wtorek, 15 września 2015
Sprawa Giedroycia
Mija piętnaście lat od śmierci Jerzego Giedroycia. Trwa spór o ocenę jego poglądów i działalności, szczególnie w kwestii stosunków Polski ze wschodnimi sąsiadami: Ukrainą, Litwą i Białorusią, no i oczywiście z Rosją. Systemowe media przypominają postać redaktora "Kultury" kultywując mit wizjonera, nauczyciela, mędrca i w ogóle bohatera narodowego. W tym duchu występują zaproszeni i specjalnie wyselekcjonowani goście z kręgów historyków i aktywistów międzynarodowych. Chwalą swojego bohatera i starają się obalić stawiane mu zarzuty. Czy mają rację? Aby odpowiedzieć najlepiej posłużyć się faktami - własnymi słowami Giedroycia z ostatnich wywiadów, podsumowującymi jego drogę życiową. Stwierdził w nich że czuje się głównie obywatelem wschodniej Europy, a za największy sukces uważa zaakceptowanie przez Polaków obecnej granicy na wschodzie, cieszyło go że zanikł "polski imperializm" wobec narodów ukraińskiego, litewskiego i białoruskiego, stwierdził że istnieje sentyment wobec Lwowa ale nie ma Polaków którzy chcieliby bić się o Lwów. Wszystko to brzmi bardzo źle. Kim jest obywatel Europy wschodniej? Kosmopolitą który utracił własną narodowość. Można być Polakiem, Ukraińcem, Litwinem czy Białorusinem, ewentualnie pochodzić z małżeństwa mieszanego, ale nie wszystkim na raz. Wiele ludzi ma bogate, skomplikowane korzenie etniczne, ale ich ostateczna przynależność ogranicza się do jednego narodu. Kto obrabowany godzi się z tym co go spotkało i nie pragnie sprawiedliwości? Nie jest prawdą że Polacy uznali grabież naszych kresów wschodnich przez Stalina i że nie walczyliby o Lwów. Zależy czy mowa o prawdziwych Polakach czy o motłochu któremu wszystko jedno. Po prostu nie byliśmy kiedyś w stanie walczyć z ZSRR, który nas zniewolił. Nie ma w tym ani trochę naszego przyzwolenia. Żaden Giedroyć ani nikt inny nie ma prawa aby ofiarowywać obcym choćby skrawek ojczystej ziemi, i to za iluzoryczne korzyści które jako fikcja nie mogą być uzasadnieniem czegokolwiek. Kto mówi o "polskim imperializmie" w kwestii wschodniej wobec faktów historycznych? Ten kto przeszedł na drugą stronę i służy obcym a nie Polsce! Dlatego właśnie system czci Giedroycia, bo jego postawa była podobna do dzisiejszych euroentuzjastów i kolaborantów z okupantem unijnym. Już przed wojną Giedroyć stwarzał problemy, wedle jego własnych słów niewiele brakowało aby władze polskie wysłały go do Berezy. Po wojnie nie wyciągnął żadnych wniosków z rzezi wołyńskiej i wszystkich zbrodni ukraińskiego czy litewskiego podziemia. Troszczył się o interes obcych zaniedbując Polskę. Przy czym wszystko w takiej skali że wypełnił z nawiązką cechy zdrady narodowej. O ile oczywiście mówiąc o zdradzie traktujemy go jednak jako Polaka który się wynarodowił. Myślę że gdyby ktoś taki pojawił się w czasie okupacji to szybko wydano by i wykonano na nim sprawiedliwy wyrok. Po wojnie radykalizm działań osłabł i Giedroyć dożył nie niepokojony późnej starości. A dziś kosmopolici porównują go z marszałkiem Piłsudskim. Skandal! Argumentują że jak Piłsudski zrezygnował z ziem wschodnich sprzed rozbiorów, godząc się na traktat ryski z bolszewikami, tak Giedroyć postulował oddanie naszych przedwojennych kresów narodom wschodnim. To porównanie jest całkowicie fałszywe. Po I wojnie światowej i cudem wygranej wojnie z bolszewikami Polska była tak wycieńczona że odzyskanie wszystkich zabranych kiedyś przez Rosję obszarów było zupełnie niemożliwe. Po II wojnie sytuacja była jeszcze trudniejsza, ale utracone w wyniku rozbioru Stalina ziemie i miasta były nieporównanie cenniejsze i na ich utratę nie wolno się było zgodzić. Można się cofać przed wrogą przewagą ale istnieje zawsze pewna nieprzekraczalna granica. Tę granicę Giedroyć przekroczył stając się zdrajcą. Dlatego wszelkie czczenie go jest nie do przyjęcia, prawdziwy Polak tego nie robi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz