
Dzisiejsze wieści z unijnego szczytu w sprawie ratowania euro i całego kołchozu można uznać za nie najgorsze. To znaczy że jest jeszcze nadzieja że to wszystko się rozleci. Kilka państw, których rządy troszczą się o interesy własnych społeczeństw a nie o unijnego uzurpatora, zaprotestowało przeciw zacieśnianiu integracji kosztem utraty suwerenności. Na czele grupy stanęli Anglicy z premierem Cameronem. Ten polityk nie jest zdrajcą własnej ojczyzny. Opowiedział się za utrzymaniem kontroli granic państwa, przeciw zastąpieniu funta euro, podkreślił że mając własną walutę Anglicy zyskali w obecnym kryzysie, nie zgodził się na haniebne podporządkowanie swego kraju obcym. To jest prawdziwy mąż stanu, a nie słaby albo przekupiony administrator działający tylko dla dobra zagranicy. Nasuwa się pytanie, dlaczego Anglicy mogą mieć takiego premiera a my nie? Odpowiedź tkwi w historii obydwu państw. Oni nie byli przez kilkadziesiąt lat pod okupacjami, które wyniszczały elity i naród fizycznie i moralnie. Ich demokracja, choć także ułomna, nie jest tak bardzo parawanem dla oszukiwania i wykorzystywania społeczeństwa. No i gdy oni wstępowali do EWG to była to jeszcze organizacja współpracy gospodarczej, a nie agresywny projekt zniewolenia Europy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz