czwartek, 29 grudnia 2011
Skandal z lekami
Władze postanowiły ograniczyć dopłaty do cen leków refundowanych. Ogromne rzesze ubogich pacjentów, często przewlekle chorych, zostaną po nowym roku mocno uderzone po kieszeni. To jest szukanie oszczędności nie tam gdzie trzeba! Pieniądze na wojnę imperialistyczną i okupację Afganistanu są, choć to niemoralne i nie powinno być na takie rzeczy ani grosza. Na ratowanie unii, waluty euro i państw bankrutów też są, wbrew polskiej racji stanu i woli podatników. Podobnie ze środkami na budowę obiektów i przygotowania do piłkarskich mistrzostw Europy, nie mam nic przeciw piłce tylko przeciw temu co władze z nią wyczyniają. Natomiast na zdrowiu i życiu biedaków robi się oszczędności bo najwyraźniej ta grupa społeczna nie jest władzom potrzebna, nie grozi gwałtownym buntem, zresztą reżim przezornie obiecał wcześniej policji podwyżkę, tak na wszelki wypadek. Zaś w mediach wielka akcja dezinformacji mająca uspokoić masy że rzekomo nic się złego nie dzieje. I wszystko na ostatnią chwilę przed końcem roku, celowe działanie aby skrócić dyskusje, narzekania czy słabe protesty. Brak słów jak to wszystko ocenić i co zrobić z autorami zmian. Słów które można napisać nie narażając się na odwet systemu. Dlatego pozostawiam to domyślności Czytelników.
niedziela, 25 grudnia 2011
Świąteczne kłopoty
Święta Bożego Narodzenia stawiają miliony ludzi w Polsce w złożonej sytuacji. Zakłada się że ma to być czas refleksji i radości, wspólnoty i wytchnienia. Jednak w zmieniających się warunkach coraz trudniej o pełne przeżywanie tych starych przecież świąt. Aby zachować zgodność z tradycją należałoby być wolnym od wątpliwości w sferze religijnej i mieć wokół siebie kochającą, szczęśliwą rodzinę, albo przynajmniej krąg dobrych ludzi. Nie być zbyt wrażliwym rozpamiętując kochanych zmarłych bo łatwo dojść do wniosku że bez nich święta nie mogą być szczęśliwe, nie zmieniać radykalnie tradycyjnych bożonarodzeniowych zwyczajów czy potraw bo to jest część kultury, nie mieć poważniejszych kłopotów życiowych psujących nastrój jak choroba, osamotnienie, bezrobocie czy zwykła bieda, nie ulegać szałowi rozrywki i konsumpcji które niejednego zgubiły. I kto to wszystko może? Mało kto mieści się w tradycyjnym schemacie. A na wielu nieszczęsnych czekają wzmożone stresy, przeżywanie własnej klęski które może zabić. Jeśli ktoś taki czyta moje słowa to chcę go pocieszyć. Święta nie powinny być nam ciężarem. Przy prawidłowym podejściu można zachować to co w nich dobre i nie przejmować się całą resztą. Święta są dla człowieka a nie człowiek dla świąt!
środa, 21 grudnia 2011
Zakończyć bezsensowny rozlew krwi !
To jest o brudnej wojnie w Afganistanie gdzie zginęło dziś pięciu żołnierzy z Polski. Okupacja mająca na celu stłumienie woli Afgańczyków do życia w państwie silnie islamskim, do czego mają pełne prawo, oni są u siebie, jeśli tylko nie będą nikogo atakować. Narzucanie wzorców zachodnich, które są im obce tak bardzo że się nimi brzydzą. Ciągłe naruszanie ich godności bo nikt nie chce być okupowany. Dlatego wkraczając tam Zachód automatycznie wywołał ruch oporu, który nie podda się nigdy, z czego wszyscy zdają sobie sprawę. Jakim bezsensem jest udział wojsk z Polski w tej awanturze. Wysługiwanie się Amerykanom którzy chcą urządzać świat po swojemu. Oczywista wina polityków kroczących dosłownie po trupach do wymyślonego celu. Czasami padają z ich ust opinie o rzekomych korzyściach jakie ma wojsko ćwicząc się na prawdziwym polu walki. Cynizm godzien najwyższej kary. W rzeczywistości politycy wyrządzili Polsce ogromną krzywdę niszcząc jej dobrą reputację. Z państwa prześladowanego zrobiono okupanta. Demoralizują żołnierzy na wielką skalę. Nikt nie wie ilu ludzi zabili w Afganistanie. A społeczeństwo Polski milczy, nie protestuje bo mu tak wygodnie. Niewinni są tylko nieliczni którzy protestowali i robili to z czystego serca.
wtorek, 20 grudnia 2011
Przed świętami
Czas przygotowań na ten krótki, szczególny moment w roku. Dobro odnajdywane w świętach zobowiązuje do przykładnego postępowania już w okresie przedświątecznym. Niestety, wielka liczba osób ciągle nie rozumie że nie można świętować po trupach zabitych zwierząt, choćby były nie wiem jak smaczne a ich konsumpcja należała do uświęconej tradycji. Przełamanie własnego egoizmu jest koniecznością człowieka duchowo rozwiniętego. I nie jest to wcale trudne bo jedne smaki można zastąpić innymi, a dawne zwyczaje zmodyfikować. Popatrzmy na straszny los karpi, i nie tylko, które "dobrzy" katolicy, także i inni, mordują masami aby odprawić świąteczną ceremonię. Czynią to z nieświadomości okrucieństwa którego się dopuszczają. Kiedyś, w dawnych czasach, podobne zachowanie można było usprawiedliwić bo siła tradycyjnego myślenia zagłuszała refleksje i ludzkie uczucia. Ale dziś, gdy wegetarianizm dotarł do większości miejsc na świecie, nie ma już łatwego wytłumaczenia. Żadne argumenty nie usprawiedliwią bezzasadnego zabijania zwierząt, traktowania ich jak rzeczy z którymi można zrobić wszystko. To są żyjące i czujące istoty mające prawo do życia. Zwierzę można zabić tylko w samoobronie, gdy nasze życie jest zagrożone. Weźmy sobie te myśli do serca!
niedziela, 18 grudnia 2011
Sukces i porażka
Nasze społeczeństwo dało ostatnio dowód swojej dojrzałości i przywiązania do życia. Feministkom które planowały złożyć w Sejmie projekt liberalizacji aborcji, nie udało się w ciągu trzech miesięcy zebrać wymaganych 100 tysięcy podpisów. Szuje zebrały jedynie 30 tysięcy. Natomiast gdy kilka miesięcy wcześniej obrońcy życia gromadzili podpisy pod projektem zakazu aborcji, to w dwa tygodnie osiągnęli wynik 600 tysięcy! Wynika z tego że naród jeszcze nie zginie, pomimo knowań "europejczyków". To jest wielki sukces polskiego ducha nad podstępnym wrogiem. Ale oto, w zupełnie już innej dziedzinie, Polska ponosi kolejną porażkę. Ogłoszono że władze sprzedają Hutę Stalowa Wola Chińczykom. Przedwojenny wysiłek narodu budującego Centralny Okręg Przemysłowy zostaje tym samym zniweczony. Likwidatorzy Polski robią co tylko mogą i nie mogą aby jej zaszkodzić. Niszczenie przemysłu poprzez likwidację z powodu rzekomej nierentowności, nakazów okupanta unijnego, albo oddanie go w obce ręce, zadłużanie kraju i to często na niepotrzebne cele, zamiar przekazania rezerw finansowych na ratowanie obcych państw-bankrutów, czyż to wszystko nie jest zaplanowanym i celowym działaniem? Szkoda więc że naród w swej słabości taką władzę wybrał.
wtorek, 13 grudnia 2011
Cześć ofiarom stanu wojennego !
