czwartek, 31 grudnia 2015
Koniec roku: konflikty i nadzieje
Kończący się rok charakteryzował się narastaniem konfliktów w świecie opanowanym przez zdegenerowany i zdeprawowany system. Wojny, terror, uchodźcy, kryzysy: ekonomiczny i ekologiczny, upadek moralny sytych społeczeństw Zachodu i wiele innych rzeczy. Natomiast dla Polski był to rok udany, gdyż w wyniku zmian politycznych pojawiło się światełko nadziei na lepsze. Co prawda zwolennicy starego reżimu szkodzą jak mogą, ale mam nadzieję że nic nie wskórają. Obecną sytuację można oceniać dwojako. Bardziej prostolinijnie że przeciwnicy polityczni toczą zaciętą i prawdziwą walkę. Chciałbym widzieć sprawy w ten właśnie sposób. Drugi wariant, spiskowy, zakłada ukartowany konflikt mający się zakończyć upadkiem rządu i powrotem sił wstecznych do władzy. Chcąc jednak wierzyć w uczciwość obecnie rządzących nie dopuszczam do siebie takiego myślenia. Idą zmiany w dobrym kierunku, dla kolaborantów przeszłego szokujące, dla pragnących dobra i normalności zbyt wolne, ale nie można w żadnym wypadku winić z tego powodu nowych władz. Winne jest społeczeństwo, którego część, pozbawiona wszelkich dobrych zasad, dała się kupić cwaniakom i kosmopolitom, zaś pozostali, dobrzy lecz słabi, nie potrafili się odpowiednio zorganizować i przeciwstawić złu. Może jednak teraz coś się zmieni w naszym kraju, pomimo iż nie jesteśmy oderwani od reszty świata która ginie i zginąć musi, o czym dobrze wiedzą wierzący w biblijne proroctwa o czasie końca. Nie są to jednak w najmniejszym nawet stopniu przepowiednie katastroficzne, ponieważ gwarantują zachowanie i wspaniałą przyszłość ludziom sprawiedliwym. Ale kto jest sprawiedliwy? Odpowiedź na to podstawowe pytanie znajdziecie Państwo w Biblii, do której lektury wszystkich serdecznie zachęcam. Na koniec życzę Czytelnikom szczęśliwego nowego roku 2016, zdrowia, powodzenia, ale przede wszystkim wielu Bożych błogosławieństw.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Grudniowe aktualności
Obchodziliśmy wczoraj kolejną rocznicę stanu wojennego i myślę że dla nas, którzy byliśmy świadomymi uczestnikami ówczesnych wydarzeń, data tej zbrodni pozostanie na zawsze w pamięci. Trzeba się jednak skupić na teraźniejszości bo Polska jest obecnie atakowana z dwóch stron. Złe siły na Zachodzie, w pierwszej kolejności okupant unijny, obrzucają nas błotem za rzekomy "zamach stanu". A co to ich obchodzi, nawet gdyby tak było, chociaż przecież nie jest? Czy sterujący unią Niemcy chcą nas traktować jak swoją kolonię, takie nowe generalne gubernatorstwo? Już czas aby naród polski obudził się z letargu i odzyskał utraconą suwerenność Ojczyzny! Natomiast "nasi" kosmopolici i rozrabiacze demonstrują, odreagowując swe chore emocje. To jest działanie wrogie wewnętrzne. Wprawdzie nie grozi nam jeszcze wojna domowa ale permanentny konflikt jak najbardziej tak. W tych dniach mówiono też wiele o prawach człowieka, w związku z rocznicą ich uchwalenia przez ONZ w 1948 roku. O ile można zrozumieć że po strasznej wojnie światowej chciano w jakiś sposób zapobiec wszelkim okropnościom, to jednak pojęcie tych praw nigdy nie było całkiem słuszne, a następnie wyewoluowało wraz ze złym światem, przybierając bardzo zdegenerowaną postać. Kiedyś, w PRL-u, myśleliśmy ciepło o Amnestii Międzynarodowej jako o organizacji broniącej ludzi prześladowanych przez reżimy. Obecnie ta sama organizacja została opanowana przez obrońców praw do aborcji, korzystania z tzw. usług seksualnych, a nawet prawa do ich świadczenia. Jednym słowem zgnilizna. Tymczasem podstawowe prawo do życia jest dziś powszechnie łamane na różne sposoby, nie tylko przez aborcje i wojny, ale i w wyniku pozbawienia dużych grup ludzi środków do przeżycia. Należałoby najpierw zapytać czy sama idea gwarantowanych praw, niezależnych od postępowania człowieka, od jego postawy, zasługuje na uznanie? Ja odpowiadam że nie. Człowiek powinien otrzymać indywidualnie tyle praw ile wynika z jego miejsca we wszechświecie i osobistej sprawiedliwości.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Słabość demokracji
Obserwując spór i awanturę wokół Trybunału Konstytucyjnego szczerze współczuję prezydentowi Dudzie. Taka sytuacja że najwyższy urzędnik w państwie, którego pozycję można kojarzyć z władzą królewską sprzed wieków, jest obrażany i pouczany przez wrogów politycznych innych ogniw władzy, w sprawie należącej całkowicie do kompetencji jego urzędu, jest możliwa jedynie w zdegenerowanym systemie demokratycznym. W istocie obserwujemy typowe zjawisko dwuwładzy sprowadzające państwo do areny walk zwaśnionych stron. W dyktaturze też są odłamy, frakcje i różnice interesów, ale spory toczą się dyskretnie, poza widokiem publicznym, no i nie w majestacie prawa. Powiedzenie że prezydent ma rzekomo obowiązek akceptacji decyzji innych władz, jest obelżywym sprowadzaniem głowy państwa do roli bezwolnego bądź zniewolonego urzędnika najniższej rangi. To wszystko jest chorobą demokracji z której należy Polskę wyleczyć. Marszałek Piłsudski dokonałby teraz chyba zamiast majowego zamachu grudniowego i wysłał niektórych do Berezy. A prezydent Duda musi znosić złą opozycję nie stosując radykalnych środków. Nie chciałbym znajdować się na jego miejscu.
wtorek, 1 grudnia 2015
Podsumowanie minionego miesiąca
Obserwując wydarzenia w Polsce jestem umiarkowanie zadowolony z nowych władz. Wygląda na to że niektóre moje obawy, o których pisałem porównując PiS i platformę, być może się nie sprawdzą. Na razie istnieją podstawy do nadziei poprawy sytuacji w kraju. Dobre wrażenie robi realizacja obietnic wyborczych i działania w celu oczyszczenia instytucji publicznych ze skażeń poprzedniego systemu. Są to jednak zadania niezwykle trudne, wymagające zrozumienia co dobrego należy uczynić, oraz ogromnego wysiłku w pokonywaniu oporu sił zła i mobilizowaniu społeczeństwa do odbudowy. Należy pamiętać że to jest polityka, więc nie o wszystkim można mówić otwarcie, czasami wskazane jest nawet, jak w partii szachowej, stosowanie środków dla zmylenia przeciwnika. Zamachy w Paryżu i na Bliskim Wschodzie różnią się bardzo od ataku na szyderców kpiących z islamu. Wówczas zamachowcy ukarali bluźnierców swojej wiary. Teraz zabijali przypadkowe ofiary stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Wniosek dla nas jest prosty. Jeśli mielibyśmy przyjąć uchodźców z Syrii i jej okolic to tylko chrześcijan, których życie jest naprawdę zagrożone, i wyłącznie kierując się dobrym sercem, a nie z nakazu Zachodu który wpuścił sobie wielu emigrantów zarobkowych a teraz chce się ich pozbyć naszym kosztem. Nadszedł już czas aby poważnie zacząć uwalniać się od unijnego dyktatu, całkowicie sprzecznego z naszą polską wolnością.
czwartek, 12 listopada 2015
Odzyskajmy naszą niepodległość !
W czasie ostatnich dni przeżyliśmy szereg ważnych wydarzeń. Powstanie nowego rządu wywołującego sprzeciw ludzi starego systemu. Dobrze że im się nie podoba, im więcej krytyki ze złej strony tym ten rząd zasługuje na wyższą ocenę. Święto niepodległości wraz z tradycyjnym, wielkim patriotycznym marszem w Warszawie i mniejszymi obchodami w innych miastach. Zmiany polityczne zaowocowały tym razem brakiem skandalicznych incydentów i zorganizowanych napaści na marsz, jak było w poprzednich latach. Pochwalam aktywność manifestujących, mam jednak nadzieję że hasło wielkiej Polski katolickiej nie przerodzi się w nietolerancję religijną wobec inaczej wierzących czy myślących. W listopadowym dodatku historycznym pisma "Uważam Rze" ukazał się świetny popularyzatorski artykuł redaktora naczelnego Jana Pińskiego demaskujący prawdziwe pochodzenie unii europejskiej. Gorąco polecam! Temat doskonale łączy się z obchodami naszej niepodległości, w znacznym stopniu utraconej w 2004 roku, gdy śpiący naród pozwolił obcym siłom wpędzić nas w unijną niewolę. Obecnie następuje bardzo wolne przebudzenie z tej chorobliwej śpiączki, więc najwyższy czas na myślenie o wyrwaniu się z pozłacanej klatki. Jeśli się tak nie stanie, zarówno Polska jak i wszystkie inne państwa narodowe ulegną strawieniu przez brukselskiego molocha i zginą. Do tego nie wolno nam dopuścić!
wtorek, 27 października 2015
Ostrożny powiew nadziei
To o ogłoszonych wczoraj w nocy wynikach wyborów parlamentarnych w Polsce. Dołożyłem do nich i ja swoją cegiełkę, głosując na dwóch profesorów trójmiejskich wyższych uczelni z PiS. Niestety, nasz trudny teren dał znać o sobie, do Senatu wybrano kogoś innego, losy posła się ważą, ale tak czy inaczej poparcie otrzymał PiS. Najważniejsze są jednak rezultaty ogólnopolskie. Czy można je uznać za sukces? Częściowo tak, ale jest to w istocie dopiero wstęp, możliwość zaistnienia prawdziwego sukcesu dla Polski. Wszystko zależy od tego jak zachowa się zwycięski PiS. Partia ta ma przed sobą dwie drogi. Jedną jest systemowa kontynuacja, oczywiście w znacznie lepszym wydaniu niż to było za rządów PO. Zatrzymanie postępującego upadku kraju poprzez wprowadzenie korekt, mieszczących się jednak w granicach obecnego systemu. Czyli trochę mniejsze bezrobocie, nieco więcej samodzielności w unii, krótko mówiąc: mała poprawa. Ale jeżeli mało tego dobra, a dużo stagnacji, to i sukces wyborczy mierny. Znacznie ciekawszą jest druga możliwość, polegająca na odważnym wykorzystaniu osiągniętej przewagi i wyłamaniu się, wyjściu z krępujących ograniczeń systemu. Polegałoby to na rozpoczęciu przygotowywania społeczeństwa do opuszczenia przez Polskę struktur unijnych, na zainicjowaniu odbudowy naszej gospodarki, na okiełznaniu zagranicznego kapitału i wszelkich obcych sił działających na terenie kraju, na stworzeniu ekonomii dla człowieka, będącej odwrotnością tego co jest dzisiaj, na likwidacji plagi bezrobocia, na zbudowaniu silnej obrony Polski przed obcą agresją, na likwidacji patologii obecnych dziś w każdej dziedzinie życia. Wymienionych zadań nie podejmą się, ani ich nie wykonają, zwyczajni politycy. Do tego potrzeba prawdziwych mężów stanu i patriotów, którzy nie cofną się przed niczym. Czy PiS jest do tego przygotowany, czy ich środowisko na to stać? Tylko pozytywna odpowiedź na pytanie jest równoznaczna z rzeczywistym sukcesem przedwczorajszych wyborów. Ktoś mógłby powiedzieć że są jeszcze możliwe drogi pośrednie, pomiędzy wymienionymi. Nie bardzo. Chorego można wyleczyć albo nie, tertium non datur. Polska jest w chorobie i wymaga radykalnej terapii. Co będzie, zobaczymy. Na razie możemy się cieszyć, oprócz wygranej PiS, ze znacznego ograniczenia w parlamencie różnych sił szkodzących Polsce, czy wręcz jawnie antypolskich. Potworki komunizmu oraz inni głęboko niemoralni, jak również zwolennicy bezwzględnego kapitalizmu, otrzymali czerwoną kartkę. Również niektórzy patrioci narodowcy, kandydujący z Ruchu Kukiza, dostaną się prawdopodobnie do Sejmu, to dobra wiadomość. Są jednak i porażki. Trudno cieszyć się niskim wynikiem platformy skoro jest skutkiem zapewne planowanej restrukturyzacji, polegającej na utworzeniu partii Nowoczesna. To jest platforma bis, która miałaby mało głosów gdyby nie zasilił jej elektorat starej platformy. Szkoda też że nie wyeliminowano PSL. Wieś powinna oczywiście mieć we władzach swoich przedstawicieli, ale autentycznych, nie takich. Podsumowując, prawdziwi Polacy mogą być w chwili obecnej umiarkowanie usatysfakcjonowani, oczekując korzystnego rozwoju sytuacji i robiąc jak zawsze swoje, bez względu na przeciwności.
