czwartek, 29 grudnia 2011
Skandal z lekami
Władze postanowiły ograniczyć dopłaty do cen leków refundowanych. Ogromne rzesze ubogich pacjentów, często przewlekle chorych, zostaną po nowym roku mocno uderzone po kieszeni. To jest szukanie oszczędności nie tam gdzie trzeba! Pieniądze na wojnę imperialistyczną i okupację Afganistanu są, choć to niemoralne i nie powinno być na takie rzeczy ani grosza. Na ratowanie unii, waluty euro i państw bankrutów też są, wbrew polskiej racji stanu i woli podatników. Podobnie ze środkami na budowę obiektów i przygotowania do piłkarskich mistrzostw Europy, nie mam nic przeciw piłce tylko przeciw temu co władze z nią wyczyniają. Natomiast na zdrowiu i życiu biedaków robi się oszczędności bo najwyraźniej ta grupa społeczna nie jest władzom potrzebna, nie grozi gwałtownym buntem, zresztą reżim przezornie obiecał wcześniej policji podwyżkę, tak na wszelki wypadek. Zaś w mediach wielka akcja dezinformacji mająca uspokoić masy że rzekomo nic się złego nie dzieje. I wszystko na ostatnią chwilę przed końcem roku, celowe działanie aby skrócić dyskusje, narzekania czy słabe protesty. Brak słów jak to wszystko ocenić i co zrobić z autorami zmian. Słów które można napisać nie narażając się na odwet systemu. Dlatego pozostawiam to domyślności Czytelników.
niedziela, 25 grudnia 2011
Świąteczne kłopoty
Święta Bożego Narodzenia stawiają miliony ludzi w Polsce w złożonej sytuacji. Zakłada się że ma to być czas refleksji i radości, wspólnoty i wytchnienia. Jednak w zmieniających się warunkach coraz trudniej o pełne przeżywanie tych starych przecież świąt. Aby zachować zgodność z tradycją należałoby być wolnym od wątpliwości w sferze religijnej i mieć wokół siebie kochającą, szczęśliwą rodzinę, albo przynajmniej krąg dobrych ludzi. Nie być zbyt wrażliwym rozpamiętując kochanych zmarłych bo łatwo dojść do wniosku że bez nich święta nie mogą być szczęśliwe, nie zmieniać radykalnie tradycyjnych bożonarodzeniowych zwyczajów czy potraw bo to jest część kultury, nie mieć poważniejszych kłopotów życiowych psujących nastrój jak choroba, osamotnienie, bezrobocie czy zwykła bieda, nie ulegać szałowi rozrywki i konsumpcji które niejednego zgubiły. I kto to wszystko może? Mało kto mieści się w tradycyjnym schemacie. A na wielu nieszczęsnych czekają wzmożone stresy, przeżywanie własnej klęski które może zabić. Jeśli ktoś taki czyta moje słowa to chcę go pocieszyć. Święta nie powinny być nam ciężarem. Przy prawidłowym podejściu można zachować to co w nich dobre i nie przejmować się całą resztą. Święta są dla człowieka a nie człowiek dla świąt!
środa, 21 grudnia 2011
Zakończyć bezsensowny rozlew krwi !
To jest o brudnej wojnie w Afganistanie gdzie zginęło dziś pięciu żołnierzy z Polski. Okupacja mająca na celu stłumienie woli Afgańczyków do życia w państwie silnie islamskim, do czego mają pełne prawo, oni są u siebie, jeśli tylko nie będą nikogo atakować. Narzucanie wzorców zachodnich, które są im obce tak bardzo że się nimi brzydzą. Ciągłe naruszanie ich godności bo nikt nie chce być okupowany. Dlatego wkraczając tam Zachód automatycznie wywołał ruch oporu, który nie podda się nigdy, z czego wszyscy zdają sobie sprawę. Jakim bezsensem jest udział wojsk z Polski w tej awanturze. Wysługiwanie się Amerykanom którzy chcą urządzać świat po swojemu. Oczywista wina polityków kroczących dosłownie po trupach do wymyślonego celu. Czasami padają z ich ust opinie o rzekomych korzyściach jakie ma wojsko ćwicząc się na prawdziwym polu walki. Cynizm godzien najwyższej kary. W rzeczywistości politycy wyrządzili Polsce ogromną krzywdę niszcząc jej dobrą reputację. Z państwa prześladowanego zrobiono okupanta. Demoralizują żołnierzy na wielką skalę. Nikt nie wie ilu ludzi zabili w Afganistanie. A społeczeństwo Polski milczy, nie protestuje bo mu tak wygodnie. Niewinni są tylko nieliczni którzy protestowali i robili to z czystego serca.