Lista ofiar śmiertelnych
Ofiary zdarzeń masowych
Pacyfikacja kopalni Wujek 16 grudnia 1981
Józef Czekalski (ur. 1933)
Józef Giza (ur. 1957)
Joachim Gnida (ur. 1952, zm. 25 stycznia 1982)
Ryszard Gzik (ur. 1946)
Bogusław Kopczak (ur. 1953)
Andrzej Pełka (ur. 1962)
Jan Stawisiński (ur. 1960)
Zbigniew Wilk (ur. 1951)
Zenon Zając (ur. 1959)
Stłumienie demonstracji w Gdańsku 17 grudnia 1981
Antoni Browarczyk (ur. 1957) – zginął postrzelony przypadkowo
Pacyfikacja strajku na Politechnice Wrocławskiej 17 grudnia 1981
Tadeusz Kosecki – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Poznaniu 13 lutego 1982
Wojciech Cieślewicz (ur. 1953) – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1982
Joanna Lenartowicz (ur. 1963) – zmarła 5 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Mieczysław Radomski (ur. 1926) – zmarł pobity przez ZOMO
Adam Szulecki (ur. 1950) – zmarł 9 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 3 maja 1983
Władysław Durda – zatruty gazami łzawiącymi ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 13 maja 1982
Włodzimierz Lisowski (ur. 1915) – zmarł 13 lipca w wyniku pobicia przez ZOMO i SB
Rozbicie organizacji podziemnej 16 czerwca 1982 w Warszawie
Emil Barchański (ur. 1965) – po wykryciu, że na czele tajnej organizacji, do której należał, stał tajny współpracownik SB został poddany torturom w Pałacu Mostowskich, ciało utopiono w Wiśle (nie ma pewności co do okoliczności śmierci i do rzekomego wykrycia TW w ramach organizacji)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 31 sierpnia 1982
Piotr Sadowski (ur. 1950) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 31 sierpnia 1982
Tadeusz Woźniak (ur. 1933) – zmarł 1 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Kazimierz Michalczyk (ur. 1955) – postrzelony przez ZOMO - zmarł 2 września
Stłumienie pokojowej demonstracji w Lubinie 31 sierpnia 1982
Michał Adamowicz (ur. 1954) – zmarł 5 września w wyniku postrzału
Mieczysław Poźniak (ur. 1956) – zmarł w wyniku postrzału
Andrzej Trajkowski (ur. 1950) – zmarł w wyniku postrzału
Stłumienie pokojowej demonstracji we Kielcach 31 sierpnia 1982
Stanisław Raczek (ur. 1947) – zmarł 7 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Częstochowie 1 września 1982
Eugeniusz Wiłkomirski (ur. 1930) – zmarł 3 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Nowej Hucie 13 października 1982
Bogdan Włosik (ur. 1962) – zastrzelony z broni palnej przez kapitana SB Andrzeja Augustyna
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 10 listopada 1982
Stanisław Królik (ur. 1943) – zmarł 16 listopada pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 11 listopada 1982
Wacław Kamiński (ur. 1950) – zmarł 28 listopada trafiony petardą
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 1 maja 1983
Ryszard Smagur (ur. 1954) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 1 maja 1983
Włodzimierz Witkowski (ur. 1952) – zaginął w czasie demonstracji, zwłoki znaleziono 7 września
Bernard Łyskawa (ur. 1927)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1983
Marek Kuchta (ur. 1953) – zmarł 5 maja 1983 w wyniku pobicia przez MO
Adam Szulecki – zmarł 9 maja 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Ofiary indywidualne działań władz stanu wojennego
Wanda Kołodziejczyk (ur. 1923) – zmarła 4 stycznia 1982 po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie
Franciszek Zdunek (ur. 1942) – zastrzelony 2 lutego 1982 przez funkcjonariusza MO
Zbigniew Szymański – zmarł pobity przez ZOMO w kwietniu 1982
Wojciech Cielecki (ur. 1963) – zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 w Białej Podlaskiej
Stanisław Kot – zmarł 3 kwietnia 1982 w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO
Mieczysław Rokitowski (ur. 1935) – zmarł 3 kwietnia 1982 pobity w czasie przesłuchania w areszcie śledczym w Załężu
Piotr Majchrzak (ur. 1963) – zmarł 18 maja 1982 w wyniku pobicia przez ZOMO i funkcjonariuszy WSW w Poznaniu 11 maja 1982
Andrzej Grzywa – zmarł 30 sierpnia 1982 pobity na komendzie MO w Gdańsku
Zdzisław Jurgielewicz (ur. 1953) – zmarł 21 września 1982 pobity przez MO w Giżycku
Adam Grudziński (ur. 1946) – zmarł pobity w obozie dla internowanych w Załężu w październiku 1982
Zbigniew Symoniuk (ur. 1950) – członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł 8 stycznia 1983 w więzieniu w Białymstoku
Zenon Bleszczyński (ur. 1959) – zmarł 14 stycznia 1983 w wyniku pobicia w areszcie śledczym
Jacek Jerz (ur. 1944) – wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w Radomiu, delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, członek władz krajowych Konfederacji Polski Niepodległej i Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł nagle 31 stycznia 1983 po zwolnieniu z ponadrocznego internowania, gdzie przeszedł "ścieżki zdrowia" (pacyfikacja protestu internowanych w Kwidzynie). Bezpośrednio przed jego śmiercią szef SB w Radomiu zlecił na piśmie (dokument zachował się w archiwach IPN) zastosowanie wobec niego "przedsięwzięcia specjalnego"
Jan Ziółkowski (ur. 1940) – współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956, zmarł 5 marca 1983, pobity na V komendzie MO w Poznaniu
Józef Larysz (ur. 1942) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w ELWRO w Pszczynie, zmarł 7 marca 1983 po przesłuchaniu na komendzie MO
Ryszard Kowalski (ur. 1939) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Hucie Katowice, jego ciało wyłowiono 31 marca 1983
Bogusław Podboraczyński (ur. 1962) – działacz NSZZ Solidarność z Nysy, zamordowany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki 30 kwietnia 1983
Andrzej Szewczyk (ur. 1961) – zmarł w maju 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Grzegorz Przemyk (ur. 1964) – zmarł 14 maja 1983 w wyniku pobicia na komendzie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie
Zdzisław Miąsko (ur. 1954) – zmarł 3 czerwca 1983 po przesłuchaniu na posterunku MO w Nowej Miłosnej
Andrzej Gąsiewski (ur. 1954) – pracownik Instytutu Badań Jądrowych zamordowany 17 czerwca 1983 w Warszawie
Jerzy Marzec (ur. 1962) – ciało znaleziono nad Odrą 22 czerwca 1983
Jan Samsonowicz (ur. 1944) – zmarł 30 czerwca 1983, działacz NSZZ Solidarność i Ruchu Młodej Polski, upozorowanie samobójstwa, ciało powieszono na płocie niedaleko Stoczni Gdańskiej im. Lenina ...................................................... Honoriusz Kowalczyk (dominikanin z Poznania, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, według opinii publicznej jest ofiarą SB, śledztwo w toku)...................................................................................................................................... Ta lista z Wikipedii jest niepełna, ofiar komunistycznych zbrodni było w tym czasie znacznie więcej.
Ofiary zdarzeń masowych
Pacyfikacja kopalni Wujek 16 grudnia 1981
Józef Czekalski (ur. 1933)
Józef Giza (ur. 1957)
Joachim Gnida (ur. 1952, zm. 25 stycznia 1982)
Ryszard Gzik (ur. 1946)
Bogusław Kopczak (ur. 1953)
Andrzej Pełka (ur. 1962)
Jan Stawisiński (ur. 1960)
Zbigniew Wilk (ur. 1951)
Zenon Zając (ur. 1959)
Stłumienie demonstracji w Gdańsku 17 grudnia 1981
Antoni Browarczyk (ur. 1957) – zginął postrzelony przypadkowo
Pacyfikacja strajku na Politechnice Wrocławskiej 17 grudnia 1981
Tadeusz Kosecki – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Poznaniu 13 lutego 1982
Wojciech Cieślewicz (ur. 1953) – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1982
Joanna Lenartowicz (ur. 1963) – zmarła 5 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Mieczysław Radomski (ur. 1926) – zmarł pobity przez ZOMO
Adam Szulecki (ur. 1950) – zmarł 9 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 3 maja 1983
Władysław Durda – zatruty gazami łzawiącymi ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 13 maja 1982
Włodzimierz Lisowski (ur. 1915) – zmarł 13 lipca w wyniku pobicia przez ZOMO i SB
Rozbicie organizacji podziemnej 16 czerwca 1982 w Warszawie
Emil Barchański (ur. 1965) – po wykryciu, że na czele tajnej organizacji, do której należał, stał tajny współpracownik SB został poddany torturom w Pałacu Mostowskich, ciało utopiono w Wiśle (nie ma pewności co do okoliczności śmierci i do rzekomego wykrycia TW w ramach organizacji)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 31 sierpnia 1982
Piotr Sadowski (ur. 1950) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 31 sierpnia 1982
Tadeusz Woźniak (ur. 1933) – zmarł 1 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Kazimierz Michalczyk (ur. 1955) – postrzelony przez ZOMO - zmarł 2 września
Stłumienie pokojowej demonstracji w Lubinie 31 sierpnia 1982
Michał Adamowicz (ur. 1954) – zmarł 5 września w wyniku postrzału
Mieczysław Poźniak (ur. 1956) – zmarł w wyniku postrzału
Andrzej Trajkowski (ur. 1950) – zmarł w wyniku postrzału
Stłumienie pokojowej demonstracji we Kielcach 31 sierpnia 1982
Stanisław Raczek (ur. 1947) – zmarł 7 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Częstochowie 1 września 1982
Eugeniusz Wiłkomirski (ur. 1930) – zmarł 3 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Nowej Hucie 13 października 1982
Bogdan Włosik (ur. 1962) – zastrzelony z broni palnej przez kapitana SB Andrzeja Augustyna
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 10 listopada 1982
Stanisław Królik (ur. 1943) – zmarł 16 listopada pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 11 listopada 1982
Wacław Kamiński (ur. 1950) – zmarł 28 listopada trafiony petardą
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 1 maja 1983
Ryszard Smagur (ur. 1954) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 1 maja 1983
Włodzimierz Witkowski (ur. 1952) – zaginął w czasie demonstracji, zwłoki znaleziono 7 września
Bernard Łyskawa (ur. 1927)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1983
Marek Kuchta (ur. 1953) – zmarł 5 maja 1983 w wyniku pobicia przez MO
Adam Szulecki – zmarł 9 maja 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Ofiary indywidualne działań władz stanu wojennego
Wanda Kołodziejczyk (ur. 1923) – zmarła 4 stycznia 1982 po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie
Franciszek Zdunek (ur. 1942) – zastrzelony 2 lutego 1982 przez funkcjonariusza MO
Zbigniew Szymański – zmarł pobity przez ZOMO w kwietniu 1982
Wojciech Cielecki (ur. 1963) – zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 w Białej Podlaskiej
Stanisław Kot – zmarł 3 kwietnia 1982 w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO
Mieczysław Rokitowski (ur. 1935) – zmarł 3 kwietnia 1982 pobity w czasie przesłuchania w areszcie śledczym w Załężu
Piotr Majchrzak (ur. 1963) – zmarł 18 maja 1982 w wyniku pobicia przez ZOMO i funkcjonariuszy WSW w Poznaniu 11 maja 1982
Andrzej Grzywa – zmarł 30 sierpnia 1982 pobity na komendzie MO w Gdańsku
Zdzisław Jurgielewicz (ur. 1953) – zmarł 21 września 1982 pobity przez MO w Giżycku
Adam Grudziński (ur. 1946) – zmarł pobity w obozie dla internowanych w Załężu w październiku 1982
Zbigniew Symoniuk (ur. 1950) – członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł 8 stycznia 1983 w więzieniu w Białymstoku
Zenon Bleszczyński (ur. 1959) – zmarł 14 stycznia 1983 w wyniku pobicia w areszcie śledczym
Jacek Jerz (ur. 1944) – wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w Radomiu, delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, członek władz krajowych Konfederacji Polski Niepodległej i Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł nagle 31 stycznia 1983 po zwolnieniu z ponadrocznego internowania, gdzie przeszedł "ścieżki zdrowia" (pacyfikacja protestu internowanych w Kwidzynie). Bezpośrednio przed jego śmiercią szef SB w Radomiu zlecił na piśmie (dokument zachował się w archiwach IPN) zastosowanie wobec niego "przedsięwzięcia specjalnego"
Jan Ziółkowski (ur. 1940) – współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956, zmarł 5 marca 1983, pobity na V komendzie MO w Poznaniu
Józef Larysz (ur. 1942) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w ELWRO w Pszczynie, zmarł 7 marca 1983 po przesłuchaniu na komendzie MO
Ryszard Kowalski (ur. 1939) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Hucie Katowice, jego ciało wyłowiono 31 marca 1983
Bogusław Podboraczyński (ur. 1962) – działacz NSZZ Solidarność z Nysy, zamordowany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki 30 kwietnia 1983
Andrzej Szewczyk (ur. 1961) – zmarł w maju 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Grzegorz Przemyk (ur. 1964) – zmarł 14 maja 1983 w wyniku pobicia na komendzie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie
Zdzisław Miąsko (ur. 1954) – zmarł 3 czerwca 1983 po przesłuchaniu na posterunku MO w Nowej Miłosnej
Andrzej Gąsiewski (ur. 1954) – pracownik Instytutu Badań Jądrowych zamordowany 17 czerwca 1983 w Warszawie
Jerzy Marzec (ur. 1962) – ciało znaleziono nad Odrą 22 czerwca 1983
Jan Samsonowicz (ur. 1944) – zmarł 30 czerwca 1983, działacz NSZZ Solidarność i Ruchu Młodej Polski, upozorowanie samobójstwa, ciało powieszono na płocie niedaleko Stoczni Gdańskiej im. Lenina ...................................................... Honoriusz Kowalczyk (dominikanin z Poznania, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, według opinii publicznej jest ofiarą SB, śledztwo w toku)...................................................................................................................................... Ta lista z Wikipedii jest niepełna, ofiar komunistycznych zbrodni było w tym czasie znacznie więcej.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Grudzień 1981 - Nie zapomnimy !