piątek, 23 października 2015
Mój głos w sprawie wyborów 2015
W tej historycznej chwili należy sobie odpowiedzieć na pytanie: Jak powinien się zachować w kwestii nadchodzących wyborów do Sejmu i Senatu człowiek sprawiedliwy, pragnący szczęścia Ojczyzny i jej obywateli zgodnie z Bożymi prawami i zasadami? Na tak postawiony problem nie ma łatwej odpowiedzi ponieważ zło w jakiejś postaci jest udziałem wszystkich biorących udział w wyborach ugrupowań. Teoretycznie najłatwiej byłoby zachować zupełną neutralność, jak czyni szereg osób i organizacji, i do wyborów nie pójść. Byłoby to jednak oddaniem pola przeciwnikowi i pozwoleniem mu na szerzenie zła, bez przeszkody w postaci mojego słabego bo pojedynczego głosu, który ma jednak pewną siłę moralną, a zwielokrotniony przez podobnie myślących może przybrać moc huraganu. Decyzja o głosowaniu opiera się na znaczących różnicach w błędach poszczególnych partii i komitetów wyborczych, co należy wykorzystać aby uratować co się da. Nie znam osobiście nikogo z kandydatów więc zwracam uwagę na ich przynależność, która jest jakimś znakiem rozpoznawczym ich systemu wartości. W moim okręgu wyborczym łatwo wybrać kandydata do Senatu bo jest ich tylko trzech: nie zgodzę się na osobników z PO ani z Lewicy, więc pozostaje profesor z PiS. Natomiast do Sejmu wystartowało u nas aż dziewięć komitetów. Siedem z nich można od razu zdyskwalifikować. Lewicę za ciągnące się za tym ugrupowaniem winy z PRL-u oraz z minionego ćwierćwiecza, aktywny udział w systemie, popieranie aborcji i wszelkiej niemoralności. PO i ich wiejskiego sojusznika, PSL, za pozbawienie nas suwerenności i wysługiwanie się unii, zapewne niebezinteresowne, za zniszczenie kraju i psucie co tylko się da, za dziki kapitalizm i jego skutki. Trzy nowe partie: Razem, Nowoczesna i ugrupowanie Zbigniewa Stonogi to typowe pułapki społeczne, zmontowane pośpiesznie przez przeważnie nieznanych działaczy, dla zwiedzenia łatwowiernych. Razem wystarczy odrzucić za ich postulat małżeństw dla homoseksualistów, z prawem adopcji dzieci (!). Do wyrzucenia Nowoczesnej wystarczy nazwisko jej współtwórcy Balcerowicza, odpowiedzialnego za ogrom zła wywołanego niesprawiedliwą ekonomią. Ci niszczyciele chcą dalej szkodzić Polsce i myślą że naród to kupi. Nigdy! A Stonoga to propozycja dla wyborców Samoobrony, a kiedyś Tymińskiego. Wszystko jasne. Pozostała jeszcze do wykoszenia partia Korwin z jej absurdalnym projektem sprywatyzowania wszystkiego. Oni chyba nie wiedzą że dla społeczeństwa prywatyzacja = złodziejstwo, przynajmniej w naszych warunkach. Co więc nam pozostało? Kukiz, w którego zespole są narodowcy, ale tylko część i stanowią mały procent wszystkich kandydatów. Wątpliwa opcja, bardzo ryzykowna, powiem że zbyt ryzykowna. I co mamy po tak przeprowadzonej selekcji? Skrytykowany przeze mnie wcześniej PiS, z którym nie wiążę zbytnich nadziei, oprócz jakiegoś zahamowania postępującego wokół nas upadku. I to jest to małe coś co można na tych wyborach osiągnąć. Mało ale więcej niż nic.
środa, 21 października 2015
Radość z Chopina
Mieliśmy jej sporo w czasie słuchania wspaniałej muzyki, podczas dopiero co zakończonego XVII Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Podziwiam talent młodzieży przybyłej z całego świata i wykonaną pracę, która dała wspaniałe efekty. Pracę jaką chcieli wykonać prawie wyłącznie ludzie z krajów gdzie przetrwały jeszcze enklawy tradycyjnej kultury europejskiej oraz azjatyccy entuzjaści. Krytycy muzyczni robili co mogli aby znaleźć u grających słabe punkty i usterki, ale nie przekonali mnie ani trochę. Ten mógłby krytykować kto gra lepiej, a wówczas pewnie miałby dość zrozumienia aby się przed przesadną krytyką powstrzymać. Inna sprawa czy forma konkursu nie psuje trochę odbioru muzyki Chopina. Te same utwory wykonywane prawie seryjnie i różniące się na ogół drobnymi szczegółami, niezauważalnymi dla osób nie będących zawodowymi muzykami. Prawdziwa sztuka to nie zawody sportowe. Ciekawe co by powiedział o tym sam kompozytor, jak oceniłby grę uczestników i komu przyznałby pierwszeństwo. Młodzi artyści wspominali często w wywiadach że muzyka, albo nawet tylko muzyka Chopina, wypełnia ich całe życie. Można było zrozumieć że nie chodziło jedynie o okres wzmożonych przygotowań przed konkursem, ale dosłownie o całe życie. To jest jednak przesadą, nawet piękna muzyka nie może stać się przedmiotem bałwochwalczego albo obsesyjnego uwielbienia, odciągając człowieka od właściwego celu życia. Część z nich pewnie kiedyś to zrozumie, czego należy im serdecznie życzyć.
piątek, 9 października 2015
System zdemaskowany
Za dwa tygodnie odbędą się w Polsce wybory do Sejmu i Senatu. Z kalendarza wynikałoby że powinna się obecnie toczyć pomiędzy przeciwstawnymi ugrupowaniami najgorętsza walka przedwyborcza o niezdecydowanych i o każdy głos. Tymczasem kampania przebiega wyjątkowo ospale, można powiedzieć pro forma. Na ulicach pojawiły się wprawdzie plakaty z wizerunkami kandydatów, ich buźki, twarze albo wredne mordy, ale czy to jest prawdziwa kampania? Politycy dobrze wiedzą co myśli o nich społeczeństwo, ale z pewnością z tego powodu nie zrezygnują. Co więcej, publikowane są wyniki sondaży prognozujące jednoznacznie wyniki wyborów, taka mała podpowiedź dla ludu, sondażownie są wszak narzędziem w rękach polityków. Co to wszystko znaczy? Nasuwa się nieodparte przypuszczenie że rządzący i wewnątrzsystemowa opozycja dogadali się w sprawie zmiany władzy, albo raczej realizują z dawna powzięty plan. System wie bowiem dobrze że utrzymywanie władzy w bezruchu jest możliwe tylko przy zastosowaniu dużego stopnia sterroryzowania społeczeństwa. W demokracji, albo raczej w czymś co ma ją przypominać, trzeba stworzyć ludziom iluzję poprzez okresową zmianę garnituru władzy. Nowa ekipa daje ludowi nadzieję, gromi swych poprzedników, a także dowartościowuje tę część społeczeństwa, której miniona władza nie satysfakcjonowała. Po pewnym czasie kolejna pozorna zmiana i znów napięcia społeczne zostaną wyciszone. Metoda manipulacji stosowana w wielu krajach świata, przez długi czas i z dobrym skutkiem dla systemu. Niestety, normalni obywatele nic z tego nie mają, a ludzie myślący zdają sobie sprawę że są oszukiwani. Dwie główne partie w Polsce, PO i PiS, powstały prawie w tym samym czasie. Są małymi liczebnie partiami kadrowymi o podobnej strukturze. Pomimo mocno wyrażanych różnic w poglądach i w działaniu mają też wiele podobieństw. Godzą się na kapitalizm i nieodłączne z nim bezrobocie. Popierały wstąpienie Polski do unii, czyli utratę naszej wolności, i nic nie zapowiada aby ich stanowisko miało się zmienić. Wyraziły zgodę na niesprawiedliwy udział wojsk polskich w wojnach w Iraku i w Afganistanie. Poprzednie zmiany władzy pomiędzy tymi partiami nie spowodowały przemiany sytuacji w kraju. Przykłady można by mnożyć. Oczywiście są i różnice ponieważ partie są skierowane do całkowicie odmiennych części społeczeństwa. Jeśli mają różnych wyborców muszą też mieć różne oblicza. Mój stosunek do PO jest jednoznacznie potępiający. Inaczej rzecz ma się z PiS, ze względu na to że trafiło w to środowisko wiele dobrych ludzi, co wpłynęło na jakość partii. Poczciwcy nie mają jednak takiej mocy aby uzdrowić PiS i uczynić zeń partię prawdziwie patriotyczną. Wszystko to przykre ale nie można karmić się złudzeniami bo to się zawsze źle kończy.
czwartek, 8 października 2015
Problemy Kościoła
Watykański synod jest, jak się wydaje, ważnym momentem w historii Kościoła rzymskiego. Po karygodnym odejściu od zasad przez liberalny protestantyzm, obecnie Kościół rzymski stał się terenem walki pomiędzy pseudoreformatorami i konserwatystami. Doszło nawet do tego że w internecie zbierano podpisy pod apelem tradycyjnych katolików do papieża. Oficjalnie chodziło o wsparcie papieża, naciskanego przez odstępczych biskupów aby zgodził się na rozluźnienie obyczajów w Kościele. Faktycznie przestrzegano "Ojca Świętego" aby tego nie czynił. "I nikogo nie zówcie ojcem waszym na ziemi; albowiem jeden jest Ojciec wasz, który jest w niebiesiech." Ewangelia Mateusza 23,9 BG. Wszystko dzieje się w atmosferze postępującego zeświecczenia społeczności międzynarodowej. A przecież i przedtem stan tego Kościoła był fatalny, jeśli oceniać go z biblijnego punktu widzenia. Teraz zaś zaatakowano między innymi to co w Kościele było jeszcze dobre i co koniecznie należy ocalić. Obrzydliwe wystąpienie odstępczego i skrajnie zdemoralizowanego księdza Charamsy jest prowokacyjnym atakiem na wszystkich zdrowo myślących, bez względu na ich przynależność konfesyjną czy stosunek do wiary. Czy on rozpoznał swoje skłonności po tym jak został księdzem, czy też ukrywał je od zawsze oszukując wszystkich? A może Kościół wiedział o jego orientacji ale tolerował ją dopóki nie szkodził organizacji? Albo Charamsa został teraz przekupiony przez zboczeńców, którzy nie cofną się przed niczym. Mógł też być tzw. uśpionym agentem, czekającym przez lata na zadanie specjalne. Szczerość z jego strony można włożyć między bajki. Próby dostosowania reguł biblijnych do świata, polegające na usprawiedliwieniu grzesznych i sprzecznych z naturą zachowań, są nie do przyjęcia. I chodzi tu o reguły bezdyskusyjne bo zgodne z naturą i powszechnym dobrem. "Z mężczyną nie będziesz obcował, jako z niewiastą; obrzydliwością to jest." Trzecia Księga Mojżeszowa 18,23 BG. Piszę to wszystko z pozycji zewnętrznego obserwatora, który uważa jednak to co dzieje się w Kościele, nawet złym, za ważne z uwagi na jego wielkość i społeczny wpływ.
piątek, 2 października 2015
Sprawy międzynarodowe
Gdy prezydent Duda przestrzegł naszych emigrantów ekonomicznych w Londynie, w kraju zawrzało. Politycy posługujący się stale kłamstwem wobec społeczeństwa mieli Andrzejowi Dudzie za złe że powiedział prawdę, co ich zdaniem miało oczernić nasz kraj. Jednak gorzka prawda jest lepsza od upudrowanego czy polukrowanego kłamstwa, czego zawodowi kłamcy nigdy nie pojmą. Zakończona niedawno wizyta prezydenta w USA i jego dwa przemówienia w ONZ spotkały się z pochwałą w mediach głównego nurtu. Moja ocena jest nieco inna. O ile wezwanie rządzących do przestrzegania prawa i do dołożenia wysiłku dla rozwiązania problemów ludzkości jest ogólnie bezdyskusyjne, to wypowiedzi zinterpretowane w kraju jako pochwała III RP mógł sobie prezydent darować. Albowiem ostatecznie, sukces państwa polega na pewnym fundamencie bezpieczeństwa, wzroście we wszystkich kluczowych dziedzinach, oraz na sukcesie wszystkich jego uczciwych obywateli. W tzw. "III RP" niczego takiego nie obserwujemy. No a uścisk dłoni z Putinem to jakiś koszmar. Wiadomo że w polityce nie da się uniknąć kontaktów z osobnikami mającymi krew na rękach, ale tu chodzi o polską krew. Dyplomacja musi jednak znaleźć sposób na ochronę polskiego prezydenta przed podobnymi sytuacjami. W wywiadzie przeprowadzonym przez Brygidę Grysiak 25 września ambasador Rosji Siergiej Andriejew powiedział między innymi że polska
polityka lat trzydziestych XX wieku doprowadziła do klęski września 1939 roku i
Polska jest współodpowiedzialna za wybuch wojny. Andriejew uznał też, że
stosunki polsko-rosyjskie są obecnie najgorsze od końca wojny.
Kontrowersyjne wypowiedzi ambasadora spowodowały wezwanie go do MSZ, gdzie wyrażono stanowczy sprzeciw wobec jego wypowiedzi. Ambasador wycofał się ze słów o współodpowiedzialności, ale podtrzymał swoją opinię o chłodnych stosunkach między obydwoma państwami. Niewątpliwie nie była to jego własna zagrywka. Mimo wszystko za takie obelgi należałoby zażądać od Rosji zmiany ambasadora. Niezależnie od sprawy smoleńskiej i ciągnących się za nią konsekwencji oraz od problemów wywołanych wojną na Ukrainie. Powstaje pytanie: Po co było Rosji tak nas znieważać? Widzę dwie przyczyny. Prymitywne wyobrażenie o prawie mocarstwa do besztania słabszych, co ma świadczyć o mocarstwowej sile. Jest coś gorszego. Powiadają że żadne zwierzę nie atakuje bez ostrzeżenia, choć czasami zapowiedź jest trudna do zauważenia. W polityce niczym nieuzasadniona krytyka może być spowodowana przygotowaniami, choćby dalekosiężnymi, do agresji totalnej. Obserwujmy zatem uważnie przeciwnika aby nie mógł nas zaskoczyć.