wtorek, 20 grudnia 2011
Przed świętami
Czas przygotowań na ten krótki, szczególny moment w roku. Dobro odnajdywane w świętach zobowiązuje do przykładnego postępowania już w okresie przedświątecznym. Niestety, wielka liczba osób ciągle nie rozumie że nie można świętować po trupach zabitych zwierząt, choćby były nie wiem jak smaczne a ich konsumpcja należała do uświęconej tradycji. Przełamanie własnego egoizmu jest koniecznością człowieka duchowo rozwiniętego. I nie jest to wcale trudne bo jedne smaki można zastąpić innymi, a dawne zwyczaje zmodyfikować. Popatrzmy na straszny los karpi, i nie tylko, które "dobrzy" katolicy, także i inni, mordują masami aby odprawić świąteczną ceremonię. Czynią to z nieświadomości okrucieństwa którego się dopuszczają. Kiedyś, w dawnych czasach, podobne zachowanie można było usprawiedliwić bo siła tradycyjnego myślenia zagłuszała refleksje i ludzkie uczucia. Ale dziś, gdy wegetarianizm dotarł do większości miejsc na świecie, nie ma już łatwego wytłumaczenia. Żadne argumenty nie usprawiedliwią bezzasadnego zabijania zwierząt, traktowania ich jak rzeczy z którymi można zrobić wszystko. To są żyjące i czujące istoty mające prawo do życia. Zwierzę można zabić tylko w samoobronie, gdy nasze życie jest zagrożone. Weźmy sobie te myśli do serca!
niedziela, 18 grudnia 2011
Sukces i porażka
Nasze społeczeństwo dało ostatnio dowód swojej dojrzałości i przywiązania do życia. Feministkom które planowały złożyć w Sejmie projekt liberalizacji aborcji, nie udało się w ciągu trzech miesięcy zebrać wymaganych 100 tysięcy podpisów. Szuje zebrały jedynie 30 tysięcy. Natomiast gdy kilka miesięcy wcześniej obrońcy życia gromadzili podpisy pod projektem zakazu aborcji, to w dwa tygodnie osiągnęli wynik 600 tysięcy! Wynika z tego że naród jeszcze nie zginie, pomimo knowań "europejczyków". To jest wielki sukces polskiego ducha nad podstępnym wrogiem. Ale oto, w zupełnie już innej dziedzinie, Polska ponosi kolejną porażkę. Ogłoszono że władze sprzedają Hutę Stalowa Wola Chińczykom. Przedwojenny wysiłek narodu budującego Centralny Okręg Przemysłowy zostaje tym samym zniweczony. Likwidatorzy Polski robią co tylko mogą i nie mogą aby jej zaszkodzić. Niszczenie przemysłu poprzez likwidację z powodu rzekomej nierentowności, nakazów okupanta unijnego, albo oddanie go w obce ręce, zadłużanie kraju i to często na niepotrzebne cele, zamiar przekazania rezerw finansowych na ratowanie obcych państw-bankrutów, czyż to wszystko nie jest zaplanowanym i celowym działaniem? Szkoda więc że naród w swej słabości taką władzę wybrał.
wtorek, 13 grudnia 2011
Cześć ofiarom stanu wojennego !