I rzecz jasna nie przebaczymy bo nikt nie ma do tego prawa. Można wybaczyć własne krzywdy ale nie cudze, a co dopiero mówić o zbrodni wyrządzonej całemu narodowi. Zresztą nie ma komu wybaczać bo ten podły dziad Jaruzel najwyraźniej kpi sobie ze społeczeństwa. Przeprasza i mówi że zrobiłby jeszcze raz to samo. Ruski agent który walczył z podziemiem po wojnie, odpowiada za rok 1968, 1970, 1981 ... Jak mało kto zasłużył na szubienicę. A obecne państwo nie karze go ale hojnie wynagradza i chroni, w tym roku tuskowa policja uniemożliwiła nawet przeprowadzenie legalnej demonstracji pod domem zbrodniarza. Kpina ze sprawiedliwości wołająca o pomstę do pustego nieba. Nie ma znaczenia że podobno połowa obecnych mieszkańców Polski, to nie znaczy Polaków, popiera stan wojenny. Zagubiona młodzież, dorośli którzy w ten sposób głupio reagują na dziki kapitalizm, oraz agenci minionego systemu. Motłoch który zawsze wybiera Barabasza. Boli też wypowiedź rzecznika PiS który mówił o potrzebie symbolicznego ukarania sprawców stanu wojennego. Jeśli w czasie rządów tej partii nie zdołano pokonać oporu systemu i ukarać drani, to tym bardziej nie wolno dziś, w imię źle rozumianej poprawności, mówić o symbolicznej karze. To bardzo źle brzmi i po prostu nie uchodzi.
sobota, 10 grudnia 2011
Artykuł Artura Dmochowskiego z "Gazety Polskiej Codziennie"
Smoleńsk: kto pisał scenariusz?
Postęp w badaniach smoleńskiej tragedii, choć wciąż niewystarczający, zawdzięczamy przede wszystkim Antoniemu Macierewiczowi i kierowanemu przezeń zespołowi, kilku rzetelnym niezależnym śledztwom, a także dziesiątkom blogerów, którzy od 10 kwietnia analizują różne elementy katastrofy. Raporty MAKu czy Millera posłużyły raczej jako filary kampanii dezinformacji.
Ostatnio najwięcej nowych, przełomowych informacji przyniosły badania prof. Wiesława Biniendy. Znany naukowiec, profesor Uniwersytetu Ohio i ekspert NASA przeprowadził symulacje, które jednoznacznie wykazały, że gdyby skrzydło zderzyło się faktycznie z brzozą, to z łatwością by ją złamało, natomiast samo nie zostałoby uszkodzone. Następnie zaś udowodnił, że kolejny fakt rozbija teorie gen. Anodiny i min. Millera: urwana część skrzydła znalazła się w miejscu, które wyklucza jakikolwiek kontakt z brzozą, bo aż 111 m za nią. Oznacza to, że w rzeczywistości skrzydło zostało odłamane w zupełnie innym miejscu, prawdopodobnie 70 m za brzozą, na wysokości 26 m.
Próbą szczegółowego, profesjonalnego opisu przyczyn i przebiegu tragedii jest praca zbiorowa niezależnych ekspertów „Zbrodnia Smoleńska. Anatomia zamachu” opublikowana kilka tygodni temu przez Wydawnictwo Antyk Marcina Dyboskiego. To prawdziwa kopalnia wiedzy o przebiegu katastrofy. Jej autorzy, jak można wnosić z poziomu ich znajomości rzeczy i dostępu do tajnych źródeł, polskich, rosyjskich i amerykańskich, wywodzą się zapewne z kręgów wojskowych służb specjalnych.
Dowodzą tezy, że TU-154 został zestrzelony rakietą przeciwlotniczą wystrzeloną z myśliwca Mig-29, operującego w odległości kilkunastu kilometrów od Smoleńska. Choć z początku może się to wydawać teorią dosyć karkołomną, przyznać trzeba, że dotarli do wielu istotnych informacji, które tę hipotezę wydają się potwierdzać. Książka warta polecenia tym, którzy chcą wgłębić się w szczegóły tego, co wydarzyło się na „Siewiernym”.
Spiskowcy
Spróbujmy jednak podejść do zagadki 10 kwietnia od innej strony. Wyobraźmy sobie, jak mógł powstać scenariusz zamachu.
W podmoskiewskiej daczy, kilka miesięcy wcześniej, zebrało się niewielkie, kilkuosobowe grono decydentów. Raczej nie było w nim samego Pierwszego. Wystarczyło, że bliscy mu ludzie wiedzieli, jak znienawidził „tego p… Polaka” za jego lot do Tbilisi, który zatrzymał rosyjską inwazję na Gruzję w 2008. Podobnie, jak znienawidził „tego zdrajcę Litwinienkę”, na przykładzie którego trzeba było pokazać, jaki los czeka tych, którzy odchodzą z KGB.
Zamachowcy wiedzą, że okoliczności niezwykle im sprzyjają. Polski TU-154 jest właśnie w ich pełnej dyspozycji, w Rosji, w zakładach remontowych, do których ich służby mają nieograniczony dostęp. Mogą w samolocie zainstalować wszystko, co zechcą, choćby zaspawać odpowiedni ładunek wewnątrz konstrukcji, w taki sposób aby był całkowicie niewykrywalny. Ukrycie kilkukilogramowej bomby w 60 tonach metalu nie wydaje się zbyt trudne. Ale może wystarczy zmodyfikować jego systemy komputerowe tak, aby w określonych warunkach wprowadziły w błąd załogę. Albo zainstalować niewielkie, równie niewykrywalne zdalnie sterowane urządzenie, które na dany sygnał pozwoli na nagłe wychylenie nad samą ziemią sterów wysokości. Mogą podobne urządzenie zainstalować w systemie nawigacyjnym czy autopilocie. Co więcej, wiedzą, że samolot rozbije się na kontrolowanym przez nich terenie. Zatem człowiek czuwający nad operacją na miejscu, wiedzący czego szukać, będzie mógł łatwo to niewielkie „ustrojstwo” usunąć.
Warunki powodzenia
Bo oczywiście podstawowym założeniem planu jest minimalna ilość pozostawionych śladów. Dlatego musi być jak najprostszy i możliwy do wykonania przez jak najmniejszą liczbę osób. Inne oczywiste założenie to skuteczność. Plan musi dawać gwarancję sukcesu nawet w wypadku wystąpienia nieoczekiwanych przeszkód. Stąd konieczność zapewnienia planu awaryjnego. Np. jeśli nie zadziała urządzenie w systemie sterowniczym, będzie można spowodować eksplozję.
Kolejna sprzyjająca okoliczność to sytuacja polityczna w Polsce. Zamachowcy wiedzą o głębokiej wrogości rządzących w stosunku do Lecha Kaczyńskiego, która stworzyła możliwość zorganizowania osobnych obchodów 70 rocznicy zbrodni katyńskiej przez Donalda Tuska. Wypchnięcie prezydenta RP z polsko-rosyjskich uroczystości 7 kwietnia sprawi, że 3 dni później w samolocie znajdą się, poza nielicznymi wyjątkami, wyłącznie ludzie prezydenta, czyli elita politycznej opcji antyrosyjskiej w Polsce.
A czy nie było niezwykle wprost sprzyjającą okolicznością, że wizytę ze strony polskiej miał organizować Tomasz Turowski, wieloletni funkcjonariusz wywiadu PRL, którego przeszłość była służbom rosyjskim doskonale znana, a istnieje wiele świadectw, że był przez nie ceniony wyjątkowo wysoko?
Planowi sprzyjał też oczywiście fakt, że „Siewiernyj” jest lotniskiem wojskowym, czyli łatwiejszym do kontrolowania niż cywilne. Wyjątkowo pomocne okazało się samo ukształtowanie terenu. Lotnisko znajduje się na terenie pofałdowanym, a nie płaskim. W tej sytuacji narzucało się wręcz wykorzystanie w planie zbocza, znajdującego się tuż przed pasem startowym.
