niedziela, 15 listopada 2009

Krzyże

Jak doniesiono w mediach, rozpoczyna się akcja przeciwko krzyżom w szkołach. Każdy myślący i zaangażowany społecznie człowiek winien wyrobić sobie zatem stanowisko wobec tej sprawy. A jest ona bardziej skomplikowana niżby się to na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Najłatwiej mają tu betonowi katolicy i betonowi ateiści, oni nie muszą się nad niczym zastanawiać. Na początek trzeba stwierdzić że szkoły publiczne są miejscem przeznaczonym dla wszystkich, to nie kościół gdzie gromadzą się wyłącznie wierni, niedopuszczalne więc jest narzucanie komuś światopoglądu chrześcijańskiego w taki sposób. Najlepiej byłoby gdyby tych krzyży nie powieszono. Jeżeli jednak już się tak stało to ich zdjęcie, czyli powrót do sytuacji wyjściowej, jest połączone z konfliktem i cierpieniem. Dzieje się tak, bo społeczeństwo w swej ogromnej większości i przez bardzo długi czas traktowało Kościół jak skarbnicę dobra, co oczywiście przenosi się na jego symbole. A zatem zdjęcie krzyży wywołuje emocjonalną reakcję sprzeciwu wobec ulegania rzekomemu złu. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej ze względu na to że chce to zrobić Unia Europejska, a więc obca Polsce zewnętrzna siła, a pomysł zgłasza środowisko postkomunistyczne, wystarczająco skompromitowane aby nie chcieć od niego niczego przyjąć. Istnieje podejrzenie, a właściwie pewność, że nie chodzi tu tylko o krzyże ale o całą oświatę i wychowanie szkolne, o ich religijny lub świecki charakter. I co z tym wszystkim ma zrobić zwykły człowiek, który znajdzie się na takim polu światopoglądowej bitwy? Przede wszystkim winien zachować spokój, uczciwość, przyzwoitość i umiar. Zrozumieć że szkoła to nie kościół (budynek), a dobro istnieje poza Kościołem (organizacją) choć częściowo i w nim, w takim stopniu w jakim ludzie przynieśli tam swe dobra duchowe. Nie dawać się podburzyć pseudoreligijnym konserwatystom ani postkomunistycznym rzekomym rewolucjonistom. Patrzeć spokojnie na starcie ludzi Brukseli i ludzi Watykanu i czekać na normalność. Może kiedyś nadejdzie.---------------Korekta: 14.10.2012. Czy krzyż w szkole jest równoznaczny z narzucaniem światopoglądu? Jeszcze nie. Chociaż większości kojarzy się z katolicyzmem należy w nim ujrzeć miejsce ofiary Jezusa. Czyli wbrew kościelnictwu dostrzec prawdziwe dobro. Prawdą jest że szkoła to nie kościół ale co to oznacza w praktyce? Szkoły są dziś w ogromnej większości pozbawione wartości wychowawczych przez co stają się wylęgarnią zła. Samo kształcenie, przekazywanie wiedzy bez systemu moralnego, bez najważniejszej nauki: jak żyć i w jaki sposób z otrzymanej wiedzy korzystać, prowadzi dzieci i młodzież donikąd. Dlatego cały proces szkolny powinien być odwrócony, na fundamencie wartości rozwijać szczegóły wiedzy. Dlatego niemożliwa jest w tej sprawie, jak i w każdej innej, światopoglądowa neutralność. Powinny istnieć szkoły wyznaniowe jak również szkoły dla przyzwoitych niewierzących. Dobro prawdziwego Kościoła nie pochodzi od ludzi ale od Stwórcy. Wynika z tego że jest odwrotnie niż napisałem poprzednio. Dobro istnieje w prawdziwym Kościele, który jest czymś zupełnie różnym od istniejących wyznań, a tylko częściowo poza nim. A unię piszemy z małej litery.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz