym nawet stopniu przepowiednie katastroficzne, ponieważ gwarantują zachowanie i wspaniałą przyszłość ludziom sprawiedliwym. Ale kto jest sprawiedliwy? Odpowiedź na to podstawowe pytanie znajdziecie Państwo w Biblii, do której lektury wszystkich serdecznie zachęcam. Na koniec życzę Czytelnikom szczęśliwego nowego roku 2016, zdrowia, powodzenia, ale przede wszystkim wielu Bożych błogosławieństw.  

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Grudniowe aktualności

Obchodziliśmy wczoraj kolejną rocznicę stanu wojennego i myślę że dla nas, którzy byliśmy świadomymi uczestnikami ówczesnych wydarzeń, data tej zbrodni pozostanie na zawsze w pamięci. Trzeba się jednak skupić na teraźniejszości bo Polska jest obecnie atakowana z dwóch stron. Złe siły na Zachodzie, w pierwszej kolejności okupant unijny, obrzucają nas błotem za rzekomy "zamach stanu". A co to ich obchodzi, nawet gdyby tak było, chociaż przecież nie jest? Czy sterujący unią Niemcy chcą nas traktować jak swoją kolonię, takie nowe generalne gubernatorstwo? Już czas aby naród polski obudził się z letargu i odzyskał utraconą suwerenność Ojczyzny! Natomiast "nasi" kosmopolici i rozrabiacze demonstrują, odreagowując swe chore emocje. To jest działanie wrogie wewnętrzne. Wprawdzie nie grozi nam jeszcze wojna domowa ale permanentny konflikt jak najbardziej tak. W tych dniach mówiono też wiele o prawach człowieka, w związku z rocznicą ich uchwalenia przez ONZ w 1948 roku. O ile można zrozumieć że po strasznej wojnie światowej chciano w jakiś sposób zapobiec wszelkim okropnościom, to jednak pojęcie tych praw nigdy nie było całkiem słuszne, a następnie wyewoluowało wraz ze złym światem, przybierając bardzo zdegenerowaną postać. Kiedyś, w PRL-u, myśleliśmy ciepło o Amnestii Międzynarodowej jako o organizacji broniącej ludzi prześladowanych przez reżimy. Obecnie ta sama organizacja została opanowana przez obrońców praw do aborcji, korzystania z tzw. usług seksualnych, a nawet prawa do ich świadczenia. Jednym słowem zgnilizna. Tymczasem podstawowe prawo do życia jest dziś powszechnie łamane na różne sposoby, nie tylko przez aborcje i wojny, ale i w wyniku pozbawienia dużych grup ludzi środków do przeżycia. Należałoby najpierw zapytać czy sama idea gwarantowanych praw, niezależnych od postępowania człowieka, od jego postawy, zasługuje na uznanie? Ja odpowiadam że nie. Człowiek powinien otrzymać indywidualnie tyle praw ile wynika z jego miejsca we wszechświecie i osobistej sprawiedliwości.   

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Słabość demokracji

Obserwując spór i awanturę wokół Trybunału Konstytucyjnego szczerze współczuję prezydentowi Dudzie. Taka sytuacja że najwyższy urzędnik w państwie, którego pozycję można kojarzyć z władzą królewską sprzed wieków, jest obrażany i pouczany przez wrogów politycznych innych ogniw władzy, w sprawie należącej całkowicie do kompetencji jego urzędu, jest możliwa jedynie w zdegenerowanym systemie demokratycznym. W istocie obserwujemy typowe zjawisko dwuwładzy sprowadzające państwo do areny walk zwaśnionych stron. W dyktaturze też są odłamy, frakcje i różnice interesów, ale spory toczą się dyskretnie, poza widokiem publicznym, no i nie w majestacie prawa. Powiedzenie że prezydent ma rzekomo obowiązek akceptacji decyzji innych władz, jest obelżywym sprowadzaniem głowy państwa do roli bezwolnego bądź zniewolonego urzędnika najniższej rangi. To wszystko jest chorobą demokracji z której należy Polskę wyleczyć. Marszałek Piłsudski dokonałby teraz chyba zamiast majowego zamachu grudniowego i wysłał niektórych do Berezy. A prezydent Duda musi znosić złą opozycję nie stosując radykalnych środków. Nie chciałbym znajdować się na jego miejscu.

wtorek, 1 grudnia 2015

Podsumowanie minionego miesiąca

Obserwując wydarzenia w Polsce jestem umiarkowanie zadowolony z nowych władz. Wygląda na to że niektóre moje obawy, o których pisałem porównując PiS i platformę, być może się nie sprawdzą. Na razie istnieją podstawy do nadziei poprawy sytuacji w kraju. Dobre wrażenie robi realizacja obietnic wyborczych i działania w celu oczyszczenia instytucji publicznych ze skażeń poprzedniego systemu. Są to jednak zadania niezwykle trudne, wymagające zrozumienia co dobrego należy uczynić, oraz ogromnego wysiłku w pokonywaniu oporu sił zła i mobilizowaniu społeczeństwa do odbudowy. Należy pamiętać że to jest polityka, więc nie o wszystkim można mówić otwarcie, czasami wskazane jest nawet, jak w partii szachowej, stosowanie środków dla zmylenia przeciwnika. Zamachy w Paryżu i na Bliskim Wschodzie różnią się bardzo od ataku na szyderców kpiących z islamu. Wówczas zamachowcy ukarali bluźnierców swojej wiary. Teraz zabijali przypadkowe ofiary stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Wniosek dla nas jest prosty. Jeśli mielibyśmy przyjąć uchodźców z Syrii i jej okolic to tylko chrześcijan, których życie jest naprawdę zagrożone, i wyłącznie kierując się dobrym sercem, a nie z nakazu Zachodu który wpuścił sobie wielu emigrantów zarobkowych a teraz chce się ich pozbyć naszym kosztem. Nadszedł już czas aby poważnie zacząć uwalniać się od unijnego dyktatu, całkowicie sprzecznego z naszą polską wolnością.