Dowódca
Warunki te doskonale znał gen. Benediktow – szef sztabu lotniczych wojsk transportowych Rosji, któremu „Siewiernyj” podlegał. Znał on też świetnie wszystkie słabe strony TU-154 i jeśliby szukać kogoś, kto mógłby opracować perfekcyjny od strony technicznej plan zamachu, to wydaje się on osobą do tego najlepiej predysponowaną.
Ktoś musiał też czuwać nad przebiegiem operacji. Mogły przecież wystąpić niespodziewane przeszkody w realizacji planu. Wystarczyło choćby, by kontroler na „Siewiernym” odesłał TU-154 na inne lotnisko, gdyż nie było warunków do lądowania. Wtedy zapewne do zamachu by nie doszło. Prezydent wylądowałby bezpiecznie na Wnukowie i z dwugodzinnym opóźnieniem przybył do Katynia na uroczystości. Zapobiegł temu jednak właśnie gen. Benediktow.
To on czuwał nad operacją. Na stanowisku dowodzenia w moskiewskim centrum wojskowego lotnictwa transportowego Rosji. To właśnie on wydał kluczowe polecenia: zakazał zamknięcia lotniska w Smoleńsku i polecił sprowadzić Tupolewa na wysokość 100 m. A co stało się później, już mniej więcej wiadomo. Najpierw samolot nieoczekiwanie zaczął nurkować, aż znalazł się kilka metrów nad ziemią. Co ściągnęło go tak nisko? Przejęto zdalnie kontrolę nad systemem sterowniczym lub autopilotem?
Jednak kpt. Protasiuk zdołał go po mistrzowsku wyprowadzić z doliny przed lotniskiem i wtedy, już za brzozą, po drugiej stronie szosy, tupolew eksplodował tuż nad drzewami. Czy dosięgła go naprowadzana radiowo rakieta z głowicą paliwową, jak twierdzą autorzy „Zbrodni Smoleńskiej”? Czy może ładunek był ukryty wewnątrz konstrukcji albo wystrzelony z ręcznej wyrzutni, przez komandosa czekającego na podejściu do lądowania? Kiedyś się tego dowiemy…
Postęp w badaniach smoleńskiej tragedii, choć wciąż niewystarczający, zawdzięczamy przede wszystkim Antoniemu Macierewiczowi i kierowanemu przezeń zespołowi, kilku rzetelnym niezależnym śledztwom, a także dziesiątkom blogerów, którzy od 10 kwietnia analizują różne elementy katastrofy. Raporty MAKu czy Millera posłużyły raczej jako filary kampanii dezinformacji.
Ostatnio najwięcej nowych, przełomowych informacji przyniosły badania prof. Wiesława Biniendy. Znany naukowiec, profesor Uniwersytetu Ohio i ekspert NASA przeprowadził symulacje, które jednoznacznie wykazały, że gdyby skrzydło zderzyło się faktycznie z brzozą, to z łatwością by ją złamało, natomiast samo nie zostałoby uszkodzone. Następnie zaś udowodnił, że kolejny fakt rozbija teorie gen. Anodiny i min. Millera: urwana część skrzydła znalazła się w miejscu, które wyklucza jakikolwiek kontakt z brzozą, bo aż 111 m za nią. Oznacza to, że w rzeczywistości skrzydło zostało odłamane w zupełnie innym miejscu, prawdopodobnie 70 m za brzozą, na wysokości 26 m.
Próbą szczegółowego, profesjonalnego opisu przyczyn i przebiegu tragedii jest praca zbiorowa niezależnych ekspertów „Zbrodnia Smoleńska. Anatomia zamachu” opublikowana kilka tygodni temu przez Wydawnictwo Antyk Marcina Dyboskiego. To prawdziwa kopalnia wiedzy o przebiegu katastrofy. Jej autorzy, jak można wnosić z poziomu ich znajomości rzeczy i dostępu do tajnych źródeł, polskich, rosyjskich i amerykańskich, wywodzą się zapewne z kręgów wojskowych służb specjalnych.
Dowodzą tezy, że TU-154 został zestrzelony rakietą przeciwlotniczą wystrzeloną z myśliwca Mig-29, operującego w odległości kilkunastu kilometrów od Smoleńska. Choć z początku może się to wydawać teorią dosyć karkołomną, przyznać trzeba, że dotarli do wielu istotnych informacji, które tę hipotezę wydają się potwierdzać. Książka warta polecenia tym, którzy chcą wgłębić się w szczegóły tego, co wydarzyło się na „Siewiernym”.
Spiskowcy
Spróbujmy jednak podejść do zagadki 10 kwietnia od innej strony. Wyobraźmy sobie, jak mógł powstać scenariusz zamachu.
W podmoskiewskiej daczy, kilka miesięcy wcześniej, zebrało się niewielkie, kilkuosobowe grono decydentów. Raczej nie było w nim samego Pierwszego. Wystarczyło, że bliscy mu ludzie wiedzieli, jak znienawidził „tego p… Polaka” za jego lot do Tbilisi, który zatrzymał rosyjską inwazję na Gruzję w 2008. Podobnie, jak znienawidził „tego zdrajcę Litwinienkę”, na przykładzie którego trzeba było pokazać, jaki los czeka tych, którzy odchodzą z KGB.
Zamachowcy wiedzą, że okoliczności niezwykle im sprzyjają. Polski TU-154 jest właśnie w ich pełnej dyspozycji, w Rosji, w zakładach remontowych, do których ich służby mają nieograniczony dostęp. Mogą w samolocie zainstalować wszystko, co zechcą, choćby zaspawać odpowiedni ładunek wewnątrz konstrukcji, w taki sposób aby był całkowicie niewykrywalny. Ukrycie kilkukilogramowej bomby w 60 tonach metalu nie wydaje się zbyt trudne. Ale może wystarczy zmodyfikować jego systemy komputerowe tak, aby w określonych warunkach wprowadziły w błąd załogę. Albo zainstalować niewielkie, równie niewykrywalne zdalnie sterowane urządzenie, które na dany sygnał pozwoli na nagłe wychylenie nad samą ziemią sterów wysokości. Mogą podobne urządzenie zainstalować w systemie nawigacyjnym czy autopilocie. Co więcej, wiedzą, że samolot rozbije się na kontrolowanym przez nich terenie. Zatem człowiek czuwający nad operacją na miejscu, wiedzący czego szukać, będzie mógł łatwo to niewielkie „ustrojstwo” usunąć.
Warunki powodzenia
Bo oczywiście podstawowym założeniem planu jest minimalna ilość pozostawionych śladów. Dlatego musi być jak najprostszy i możliwy do wykonania przez jak najmniejszą liczbę osób. Inne oczywiste założenie to skuteczność. Plan musi dawać gwarancję sukcesu nawet w wypadku wystąpienia nieoczekiwanych przeszkód. Stąd konieczność zapewnienia planu awaryjnego. Np. jeśli nie zadziała urządzenie w systemie sterowniczym, będzie można spowodować eksplozję.
Kolejna sprzyjająca okoliczność to sytuacja polityczna w Polsce. Zamachowcy wiedzą o głębokiej wrogości rządzących w stosunku do Lecha Kaczyńskiego, która stworzyła możliwość zorganizowania osobnych obchodów 70 rocznicy zbrodni katyńskiej przez Donalda Tuska. Wypchnięcie prezydenta RP z polsko-rosyjskich uroczystości 7 kwietnia sprawi, że 3 dni później w samolocie znajdą się, poza nielicznymi wyjątkami, wyłącznie ludzie prezydenta, czyli elita politycznej opcji antyrosyjskiej w Polsce.