Lista ofiar śmiertelnych
Ofiary zdarzeń masowych
Pacyfikacja kopalni Wujek 16 grudnia 1981
Józef Czekalski (ur. 1933)
Józef Giza (ur. 1957)
Joachim Gnida (ur. 1952, zm. 25 stycznia 1982)
Ryszard Gzik (ur. 1946)
Bogusław Kopczak (ur. 1953)
Andrzej Pełka (ur. 1962)
Jan Stawisiński (ur. 1960)
Zbigniew Wilk (ur. 1951)
Zenon Zając (ur. 1959)
Stłumienie demonstracji w Gdańsku 17 grudnia 1981
Antoni Browarczyk (ur. 1957) – zginął postrzelony przypadkowo
Pacyfikacja strajku na Politechnice Wrocławskiej 17 grudnia 1981
Tadeusz Kosecki – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Poznaniu 13 lutego 1982
Wojciech Cieślewicz (ur. 1953) – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1982
Joanna Lenartowicz (ur. 1963) – zmarła 5 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Mieczysław Radomski (ur. 1926) – zmarł pobity przez ZOMO
Adam Szulecki (ur. 1950) – zmarł 9 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 3 maja 1983
Władysław Durda – zatruty gazami łzawiącymi ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 13 maja 1982
Włodzimierz Lisowski (ur. 1915) – zmarł 13 lipca w wyniku pobicia przez ZOMO i SB
Rozbicie organizacji podziemnej 16 czerwca 1982 w Warszawie
Emil Barchański (ur. 1965) – po wykryciu, że na czele tajnej organizacji, do której należał, stał tajny współpracownik SB został poddany torturom w Pałacu Mostowskich, ciało utopiono w Wiśle (nie ma pewności co do okoliczności śmierci i do rzekomego wykrycia TW w ramach organizacji)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 31 sierpnia 1982
Piotr Sadowski (ur. 1950) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 31 sierpnia 1982
Tadeusz Woźniak (ur. 1933) – zmarł 1 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Kazimierz Michalczyk (ur. 1955) – postrzelony przez ZOMO - zmarł 2 września
Stłumienie pokojowej demonstracji w Lubinie 31 sierpnia 1982
Michał Adamowicz (ur. 1954) – zmarł 5 września w wyniku postrzału
Mieczysław Poźniak (ur. 1956) – zmarł w wyniku postrzału
Andrzej Trajkowski (ur. 1950) – zmarł w wyniku postrzału
Stłumienie pokojowej demonstracji we Kielcach 31 sierpnia 1982
Stanisław Raczek (ur. 1947) – zmarł 7 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Częstochowie 1 września 1982
Eugeniusz Wiłkomirski (ur. 1930) – zmarł 3 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Nowej Hucie 13 października 1982
Bogdan Włosik (ur. 1962) – zastrzelony z broni palnej przez kapitana SB Andrzeja Augustyna
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 10 listopada 1982
Stanisław Królik (ur. 1943) – zmarł 16 listopada pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 11 listopada 1982
Wacław Kamiński (ur. 1950) – zmarł 28 listopada trafiony petardą
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 1 maja 1983
Ryszard Smagur (ur. 1954) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 1 maja 1983
Włodzimierz Witkowski (ur. 1952) – zaginął w czasie demonstracji, zwłoki znaleziono 7 września
Bernard Łyskawa (ur. 1927)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1983
Marek Kuchta (ur. 1953) – zmarł 5 maja 1983 w wyniku pobicia przez MO
Adam Szulecki – zmarł 9 maja 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Ofiary indywidualne działań władz stanu wojennego
Wanda Kołodziejczyk (ur. 1923) – zmarła 4 stycznia 1982 po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie
Franciszek Zdunek (ur. 1942) – zastrzelony 2 lutego 1982 przez funkcjonariusza MO
Zbigniew Szymański – zmarł pobity przez ZOMO w kwietniu 1982
Wojciech Cielecki (ur. 1963) – zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 w Białej Podlaskiej
Stanisław Kot – zmarł 3 kwietnia 1982 w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO
Mieczysław Rokitowski (ur. 1935) – zmarł 3 kwietnia 1982 pobity w czasie przesłuchania w areszcie śledczym w Załężu
Piotr Majchrzak (ur. 1963) – zmarł 18 maja 1982 w wyniku pobicia przez ZOMO i funkcjonariuszy WSW w Poznaniu 11 maja 1982
Andrzej Grzywa – zmarł 30 sierpnia 1982 pobity na komendzie MO w Gdańsku
Zdzisław Jurgielewicz (ur. 1953) – zmarł 21 września 1982 pobity przez MO w Giżycku
Adam Grudziński (ur. 1946) – zmarł pobity w obozie dla internowanych w Załężu w październiku 1982
