czwartek, 27 lutego 2014

Sport i olimpiada

Przypuszczam że baron de Coubertin tworząc nowożytny sport kierował się szczerym, prostolinijnym przekonaniem że silni będą podnosić ciężary, szybcy biegać, czyli że będzie to żywiołowa manifestacja naturalnych zdolności człowieka. Być może trudno było wówczas przewidzieć że usilne dążenie do wyniku za wszelką cenę doprowadzi do morderczego treningu z oczywistą szkodą dla zdrowia zawodnika, jak również do innych patologii takich jak niedopuszczalny doping. Że sportem zainteresują się politycy wykorzystując go w celu otumaniania mas i zbijania na igrzyskach politycznego kapitału. Słowem, wynalazek barona był dobry ale uległ szybko błędom i wypaczeniom. Rozwiązanie kwestii jest dziś proste: dobry jest tylko lekki sport, rekreacja, natomiast wysoki wyczyn pomimo wciągającej widowiskowości jest niestety szkodliwy. Pomimo tego cieszę się z medali naszych reprezentantów, wpadam zatem w sytuację wewnętrznego rozdwojenia no ale w takim świecie żyjemy. Olimpiada w Soczi sprawiała powierzchownie miłe wrażenie, nie zgadzam się z wyrażoną w polskiej telewizji opinią że ceremonia otwarcia była nudna i za poważna, jeśli poważna to dobrze, nie lubię wygłupów. Natomiast wszystkie wieści o szkodach dla mieszkańców Soczi, wielkich zniszczeniach przyrody przy budowie obiektów sportowych wraz z prześladowaniem ekologów którzy chcieli temu zapobiec, o wymordowaniu bezpańskich zwierząt, o złym potraktowaniu robotników budujących obiekty - wszystko to wywołuje odruch sprzeciwu i potępienia. Mocarstwowa twarz Rosji w makijażu ukrywającym nie zmarszczki ale rany. Współczuję tym z naszych sportowców którzy są świadomi, start w Rosji po Smoleńsku jest na pewno ciężkim przeżyciem. Myślę że w przyszłości świat powinien wyznaczyć dwa stałe miejsca olimpiad, jedno na zawody letnie, drugie na zimowe, wybudować tam wszystko co potrzeba a potem już tylko konserwować. Rozwiązanie dużo tańsze niż obecnie i wolne od wszystkich negatywnych zjawisk związanych z organizacją olimpiady. Tylko czy politycy i biznes na to pozwolą? Niektórzy chcą nas uszczęśliwić olimpiadą zimową w Małopolsce w 2022 roku ale po co nam to? Ogromne zniszczenia, wydatki, zamieszanie, przyjazd tłumów gości, tego wszystkiego normalny kraj i jego obywatele nie potrzebują. Na razie, za kilka dni w Soczi ma odbyć się jeszcze paraolimpiada którą można zaakceptować jako formę terapii osób doświadczonych przez los.    

czwartek, 20 lutego 2014

Niepokoje na Ukrainie

Media w Polsce, państwowe lub prywatne ale uzależnione od systemu, pełne są wieści o walkach i zmasowanej nachalnej propagandy z opowiedzeniem się oczywiście po stronie "wolnościowej". Politycy prześcigają się w prounijnych deklaracjach i bezczelnie wtrącają się w sprawy obcego państwa popierając agresywną opozycję, pouczając władze ukraińskie i grożąc im sankcjami. Organizowane frajerskie akcje poparcia i zbiórki darów dla wichrzycieli mają na szczęście niewielkie powodzenie. Wolałbym dać coś naszym bezdomnym czy bezrobotnym, pokrzywdzonym przez dziki kapitalizm. Ale wróćmy na Ukrainę. Ten nieszczęśliwy kraj stał się terenem walki pomiędzy unią i Rosją, tak jak w czasie II wojny światowej pomiędzy Hitlerem i Stalinem. Jesteśmy poruszeni zamieszkami i rozlewem krwi w pobliżu granic Polski a nawet na jej terenie jak we Lwowie. Szkoda ludzi ginących z powodu czyichś brudnych interesów. Jednak strona protestująca nie ma racji a wobec wszystkich zdarzeń należy zachować zdrowy dystans. Co leży w interesie Polski w tej sprawie i jak powinny zachować się władze polskie? Przede wszystkim władze powinny być polskie a nie unijne i prezentować polskie myślenie i punkt widzenia. Następnie należy zrozumieć że wejście unii na Ukrainę nie służy ani Polsce bo będzie jeszcze bardziej okrążona, ani Ukrainie bo wpadnie we wszystkie kłopoty których od lat doświadczamy z utratą suwerenności na czele. Utrata własnego państwa poprzez poddanie go obcym rodzi tylko problemy. Protestujący w Kijowie albo nie zdają sobie z tego sprawy albo, co bardziej prawdopodobne, są podburzeni przez unijną agenturę która wykorzystała ich niezadowolenie warunkami życia. Jedni nie szanują swej ojczyzny i marzą o Zachodzie, to są kosmopolici i renegaci. Drudzy mają inne cele, chcieliby zmiany władzy. Mają do tego prawo ale moment nie ten ze względu na sytuację międzynarodową wokół Ukrainy. Trzeci wreszcie są duchowymi spadkobiercami OUN i UPA których żaden Polak nigdy nie poprze. No to co robić? W braku lepszych możliwości poczekać na samoistny rozwój zdarzeń aż się ten ogień wypali. Czy możliwa jest przyjaźń polsko-ukraińska? Mam nadzieję że tak ale o to bardzo trudno. Cały czas pozostaje bowiem konflikt co do przynależności naszych ziem zagrabionych przez Stalina. Temat tabu w polskojęzycznych mediach, żywy w sercu każdego Polaka. Nagromadziło się zaszłości historycznych, wiemy jednak z historii że sprawy potrafią przybrać czasami niespodziewanie dobry obrót. Po deszczu w końcu zaświeci słońce. I na to musimy zaczekać.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Zgniły mebel