A czy nie było niezwykle wprost sprzyjającą okolicznością, że wizytę ze strony polskiej miał organizować Tomasz Turowski, wieloletni funkcjonariusz wywiadu PRL, którego przeszłość była służbom rosyjskim doskonale znana, a istnieje wiele świadectw, że był przez nie ceniony wyjątkowo wysoko?
Planowi sprzyjał też oczywiście fakt, że „Siewiernyj” jest lotniskiem wojskowym, czyli łatwiejszym do kontrolowania niż cywilne. Wyjątkowo pomocne okazało się samo ukształtowanie terenu. Lotnisko znajduje się na terenie pofałdowanym, a nie płaskim. W tej sytuacji narzucało się wręcz wykorzystanie w planie zbocza, znajdującego się tuż przed pasem startowym.
Dowódca
Warunki te doskonale znał gen. Benediktow – szef sztabu lotniczych wojsk transportowych Rosji, któremu „Siewiernyj” podlegał. Znał on też świetnie wszystkie słabe strony TU-154 i jeśliby szukać kogoś, kto mógłby opracować perfekcyjny od strony technicznej plan zamachu, to wydaje się on osobą do tego najlepiej predysponowaną.
Ktoś musiał też czuwać nad przebiegiem operacji. Mogły przecież wystąpić niespodziewane przeszkody w realizacji planu. Wystarczyło choćby, by kontroler na „Siewiernym” odesłał TU-154 na inne lotnisko, gdyż nie było warunków do lądowania. Wtedy zapewne do zamachu by nie doszło. Prezydent wylądowałby bezpiecznie na Wnukowie i z dwugodzinnym opóźnieniem przybył do Katynia na uroczystości. Zapobiegł temu jednak właśnie gen. Benediktow.
To on czuwał nad operacją. Na stanowisku dowodzenia w moskiewskim centrum wojskowego lotnictwa transportowego Rosji. To właśnie on wydał kluczowe polecenia: zakazał zamknięcia lotniska w Smoleńsku i polecił sprowadzić Tupolewa na wysokość 100 m. A co stało się później, już mniej więcej wiadomo. Najpierw samolot nieoczekiwanie zaczął nurkować, aż znalazł się kilka metrów nad ziemią. Co ściągnęło go tak nisko? Przejęto zdalnie kontrolę nad systemem sterowniczym lub autopilotem?
Jednak kpt. Protasiuk zdołał go po mistrzowsku wyprowadzić z doliny przed lotniskiem i wtedy, już za brzozą, po drugiej stronie szosy, tupolew eksplodował tuż nad drzewami. Czy dosięgła go naprowadzana radiowo rakieta z głowicą paliwową, jak twierdzą autorzy „Zbrodni Smoleńskiej”? Czy może ładunek był ukryty wewnątrz konstrukcji albo wystrzelony z ręcznej wyrzutni, przez komandosa czekającego na podejściu do lądowania? Kiedyś się tego dowiemy…
piątek, 9 grudnia 2011
Brawo dla Anglii !

Dzisiejsze wieści z unijnego szczytu w sprawie ratowania euro i całego kołchozu można uznać za nie najgorsze. To znaczy że jest jeszcze nadzieja że to wszystko się rozleci. Kilka państw, których rządy troszczą się o interesy własnych społeczeństw a nie o unijnego uzurpatora, zaprotestowało przeciw zacieśnianiu integracji kosztem utraty suwerenności. Na czele grupy stanęli Anglicy z premierem Cameronem. Ten polityk nie jest zdrajcą własnej ojczyzny. Opowiedział się za utrzymaniem kontroli granic państwa, przeciw zastąpieniu funta euro, podkreślił że mając własną walutę Anglicy zyskali w obecnym kryzysie, nie zgodził się na haniebne podporządkowanie swego kraju obcym. To jest prawdziwy mąż stanu, a nie słaby albo przekupiony administrator działający tylko dla dobra zagranicy. Nasuwa się pytanie, dlaczego Anglicy mogą mieć takiego premiera a my nie? Odpowiedź tkwi w historii obydwu państw. Oni nie byli przez kilkadziesiąt lat pod okupacjami, które wyniszczały elity i naród fizycznie i moralnie. Ich demokracja, choć także ułomna, nie jest tak bardzo parawanem dla oszukiwania i wykorzystywania społeczeństwa. No i gdy oni wstępowali do EWG to była to jeszcze organizacja współpracy gospodarczej, a nie agresywny projekt zniewolenia Europy.
piątek, 2 grudnia 2011
Artykuł Józefa Darskiego z "Gazety Polskiej Codziennie"
Kontrola strukturalna. Jak działa układ
Dziś trochę o systemie, w którym żyjemy. Prof. Staniszkis wprowadziła pojęcie kontroli strukturalnej. Jest ono kluczem do zrozumienia, jak działa III RP.
W komunizmie bezpieka dążyła do kontrolowania każdego obywatela i jego działania. Stan idealny osiągnięto w okresie stalinizmu. Jednak taka kontrola jest na dłuższą metę szkodliwa dla systemu. Cóż z tego, że bezpieka wie, co myśli i robi zwykły Kowalski, jeśli nie jest w stanie zapanować nad procesami społecznymi. Zbyt duża ilość informacji paraliżuje bezpiekę, nie może ona bowiem zatrudnić do ich analizowania nieograniczonej liczby osób. W archiwach NKWD znaleziono miliony donosów, których nigdy nie wykorzystano, bo nie było komu ich przeczytać. Bezpieka potrzebuje wyłącznie informacji cennych, istotnych.
Demokracja kontrolowana
Kontrola strukturalna sprowadza się do nadzorowania punktów i osób kluczowych. Chodzi o wpływ na takie procesy, jak tworzenie partii, wynik wyborów, nastawienie mediów, dobór osób na kluczowe stanowiska, sposób rozwiązywania kryzysów przez stosowanie manipulacji, tworzenie fortun biznesowych itp. Tak powstają ramy, w których możliwa jest niekontrolowana działalność. Jednak każda próba wykroczenia poza nie powoduje zniszczenie takiego elementu obcego jak np. lustracja, dekomunizacja, likwidacja przywilejów bezpieki, wybór prezydenta, który nie jest byłym oficerem lub TW, powstanie rządu niepowiązanego z bezpieką, uzdrowienie systemu podatkowego, wymiaru sprawiedliwości, masowy awans ludzi spoza układu, powstawanie dużych przedsiębiorstw, wymknięcie się mediów, oprócz niszowych, spod kontroli itp.
Stan idealny układu mieliśmy na początku III RP, później było gorzej, ale nigdy nie doszło do gruntownej zmiany. Wszyscy pamiętamy wybór między Tymińskim a TW „Bolkiem”, a później między TW „Alkiem” i TW „Bolkiem”, którym entuzjazmowało się nieświadome społeczeństwo, a bezpieka skręcała się ze śmiechu, bo wiedziała, że w każdym wypadku wygra, choć drugorzędne aspekty oczywiście tych kandydatów różniły, jak Ungier (oficer) różnił się od Wachowskiego (według „Drogi cienia” Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej agenciaka i sutenera).
Można pisać o mordercach, ale nie o oligarchach (chyba że w ramach rozgrywek mafijnych) i ich związkach z politykami i nieznanymi sprawcami, fachowcami od rozkręcania kół. Oczywiście mowa o wielonakładowej prasie i telewizji. To co piszą tytuły o znikomym zasięgu, jest dla systemu bezpieczne, ponieważ nie powtórzą tego czołowe media, a bez wielokrotnego powtarzania nic do widza i czytelnika epoki medialnej nie dociera.
Władza, rządzenie i zarządzanie
By zrozumieć kontrolę strukturalną, trzeba rozróżnić władzę od rządzenia i zarządzania. Pojęcia te dobrze zdefiniowała prof. Staniszkis w książce „O władzy i bezsilności”. Najważniejsze jest pojęcie władzy. Ma ją ten, kto ustala reguły gry. Środowisko sprawujące władzę nie musi być w rządzie, może nawet w ogóle pozostawać poza oficjalnymi strukturami. To ono jednak ustala reguły gry, czyli zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa.
Rządzi ten, kto podejmuje decyzje, które muszą być zgodne z ustalonymi przez władzę regułami gry. Zarządzanie natomiast polega na wykonywaniu decyzji podejmowanych przez innych. Niewiele rządów w Polsce po roku 1989 rządziło, na ogół jedynie zarządzało. Klasycznym przykładem był tu gabinet Mazowieckiego; jego członkowie tłumaczą się do dziś, że przecież „rozumiecie, nic nie mogliśmy”. Po co więc tworzyli rząd? Dla odkucia się po latach biedowania? Władzy natomiast nie miał dotąd żaden rząd, nawet Jarosława Kaczyńskiego, mimo że do niej dążył. Ale przynajmniej rządził, czyli podejmował własne decyzje.
Kto rządzi w Polsce?
Najważniejsze decyzje podejmowane są przez oligarchów i grupy biznesowe o proweniencji bezpieczniackiej. Tu się rozstrzyga, jakie ustawy będą przyjęte, by umożliwiały dojenie państwa (np. zwolnienia podatkowe) i zapewniały im bezkarność, jakie decyzje podejmą instytucje państwowe (np. kto dostanie licencję na TV, kto sprywatyzuje które intratne przedsiębiorstwo itp.). Oczywiście nie wyklucza to rywalizacji między poszczególnymi klanami, wszak walka wewnątrz mafii jest rzeczą normalną, ale system pozostaje bez zmian.
A kto ma władzę w Uzbekistanie? Środowisko dawnych służb, które dokonało transformacji ustrojowej i właśnie przekazuje swoją pozycję w społeczeństwie swoim dzieciom i wnukom. Jakie ustaliło ono zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa?
Najważniejszy jest czynnik ludzki. Badając obecne elity, miałem wrażenie, że warunkiem awansu była współpraca z komunistycznymi służbami. Centralny ośrodek z katalogiem osobowym nie istnieje, ale środowisko to potrafi jednak się rozpoznawać. Generalnie nikt uczciwy i z charakterem nie mógł uzyskać istotnej pozycji w III RP, lecz był marginalizowany. Jeśli przez nieuwagę nadzorujących się przebił, natychmiast był przez system kooptowany albo eliminowany. Po prostu agentura awansuje tylko agenturę i ludzi gotowych stać na straży jej interesów.
Właśnie dobór ludzi w wymiarze sprawiedliwości, parlamencie, biznesie, a zwłaszcza w mediach gwarantuje, że bez jakiejkolwiek instrukcji są podejmowane decyzje właściwe z punktu widzenia systemu. Decydenci, broniąc własnego interesu, będą chronili system. Jeśli znaczna część Trybunału Konstytucyjnego jest powiązana bezpośrednio lub rodzinnie z bezpieką, to wiadomo, że utrupi lustrację.
W mediach, jeśli czołowi decydenci i dziennikarze powiązani są sami lub rodzinnie z bezpieką lub aktualną wspólnotą interesów, będą właściwie interpretowali wydarzenia, zapraszali odpowiednich gości, atakowali przeciwników systemu, bronili interesów Rosji, wyśmiewali tożsamość narodową Polaków itp.
W nauce zwolennicy lustracji nie znajdą promotorów (sam szukałem ponad rok), nie zostaną na uczelni. W rządzie pozostaną tylko sprawdzeni, jak ministrowie spraw zagranicznych (TW „Kosk”, KO „Must”, KO „Carex”, KO „Buyer”, syn oficera Informacji Wojskowej, i TW „Ralf”). W biznesie, zwłaszcza tym większym, ludzie bez prawa do działalności (Kluska), ale także w średnim (Olewnik), będą eliminowani. Mafia-biznes-banki (niszczenie przez wstrzymanie kredytu) – policja-prokuratura-sądy-władze razem przeprowadzą akcję, którą media przemilczą, a politycy będą udawali głuchych. I nie trzeba tu żadnych centralnych decyzji. Po prostu mamy zamknięte środowiska broniące swoich interesów i przywilejów. Gdy PiS chciało otworzyć zawody prawnicze, Trybunał Konstytucyjny natychmiast zareagował.
Czym jest układ
Kolejna reguła systemu mówi, że banki są zastrzeżone dla dawnej wojskówki (II Zarząd i WSW), ewentualnie Departamentu I SB. Takich reguł jest więcej, np. prawo do pasożytowania na handlu paliwami zastrzeżone jest dla firm bezpieczniackich powiązanych z Rosją.
To jest właśnie ów układ. Fakt, że nie ma jednego centralnego ośrodka, nie oznacza, że nie istnieją grupy kierownicze, które planują gry operacyjne, np. teraz poprzemy Tuska, a skoro Tusk się nie sprawdził, sięgniemy po Sikorskiego albo wypromujemy kolejną partię.
Żeby złamać ten układ, trzeba doprowadzić do wymiany elit, czyli do zajęcia kluczowych pozycji przez ludzi spoza systemu. Przecież to nie jest tak, że zdolne, a nie tylko wypromowane, dziennikarki rodzą się wyłącznie w rodzinach bezpieki, a w rodzinach WiN-owców przychodzą na świat niedojdy o ilorazie inteligencji poniżej 100.
Ekipa Tuska jedynie zarządza. Istotne decyzje zapadają gdzieś między środowiskiem WSI i oligarchami, czyli w obśmianym przez agenturę układzie i są przekazywane „Słońcu Peru” do wykonania. Wykonanie zaś nie idzie tak sprawnie, jak zakładano. Wszyscy wiemy, jak kończyli w Rosji niesprawni wykonawcy. Czego też ekipie Tuska szczerze życzę.
Dziś trochę o systemie, w którym żyjemy. Prof. Staniszkis wprowadziła pojęcie kontroli strukturalnej. Jest ono kluczem do zrozumienia, jak działa III RP.
W komunizmie bezpieka dążyła do kontrolowania każdego obywatela i jego działania. Stan idealny osiągnięto w okresie stalinizmu. Jednak taka kontrola jest na dłuższą metę szkodliwa dla systemu. Cóż z tego, że bezpieka wie, co myśli i robi zwykły Kowalski, jeśli nie jest w stanie zapanować nad procesami społecznymi. Zbyt duża ilość informacji paraliżuje bezpiekę, nie może ona bowiem zatrudnić do ich analizowania nieograniczonej liczby osób. W archiwach NKWD znaleziono miliony donosów, których nigdy nie wykorzystano, bo nie było komu ich przeczytać. Bezpieka potrzebuje wyłącznie informacji cennych, istotnych.
Demokracja kontrolowana
Kontrola strukturalna sprowadza się do nadzorowania punktów i osób kluczowych. Chodzi o wpływ na takie procesy, jak tworzenie partii, wynik wyborów, nastawienie mediów, dobór osób na kluczowe stanowiska, sposób rozwiązywania kryzysów przez stosowanie manipulacji, tworzenie fortun biznesowych itp. Tak powstają ramy, w których możliwa jest niekontrolowana działalność. Jednak każda próba wykroczenia poza nie powoduje zniszczenie takiego elementu obcego jak np. lustracja, dekomunizacja, likwidacja przywilejów bezpieki, wybór prezydenta, który nie jest byłym oficerem lub TW, powstanie rządu niepowiązanego z bezpieką, uzdrowienie systemu podatkowego, wymiaru sprawiedliwości, masowy awans ludzi spoza układu, powstawanie dużych przedsiębiorstw, wymknięcie się mediów, oprócz niszowych, spod kontroli itp.