Kontrowersyjne wypowiedzi ambasadora spowodowały wezwanie go do MSZ, gdzie wyrażono stanowczy sprzeciw wobec jego wypowiedzi. Ambasador wycofał się ze słów o współodpowiedzialności, ale podtrzymał swoją opinię o chłodnych stosunkach między obydwoma państwami. Niewątpliwie nie była to jego własna zagrywka. Mimo wszystko za takie obelgi należałoby zażądać od Rosji zmiany ambasadora. Niezależnie od sprawy smoleńskiej i ciągnących się za nią konsekwencji oraz od problemów wywołanych wojną na Ukrainie. Powstaje pytanie: Po co było Rosji tak nas znieważać? Widzę dwie przyczyny. Prymitywne wyobrażenie o prawie mocarstwa do besztania słabszych, co ma świadczyć o mocarstwowej sile. Jest coś gorszego. Powiadają że żadne zwierzę nie atakuje bez ostrzeżenia, choć czasami zapowiedź jest trudna do zauważenia. W polityce niczym nieuzasadniona krytyka może być spowodowana przygotowaniami, choćby dalekosiężnymi, do agresji totalnej. Obserwujmy zatem uważnie przeciwnika aby nie mógł nas zaskoczyć.
środa, 30 września 2015
Cześć i chwała Bohaterom !
W niedzielę 27 września, w Dniu Polskiego Państwa Podziemnego, odbył się w Warszawie z honorami wojskowymi pogrzeb bohaterów walk przeciw komunistycznemu zniewoleniu Polski. Jak podał portal Niezalezna.pl w artykule "Wyklęci, niezłomni, najlepsi synowie polskiej ziemi". Z honorami spoczęli na "Łączce".: "W Panteonie-Mauzoleum na „Łączce” pochowano szczątki 35 spośród 40
odnalezionych i zidentyfikowanych dotąd żołnierzy podziemia
niepodległościowego. Oto ich nazwiska: Stanisław Abramowski „Bury”, Władysław Borowiec „Żbik”, por. Henryk
Borowy-Borowski „Trzmiel”, Bolesław Budelewski „Pług”, por. Edmund
Bukowski „Edmund”, mjr Jan Czeredys, por. Julian Czerwiakowski „Jurek”,
Bolesław Częścik „Orlik”, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, Adam Gajdek
„Agata”, por. Stefan Głowacki „Smuga”, Marian Kaczmarek „Paweł”, ppłk
Stanisław Kasznica „Maszkowski”, ppłk Aleksander Kita, mjr Bolesław
Kontrym „Żmudzin”, por. Józef Kozłowski „Las”, Zygfryd Kuliński „Albin”,
Stanisław Kutryb „Ryś”, kpt. Stanisław Łukasik „Ryś”, Józef Łukaszewicz
„Kruk”, ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, płk Marian Orlik, Henryk
Roman Pawłowski „Henryk Orłowski”, por. Tadeusz Pelak „Junak”, ppor.
pil. Edward Pytko, Karol Rakoczy „Bystry”, Eugeniusz Smoliński
„Kazimierz Staniszewski”, kpr. pchor. Dionizy Sosnowski „Zbyszek”, por.
Zygmunt Szymanowski „Jezierza”, mjr Ludwik Świder „Johann Puk”, kpt.
Aleksander Tomaszewski „Al”, por. Edmund Tudruj „Mundek”, por. Wacław
Walicki „Tesaro”, por. Arkadiusz Wasilewski „Biały”, Ryszard Widelski
„Irydion”." Pięciu z wymienionych to kawalerowie Orderu Virtuti Militari. Warto dodać że pozostałych pięciu zidentyfikowanych bohaterów, w tym legendarny major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zostanie pochowanych w grobach rodzinnych. Na identyfikację zaś oczekują jeszcze szczątki 160 zamordowanych i wrzuconych do bezimiennych grobów, którzy zostali odnalezieni. Niezliczona ilość ofiar nie została jeszcze w ogóle odkryta. A oto informacja "Gazety Warszawskiej" zatytułowana Nie zachowali się jak trzeba: " – Ci,
których chowamy dzisiaj z honorami państwowymi jako bohaterów wolnej
Polski, mieli być na zawsze zapomniani. Szkalowani przez propagandę,
skazywani w majestacie sądowego bezprawia, mordowani strzałem w potylicę
lub haniebną śmiercią złoczyńców na stryczku, grzebani pod osłoną nocy.
Wyklęci, niezłomni, najlepsi synowie polskiej ziemi. Uroczystość
wieńczy pierwszy etap poszukiwań, ale ich nie kończy. Wszyscy
odnalezieni powinni być zidentyfikowani i godnie pochowani – napisał w
liście do uczestników uroczystości związanych z pochówkiem szczątków
Żołnierzy Niezłomnych odnalezionych w Kwaterze „Ł” cmentarza
powązkowskiego prezydent Andrzej Duda. List w imieniu przebywającego w
USA prezydenta odczytał minister Wojciech Kolarski.
- Tutaj przez blisko siedemdziesiąt lat
spoczywały szczątki żołnierzy naszego ostatniego powstania: powstania
antykomunistycznego. Zagłada uczestników drugiej konspiracji była
fundamentem powojennej władzy. Była warunkiem koniecznym, by narzucony
narodowi reżim utrzymał kontrolę nad krajem – napisał Prezydent. I
właściwie na tym można zakończyć informacje o wczorajszych
uroczystościach.
Jak zwykle przy takich okazjach
najpiękniej zachowali się Warszawiacy i wszyscy, którzy z różnych
zakątków Polski przybyli na tę okoliczność do stolicy. Zarówno sam „Panteon”, jak tempo z jakim przygotowano uroczystość, budzi wiele zastrzeżeń.
Nie odnaleziono jeszcze wszystkich; nie
podjęto nawet próby przeniesienia istniejących grobów, żeby rozpocząć
dalsze poszukiwania; nie skorzystano z możliwości ponownego ogłoszenia
konkursu, by uczcić Żołnierzy Wyklętych zgodnie z oczekiwaniami rodzin i
społeczeństwa. Na koniec wreszcie, trzeba odnotować fakt, że w czasie
uroczystej Mszy Świętej, sprawowanej na Pl. Piłsudskiego pod
przewodnictwem biskupa polowego WP Józef Guzdka, dla prof. Krzysztofa
Szwagrzyka, którego determinacji zawdzięczamy odzyskiwanie grobów
naszych Niezłomnych Bohaterów, miejsca w sektorze dla zaproszonych gości
zabrakło. Ktoś zapomniał Profesora zaprosić, wszak on „jedynie” kieruje
pracami zespołu na Łączce Powązkowskiej, w Dworzysku (pow. Nyski) i
w Białymstoku.
Pamiętajmy, że wielu Niezłomnych
wciąż czeka na odnalezienie. Wśród nich: Łukasz Ciepliński „Pług”,
Generał Fieldorf „NiL”, rotmistrz Witold Pilecki… ."
wtorek, 29 września 2015
Wieczór z Gwiazdami
Kilka dni temu odbył się w bibliotece w Brodwinie, mojej dzielnicy Sopotu, wieczór autorski z panem Andrzejem Gwiazdą, który przybył wraz z małżonką. W czasie spotkania opowiedziana została droga życiowa legendy "Solidarności", od pobytu na zesłaniu przez bolszewików, przez trudne lata powojenne i momenty kryzysowe w PRL-u, aż po również niewesołą teraźniejszość tzw. III RP. Odczytywane fragmenty książek przeplatały się z żywymi, barwnymi wspomnieniami bohatera. Pomimo doznanych na wschodzie krzywd Andrzej Gwiazda zachował w pamięci jasny obraz wspaniałej przyrody i życzliwości zwykłych prostych ludzi. Doskonale odróżnia normalnych, dobrych Rosjan czy tubylców wszelkich narodowości z syberyjsko-kazachskiej głubinki od aparatczyków systemu stalinowskiego. Niewątpliwie te wczesne przeżycia i doświadczenia wpłynęły na jego dalszą drogę i wybory życiowe. Można powiedzieć że bolesna młodość wydała owoce mądrości i realizmu. A to z kolei skutkowało jego działalnością w "Solidarności" i słuszną oceną sytuacji Polski po transformacji ustrojowej, którą widzi w ciemnych barwach. A jeśli ktoś mówi prawdę jest dziś eliminowany z głównych mediów, będących we władaniu systemu. Gdy przyszła pora na pytania i odpowiedzi pan Gwiazda pocieszył nas jednak mówiąc że wszystko co zniszczono można jeszcze naprawić, bo w narodzie tkwi wciąż ogromny potencjał twórczy. Jeśli Polacy odbudowali po wojnie kraj mimo ówczesnego systemu, to i teraz potrafią to zrobić. A teraz, dla przedstawienia i rozpropagowania poglądów Andrzeja Gwiazdy zamieszczam ich próbkę, wywiad dla "Rzeczpospolitej" z dnia 03.04.2015:
Andrzej Gwiazda: To nie "Solidarność" obaliła komunizm
Wszyscy walczyliśmy o miliony,
tylko później się okazało, że niektórzy z nas walczyli o miliony dolarów
- mówi Andrzej Gwiazda, współzałożyciel NSZZ „Solidarność".
"Plus Minus": W kwietniu kończy pan
80 lat, a jest nieustannie w rozjazdach. Jeździ pan po całej Polsce na
spotkania w klubach „Gazety Polskiej", do Brukseli. Co pana do tego
pcha?
Okoliczności zmuszają. Chętnie zająłbym się czymś innym, np. zrobiłbym półkę na książki, w których oboje z żoną toniemy. Ale oni nie pozwalają.
Oni, czyli kto?
Rządzący. Jak mam się zajmować własnymi sprawami, skoro kraj jest na krawędzi rozkładu, a na forum międzynarodowym traktują nas po macoszemu. Ciepłą wodę w kranie co prawda jeszcze mamy, ale to nie znaczy, że będziemy ją mieli za miesiąc czy za rok. Poza tym nie ciepła woda jest najważniejsza.
Z tym rozkładem kraju to pan przesadza.
To, że nie odbiegamy zbyt drastycznie od światowych standardów, jeszcze nie jest usprawiedliwieniem. Polska mogłaby być jednym z najbogatszych krajów Europy ze względu na bogactwa naturalne, a do niedawna także ogólne wykształcenie naszych obywateli. Niestety, reformy Leszka Balcerowicza zrujnowały naszą gospodarkę bardziej niż II wojna światowa.
Okoliczności zmuszają. Chętnie zająłbym się czymś innym, np. zrobiłbym półkę na książki, w których oboje z żoną toniemy. Ale oni nie pozwalają.
Oni, czyli kto?
Rządzący. Jak mam się zajmować własnymi sprawami, skoro kraj jest na krawędzi rozkładu, a na forum międzynarodowym traktują nas po macoszemu. Ciepłą wodę w kranie co prawda jeszcze mamy, ale to nie znaczy, że będziemy ją mieli za miesiąc czy za rok. Poza tym nie ciepła woda jest najważniejsza.
Z tym rozkładem kraju to pan przesadza.
To, że nie odbiegamy zbyt drastycznie od światowych standardów, jeszcze nie jest usprawiedliwieniem. Polska mogłaby być jednym z najbogatszych krajów Europy ze względu na bogactwa naturalne, a do niedawna także ogólne wykształcenie naszych obywateli. Niestety, reformy Leszka Balcerowicza zrujnowały naszą gospodarkę bardziej niż II wojna światowa.
To bardzo radykalny sąd.
Radykalne to były działania Balcerowicza. Za
czasów transformacji ludzie byli masowo wyrzucani na bruk i nie mieli
szansy przekazać swoich umiejętności młodym pokoleniom. To dlatego
młodzi mają dziś problemy na rynku pracy. Obniżyliśmy poziom kształcenia
ogólnego, zniszczyliśmy kształcenie zawodowe. Po prostu odebraliśmy
naszej młodzieży szansę na funkcjonowanie na rynku pracy. Po 1989 roku
bezrobotni byli głównie pracownicy po czterdziestce. Tymczasem w
ostatnich latach w sposób niezauważalny bezrobotni stali się przede
wszystkim młodzi ludzie. Moim zdaniem to jest wpływ poronionych reform
edukacyjnych.
Bezrobocie wśród młodzieży nie jest tylko polskim problemem. Z powodu kryzysu skurczył się rynek pracy.
Skurczył się, ale przede wszystkim dla
młodych, którzy są nie tylko źle kształceni, ale też żyją w
przeświadczeniu, że ignorancja jest cnotą. Od 1989 roku upłynęło już 25
lat, a więc całe pokolenie wyrosło w atmosferze akceptacji dla
niewiedzy. Nie wiem, kto będzie uczył następne pokolenia.
Starsze pokolenia często narzekają na upadek obyczajów i zepsucie młodzieży. Mam wrażenie, że pan się wpisuje w ten stereotyp.
Babcia kolegi zawsze powtarzała, że nigdy
nie było tak dobrze jak za czasów cesarstwa austro-węgierskiego, bo ona
miała wtedy 18 lat. Ale obniżenie poziomu nauczania w polskich szkołach
jest faktem. Komuna miała świadomość, że wykształcony niewolnik jest
cenniejszy niż niewykształcony, i dlatego presja na edukację była
znacznie większa niż obecnie. Teraz tej świadomości najwyraźniej
brakuje, skoro szkoły nie są w stanie przerobić całego materiału z
historii Polski, bo na II wojnę światową brakuje im już czasu. A rozwój
gospodarki jest mocno związany z historią.
O tym pan mówi na spotkaniach klubów „Gazety Polskiej"?
Nie jestem członkiem tych klubów, ale staram
się przyjmować wszystkie zaproszenia na spotkania, bo uważam, że
rozmawianie z ludźmi jest moim obowiązkiem. A prócz tego każdego
dziesiątego dnia miesiąca idziemy z żoną w Sopocie w marszu pamięci
ofiar katastrofy smoleńskiej, podczas którego odczytywane są ich
nazwiska. Nisko cenię uroczystości smoleńskie, które odbywają się tylko w
kościele lub na cmentarzu. Podkreślanie wyłącznie religijnego ich
aspektu jest fałszowaniem historii. Ci ludzie zginęli z powodów
politycznych.
Uważa pan, że katastrofa była wynikiem zamachu?
Nie ma wątpliwości, że to był zamach. Powie
to każdy, kto chociaż minimalnie zagłębił się w temat. Bo jeżeli części
prezydenckiego samolotu były rozrzucone w terenie przed miejscem, w
którym uderzył on w ziemię, to jest oczywiste, że rozpad kadłuba
nastąpił w powietrzu. Ci, co twierdzą, że zamachu nie było, mówią tak z
powodów osobistych. Nie bez powodu w pierwszych godzinach po katastrofie
pojawiały się informacje wyssane z palca, np. taka, że piloci cztery
razy podchodzili do lądowania. To są przecież idiotyzmy, które z jakichś
powodów były kolportowane.
Wyklucza pan możliwość, że to był zwykły chaos informacyjny, który towarzyszy takim wielkim tragediom?
Ten chaos był podejrzanie uporządkowany, bo
od początku sugerował winę pilotów. A przecież wina kontrolerów lotu
jest bezsporna, skoro przekonywali pilotów prezydenckiego samolotu, że
są na prawidłowym kursie i ścieżce lądowania, podczas gdy w
rzeczywistości samolot znajdował się kilkadziesiąt metrów od pasa. Poza
tym już w pierwszych minutach wykluczono hipotezę ewentualnego zamachu,
choć zwykle przy katastrofach lotniczych bada się taki wątek. W
Smoleńsku słowo „zamach" nie padło. Śledztwo, które od początku pomija
pewne hipotezy, jest zaprzeczeniem rzetelności, a poza tym budzi
podejrzenie o matactwa. Moim zdaniem jest tylko jedno wyjaśnienie tego
działania: Platforma Obywatelska i Rosja znały przyczyny katastrofy,
dlatego nie musiały ich badać.
Nie ma dowodów na zamach, a tym bardziej na to, co pan sugeruje – że PO przyłożyła do tego rękę.
Samo niedbalstwo w przygotowaniu wizyty
prezydenta jest przyczynieniem się do katastrofy, a odpowiadali za to
politycy PO. Ta partia ma sporo na sumieniu w sprawie tragedii
smoleńskiej. Dlatego tak ważne są obchody tej katastrofy, bo tylko
powszechny nacisk opinii publicznej na wyjaśnienie sprawy może przynieść
efekt. Przez pięć lat, które upłynęły od katastrofy, niezależnie od
tego, w jakim mieście się znajdowałem dziesiątego dnia dowolnego
miesiąca, zawsze brałem udział w marszu pamięci, bo takie się tam
odbywały – w Leśnicy, we Wrocławiu, w Lesznie, w Nowym Sączu. Takie
lokalne marsze są ważniejsze niż najwspanialsza centralna demonstracja.
Czy kwestia katastrofy smoleńskiej powinna być częścią kampanii wyborczej Andrzeja Dudy, kandydata PiS na prezydenta?
Wyłączenie tej sprawy z kampanii byłoby
dyskwalifikujące dla kandydata. Śmierć prezydenta i zmanipulowanie
śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy są kluczowe dla oceny naszej
niepodległości. Żaden kandydat na prezydenta nie powinien przemilczać
swojego stosunku do tego wydarzenia. A tym bardziej Andrzej Duda, który
kandyduje na miejsce opuszczone przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Przykładowo zachowanie Bronisława Komorowskiego po 10 kwietnia 2010 roku
wystarczyło mi do tego, aby już nigdy nie oddać na niego głosu.
Co pana tak uraziło?
Chociażby to, że stwarzał wrażenie, iż jest
szczęśliwy z powodu śmierci poprzednika. Nie zrobił ani jednego gestu,
żeby oddać hołd Lechowi Kaczyńskiemu. To go dyskwalifikuje moralnie.
Przecież w czasie żałoby w Pałacu
Prezydenckim były wystawione trumny pary prezydenckiej i ministrów,
dostępne dla obywateli. Odbyły się godne pogrzeby państwowe. To nie
wystarcza?
Komorowski nie miał takiej siły, żeby
zakazać ludziom uczczenia byłego prezydenta. Tym bardziej że atmosfera
na Krakowskim Przedmieściu przypominała tę ze strajku 1980 roku. Próba
stłumienia spontanicznej reakcji Polaków skończyłaby się dla rządzących
źle, bo ten tłum w żałobie mógłby się zmienić w tłum agresywny. W tej
sytuacji PO, choć ma ciągoty totalitarne, nic nie mogła zrobić. Ale po
Komorowskim smutku nie widziałem.
Dlaczego mówi pan, że PO to partia o
totalitarnych skłonnościach? Nikt pana do więzienia nie zamyka, jeździ
pan na spotkania w całej Polsce i mówi to, co chce. W państwie
totalitarnym to niemożliwe, o czym pan wie, bo żył pan i działał w PRL.
PO nigdy nie miała takiej siły jak komunizm.
Ale jej sposób traktowania demokracji jest rodem z państwa
totalitarnego. Skoro mamy większość, to robimy, co chcemy.
Przecież to jest istota demokracji, że większość rządzi.
PO jest wrzodem na demokracji. Wykorzystuje
procedury demokratyczne, żeby ograniczyć demokrację tak bardzo, jak się
tylko da. Nie rozumiem, jak ludzie mogą popierać partię, której
patronował agent Lech Wałęsa, sowiecki szpieg w USA Andrzej Olechowski,
Maciej Płażyński i Donald Tusk, który napisał swojego czasu, że polskość
to nienormalność. Dodam, że były lider PO wystąpił kiedyś z żądaniem
autonomii dla Kaszubów: z prawem do własnego rządu, własnej waluty i
własnej armii. A więc jego stwierdzenie o polskości jako nienormalności
to nie był jednostkowy przypadek, wynik pomroczności jasnej, tylko
ustalony pogląd na Polskę.
A „Solidarność" też nie miała żadnej wartości z tego powodu, że jej przewodniczący Lech Wałęsa w latach 70. podpisał lojalkę SB?
Wręcz przeciwnie, „Solidarność" pokazała
swoją wartość i siłę, bo nie pozwoliła się zniszczyć Wałęsie. Proszę
pamiętać, że gdy organizowaliśmy Wolne Związki Zawodowe, nikomu do głowy
nie przyszło, iż Wałęsa będzie tym kierował. Tak samo jak nie
przypuszczaliśmy, że w sierpniu 1980 roku wybuchnie strajk, który będzie
miał taką siłę. To wszystko była robota służb. Między bajki należy
włożyć legendę, że to „Solidarność" obaliła komunizm. Pieriestrojka była
planowana co najmniej dziesięć lat przed „Solidarnością". Oni byli
przygotowani na ewentualność powstania niezależnego związku zawodowego.
Śledztwo w sprawie Smoleńska od
początku pomijało pewne hipotezy. Jest tylko jedno wyjaśnienie tego
działania: PO i Rosja znały przyczyny katastrofy, dlatego nie musiały
ich badać
Czy to znaczy, że komunizm obalił się sam?
Można tak powiedzieć. Komunizm, czyli
partię, obaliło jej zbrojne ramię, czyli służby specjalne. Nie ma cienia
wątpliwości, że strajk sierpniowy został sprowokowany po to, by
doprowadzić do określonych zdarzeń.
Skoro wszystko było przygotowane
przez służby, to można postawić tezę, że pana działalność w PRL – Wolne
Związki Zawodowe, opozycja, więzienie – nie miała sensu, bo i tak
wydarzenia potoczyłyby się tym samym torem.
Jest absolutnie odwrotnie. Myśmy w 1980 roku
przejęli ich strajk i ich spisek. Dlatego półtora roku później oni
musieli wyprowadzić czołgi, żeby poradzić sobie ze społeczeństwem. Ale
„Solidarność" miała taką siłę, że to wszystko przetrwała.
Niezależnie od tego, czy strajki
sprokurowała SB czy nie, per saldo wszystkim nam wyszło to na dobre.
Mamy wolną Polskę, jesteśmy w Unii Europejskiej i NATO.
I ciągle musimy sobie powtarzać, że za
komuny było gorzej. Co to za osiągnięcie jak na 25 lat niepodległości?
Dlaczego transformacja była szokiem dla społeczeństwa? Nie było ku temu
żadnego uzasadnienia. No, chyba że chodziło o to, aby Polska nie
konkurowała gospodarczo z innymi państwami, tylko stała się przybudówką
Niemiec. Byliśmy Niemcom potrzebni jako rezerwuar taniej siły roboczej i
rynek zbytu dla nietrafionych produktów. I na tym poziomie Niemcy chcą
ustabilizować stosunki z Polską.
Przecież to Niemcy są odbiorcami naszych towarów, a nie na odwrót.
A ile Niemcy zyskali na tym, że ulokowali w
Polsce swoje banki? Na tym, że nie mają konkurencji w polskich
stoczniach, w energetyce, że nie produkujemy już turbin, dzięki czemu
Niemcy przejęli nasze rynki zbytu? Polski przemysł powoli dźwiga się z
ruin po reformach Balcerowicza, bo nawet ugór po dziesięciu latach
porośnie zagajnikiem. Ale to nie są już wielkie firmy jak kiedyś.
Odbijamy się od dna, tylko nie było powodu, żebyśmy na to dno spadli.
Ale skoro w pierwszym roku transformacji, według moich obliczeń, każdego
dnia z pracy wylatywało 5 tys. ludzi, nie mając żadnych zabezpieczeń,
to nie mogło być inaczej.
Pan też był bez pracy na początku transformacji.
Bo ci, którzy tak jak ja pozostali wierni
„Solidarności", byli w pierwszej kolejności zwalniani z pracy i nie
mieli wstępu do struktur biznesowych. Mówię o „Solidarności", w której
nie walczyło się z kolegą o kromkę chleba, tylko razem z nim o poprawę
warunków życia wszystkich Polaków. Bo druga „Solidarność", o której
mówił kiedyś Wałęsa, że wejdą do niej zupełnie inni ludzie, kierowała
się lapidarnymi hasłami: pierwszy milion trzeba ukraść, a polityka nie
ma być uczciwa, tylko skuteczna. To wszystko zostało zrealizowane w
praktyce.
Janusz Śniadek, były przewodniczący
„Solidarności", dziś poseł PiS, bardzo się kiedyś zirytował, gdy
przeprowadzając z nim wywiad, wspomniałam o pierwszej i drugiej
„Solidarności". Jego zdaniem „Solidarność" była i jest cały czas ta
sama.
Nie powiem, że Śniadek jest idiotą, bo to
nieprawda. Takie miał po prostu motto polityczne. Za czasów jego
przywództwa „Solidarność" nie była związkiem zawodowym. Bo związkowcy
nie jadą w kilkadziesiąt osób do Warszawy po to, żeby palić opony. Tak
postępują politycy.
Pod przewodnictwem Piotra Dudy „Solidarność" powróciła na tory związkowe?
Tak uważam. Polityka Śniadka doprowadziła do
tego, że Stocznia Gdańska została zaorana. Za to „Solidarność" Piotra
Dudy obroniła kopalnie. I to jest różnica między Dudą a Śniadkiem.
Za to Duda grozi rządowi strajkiem generalnym. Czym to się różni od palenia opon?
Jeżeli Duda zorganizuje strajk generalny, to
powiem, że zrobił to 25 lat za późno. Przez ten czas oddaliśmy za darmo
wszystko: majątek narodowy, prawa, niepodległość, tożsamość, młode
pokolenie, które wyjechało za granicę. Mimo to pozostało jeszcze kilka
rzeczy, które można nam odebrać. I próbie odarcia nas z tych resztek
społeczeństwo może się jeszcze przeciwstawić. Gdyby postawiło się
wcześniej, to stocznie być może nadal by działały.
To może Piotr Duda powinien kandydować na prezydenta, a nie Andrzej Duda?
Co to, to nie. Związek zawodowy jest
ważniejszy od polityków. Cenię Piotra Dudę za to, że mimo popularności
nie poszedł drogą polityczną i pozostał przy związku zawodowym.
A jak pan ocenia szanse Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich?
Moim zdaniem wygra w pierwszej turze.
Sondaże na to nie wskazują.
Nie ma co patrzeć na sondaże. W 2005 roku również nie pokazywały podwójnego zwycięstwa wyborczego PiS, a jednak do tego doszło.
Od tego czasu sporo się zmieniło.
Niektórzy analitycy sceny politycznej uważają, że PiS wcale nie chce
wygrać żadnych wyborów i przejąć władzy, bo jak tylko taka szansa się
pojawia, to Jarosław Kaczyński albo Antoni Macierewicz zaczynają mówić o
zamachu w Smoleńsku i poparcie dla PiS spada.
Przecież nie mogą zrezygnować z prawdy ani z
własnych poglądów, żeby przypodobać się wyborcom. Taka postawa byłaby
porównywalna z najstarszym zawodem świata.
Ale gdyby PiS zdobyło władzę, to
mogłoby na przykład przeprowadzić rzetelne śledztwo dotyczące katastrofy
smoleńskiej. Czy dla takiej sprawy nie warto przemilczeć w kampanii
pewnych kwestii?
Zdobyć władzę, a potem robić swoje? To jest
niewykonalne. Władzę ma nie ten, kto powiesi sobie na drzwiach
odpowiednio wygrawerowaną tabliczkę, lecz ten, kogo ludzie chcą słuchać.
Przy czym nie zawsze jest to związane ze stanowiskami. W 1989 roku
opozycja zdobyła stanowiska, ale władzy nie miała, bo polityka
uzgodniona przy Okrągłym Stole została wyrzucona do kosza. Jedyną siłą
każdej partii politycznej są jej wyborcy. Jeżeli partia zostanie wybrana
na podstawie oszukańczego wizerunku, to stanie się oszukańcza, bo jej
siła będzie związana z fałszywym programem.
Czyli Kaczyński nie ma wyjścia, musi mówić o katastrofie smoleńskiej?
Tak. Jeżeli społeczeństwo nie jest w stanie
odróżnić uczciwych partii od nieuczciwych, to jest skazane na skutki
swojej ignorancji.
Słaba to pociecha dla partii, która od ośmiu lat jest w opozycji. Panu też się nie udało w 2011 roku zdobyć mandatu senatora.
Owszem, ale specjalnie mnie to nie zabolało.
Nie czułbym satysfakcji, zasiadając w takim Senacie, jaki został
wybrany. A gdybym zdobył mandat, to musiałbym w tym tkwić. Jednym z
argumentów, którymi mnie przekonano do startu na senatora, było to, że
będę miał dużo więcej spotkań, bo nikt mi sali nie odmówi.
A ktoś panu odmawia sali?
W ostatnich latach nie. Co więcej, coraz
częściej spotykam się z młodzieżą, a jeszcze do niedawna szkoły bały się
wpuścić ekstremę.
Uważa się pan za ekstremę? A więc
wpisuje się pan w podział zaznaczony przez Bronisława Komorowskiego: na
Polskę racjonalną i radykalną.
To zabawne, że Komorowski z historii
zapamiętał tylko lata 80., kiedy podział na ekstremistów i konstruktywną
opozycję wytyczyła komuna. Konstruktywni to byli ci, którzy popierali
Wałęsę i Wojciecha Jaruzelskiego, a ekstrema to ci, którzy ich
krytykowali.
Ciągle wraca pan do czasów PRL. Nie żal panu, że środowisko ówczesnej opozycji jest dziś tak skłócone?
No cóż, wszyscy walczyliśmy o miliony, tylko później się okazało, że niektórzy z nas walczyli o miliony dolarów.
Przecież nie ma w tym nic złego, że ludzie się dorabiali.
Gdyby się dorobili uczciwie, to rzeczywiście
nie byłoby w tym nic złego. I gdyby jedni się dorobili trochę, a drudzy
więcej. Ale tak nie było. Większość zbiedniała, a drobna część zbiła
niesłychane fortuny na tej biedzie. I to było nierozerwalnie związane.
Jeżeli plan Balcerowicza doprowadził do drastycznego spadku produkcji,
jeżeli w sklepie widziałem kobietę, która stała przed pełnymi półkami i
płakała, bo nie miała pieniędzy na jedzenie, jeżeli w Polsce po
transformacji liczba samobójstw w porównaniu z czasami PRL wzrosła
więcej niż dwukrotnie, to wszystkie te skutki obciążają ojców
pieriestrojki – Mazowieckiego, Balcerowicza, Wałęsę. Nie jest prawdą, że
proces transformacji odbył się w Polsce bezkrwawo. Był bardziej krwawy
niż w Rumunii, gdzie zginęło 1500 górników, którzy poszli z kilofami na
karabiny maszynowe. Przez 25 lat w Polsce wskutek samobójstw zginęło o 8
tys. ludzi więcej niż w takim samym okresie w straszliwych,
pozbawionych nadziei czasach komunizmu. Ci ludzie byli w sytuacji bez
wyjścia. Na naszym osiedlu kobieta rzuciła się pod kolejkę elektryczną. W
pożegnalnym liście napisała, że nie ma za co nakarmić dzieci. Śmierci
górnika, który pędzi na karabin maszynowy, nie da się porównać ze
śmiercią matki, która odbiera sobie życie, bo nie może utrzymać dzieci.
Ta krew spadła na twórców pieriestrojki.
—rozmawiała Eliza Olczyk
poniedziałek, 28 września 2015
Święto pamięci
W czasie ostatnich dni mieliśmy okazję przeżyć w Trójmieście wspaniałe i wzruszające chwile. W Gdyni odbył się bowiem kolejny, wielki VII Festiwal Filmów Dokumentalnych "Niepokorni-Niezłomni-Wyklęci", o tematyce patriotyczno-historycznej. Była to jedna z pierwszych imprez w nowo otwartym, pięknym Gdyńskim Centrum Filmowym. Miałem przyjemność uczestniczyć w tym święcie wraz z ogromną liczbą gości przybyłych z całej Polski, a nawet z zagranicy. Tematyka festiwalu, poświęconego zasadniczo bohaterskiej walce podziemia niepodległościowego przeciw sowieckiemu zniewoleniu, została bardzo rozszerzona. W tym roku skupiono się szczególnie na stosunkach polsko-żydowskich, poruszono jednak jeszcze wiele innych tematów historycznych aż po zagadnienia współczesnej polityki historycznej Polski. Festiwal nie był bowiem tylko przeglądem filmów i reportaży radiowych, odbywały się też na nim dyskusje, spotkania, koncerty, wystawy i pokazy. Najważniejszymi gośćmi zgromadzenia byli oczywiście sędziwi weterani walk, ludzie dziewięćdziesięcioletni, ich ciała osłabły ale duch pozostał niewzruszony. Wszyscy zostali nagrodzeni za swoją wzorową postawę, co wywołało ogromne wzruszenie bohaterów. A dalej, twórcy filmów, naukowcy z Instytutu Pamięci Narodowej, działacze patriotyczni, członkowie rodzin żołnierzy podziemia i ofiar smoleńskich, dobrzy politycy, artyści, harcerze i zwykli porządni ludzie. Ilość wydarzeń była tak duża że nikt z widzów nie był w stanie obejrzeć i wysłuchać całości. Przez trzy dni, od rana do wieczora, w trzech salach kinowych oraz w innych miejscach biegł równocześnie program festiwalowy, można więc było jedynie wybrać to co każdy uznał za najbardziej interesujące. Przyznano wiele nagród różnych kategorii. Główną nagrodę otrzymał film "Wolność i Niezawisłość. Ostatnia nadzieja". Podziwiam organizatorów festiwalu którzy wykazali się ponadprzeciętnym, ideowym zaangażowaniem. Uroczystym galom otwarcia i zamknięcia festiwalu, z wręczeniem nagród, towarzyszyły występy artystyczne. Sponsorem głównym była firma paliwowa "Orlen", czyli że jest jakiś pożytek z masy samochodów, nie tylko korki i spaliny. Za rok, jak dobrze pójdzie, spotkamy się znów w Gdyni na tym znakomitym festiwalu, a jeśli klimat polityczny się poprawi będzie go także można oglądać w telewizji.
czwartek, 24 września 2015
Zdrada polskiego interesu !
To o zgodzie systemu na przyjęcie pod przymusem uchodźców i imigrantów. Przez długi czas władze twierdziły że są temu przeciwne i że przeciwstawią się naciskom. To było działanie na świadomość społeczeństwa, sygnał - my jesteśmy dobrzy. A potem, jak przyszło do konkretów, zgodzono się na unijne żądania, wyłamując się tym samym z solidarności z państwami naszego regionu: Czechami, Słowacją, Węgrami i Rumunią. Prawdopodobnie nawet nie ulegli w walce, tylko zaakceptowali pokornie brukselską decyzję, co od początku zamierzali uczynić. Nie obronili Polski przed unijnym szantażem, zdradzili naszych przyjaciół i spowodowali że do kraju napłyną obcy. Wszystko pomimo faktu że nawet oficjalne sondaże opinii publicznej w Polsce, a komu te sondaże służą dobrze wiadomo, wskazują że większość Polaków jest przyjęciu obcych przeciwna. Dlatego też uruchomiono wielką akcję propagandową w prasie przeciw obawom społeczeństwa. I mimo to oni zgodzili się. Inni wpuścili masy uciekinierów i imigrantów do Europy, a my mamy obowiązkowo przyjąć tych ludzi. Czy Zachód nie umie obronić się przed agresją? Normalnym przybyszom, w rozsądnej liczbie, można pomóc. Natomiast gdy do granic zbliża się jakaś horda konieczne jest użycie siły w celu powstrzymania i odstraszenia napastników. Nie robi się tego jednak gdy umysły sparaliżowane są przez fałszywy humanizm i gdy chce się wykorzystać obcych do niszczenia tradycyjnych społeczeństw. Dla mnie głównym problemem jest tu unijny przymus, a dopiero potem sami uciekinierzy i imigranci. Może jednak zło obrócić się na dobre gdy nasze społeczeństwo zrozumie wreszcie do czego prowadzi obecność w unii i zapragnie wolności. Proces ulegnie przyśpieszeniu gdy skończą się, albo przynajmniej zmniejszą, unijne dotacje. Na pewno lepsza jest mniej zamożna wolność od przebywania w pozłacanej klatce! W nadchodzących wyborach musimy zmienić władze. Ktokolwiek wygra, na przykład PiS, zademonstruje swoje przywiązanie do polskości poprzez odrzucenie przyjętych obecnie zobowiązań, lub brak przywiązania wykonując je. Każde postanowienie międzynarodowe można renegocjować albo radykalnie odrzucić gdy w grę wchodzi interes Polski i narodu.
piątek, 18 września 2015
Pamięć nie zaginie !
Z radością przyjąłem wiadomość o wczorajszym otwarciu nowej siedziby Muzeum Katyńskiego w Warszawie. Sukces osiągnięty dużym wysiłkiem środowisk patriotycznych, pomimo przeszkód ze strony systemu, i wysoko oceniony przez rodziny ofiar. Wspólnie z Muzeum Powstania Warszawskiego oraz innymi muzeami patriotyczno-historycznymi w całym kraju będzie ta placówka pracowała nad świadomością narodu, dla dobra Polski. Dzieją się jednak w kraju dobre rzeczy, szkoda tylko że w wielu przypadkach dotyczące odległej przeszłości. Gdy jakaś prawda nie zagraża bezpośrednio złym politykom dopuszczają ją do szerokich mas. Próbują też osiągnąć zysk kosztem bohaterskiej przeszłości narodu. Nie dajmy się im zwieść!
czwartek, 17 września 2015
Siedemnastowrześniowe refleksje
To już siedemdziesiąt sześć lat od ciosu w plecy zadanego nam przez Rosję. Wrogowie Polski: Hitler i Stalin, z niezwykłą łatwością porozumieli się przeciw nam, pomimo różnic ideowych i ogólnego konfliktu drapieżnych interesów. Prawie wiek od tej tragedii a my wciąż męczymy się z Niemcami i z Rosją. Agresja z zachodu, co prawda niemilitarna tylko polityczna, wykorzystuje bierność naszego społeczeństwa, co skutkuje fatalnym stanem państwa. Wykorzystywane są różne środki, od nasłania nam agentów którzy doprowadzili do wpadnięcia Polski w niewolę unijną, aż po obecną próbę zmuszenia nas do przyjęcia obcych, aby wywołać ferment i zdestabilizować nasz kraj. Najpierw sami świadomie wpuścili tych ludzi do Europy a teraz chcą przerzucić na nas ów ciężar. Widzieliśmy wczoraj jak imigranci atakowali granicę węgierską, Węgrzy mieli całkowite prawo użyć broni przeciw bandytom. Pewne że jeśli wpuścimy stonkę do nas wpadniemy w duże kłopoty, trudno przewidzieć ile osób może zginąć w konfliktach społecznych, w wyniku przestępczości a nawet terroryzmu. Nóż się otwiera gdy słyszę zdrajców, którzy przedstawiają przyjęcie obcych jako przesądzoną konieczność. Podporządkowani platformie prezydenci miast już obiecują mieszkania i wszelką pomoc pomimo kolejki oczekujących własnych obywateli. Działają świadomie wbrew woli społeczeństwa. Kilka dni temu odbyły się w Gdańsku dwie demonstracje: za i przeciw imigrantom, na pierwszą przyszło sto osób, na drugą kilka tysięcy. Jedyna nadzieja w bliskich wyborach i zmianie rządu z kosmopolitycznego na dbający o polskie interesy. Niemieckiemu chamowi, który groził że zmusi Polskę do uległości w sprawie imigrantów, trzeba powiedzieć: "Maul halten, du Schweinehund!". Tymczasem Niemcy mają nowego sojusznika. Jak donosi prasa, nasz znany wróg Jan T. Gross opublikował w niemieckim liberalno-kosmopolitycznym "Die Welt" swój kolejny tekst szkalujący Polskę i Polaków. Szuja, wyrządza też szkodę Żydom z których się wywodzi. Rosja chwilowo przycichła ale nie dajmy się zwieść złudzeniom. Smoleńsk będzie się ciągnął sto lat albo jeszcze więcej. Nie oddają Tupolewa. Sankcje handlowe. Groźba wojny wisząca jak miecz Damoklesa. Wniosek z tego wszystkiego: Tylko naszą siłą moralną, przekładającą się na wszystkie dziedziny życia, możemy skutecznie przeciwstawić się naszym odwiecznym wrogom.