Mowa o okrągłym stole którego rocznica wywołała wspomnienia i spory. Negatywne skutki złego i pozornego, oszukańczego porozumienia trwają do dziś i będą się jeszcze długo ciągnęły. Dziś ważne jest aby prawidłowo zrozumieć przebieg zdarzeń wokół porozumienia okrągłostołowego. System komunistyczny w swojej starej formie był już wypalony, doszło w tym środowisku do zmiany pokoleniowej, przede wszystkim jednak do zmian w Rosji na której się wszystko opierało. Towarzysze bardzo chcieli zostać kapitalistami. Wymyślono więc rozmowy ze spreparowanym środowiskiem ugodowców którzy sprawiali wrażenie reprezentacji narodowej ale w rzeczywistości była to jedynie gra pozorów. Dziś wiemy znacznie więcej na podstawie lustracji a także obserwacji losów i zachowania tych ludzi w ciągu ćwierćwiecza, ich stosunku do niepodległości Polski, do troski o interesy narodu. Można zatem powiedzieć że przy okrągłym stole rozmawiali w większości swoi ze swoimi i że zgodzono się tam na tragiczne dla Polski porozumienie którego filarami były dziki kapitalizm i bezkarność komunistów. W wyniku rabunkowej prywatyzacji zniszczono znaczną część przemysłu budowanego z trudem po wojnie a rolnictwo utraciło rentowność. Godząc się na brutalny kapitalizm zniszczono osłony socjalne, zaakceptowano nieuzasadnione rozwarstwienie społeczne, biedę mas, bezrobocie, bezdomność. Pozorna demokratyzacja nie mogła uzdrowić ustroju Polski. Zachowano zależność kraju od zagranicy zmieniając jedynie kierunek z rosyjskiego na zachodni. Utrzymano dotychczasowe struktury władzy, sądownictwa, wojska i bezpieki, wprowadzając jedynie ograniczone zmiany i weryfikację kadr co w większości nie doprowadziło do oczyszczenia. Zbrodniarze jak Jaruzelski otrzymali gwarancję nietykalności i dożycia swoich dni w dobrobycie. Brak własnego, sprawnie działającego państwa był później z kolei przyczyną trwającej do dziś roboty obcych agentów którzy wykorzystując bierność społeczeństwa doprowadzili do utraty suwerenności w unijnych okowach oraz do zniszczeń w wielu ważnych dziedzinach życia. Podsumowując, okrągły stół był wielką operacją zmiany sposobu funkcjonowania i wizerunku złego systemu przy zachowaniu jego istoty. Polska i Polacy na tym nie zyskali, bardzo często stracili i cierpią po dziś dzień. Dlatego pragnę wyrazić swe uznanie dla nielicznej części sejmowej opozycji która sprzeciwiła się przyjęciu przez obecny Sejm uchwały wychwalającej kompromis okrągłego stołu. Jest jeszcze jedna ważna kwestia, pytanie czy można było wówczas, przed laty coś zrobić aby zapobiec złu. Niestety, przy ówczesnym stanie świadomości i aktywności społeczeństwa, wyczerpanego beznadzieją komuny i stanu wojennego, nie było na to szans. Z przykrością trzeba stwierdzić że sytuacja dzisiejsza nie jest wiele lepsza.     