Stan idealny układu mieliśmy na początku III RP, później było gorzej, ale nigdy nie doszło do gruntownej zmiany. Wszyscy pamiętamy wybór między Tymińskim a TW „Bolkiem”, a później między TW „Alkiem” i TW „Bolkiem”, którym entuzjazmowało się nieświadome społeczeństwo, a bezpieka skręcała się ze śmiechu, bo wiedziała, że w każdym wypadku wygra, choć drugorzędne aspekty oczywiście tych kandydatów różniły, jak Ungier (oficer) różnił się od Wachowskiego (według „Drogi cienia” Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej agenciaka i sutenera).
Można pisać o mordercach, ale nie o oligarchach (chyba że w ramach rozgrywek mafijnych) i ich związkach z politykami i nieznanymi sprawcami, fachowcami od rozkręcania kół. Oczywiście mowa o wielonakładowej prasie i telewizji. To co piszą tytuły o znikomym zasięgu, jest dla systemu bezpieczne, ponieważ nie powtórzą tego czołowe media, a bez wielokrotnego powtarzania nic do widza i czytelnika epoki medialnej nie dociera.
Władza, rządzenie i zarządzanie
By zrozumieć kontrolę strukturalną, trzeba rozróżnić władzę od rządzenia i zarządzania. Pojęcia te dobrze zdefiniowała prof. Staniszkis w książce „O władzy i bezsilności”. Najważniejsze jest pojęcie władzy. Ma ją ten, kto ustala reguły gry. Środowisko sprawujące władzę nie musi być w rządzie, może nawet w ogóle pozostawać poza oficjalnymi strukturami. To ono jednak ustala reguły gry, czyli zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa.
Rządzi ten, kto podejmuje decyzje, które muszą być zgodne z ustalonymi przez władzę regułami gry. Zarządzanie natomiast polega na wykonywaniu decyzji podejmowanych przez innych. Niewiele rządów w Polsce po roku 1989 rządziło, na ogół jedynie zarządzało. Klasycznym przykładem był tu gabinet Mazowieckiego; jego członkowie tłumaczą się do dziś, że przecież „rozumiecie, nic nie mogliśmy”. Po co więc tworzyli rząd? Dla odkucia się po latach biedowania? Władzy natomiast nie miał dotąd żaden rząd, nawet Jarosława Kaczyńskiego, mimo że do niej dążył. Ale przynajmniej rządził, czyli podejmował własne decyzje.
Kto rządzi w Polsce?
Najważniejsze decyzje podejmowane są przez oligarchów i grupy biznesowe o proweniencji bezpieczniackiej. Tu się rozstrzyga, jakie ustawy będą przyjęte, by umożliwiały dojenie państwa (np. zwolnienia podatkowe) i zapewniały im bezkarność, jakie decyzje podejmą instytucje państwowe (np. kto dostanie licencję na TV, kto sprywatyzuje które intratne przedsiębiorstwo itp.). Oczywiście nie wyklucza to rywalizacji między poszczególnymi klanami, wszak walka wewnątrz mafii jest rzeczą normalną, ale system pozostaje bez zmian.
A kto ma władzę w Uzbekistanie? Środowisko dawnych służb, które dokonało transformacji ustrojowej i właśnie przekazuje swoją pozycję w społeczeństwie swoim dzieciom i wnukom. Jakie ustaliło ono zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa?
Najważniejszy jest czynnik ludzki. Badając obecne elity, miałem wrażenie, że warunkiem awansu była współpraca z komunistycznymi służbami. Centralny ośrodek z katalogiem osobowym nie istnieje, ale środowisko to potrafi jednak się rozpoznawać. Generalnie nikt uczciwy i z charakterem nie mógł uzyskać istotnej pozycji w III RP, lecz był marginalizowany. Jeśli przez nieuwagę nadzorujących się przebił, natychmiast był przez system kooptowany albo eliminowany. Po prostu agentura awansuje tylko agenturę i ludzi gotowych stać na straży jej interesów.
Właśnie dobór ludzi w wymiarze sprawiedliwości, parlamencie, biznesie, a zwłaszcza w mediach gwarantuje, że bez jakiejkolwiek instrukcji są podejmowane decyzje właściwe z punktu widzenia systemu. Decydenci, broniąc własnego interesu, będą chronili system. Jeśli znaczna część Trybunału Konstytucyjnego jest powiązana bezpośrednio lub rodzinnie z bezpieką, to wiadomo, że utrupi lustrację.
W mediach, jeśli czołowi decydenci i dziennikarze powiązani są sami lub rodzinnie z bezpieką lub aktualną wspólnotą interesów, będą właściwie interpretowali wydarzenia, zapraszali odpowiednich gości, atakowali przeciwników systemu, bronili interesów Rosji, wyśmiewali tożsamość narodową Polaków itp.
W nauce zwolennicy lustracji nie znajdą promotorów (sam szukałem ponad rok), nie zostaną na uczelni. W rządzie pozostaną tylko sprawdzeni, jak ministrowie spraw zagranicznych (TW „Kosk”, KO „Must”, KO „Carex”, KO „Buyer”, syn oficera Informacji Wojskowej, i TW „Ralf”). W biznesie, zwłaszcza tym większym, ludzie bez prawa do działalności (Kluska), ale także w średnim (Olewnik), będą eliminowani. Mafia-biznes-banki (niszczenie przez wstrzymanie kredytu) – policja-prokuratura-sądy-władze razem przeprowadzą akcję, którą media przemilczą, a politycy będą udawali głuchych. I nie trzeba tu żadnych centralnych decyzji. Po prostu mamy zamknięte środowiska broniące swoich interesów i przywilejów. Gdy PiS chciało otworzyć zawody prawnicze, Trybunał Konstytucyjny natychmiast zareagował.
Czym jest układ
Kolejna reguła systemu mówi, że banki są zastrzeżone dla dawnej wojskówki (II Zarząd i WSW), ewentualnie Departamentu I SB. Takich reguł jest więcej, np. prawo do pasożytowania na handlu paliwami zastrzeżone jest dla firm bezpieczniackich powiązanych z Rosją.
To jest właśnie ów układ. Fakt, że nie ma jednego centralnego ośrodka, nie oznacza, że nie istnieją grupy kierownicze, które planują gry operacyjne, np. teraz poprzemy Tuska, a skoro Tusk się nie sprawdził, sięgniemy po Sikorskiego albo wypromujemy kolejną partię.
Żeby złamać ten układ, trzeba doprowadzić do wymiany elit, czyli do zajęcia kluczowych pozycji przez ludzi spoza systemu. Przecież to nie jest tak, że zdolne, a nie tylko wypromowane, dziennikarki rodzą się wyłącznie w rodzinach bezpieki, a w rodzinach WiN-owców przychodzą na świat niedojdy o ilorazie inteligencji poniżej 100.
Ekipa Tuska jedynie zarządza. Istotne decyzje zapadają gdzieś między środowiskiem WSI i oligarchami, czyli w obśmianym przez agenturę układzie i są przekazywane „Słońcu Peru” do wykonania. Wykonanie zaś nie idzie tak sprawnie, jak zakładano. Wszyscy wiemy, jak kończyli w Rosji niesprawni wykonawcy. Czego też ekipie Tuska szczerze życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