wtorek, 15 września 2015
Sprawa Giedroycia
Mija piętnaście lat od śmierci Jerzego Giedroycia. Trwa spór o ocenę jego poglądów i działalności, szczególnie w kwestii stosunków Polski ze wschodnimi sąsiadami: Ukrainą, Litwą i Białorusią, no i oczywiście z Rosją. Systemowe media przypominają postać redaktora "Kultury" kultywując mit wizjonera, nauczyciela, mędrca i w ogóle bohatera narodowego. W tym duchu występują zaproszeni i specjalnie wyselekcjonowani goście z kręgów historyków i aktywistów międzynarodowych. Chwalą swojego bohatera i starają się obalić stawiane mu zarzuty. Czy mają rację? Aby odpowiedzieć najlepiej posłużyć się faktami - własnymi słowami Giedroycia z ostatnich wywiadów, podsumowującymi jego drogę życiową. Stwierdził w nich że czuje się głównie obywatelem wschodniej Europy, a za największy sukces uważa zaakceptowanie przez Polaków obecnej granicy na wschodzie, cieszyło go że zanikł "polski imperializm" wobec narodów ukraińskiego, litewskiego i białoruskiego, stwierdził że istnieje sentyment wobec Lwowa ale nie ma Polaków którzy chcieliby bić się o Lwów. Wszystko to brzmi bardzo źle. Kim jest obywatel Europy wschodniej? Kosmopolitą który utracił własną narodowość. Można być Polakiem, Ukraińcem, Litwinem czy Białorusinem, ewentualnie pochodzić z małżeństwa mieszanego, ale nie wszystkim na raz. Wiele ludzi ma bogate, skomplikowane korzenie etniczne, ale ich ostateczna przynależność ogranicza się do jednego narodu. Kto obrabowany godzi się z tym co go spotkało i nie pragnie sprawiedliwości? Nie jest prawdą że Polacy uznali grabież naszych kresów wschodnich przez Stalina i że nie walczyliby o Lwów. Zależy czy mowa o prawdziwych Polakach czy o motłochu któremu wszystko jedno. Po prostu nie byliśmy kiedyś w stanie walczyć z ZSRR, który nas zniewolił. Nie ma w tym ani trochę naszego przyzwolenia. Żaden Giedroyć ani nikt inny nie ma prawa aby ofiarowywać obcym choćby skrawek ojczystej ziemi, i to za iluzoryczne korzyści które jako fikcja nie mogą być uzasadnieniem czegokolwiek. Kto mówi o "polskim imperializmie" w kwestii wschodniej wobec faktów historycznych? Ten kto przeszedł na drugą stronę i służy obcym a nie Polsce! Dlatego właśnie system czci Giedroycia, bo jego postawa była podobna do dzisiejszych euroentuzjastów i kolaborantów z okupantem unijnym. Już przed wojną Giedroyć stwarzał problemy, wedle jego własnych słów niewiele brakowało aby władze polskie wysłały go do Berezy. Po wojnie nie wyciągnął żadnych wniosków z rzezi wołyńskiej i wszystkich zbrodni ukraińskiego czy litewskiego podziemia. Troszczył się o interes obcych zaniedbując Polskę. Przy czym wszystko w takiej skali że wypełnił z nawiązką cechy zdrady narodowej. O ile oczywiście mówiąc o zdradzie traktujemy go jednak jako Polaka który się wynarodowił. Myślę że gdyby ktoś taki pojawił się w czasie okupacji to szybko wydano by i wykonano na nim sprawiedliwy wyrok. Po wojnie radykalizm działań osłabł i Giedroyć dożył nie niepokojony późnej starości. A dziś kosmopolici porównują go z marszałkiem Piłsudskim. Skandal! Argumentują że jak Piłsudski zrezygnował z ziem wschodnich sprzed rozbiorów, godząc się na traktat ryski z bolszewikami, tak Giedroyć postulował oddanie naszych przedwojennych kresów narodom wschodnim. To porównanie jest całkowicie fałszywe. Po I wojnie światowej i cudem wygranej wojnie z bolszewikami Polska była tak wycieńczona że odzyskanie wszystkich zabranych kiedyś przez Rosję obszarów było zupełnie niemożliwe. Po II wojnie sytuacja była jeszcze trudniejsza, ale utracone w wyniku rozbioru Stalina ziemie i miasta były nieporównanie cenniejsze i na ich utratę nie wolno się było zgodzić. Można się cofać przed wrogą przewagą ale istnieje zawsze pewna nieprzekraczalna granica. Tę granicę Giedroyć przekroczył stając się zdrajcą. Dlatego wszelkie czczenie go jest nie do przyjęcia, prawdziwy Polak tego nie robi.
piątek, 11 września 2015
Uchodźcy w Polsce, czy można się na to zgodzić ?
Dziś jedenastego września, czternasta rocznica dziwnej nowojorskiej tragedii. Mimo upływu czasu wciąż istnieją, a może nawet nasilają się, alternatywne opinie o przebiegu zdarzeń, nazywane przez system teoriami spiskowymi. Czyli że zamachu dokonały służby specjalne aby uzyskać pretekst do wywołania wojny. Nie mam pojęcia jak było, ale wiem że taka zbrodnia w celu zmanipulowania opinii publicznej jest niestety możliwa i prawdopodobna. Wojna w Afganistanie, potem w Iraku, zburzyły kruchy ład i wywołały kolejne wojny. Stały się przyczyną kolosalnych nieszczęść i niezliczonej ilości ofiar oraz uchodźców, do których dołączyli emigranci zarobkowi. W pewnym momencie fala zdesperowanych ludzi ruszyła na Europę. Gdyby przywódcy państwowi i unijni byli mężami stanu zdołaliby zapobiec najazdowi tłumiąc go w zarodku. Nie mam na myśli użycia broni przeciw nieszczęśnikom tylko odesłanie ich tam skąd przybyli. Następni widząc jak się rzecz ma zrezygnowaliby. Natomiast humanitaryzm i chęć niesienia pomocy potrzebującym przejawiłyby się w zdecydowanych działaniach w celu zaprowadzenia pokoju i stworzenia godziwych warunków bytowych w zniszczonych krajach, z których ci ludzie uciekli. Jak widać, zabrakło w Europie dobrej woli i siły do właściwego rozwiązania problemu. Jest jednak znacznie gorzej niż gdyby doszło tylko do zaniedbania. Przywódcy unijni, owładnięci szaleńczą ideą zniszczenia państw narodowych w celu utworzenia pozbawionego indywidualności supermocarstwa, świadomie wpuścili do Europy ogromną rzeszę uciekinierów i emigrantów, traktując ich jako świetne narzędzie do wywołania chaosu i zburzenia tradycyjnych społeczeństw. Następnym krokiem okupantów unijnych jest próba zmuszenia państw do przyjęcia niechcianych gości, z którymi nie wiadomo co zrobić. Dobreńki papa Franciszek także popiera przyjęcie uchodźców. Przypomina się zaraz że Watykan odegrał pewną rolę w powstaniu po wojnie struktur które wyewoluowały do unii europejskiej. Nie bierze się zupełnie pod uwagę że gdy przyjmie się dwieście tysięcy uchodźców to za chwilę pojawi się ich milion. Obecne władze w Polsce są faktycznie przedłużeniem Brukseli i zrobią wszystko co ta im każe. Na szczęście wybory są już bardzo blisko i naród będzie mógł dokonać zmiany władzy. I co wtedy? Polska nie zdołała do tej pory zatroszczyć się jak należy o własnych obywateli, gdziekolwiek się znajdują, w kraju albo poza jego granicami, nie zatrzymano wymuszonej emigracji zarobkowej. Słuszne jest zatem hasło które pojawiło się ostatnio w "Gazecie Warszawskiej" i w całym obozie patriotycznym: "Chcemy repatrianta, nie imigranta!". Następnie, ci ludzie z daleka różnią się od nas ogromnie. Nie możemy od nich wymagać aby wyrzekli się własnej duszy więc się nie zintegrują. W krajach które wpuściły do siebie wielkie rzesze obcych dochodzi stale do jakichś konfliktów i wzrostu przestępczości. Nasz kraj jest obecnie dość mocno zaludniony, nie tak jak było przed wiekami gdy przyjmowano duże ilości przybyszów. Co prawda w tej chwili mówią nam o dziesięciu tysiącach ludzi ale to dopiero początek. W żadnym wypadku nie wolno ulec szantażowi unijnemu bo nikt nie ma i nie może mieć prawa aby narzucać nam kogo będziemy przyjmować. To jest nasza prywatna sprawa. Przyszły rząd powinien wziąć to wszystko pod uwagę, odrzucając bezczelne brukselskie roszczenia i udzielając u nas schronienia tylko najbardziej potrzebującym, i to raczej na czas określony a nie na stałe.
wtorek, 8 września 2015
Bohaterowie naszego czasu
Żyjemy w coraz trudniejszym czasie, nazywanym przez chrześcijan czasem końca. Wciąż rosnące zło skutkuje pojawieniem się nowych męczenników, których jest dziś podobno więcej niż w starożytności. Uwagę świata skupiają ofiary mordów dokonywanych przez szalonych islamistów, głównie na Bliskim Wschodzie, oraz tłumy uciekinierów z terenów walk. Natomiast w ciszy, skrywani przed społeczeństwem, występują męczennicy i bohaterowie przeciwstawiający się różnym ohydom zachodniego systemu, który i nas coraz dotkliwiej atakuje. Przedstawione na powyższych zdjęciach Mary Wagner i Linda Gibbons z Kanady walczą o życie dzieci mordowanych w klinikach aborcyjnych i trafiły za swą sprawiedliwość za kraty. Zakres konfliktu pomiędzy normalnością i zwyrodnieniem systemu rozszerza się jednak coraz bardziej. Do niewinnie prześladowanych dołączyła ostatnio amerykańska urzędniczka Kim Davis, widoczna na dolnym zdjęciu, aresztowana za odmowę wypełniania dokumentów tzw. małżeństw gejowskich. Jak donoszą, trzyma się dzielnie i nie zamierza ustąpić zwyrodnialcom. To jest dziś ten "wspaniały" Zachód, do którego wielu u nas tęskniło za komuny i do którego podstępnie nas wciągnięto, wykorzystując naiwność i brak przenikliwości mas. Życzę Kim Davis natychmiastowego uwolnienia, zdrowia i wielu błogosławieństw! Musimy zorganizować się i należycie przygotować, zanim dojdzie do podobnych prześladowań za sprawiedliwość także w Polsce.
Naród zagłosował nogami
Zwycięstwo! Referendum systemu zostało przez nasze społeczeństwo obalone. Frekwencja 7,8% oznacza że zaledwie jeden na trzynastu obywateli Polski dał się ogłupić albo skolaborować. W wielu miejscach nie zagłosował nikt, nawet członkowie komisji! Odczuwam silną sympatię wobec otoczenia za udany bojkot, chociaż w mojej części kraju wyniki są tradycyjnie nieco gorsze od ogólnopolskich. Ludzie wykazali się dojrzałością polityczną i pokazali platformie gdzie jej miejsce. Już choćby tylko za odrzucenie w pełni sensownego i życiowego referendum, zaproponowanego przez prezydenta Dudę, należała się platformie kara i wzgarda. A przecież to jedynie drobiazg w ogromnie długiej liście win tego niesamowicie szkodliwego dla Polski ugrupowania. Byłoby wspaniale gdyby w nadchodzących wyborach nie osiągnęli progu wyborczego, choć to marzenie trudne do zaistnienia. Platforma powinna teraz zapłacić tyle ile kosztował ten cyrk, czyli około stu milionów złotych. Można by im odjąć z dotacji którą otrzymują partie.
piątek, 4 września 2015
Aktualności
Koniec sierpnia i początek września to w Polsce rocznice powstania Solidarności, wybuchu wojny, no i początek roku szkolnego. Wiele mówiło się w mediach głównego nurtu o sierpniowych strajkach roku 1980, pomijano natomiast milczeniem smutny finał ludzkich nadziei, wysiłków, przelanej krwi. Nie mam tu na myśli stanu wojennego tylko los narodu w czasie ostatnich, straconych 25 lat. Rocznicę wojny prawie przemilczano, emitując czasami wypowiedzi niegodne polskich mediów. Pewien pseudoartysta użalał się na przykład że w przeszłości mężczyźni szli na wojny w które ich wrobiono. O bohaterskich obronach przed najazdami nie wspomniał. Rok szkolny wzbudza na nowo kontrowersje wychowawcze, programowe i sprawę nieszczęsnych sześciolatków. Czyli kogo i czego uczyć oraz jak wychowywać. Niestety, w wielu wypadkach istnieje, tak jak w PRL-u, duża rozbieżność pomiędzy szkołą i domem rodzicielskim. Za mało wychowania patriotycznego, nauki historii i kształtowania w dziecku dobrego człowieka. Są jednak prawdziwi nauczyciele którzy z poświęceniem walczą o przyszłość młodzieży. Pisałem niedawno i niezbyt pozytywnie o Radiu Maryja. Muszę ich jednak teraz pochwalić za niektóre wartościowe
wieczorne audycje, patriotyczne i społeczne. Wczoraj poruszono szokujący
i bardzo aktualny problem zmian jakie usiłuje się wprowadzić w szkołach,
w celu dalszego szkodzenia na sposób zachodni dzieciom i młodzieży.
Niewielkie poprawki w statutach szkół mają umożliwić nieskrępowaną
działalność rozmaitych tzw. edukatorów seksualnych, pochodzących z
organizacji pozarządowych. Kiedyś organizacje pozarządowe stanowiły
korzystne uzupełnienie działalności organów państwowych, obecnie są
nieraz wykorzystywane przez system do wykonywania kreciej, brudnej
roboty. Rodzice wraz z mądrymi nauczycielami i dyrektorami szkół mogą
się przeciwstawić złu chociaż zapowiada się trudna walka. Przed chwilą ogłoszono senacką decyzję odrzucającą wniosek prezydenta w sprawie październikowego referendum. Prymitywna próba zablokowania woli ogromnej części narodu, działanie antydemokratyczne i w ogóle antypolskie, w interesie kliki unijnych kosmopolitów i zagranicy! Ale nic to. Niedługo wybory, które miejmy nadzieję usuną łajdaków na śmietnik historii. A wtedy droga do rozstrzygnięcia ważnych problemów kraju drogą referendalną powinna stanąć otworem. Czyli mam nadzieję że prezydent powtórzy swój wniosek w nowej, oczyszczonej atmosferze. Ale co mamy zrobić z "ich" referendum, które ma się odbyć pojutrze? Z propozycją zmian, co do których nie mamy żadnej pewności że obrócą się na korzyść Polski i gdy jedno z trzech pytań jest już właściwie nieaktualne. Ja na to referendum nie pójdę bo obawiam się że gdyby zostało uznane za ważne jego wynik mógłby wzmocnić system. Wysoce prawdopodobne że frekwencja będzie tak niska iż problem sam się rozwiąże i wszystko rozejdzie się po kościach.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
"Inka" żyje w naszej pamięci
piątek, 28 sierpnia 2015
Sprawy bieżące
Wrześniowe referendum coraz bliżej. Niestety, bardzo trudno wypracować swoje stanowisko w tej sprawie, czyli przewidzieć skutki jakichkolwiek decyzji dla Polski. Pewne że zwykli ludzie z tym sobie nie poradzą, na to liczył system. Kombinacje wyborcze i medialny wyskok Kukiza, wulgarne potraktowanie dziennikarki, przekreślają tego człowieka. Jedni patrioci wycofali się ze współpracy z Kukizem, inni jeszcze pozostali. Chyba ci pierwsi mają rację. Ostatnie działania nowego prezydenta nie wzbudzają mojego aplauzu. Wypowiedzi na tematy ukraińskie nie uwzględniają stosunku tego państwa do Polski i naszych interesów. Co nas obchodzi Krym? To był temat ważny dla Rzeczypospolitej kilka wieków temu. Czy dobrze aby Ukraina integrowała się z unią? Nie, ponieważ bylibyśmy wówczas jeszcze bardziej osaczeni przez system zachodni. Ale aby tak myśleć trzeba uznać szkodliwość unii, a na to dziś stać niewielu. Czy powinniśmy uczestniczyć w rozmowach w sprawie wojny i pokoju na Ukrainie? Być może, ale chyba niewiele dałoby się tam w tej chwili ugrać dla Polski. Co do sił zachodnich w naszym kraju: obecność wojsk w razie potrzeby tak, choćby przez długi czas, ich stałe bazy nie, bo ograniczają w istotny sposób suwerenność. Niestety, prezydent Duda myśli inaczej. Zmieniam temat. W YouTube zamieszczono wywiad zatytułowany "Jednostka w gospodarce rynkowej - Wywiad z Janem Fijorem". Zgodnie z biblijną zasadą: "Odpowiedz głupiemu według głupstwa jego, aby się sobie nie zdał być mądrym." (Przyp. 26,5) dodałem do tego komentarz: "Po pierwsze, podział na lewicę i prawicę w omawianej kwestii, jak w każdej innej zresztą, jest sztuczny i fałszywy. Liczy się tylko prawda a ona nie należy do żadnej grupy społecznej. Po drugie, pan Fijor nie ma pojęcia o czym mówi. Przedstawia idealny kapitalizm, jakiego nie ma, a już na pewno nie w Polsce. Widać wyraźnie że ten człowiek nigdy nie był bezrobotny, w ogóle nie wie co to takiego być pozbawionym możliwości zarabiania środków do życia. Bezrobocie jest unikalnym doświadczeniem bez którego nie zrozumie się kapitalizmu. Kapitalizm, tak jak komunizm, nie sprawdził się ponieważ krzywdzi ludzi. Potrzeba nowego rozwiązania problematyki społeczno-ekonomicznej."
czwartek, 20 sierpnia 2015
Pieniądze szczęścia nie dają ...
Ich brak podobnie. Ostatnia zagadkowa śmierć pewnego wielkiego bogacza zmusza do refleksji. Trudno uwierzyć w naturalny koniec kogoś kto zgromadziwszy przeogromny kapitał i prowadząc wielkie interesy zawsze nieuchronnie wchodzi konkurentom w drogę. Ale skąd taki majątek? Czy można sobie wyobrazić w dzisiejszym świecie uczciwą drogę, prowadzącą na takie wyżyny? Oczywiście że nie. Szczególnie bulwersujące jest pochodzenie bogactw z prywatyzacji polskich przedsiębiorstw. Owoce ciężkiej pracy całego narodu zostały oddane za bezcen prywatnym właścicielom, bardzo często obcym, niejednokrotnie w celu tak zwanego wrogiego przejęcia, czyli zniszczenia firmy. Rabunek majątku narodowego, zalegalizowany w wyniku zmiany systemu na dzikokapitalistyczny oraz dzięki nieformalnym kontaktom z władzą. Czy zwykły obywatel, uczciwy i nie powiązany z aparatem mógłby zrealizować choćby cząstkę podobnych transakcji? Oczywiście nie. Dlatego nie ma najmniejszych podstaw aby żałować zmarłego, pomimo prowadzonej przezeń filantropii. Wszak każdy posiadacz miliardów może bez żalu oddać miliony na cele społeczne, jest to nawet pożądane ze względów wizerunkowych. Problem w tym że pochodzenie tych kwot jest w oczywisty sposób nieczyste. Wszyscy cierpimy z powodu rabunkowej prywatyzacji, która spowodowała fale bezrobocia i powiązanych z nim nieszczęść.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Dziewięćdziesiąta piąta rocznica zwycięstwa nad bolszewikami
To było tak dawno że dla większości żyjących obecnie ludzi jest rok 1920 historią z którą nie mają prawdziwie emocjonalnego związku. Tymczasem wspaniałe zwycięstwo w wojnie obronnej, którą zmuszeni byliśmy wówczas toczyć, to ostatni sukces w wielkiej skali jaki udało się nam do tej pory osiągnąć. Były później wygrane bitwy i potyczki, ale cała wojna już nie. Z oczywistych względów II wojnę światową musimy uważać za naszą tragiczną porażkę, której skutki cierpimy po dziś dzień. A więc tamto zwycięstwo jest na wagę złota, a właściwie nie ma ceny w historii Polski. Dlatego warto pielęgnować pamięć o bohaterstwie naszych obrońców sprzed prawie stu lat, bo dzięki nim żyjemy w Polsce i nie utraciliśmy własnej tożsamości, kultury, języka. Ale pamięć nie wystarczy. Ze wspaniałej przeszłości płynie nauka na dziś i na całą przyszłość. Świat przypomina dziś wulkan w którym gromadzi się lawa aż dojdzie do wybuchu. Sytuacja wojenna sprzed lat może się w każdej chwili powtórzyć. Czy znajdziemy wtedy siłę do walki i będziemy się potrafili zorganizować? Z drugiej strony mamy także wrogów którzy działają bez użycia siły militarnej, w rękawiczkach, a są nie mniej groźni bo chcą nas pozbawić suwerenności, wynarodowić, zabrać co mamy, dając w zamian bezwartościowe błyskotki. Czy jesteśmy na te wyzwania gotowi? Czy potrafimy je rozpoznać i im się przeciwstawić? Dużo pytań wymagających wniknięcia w siebie i gruntownego przemyślenia.
piątek, 14 sierpnia 2015
Referendalne problemy
W okresie minionego ćwierćwiecza odnosiłem się przez długi czas krytycznie do głosowań w wyborach wszelkich władz ponieważ nie wierzyłem że mogłoby z nich wyniknąć coś dobrego, natomiast brałem udział we wszystkich referendach. Łącznie z haniebnym tak zwanym referendum akcesyjnym do unii europejskiej, w którym zagłosowałem przeciw, z czego jestem szczęśliwy i dumny. Obecne referendum, które zbliża się wielkimi krokami, jest próbą wywołania zamieszania w społeczeństwie przez system oraz zachowania przezeń politycznych przywilejów. Dlaczego tak myślę? Wszystkie trzy postawione problemy mają pozornie oczywiste i narzucające się odpowiedzi, które mogą być jednak wykorzystane wbrew intencjom obywateli. Pytanie o JOW-y niby bardzo łatwe, zwycięzca wyborów bierze wszystko. Istnieją jednak uzasadnione podejrzenia że może to doprowadzić do wypaczenia i ograniczenia demokracji, poprzez uniemożliwienie zwycięstwa przedstawicielom sił spoza głównego nurtu, czyli kandydatom pozasystemowym. Pogląd oparty na obserwacji życia politycznego w krajach zachodnich gdzie funkcjonują JOW-y. Proponowane rozwiązanie nie doprowadziło tam do celu: sprawiedliwości i powszechnego szczęścia. Ludzie nie są bowiem idealni, głosują podług swego rozumu, z czym nie jest najlepiej. Pytanie o finansowanie partii politycznych takie proste. A niech się partie same finansują! Dlaczego my mamy do nich dopłacać? Tyle że bez tych dopłat słabi padną na twarz, zaś mocni skorumpują się jeszcze bardziej. I tu diabeł tkwi w szczegółach. Pytanie o stosunek do podatnika w kwestiach spornych jest jak gra do jednej bramki. Każdy chciałby aby urząd skarbowy rozstrzygnął wątpliwości na jego korzyść. Znawcy prawa podejrzewają jednak że w tym pytaniu może naprawdę chodzić o zwolnienia wielkich firm od wszelkiej odpowiedzialności, a nie o troskę o szarego człowieka. W każdym przypadku można więc sprawę wykręcić o sto osiemdziesiąt stopni. Zasady dobre lecz przewidywana praktyka nie wzbudza zaufania. Dlatego nie mam przekonania do pracy przy tym referendum i z uznaniem odnoszę się do niespodziewanej propozycji PSL-u aby od głosowania odstąpić, a zaoszczędzone środki przekazać znękanym suszą rolnikom. Istnieje jeszcze kontrpropozycja referendalna zgłoszona przez PiS. Także trzy pytania ale rzeczowe, konkretne, dotyczące ważnych spraw w życiu społeczeństwa i kraju. Tu nie ma żadnej manipulacji tylko chodzi o naprawienie szkód wyrządzonych przez dotychczasowe władze. Ludzie starsi mają prawo do odpoczynku, nie powinni być nękani obowiązkiem pracy, do której i tak nikt ich nie zechce przyjąć. Małe dzieci mają prawo do szczęśliwego dzieciństwa, nie powinny przedwcześnie męczyć się w szkole. Lasy są naszym narodowym bogactwem, trzeba je chronić przed rozkradzeniem i zniszczeniem jak oka w głowie. Takie referendum, w pozytywny sposób oczywiste, ma sens i zasługuje na powszechne poparcie.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Nowy etap w historii Polski
Stało się. Mamy nowego prezydenta, do którego kieruję wraz z życzeniami powodzenia w pracy dla Polski i powszechnego dobra, parę postulatów. Proces polityczny składa się ze zrozumienia rzeczywistości i aktualnej sytuacji, sformułowania konkretnych planów działania, poinformowania o tym w polityczny sposób społeczeństwa oraz wykonania co postanowiono. Sukces zależy od prawidłowego przeprowadzenia wszystkich etapów. Słuchałem dziś przemówienia prezydenta Dudy w Sejmie, bezpośrednio po zaprzysiężeniu. Nic nowego ale jest co skomentować. Niedobrze że prezydent mówi o przynależności Polski do unii jak o czymś normalnym i pozytywnym. Tak nie jest, więc pragnąłbym aby Duda objął swą troską o nasza niezależność kwestię uwolnienia się kraju z niewoli. I wyrzekł się bezwarunkowo wprowadzenia waluty euro kiedykolwiek. Potrzebne zrozumienie, odwaga i konsekwencja. Ponieważ partia PiS, z której wywodzi się prezydent, jest opozycją wewnątrzsystemową, ogromnie pożądane byłoby wyzwolenie się prezydenta z systemowych zależności i schematów. Niezależnie od tego czy wybór nowej głowy państwa był prawdziwie demokratyczny, czy też system posłużył się metodami socjotechnicznymi wobec społeczeństwa i wpłynął na wynik wyborczy aby uwiarygodnić się poprzez zmianę twarzy, Polska potrzebuje niezależnego prezydenta. Niezależność od partii politycznych, kręgów biznesowych, finansjery i wpływów zagranicznych. Ponownie najpierw zrozumienie, następnie działanie. A jeśli niezależność to również od Kościoła. Nie po to aby robić coś złego ale aby uniknąć religijnej dyktatury, paraliżującej wszystkie sfery życia. Deklarowane przez prezydenta działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa kraju można ocenić pozytywnie. Potrzebne jest jednak wielkie moralne oczyszczenie Wojska Polskiego ze skutków wojen w Iraku i w Afganistanie. Na podstawie wystąpienia wówczas jeszcze kandydata Dudy w Radiu Maryja, wnoszę że prezydent nie rozumie tragizmu sytuacji, niesprawiedliwie przelanej krwi która ciąży na nas wszystkich. Prezydent słusznie mówił w dzisiejszym przemówieniu o problemach związanych z emigracją, natomiast w obecnej sytuacji nie mógł nawet wspomnieć o naszych zagrabionych ziemiach wschodnich. Ale czy on to rozumie? Nie jestem tego pewny. Zabrakło mi dziś jasnej deklaracji o zwalczeniu plagi bezrobocia i jej skutków, nie tylko walce ale o zupełnej likwidacji. Utopia? Nie, coś co jest absolutną koniecznością nie może być traktowane jak fantastyka. Podsumowując, nie należy sobie robić wielkich nadziei w związku ze zmianą na szczycie władzy, ale winniśmy traktować obecne wydarzenia jako szansę poprawy która może być wykorzystana lub zmarnowana. Bardzo wiele zależy jednak od jesiennych wyborów które przypieczętują zmiany albo stworzą niezdrowy układ dwuwładzy.
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Powstanie i my
Czas pędzi jak szalony. Obchodzimy kolejną, siedemdziesiątą pierwszą rocznicę Powstania Warszawskiego. Wciąż są z nami bohaterowie tamtych dni chociaż coraz ich mniej. Wszyscy prawdziwi Polacy czczą wspaniały przejaw patriotyzmu i bohaterstwa na którym będą się wzorować pokolenia aż po kres dziejów. Czy jednak dzisiejsi obywatele Polski mają choć część cnót którymi wykazali się powstańcy? Czy gdyby dziś wypadło stanąć do walki ludzie poczuliby zew wolności i odważyli się na wyrzeczenia, utratę zdrowia a może nawet życia? Czy byłoby mnie na to stać? Patrząc na zwykłych ludzi można mieć wątpliwości, ale naród nasz zawsze budził się do czynu w godzinie próby więc należy myśleć że i w przyszłości się sprawdzi. Obecne rocznicowe obchody są wykorzystywane przez niektórych polityków tylko po to aby zyskać punkty u społeczeństwa. Szczególny niesmak wywołuje wkradanie się złych ludzi w łaski powstańców i oszukiwanie starszych ludzi. Spodziewane przemiany polityczne w kraju położą kres takim praktykom.
czwartek, 30 lipca 2015
Zło w natarciu !
