sobota, 28 listopada 2009

Amerykanie w Polsce

No i doczekaliśmy się. Władze chcą podpisać z Amerykanami umowę o stacjonowaniu ich wojsk w Polsce. To zła wiadomość. Po pierwsze nie mogę uwierzyć że prawdziwym powodem są kwestie obronności naszego kraju, te problemy należy rozwiązać inaczej. Naprawdę chodzi o rozszerzenie wpływów amerykańskich stopniowo na cały świat. Po drugie obecność obcych wojsk na terenie Polski jest powiązana z kolejnym ograniczeniem suwerenności, co w połączeniu ze skutkami przyłączenia do Unii daje bardzo nieprzyjemną sytuację. Znając życie można się obawiać że jak Amerykanie wejdą to potrwa to bardzo długo, do następnego przesilenia światowego. Po trzecie cała operacja odbywa się według sprawdzonego i dobrze przećwiczonego schematu. Władze nie pytają społeczeństwa o zdanie mimo że to ważna sprawa, robią co chcą albo co im zagranica narzuciła, nie ma nawet pozorów demokracji. Jedyna różnica w stosunku do PRL-u i wojsk radzieckich polega na tym, że wtedy nie do pomyślenia było publiczne roztrząsanie takiego tematu. Dziś możemy sobie pogadać, ponarzekać, a oni i tak zrobią swoje. A jestem przekonany że gdyby było uczciwe referendum, to wynik byłby na korzyść Polski. No ale tak będzie się działo aż ludzie nie zmądrzeją i nie powiedzą politykom: Dość!

czwartek, 26 listopada 2009

Indyk

Oglądałem dziś w internecie jak prezydent Obama, zgodnie z utrwaloną tradycją, darował życie indykowi który miał być zjedzony w dniu amerykańskiego święta. Pozornie szlachetny gest, ale jaka to fikcja gdy większość ludzi, z samym Obamą włącznie, zjada w tym czasie kilkadziesiąt milionów nieszczęsnych ptaków. Jest strasznym anachronizmem, że w społeczeństwach których kultura jest silnie związana z judaizmem, chrześcijaństwem i islamem, od samych podstaw, już w teorii, traktuje się zwierzęta jak rzeczy z którymi można zrobić wszystko. Reszta świata też nie jest bez grzechu, ale nie posiada tak wygodnego uzasadnienia dla swego egoizmu. Za niecały miesiąc nadejdzie w Polsce Boże Narodzenie, a wraz z nim tragedia milionów karpi, kaczek, indyków i innych żyjących i czujących stworzeń, które rzekomo dobrzy ludzie postanowili wykorzystać dla swego święta. A rzekomo humanitarna religia takiego zachowania nie potępi, odwrotnie - pochwali jako służące wierze i tradycji. Co zatem ma uczynić z tym wszystkim prawdziwy człowiek, który nie chce powtarzać starych błędów? Jedynym wyjściem jest przejście na dietę wegetariańską, wolną od okrucieństwa rzeźni, dietę która jest zdrowa, daje szansę długowieczności, a przy tym pomaga środowisku naturalnemu.

wtorek, 24 listopada 2009

Prezydent

Nie lubię polityki. Przed wojną mówiono słusznie że nie ma nic brudniejszego niż polityka. I naprawdę wolałbym o niej nie pisać ale bieżące wydarzenia to wymuszają. Oto w kosmopolitycznych, w istocie zdradzieckich, kołach politycznych powstał projekt aby bardzo osłabić pozycję prezydenta Polski, tak jakby dziś był on wszechwładnym dyktatorem, i wybierać go nie w wyborach powszechnych ale przez Zgromadzenie Narodowe czyli połączenie Sejmu i Senatu. Nie mam żadnych złudzeń że jakikolwiek polityk może być naprawdę dobrym prezydentem, dobrzy królowie są tylko w bajkach albo na szachownicy. Ale choćby zdarzenia z ostatnich lat pokazały, że nawet słaby prezydent może spełnić pozytywną rolę gdy jest przeciwwagą dla jeszcze o wiele gorszego premiera i rządu, działających na szkodę kraju. A walka pomiędzy prezydentem i premierem, mimo że niedobra, nie jest najgorszą rzeczą dla społeczeństwa. Powoływanie się przez "reformatorów" na okres przedwojenny jest zakłamaniem, bo wtedy był w Polsce inny rodzaj demokracji, nie do powtórzenia w dzisiejszej dobie. Po prostu społeczeństwo się zmieniło. A zatem o co w tym wszystkim chodzi? O to, aby osłabić Polskę i ludzi w niej żyjących, tak jak niszczy się przemysł, rolnictwo, wszystkie publiczne dziedziny życia, jest zamiar zmiany własnej waluty na obcą, tak też silny prezydent jest przeszkodą i solą w oku twórcom nowego europejskiego państwa.