czwartek, 6 lutego 2014

Dwaj bohaterowie

Pierwszym któremu pragnę oddać cześć jest zmarły kilka dni temu generał Stefan Bałuk, zaledwie dwa tygodnie po ukończeniu 100 lat. Jeden z ofiarnych bojowników walki o wolną Polskę, także po "wyzwoleniu". Niewątpliwy wzór do naśladowania w trudnych czasach. Drugim jest pułkownik Ryszard Kukliński o którym znów głośno w związku z wejściem na ekrany filmu o tej postaci. Stosunek do Kuklińskiego stanowi charakterystyczny znak rozpoznawczy. Ci którzy nazywają go zdrajcą są czystymi bolszewikami i nie próbują się nawet maskować. Błędem jest iż media, a za ich pośrednictwem i część społeczeństwa, pozwoliły sobie narzucić przez to środowisko i współpracujących z nimi rzekomych opozycjonistów temat dyskusji: zdrajca czy nie, że otrzymywał pieniądze za informacje i temu podobne obrzucanie błotem. Bo czym jest zdrada? Formalne złamanie przysięgi czy posłuszeństwa dowódcom nie ma znaczenia gdy w grę wchodzi dobro Polski, tylko ono się liczy. Przykładem zamach majowy z 1926 roku. Pomimo zasłony tajemnic wywiadów, których pewnie nie poznamy, mamy podstawy do przyjęcia że Kukliński działał w dobrej wierze, w celu niedopuszczenia do wybuchu atomowej wojny światowej i że jego poświęcenie było w interesie Polski. Kwestia pieniędzy jest śmiechu warta, z racji swego stanowiska miał w PRL-u wiele dóbr i korzyści a ryzyka związanego z przekazywaniem informacji Amerykanom nie mogłyby zrekompensować żadne pieniądze. Synowie Kuklińskiego, jeden na pewno a drugi prawdopodobnie, zginęli w okolicznościach sugerujących rosyjską zemstę. Jest więc Kukliński również postacią zasługującą na upamiętnienie i szacunek. Przecież ten człowiek był na początku niewątpliwie komunistą ale obserwując fakty, myśląc i kierując się poczuciem obowiązku spełnił co przyniosło mu życie. Bardzo ważne jest że działalność Kuklińskiego nie prowadziła do uzależnienia Polski od Zachodu, jak się później niestety stało. Ale co będzie dalej? Polska pilnie potrzebuje nowych bohaterów, odpowiednich do czasów i warunków, walczących o nią właściwymi metodami, aby zachować istnienie Ojczyzny i doprowadzić do uwolnienia od wszelkiego zła w jakim się dziś znajduje.   

poniedziałek, 3 lutego 2014

Jak żyć ?

Żyjąc w cywilizacji nie jest możliwe odcięcie się od wszelkich informacji ze świata. Tymczasem otwarcie radia, gazety, a pewnie i telewizora wymaga silnych nerwów i pohamowania swej wrażliwości. Dowiadujemy się o katastrofach, zamachach i wszystkich możliwych nieszczęściach, niezależnych od człowieka, zawinionych przez jednostki, ale przede wszystkim przez system. Słyszymy o decyzjach polityków i rozmaitych ogniw systemu, najczęściej dla nas niekorzystnych, znacznie rzadziej o takich z których można być zadowolonym. Jesteśmy wystawieni na działanie zmasowanej, prymitywnej, bezmyślnej propagandy, jak chociażby ostatnio w sprawie Ukrainy, która nie zaszkodzi wprawdzie myślącym ale jest ogromnym zagrożeniem dla ludzi bezrefleksyjnych i łatwo ulegających medialnemu wpływowi. Nad zachowaniem mas pracują sztaby specjalnie zaangażowanych psychologów. Propaganda sukcesu jest ciągle obecna. Ileż to razy słyszymy o końcu kryzysu i o poprawie losu różnych grup społecznych. Cytując klasyka jest to zwyczajne opium dla ludu. Wiele tematów zastępczych w celu odwrócenia uwagi od rzeczywistych problemów. Jest wprawdzie dopuszczona odrobina krytyki negatywnych zjawisk, ale w ściśle określonych granicach i ma to raczej jedynie służyć rozładowaniu negatywnych nastrojów, niczemu więcej. O prawdziwych problemach nie mówi się dostatecznie głęboko i szczerze, poza tym od mowy do rozwiązania owych problemów daleka droga. Nie ma formalnej cenzury ale działają blokady redakcyjne i strach albo instynkt samozachowawczy dziennikarzy, i tak już wcześniej wyselekcjonowanych. A bieda, bezrobocie, bezdomność, demoralizacja, postępująca utrata niepodległości Polski, drążą tkankę społeczną jak rak. Jednostka musi się z tym wszystkim zmagać swymi najczęściej słabymi siłami. Nierzadko słyszymy więc o samobójstwach nieszczęsnych. Wiecznie aktualne pytanie: "Jak żyć?". Filozof Kołakowski odpowiedział na nie w 1968 roku po wydarzeniach marcowych: "Tak aby przeżyć s...synów." I to jest niestety ciągle aktualne.