Zajmijmy się teraz zagrożeniami ze strony ciemnych sił świata w naszym kraju. Przyjęcie ustawy o tak zwanym uzgodnieniu płci jest oczywistym naruszeniem przez władze normalności i ładu moralnego. Każdy rodzi się bowiem z jasno określoną płcią, której zmienić nie można. Zaś osoby z różnymi kalectwami to jedynie wyjątki potwierdzające regułę. Środowisko homoseksualne, korzystając z kończącej się, dogodnej dla niego sytuacji politycznej, forsuje projekt ustawy przeciw tak zwanej mowie nienawiści. Chcą nam narzucić kolejne zniewolenie zachodnie bo boją się prawdy o sobie samych! Ustawa grożąca więzieniem do lat trzech! (a w niektórych przypadkach nawet do pięciu!!) ma zamknąć usta głosicielom sprawiedliwości protestującym przeciw hałaśliwej propagandzie zboczeńców, urągającej wszelkiej normalności i moralności. Wysoce prawdopodobne że niszczyciele Polski ostatnim rzutem na taśmę uchwalą takie skandaliczne prawo. Inni, rzekomi obrońcy porządku, przygotowali ustawę zobowiązującą wszystkich opiekunów psów do ich oznakowania mikrochipami. Opiekunów a nie właścicieli, bo nie można być właścicielem żywego stworzenia, to jest mój komentarz. Zwierzęta trafiające do schronisk mają być obowiązkowo kastrowane lub sterylizowane, co dzieje się już dziś. Co za okrucieństwo! Pomysł prawa dziki i typowo faszystowski, jak numery w Auschwitz. Dziś zwierzęta, jutro przyjdzie kolej na ludzi! Stopniowe wykorzystywanie przez władców świata swej przewagi i nowinek technologicznych, przy bierności znękanych i niestety również ogłupiałych mas ludzkich, do wprowadzenia kompletnego zniewolenia. Ja nie mam niestety psa ale nigdy nie zgodziłbym się aby oni wszczepili mu swój elektroniczny numer! Będzie wielkim zadaniem dla nowych, lepszych? władz po wyborach, aby odkręcić i naprawić wszystko to co źli ludzie obecnie napsuli.
poniedziałek, 27 lipca 2015
Polska i Kościół
W ciągu ostatnich dni pewne tematy wywołały mój sprzeciw i oburzenie. Zdumiewające ale wszystko zahacza w jakiś sposób o Kościół. Pierwszym był niesłuszny atak na niezależnych ekologów na łamach "Naszego Dziennika". Środowiska kościelne toczą od lat walkę oskarżając obrońców natury o szereg złych rzeczy jak popieranie aborcji, in vitro, gender, i temu podobnych patologii, nie mających jednak żadnego związku z ekologią. Jeśli są osobnicy splamieni wymienionymi grzechami to nie wynika to w żaden sposób z ruchu na rzecz obrony środowiska. Ze swej zaś strony katolicy w bardzo ograniczony sposób wykazują się troską o stworzenie. Czy Kościół propaguje wegetarianizm, potępia niszczenie lasów, i nadmierne panoszenie się człowieka w świecie ze zgubnymi skutkami? Niestety nie, ostatnia ekologiczna encyklika papieża Franciszka była długim wywodem pobożnych życzeń, jednak bez konkretów a więc praktycznego wpływu na zachowania wiernych. Zaś dobro wypracowywane przez tych nad którymi Kościół nie ma kontroli nie jest doceniane ani szanowane. Drugą sprawą zasługującą na gniew i obrzydzenie jest systematyczne i przyśpieszone działanie reżimowych polityków aby zdemoralizować nasze społeczeństwo jak tylko się da, zepsuć co tylko możliwe, zanim po wyborach dojdzie, oby!, do zmiany ekipy rządzącej. Przykładem ustawa legalizująca in vitro, procedurę nie szanującą ludzkiego życia w jego najwcześniejszym stadium, przez które wszyscy przecież kiedyś przeszliśmy. Tu Kościół ma rację, niezależnie od najgłębszych przyczyn swej postawy. I wreszcie rozgniewała mnie wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego w Częstochowie że nie ma Polski bez Kościoła. Politycy często mówią różne głupstwa, ale żeby aż tak? To jak to, panie Kaczyński, czy przed niewątpliwie umotywowanym politycznie tak zwanym chrztem Polski za Mieszka I, a więc gdy papiestwo jeszcze do nas nie dotarło, Polska nie istniała?! Istniała i miała się dobrze! W rzeczywistości odbył się tylko katolicki chrzest Mieszka i ludzi z jego otoczenia, różniący się od chrztu biblijnego tym że "chrzczeni" byli nienawróceni i zapewne w ogóle nieświadomi o co chodzi, jak robią i dziś z małymi dziećmi. Może uratowało to naród przed losem Prusów, zgładzonych w imię wiary, ale wpadliśmy z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Historycy mają do dziś trudności z poznaniem kultury i religii czasów pogańskich bo tak bezwzględnie zniszczono wszystko przy utrwalaniu średniowiecznego systemu klerykalnego. Dziś Kościół jest w pewnych kwestiach bardzo pożyteczny, umoralniając społeczeństwo, w innych jednak działa szkodliwie, odrywając ludzi od rzeczywistości, niezależnie od zrozumienia owej rzeczywistości podług wiary bądź niewiary. Jak więc powinno się wobec Kościoła zachować państwo? Z absolutnie uczciwą neutralnością. Czegoś takiego w ostatnim stuleciu nie było, albo Kościół popierano albo z nim walczono, za każdym razem licząc po cichu na jego wsparcie. Kościoła zaś nie trzeba umacniać ani zwalczać, ale należy pozostawić mu i jego ludziom uczciwie swobodę działania w ramach sprawiedliwego prawa. Tylko tyle i aż tyle. Historia pokaże czy ów system przetrwa, to znaczy czy coraz bardziej świadomi ludzie uznają go za słuszny i korzystny, czy też się od niego odwrócą co doprowadziłoby do jego zaniku w Polsce. Państwo zaś powinno być tak dobre dla swych obywateli aby nie musiało posiłkować się pomocą duchownych w utrzymaniu swej władzy.
czwartek, 16 lipca 2015
Prawda i fałsz w Radiu Maryja
Słucham czasami wieczorem "Rozmów niedokończonych", jednej z najważniejszych audycji Radia Maryja. Jest to właściwie jedyny program tej rozgłośni o szerszych horyzontach, możliwy w pewnym stopniu do zaakceptowania przez niekatolików. Często poruszają interesujące tematy, z udziałem zaproszonych gości. W którym innym, ogólnodostępnym radiu broni się pozytywnych wartości chrześcijańskich i niektórych polskich, patriotycznych? Prelekcja, dyskusja i komentarze do odbieranych od słuchaczy telefonów są częściowo antysystemowe, różniące się zdecydowanie od kontrolowanego przez władze państwowe Polskiego Radia, podporządkowane jest jednak wszystko zawsze interesom Kościoła. Częściowo bronią dobra, niejednokrotnie trudnego bo niepopularnego, ale stronią od głębi intelektualnej analizy. Trzeba też zrozumieć dla jakich słuchaczy jest przeznaczony program - dla szerokich mas. Niewygodne dla radia tematy są pomijane w audycjach, po prostu nie istnieją. Nie słyszałem aby mówiono cokolwiek o przypadającej 6 lipca tego roku sześćsetnej rocznicy spalenia przez papiestwo reformatora Kościoła Jana Husa. Oni dobrze wiedzą że była to zbrodnia, obciążająca ich środowisko po dziś dzień. Mimo wszystko warto wysłuchać co mówią w tych audycjach, o ile aktualny temat nas interesuje, pod warunkiem zachowania zdroworozsądkowego krytycyzmu. Wczoraj na przykład tematem była rewolucja francuska nazwana antyfrancuską. Prawicowi prelegenci prawidłowo opisali fakty z historii rewolucji, nie mieli jednak zrozumienia przyczyn społecznego wybuchu. Mówiono słusznie o rozlewie krwi, o zbrodniach i cierpieniach dużej części społeczeństwa, zwłaszcza konserwatystów i katolików, a także o późniejszych krwawych rewolucjach i reżimach nawiązujących do doświadczeń francuskich. Natomiast nie dostrzegali mówcy że większość ludzi przed rewolucją uciskano i naruszano ich godność, zaś system władzy był bardzo autorytarny a państwo wyznaniowe. To wszystko mogło trwać przy niskiej świadomości społecznej. Gdy świadomość wzrosła, jak ciśnienie w naczyniu, doszło do eksplozji i wszystko się rozleciało. Czy nasze, dzisiejsze społeczeństwo przeżyje swoje przebudzenie świadomości i do czego to doprowadzi? Przyszłość pokaże.
poniedziałek, 13 lipca 2015
Dlaczego ludzie źle głosują ?
Obserwując zachowania i postawy ludzkie trudno nie dziwić się, widząc jak łatwo dochodzi do zejścia na złą drogę. Zamiast ładu moralnego i społecznego, sprawiedliwości i patriotyzmu, moi bliźni często akceptują konformistycznie dziki kapitalizm, pseudodemokrację oraz kosmopolityzm. Dlaczego tak się dzieje? Jedni ulegli kiedyś złym kompromisom dla kariery, takiej na jaką było ich stać, po prostu się sprzedali i trwają w owej postawie pomimo że system przemienił się pozornie w swe przeciwieństwo. Dawni komuniści-konformiści są dziś często zaciekłymi wyznawcami kapitalizmu. Gdyby przyszedł jakiś następny diabeł zostaliby natychmiast sługami satanizmu. Nie treść się bowiem liczy, ale uległość wobec systemu i każdej władzy, dla korzyści. Grzech kolaboracji pociąga za sobą najczęściej zmiany psychiczne i światopoglądowe, mało kto im się oprze. Inni ludzie osiągnęli, nawet zupełnie uczciwie, ciężką pracą, całkiem przeciętny byt, a wiedząc ile ich to kosztowało panicznie boją się utraty. Zastraszeni ulegają złu. Nie chodzi o to że zostali sterroryzowani, w tym nie ma ich winy, są ofiarami, ale że ulegli znacznie więcej niż musieli. Inni mają mętlik w głowach, pomieszane poglądy i brak zdolności logicznego myślenia, nie są więc w stanie prawidłowo rozpoznać sytuację i wygrać z psychomanipulacyjną propagandą systemu. Jeszcze inni wyznają dziwaczne, sekciarskie poglądy, na przykład pseudoreligijne, odciągające ich od rzeczywistości. A może być i tak że wymienione błędy tworzą złożone kombinacje, wiążące człowieka niczym pęta i kajdany. I potem głosują tacy na bardzo złych polityków, którzy dokonują spustoszenia w każdej dziedzinie naszego życia. Unikajmy zła, myślmy, analizujmy i wprowadzajmy mądre rezultaty w życie, aby dobro miało szansę wzrostu a nie ginęło z naszej winy.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Nasila się światowy zamęt !
Decyzja sądu najwyższego USA o uznaniu tzw. małżeństw jednopłciowych w całym kraju, okraszona wypowiedzią prezydenta Obamy że jest to zwycięstwo, oznacza de facto że Stany Zjednoczone stały się państwem upadłym. Nie w sensie politycznym ale moralnym. Inaczej mówiąc Stany Zjednoczone skończyły się 26 czerwca 2015 roku jako autorytet moralny, o ile jeszcze do tej pory chociaż w niewielkim stopniu nim były. Dla wierzących kraj ściągnął na siebie gniew Boży i spotka go za to kara. Ale i zdrowi na umyśle niewierzący są z pewnością oburzeni decyzją wbrew prawom natury i elementarnej moralności. Wielka szkoda, zarówno ze względu na wielu dobrych, normalnych ludzi którzy tam żyją, jak i z powodu wpływu jaki ma to mocarstwo na sytuację na świecie. Niewątpliwie zło będzie się dalej pleniło jak rak, dotrze i do nas, z pewnością nie zostawią nas w spokoju. Czy oni tam na Zachodzie są tacy prymitywnie głupi, albo tak słabi że chora mniejszość terroryzuje całe społeczeństwa? Nie, to zaplanowana akcja zmierzająca do z góry założonego celu, którego w szczegółach nie znamy, ale nie ma wątpliwości że jest bardzo zły. Szykujmy się zatem do obrony nie tylko przed rosyjskim zagrożeniem militarnym, ale i przed złem płynącym do nas bez przerwy z Zachodu. Wróg unijny usiłuje nas stale do czegoś zmusić, przeważnie są to rzeczy złe albo bzdurne. Obecnie chcą nam wcisnąć tysiące uciekinierów z Afryki czy Bliskiego Wschodu. Polska w swej historii była gościnnie otwarta na przybyszów więc moglibyśmy dziś udzielić niektórym schronienia. Są jednak oczywiste ograniczenia. Wszystko wyłącznie z dobrej woli, nic pod brukselskim przymusem! Zdroworozsądkowa selekcja kandydatów, można by przyjąć niemahometan o sprawdzonej charakterystyce moralnej, pozostali niechaj jadą do państw islamskich. Tylko jak państwo polskie, które podobno istnieje tylko teoretycznie, i które nie jest w stanie zapewnić minimalnego bytu wielu milionom własnych obywateli, miałoby prawidłowo zatroszczyć się o obcych? Wątpliwa sprawa. Z dużym zainteresowaniem obserwuję wydarzenia związane z Grecją. Ten mały, dzielny kraj jest poddany kolosalnej presji ze strony unii i światowej finansjery. Nie będę badał jak powstało ich zadłużenie. Każdego można wpędzić w długi gdy zostanie postawiony w nienormalnym położeniu. Gdy Grecja wstępowała do EWG była to organizacja ściśle gospodarcza, mająca ułatwić życie wszystkim uczestnikom. Unia europejska, która się z EWG wyłoniła, to projekt w którym polityka jest ważniejsza od gospodarki. Nastąpiła wielka zmiana na niekorzyść, nie do zaakceptowania przez wolne, dumne narody. Dlatego życzę Grecji wszystkiego najlepszego, aby tak czy inaczej porzuciła euro i wróciła do swojej waluty narodowej, oraz aby odzyskała wolność wychodząc z unii. Byłby to pierwszy przypadek ucieczki z tej niewoli i wspaniały przykład dla wszystkich którzy chcieliby pójść w ich ślady.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