niedziela, 22 listopada 2009

Mocarstwo

Jesteśmy obecnie świadkami rzadkiego zdarzenia historycznego, na naszych oczach powstaje nowe unijnoeuropejskie mocarstwo. Wybrano władze, sprawiające jednak wrażenie figurantów za którymi kryje się nieformalna ekipa. To superpaństwo ma pewne cechy dawnego ZSRR i jest w istocie zagrożeniem dla wszystkich narodów Europy, jak również wszystkich miłujących wolność ludzi. Bruksela chce narzucać swoją wolę, ingerować w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich podejmując często bardzo złe decyzje, wprowadzać wszędzie te same zasady niszcząc indywidualność, faworyzować bogate kraje kosztem biednych, stosować zbiurokratyzowany system zarządzania. Pewne że w takiej Unii musiałby nastąpić kres Polski, stałaby się jednym z okręgów tego nowotworu państwowego i to okręgiem o niewielkim znaczeniu. To było do przewidzenia jeszcze przed akcesją, którą poparli tylko zdrajcy bądź ślepcy polityczni. Jedyne pozytywy tego członkostwa to uratowanie Rospudy i pewne osłabienie roli Kościoła, ale te rzeczy należało osiągnąć samemu, bez pomocy z zewnątrz. No bo trudno zaliczyć do pozytywów dotacje unijne będące częściowo zwrotem sum które Polska musi wpłacać do ich kasy, a częściowo stanowiące fundusz modernizacyjny nowej kolonii Zachodu. Czyli jeśli coś nam dają to na pewno nie za darmo. Jesteśmy więc znowu zniewoleni, trudno już zliczyć który raz w historii Polski, jednak nie bez nadziei. Może bowiem otworzą się oczy, umysły i serca społeczeństwa polskiego co zmieniłoby sytuację. Mogą też zaistnieć procesy polityczne poza Polską które rozwalą tworzącego się kolosa. Oby okazał się on kolosem na glinianych nogach.

piątek, 20 listopada 2009

Bohaterka


Chcę dziś napisać o bohaterskiej doktor Ilonie Rosiek-Koniecznej z Krakowa. Lekarka ta, z narażeniem się na sankcje karne, wystawiła dwa tysiące fałszywych recept, na osobę dla której nie były przeznaczone, aby ratować życie i zdrowie ludzi bezdomnych i nieubezpieczonych, skazanych na brak minimalnych choćby świadczeń medycznych. Ten czyn można uznać za ciche bohaterstwo, jedno ze zdarzeń bez których świat nie mógłby istnieć. Nawet krakowski sąd przed który trafiła sprawa, a jakie mamy sądownictwo wszystkim wiadomo, zachował się bez zarzutu i wydał wyrok uniewinniający. Doktor Konieczna dała dowód prawdziwego humanitaryzmu i troski o bliźnich. Ale nie tylko, zdarzenie ma też ważne znaczenie teoretyczne. W konflikcie sumienia pomiędzy prawem ustanowionym przez ludzi a wyższą sprawiedliwością, prawem wszechświata, decydujące znaczenie ma to ostatnie prawo. Źle się dzieje gdy ktoś odrzuca albo lekceważy wszystkie przepisy i zasady. Jednak również bardzo złe jest bezmyślne wykonywanie praw ludzkich, bez liczenia się z życiem które jest ponad wszystkimi prawami. To służy jedynie systemowi, państwu, klasom posiadającym, nie ma zaś nic wspólnego ze sprawiedliwością. Warto się nad tym zastanowić aby żyć sprawiedliwie.

środa, 18 listopada 2009

Radość istnienia

W chwili gdy piszę te słowa za oknem listopadowa noc, co chwila pada deszcz, wieje silny wiatr. Z pewnością nie jest to najbardziej wymarzona pogoda. A w radiu (żyję od lat bez telewizora) pełno niewesołych wiadomości. Niepokoje i straty spowodowane epidemią grypy która przybiera na sile (a ja dalej w opozycji wobec szczepień), rozważania o dwóch latach rządów PO, służących lepiej zagranicy niż Polsce, wiadomości o ważnych zmianach w Unii Europejskiej tworzących superpaństwo - taki Związek Radziecki Europy zachodniej. Gdyby chcieć się tym wszystkim przejmować, zgodnie z wagą owych doniesień, to można by wpaść w ciężką depresję spowodowaną poczuciem osaczenia przez świat w kryzysie. A ja na przekór kłopotom staram się utrzymywać w sobie radość życia, silniejszą niż piętrzące się zło które jest przemijającym złudzeniem. Jesienne sztormy miną i kiedyś nadejdzie lato, polityków i ich projekty trafi szlag i może ludzie zmądrzeją, chociaż tyle aby nie dawali się oszukiwać. Ale i taka postawa to za mało, nie wystarczy mieć nadzieję na zmiany ani pewność tych zmian, wynikającą z doświadczenia życiowego. Potrzeba umieć cieszyć się życiem w zewnętrznych kłopotach, zanim wszystko się poprawi, tak jakby kłopotów nie było. O to właśnie chodzi.

niedziela, 15 listopada 2009

Krzyże

Jak doniesiono w mediach, rozpoczyna się akcja przeciwko krzyżom w szkołach. Każdy myślący i zaangażowany społecznie człowiek winien wyrobić sobie zatem stanowisko wobec tej sprawy. A jest ona bardziej skomplikowana niżby się to na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Najłatwiej mają tu betonowi katolicy i betonowi ateiści, oni nie muszą się nad niczym zastanawiać. Na początek trzeba stwierdzić że szkoły publiczne są miejscem przeznaczonym dla wszystkich, to nie kościół gdzie gromadzą się wyłącznie wierni, niedopuszczalne więc jest narzucanie komuś światopoglądu chrześcijańskiego w taki sposób. Najlepiej byłoby gdyby tych krzyży nie powieszono. Jeżeli jednak już się tak stało to ich zdjęcie, czyli powrót do sytuacji wyjściowej, jest połączone z konfliktem i cierpieniem. Dzieje się tak, bo społeczeństwo w swej ogromnej większości i przez bardzo długi czas traktowało Kościół jak skarbnicę dobra, co oczywiście przenosi się na jego symbole. A zatem zdjęcie krzyży wywołuje emocjonalną reakcję sprzeciwu wobec ulegania rzekomemu złu. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej ze względu na to że chce to zrobić Unia Europejska, a więc obca Polsce zewnętrzna siła, a pomysł zgłasza środowisko postkomunistyczne, wystarczająco skompromitowane aby nie chcieć od niego niczego przyjąć. Istnieje podejrzenie, a właściwie pewność, że nie chodzi tu tylko o krzyże ale o całą oświatę i wychowanie szkolne, o ich religijny lub świecki charakter. I co z tym wszystkim ma zrobić zwykły człowiek, który znajdzie się na takim polu światopoglądowej bitwy? Przede wszystkim winien zachować spokój, uczciwość, przyzwoitość i umiar. Zrozumieć że szkoła to nie kościół (budynek), a dobro istnieje poza Kościołem (organizacją) choć częściowo i w nim, w takim stopniu w jakim ludzie przynieśli tam swe dobra duchowe. Nie dawać się podburzyć pseudoreligijnym konserwatystom ani postkomunistycznym rzekomym rewolucjonistom. Patrzeć spokojnie na starcie ludzi Brukseli i ludzi Watykanu i czekać na normalność. Może kiedyś nadejdzie.---------------Korekta: 14.10.2012. Czy krzyż w szkole jest równoznaczny z narzucaniem światopoglądu? Jeszcze nie. Chociaż większości kojarzy się z katolicyzmem należy w nim ujrzeć miejsce ofiary Jezusa. Czyli wbrew kościelnictwu dostrzec prawdziwe dobro. Prawdą jest że szkoła to nie kościół ale co to oznacza w praktyce? Szkoły są dziś w ogromnej większości pozbawione wartości wychowawczych przez co stają się wylęgarnią zła. Samo kształcenie, przekazywanie wiedzy bez systemu moralnego, bez najważniejszej nauki: jak żyć i w jaki sposób z otrzymanej wiedzy korzystać, prowadzi dzieci i młodzież donikąd. Dlatego cały proces szkolny powinien być odwrócony, na fundamencie wartości rozwijać szczegóły wiedzy. Dlatego niemożliwa jest w tej sprawie, jak i w każdej innej, światopoglądowa neutralność. Powinny istnieć szkoły wyznaniowe jak również szkoły dla przyzwoitych niewierzących. Dobro prawdziwego Kościoła nie pochodzi od ludzi ale od Stwórcy. Wynika z tego że jest odwrotnie niż napisałem poprzednio. Dobro istnieje w prawdziwym Kościele, który jest czymś zupełnie różnym od istniejących wyznań, a tylko częściowo poza nim. A unię piszemy z małej litery.

sobota, 14 listopada 2009

Grypa i życie

No i mamy w Polsce pierwszą oficjalnie potwierdzoną śmiertelną ofiarę nowej grypy. Wśród polityków i w mediach awantura o domniemane zaniedbania w zakupie szczepionek przeciwko tej chorobie. Nawet spokojny zazwyczaj rzecznik praw obywatelskich grozi minister zdrowia skierowaniem sprawy do prokuratury. Społeczeństwo zaś podzielone na tych którzy bardziej boją się grypy, i tych dla których największym zagrożeniem są nowe szczepionki. Wybór, najczęściej nieuświadomiony, jednej z tych opcji, jest prostą konsekwencją ogólnej postawy życiowej i stosunku do obecnej cywilizacji. Ludzie którzy wierzą w postęp nauki i pragną ze wszystkich sił zapanować nad naturą, będą się chcieli zaszczepić. To postawa prosta i logiczna, choć też i naiwna, jak z każdą wiarą. Obóz szczepionkowych sceptyków, do którego i ja się zaliczam, jest na pewno bardziej skomplikowany. Są w nim zarówno kierujący się intuicją, względami moralnymi, oraz ci którzy rozumieją jak niewiele jeszcze może nauka, a jak łatwo coś zepsuć. Nie wiemy dokładnie z czego są wykonywane te szczepionki, jak się je produkuje, jakie są skutki uboczne, a także kto za nie odpowiada. Dla mnie to wystarczy aby się zniechęcić. Oczywiście należy zachować w tej postawie elastyczność reakcji na zmieniającą się sytuację, gdyby na przykład wybuchła naprawdę groźna epidemia. Jak z tego wynika, nie oskarżałbym minister zdrowia o opieszałość, czasami zaniechanie jest lepsze od pseudoaktywności, chociaż prawdopodobnie chodzi tu zwyczajnie o pieniądze. Ona powinna być natomiast już dawno temu oskarżona i pozbawiona urzędu, za współudział w wykonaniu w zeszłym roku aborcji, czyli zabicia dziecka, u czternastolatki z Lublina. No ale system, w którym może dojść do takiego zdarzenia, jest tak niemoralny że na sprawiedliwość nie ma co liczyć.

czwartek, 12 listopada 2009

Las

Znalazłem się dziś w lesie. Moją dzielnicę Sopotu - Brodwino - otacza ze wszystkich prawie stron las, każdy ma sosny i świerki sto metrów od swego okna. Często z lasu wychodzą dziki, szczególnie w nocy, aby przekopać osiedlowe trawniki w poszukiwaniu pożywienia. Sarny, lisy i jeże nie należą też do rzadkości. A ptaki cieszą nas śpiewem, zwłaszcza w cieplejszych porach roku. Pod koniec lata i jesienią można spróbować szczęścia na grzybobraniu choć sukces zależy w dużym stopniu od pogody. Kontakt z naturą jest dla człowieka absolutnie niezbędny. Pogłębia związek z rzeczywistością, pozwala lepiej zrozumieć nasz byt. No i bardzo uspokaja odrywając człowieka od chorej cywilizacji. Niestety, z tym uspokojeniem bywa różnie gdyż nasz las, tak jak pewnie bardzo wiele podobnych miejsc w Polsce, jest systematycznie zaśmiecany przez prymitywnych i, co jeszcze znacznie gorsze, dewastowany przez leśników. No bo jak inaczej nazwać stałe wycinki dorosłych, dorodnych drzew. Co z tego że oni utworzą szkółkę i zasadzą drzewka na nowo, jeśli do tego aby wyrosły tak pięknie jak ich poprzednicy potrzeba kilkudziesięciu lat? Tak więc niszcząca cywilizacja walczy z naturą a ci którzy ją reprezentują psują świat.

środa, 11 listopada 2009

Dzień Niepodległości

Ten dzień powinien być dla Polski świętem, żywą pamiątką dawnej chwały. Niestety jest zupełnie inaczej. Kraj uzależniony w nieprawdopodobny wprost sposób od zagranicy, od Brukseli, Waszyngtonu i Watykanu, nazwijmy rzecz po imieniu - w stanie zniewolenia, zamieniający się stopniowo w podrzędną prowincję Unii Europejskiej która niszczy naszą gospodarkę i narzuca swoje rozwiązania. Rządzony przez niemoralnych polityków, żyjący od skandalu do skandalu. Wplątany w haniebne okupacje obcych krajów co jest ze szkodą dla całego świata. Kraj w którym coraz częściej to co normalne jest zawzięcie niszczone a zło triumfuje. Nie chcę już dalej wyliczać. A mimo to, jak mówi nasz hymn: Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy. Nie upadajmy więc na duchu ale róbmy coś dobrego, co kto może, aby odmienić sytuację. To przecież nasza Polska, nasze miejsce na Ziemi.

Powitanie

Radośnie witam wszystkich ludzi dobrej woli którzy kiedykolwiek zechcą skorzystać z moich myśli. Codzienny potok zdarzeń skłania nas do refleksji a te, jeśli mają jakąś wartość, nie powinny wyłącznie pojawiać się i znikać, należy się nimi podzielić z innymi. Zachęcam od razu do żywej reakcji w celu wywiązania się pożytecznej dyskusji. Jako przeciwnik cenzury mam nadzieję na właściwy poziom wpisów.