Zbigniew Symoniuk (ur. 1950) – członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł 8 stycznia 1983 w więzieniu w Białymstoku
Zenon Bleszczyński (ur. 1959) – zmarł 14 stycznia 1983 w wyniku pobicia w areszcie śledczym
Jacek Jerz (ur. 1944) – wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w Radomiu, delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, członek władz krajowych Konfederacji Polski Niepodległej i Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł nagle 31 stycznia 1983 po zwolnieniu z ponadrocznego internowania, gdzie przeszedł "ścieżki zdrowia" (pacyfikacja protestu internowanych w Kwidzynie). Bezpośrednio przed jego śmiercią szef SB w Radomiu zlecił na piśmie (dokument zachował się w archiwach IPN) zastosowanie wobec niego "przedsięwzięcia specjalnego"
Jan Ziółkowski (ur. 1940) – współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956, zmarł 5 marca 1983, pobity na V komendzie MO w Poznaniu
Józef Larysz (ur. 1942) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w ELWRO w Pszczynie, zmarł 7 marca 1983 po przesłuchaniu na komendzie MO
Ryszard Kowalski (ur. 1939) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Hucie Katowice, jego ciało wyłowiono 31 marca 1983
Bogusław Podboraczyński (ur. 1962) – działacz NSZZ Solidarność z Nysy, zamordowany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki 30 kwietnia 1983
Andrzej Szewczyk (ur. 1961) – zmarł w maju 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Grzegorz Przemyk (ur. 1964) – zmarł 14 maja 1983 w wyniku pobicia na komendzie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie
Zdzisław Miąsko (ur. 1954) – zmarł 3 czerwca 1983 po przesłuchaniu na posterunku MO w Nowej Miłosnej
Andrzej Gąsiewski (ur. 1954) – pracownik Instytutu Badań Jądrowych zamordowany 17 czerwca 1983 w Warszawie
Jerzy Marzec (ur. 1962) – ciało znaleziono nad Odrą 22 czerwca 1983
Jan Samsonowicz (ur. 1944) – zmarł 30 czerwca 1983, działacz NSZZ Solidarność i Ruchu Młodej Polski, upozorowanie samobójstwa, ciało powieszono na płocie niedaleko Stoczni Gdańskiej im. Lenina ...................................................... Honoriusz Kowalczyk (dominikanin z Poznania, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, według opinii publicznej jest ofiarą SB, śledztwo w toku)...................................................................................................................................... Ta lista z Wikipedii jest niepełna, ofiar komunistycznych zbrodni było w tym czasie znacznie więcej.
Ofiary zdarzeń masowych
Pacyfikacja kopalni Wujek 16 grudnia 1981
Józef Czekalski (ur. 1933)
Józef Giza (ur. 1957)
Joachim Gnida (ur. 1952, zm. 25 stycznia 1982)
Ryszard Gzik (ur. 1946)
Bogusław Kopczak (ur. 1953)
Andrzej Pełka (ur. 1962)
Jan Stawisiński (ur. 1960)
Zbigniew Wilk (ur. 1951)
Zenon Zając (ur. 1959)
Stłumienie demonstracji w Gdańsku 17 grudnia 1981
Antoni Browarczyk (ur. 1957) – zginął postrzelony przypadkowo
Pacyfikacja strajku na Politechnice Wrocławskiej 17 grudnia 1981
Tadeusz Kosecki – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Poznaniu 13 lutego 1982
Wojciech Cieślewicz (ur. 1953) – zmarł pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1982
Joanna Lenartowicz (ur. 1963) – zmarła 5 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Mieczysław Radomski (ur. 1926) – zmarł pobity przez ZOMO
Adam Szulecki (ur. 1950) – zmarł 9 maja w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 3 maja 1983
Władysław Durda – zatruty gazami łzawiącymi ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 13 maja 1982
Włodzimierz Lisowski (ur. 1915) – zmarł 13 lipca w wyniku pobicia przez ZOMO i SB
Rozbicie organizacji podziemnej 16 czerwca 1982 w Warszawie
Emil Barchański (ur. 1965) – po wykryciu, że na czele tajnej organizacji, do której należał, stał tajny współpracownik SB został poddany torturom w Pałacu Mostowskich, ciało utopiono w Wiśle (nie ma pewności co do okoliczności śmierci i do rzekomego wykrycia TW w ramach organizacji)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 31 sierpnia 1982
Piotr Sadowski (ur. 1950) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 31 sierpnia 1982
Tadeusz Woźniak (ur. 1933) – zmarł 1 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Kazimierz Michalczyk (ur. 1955) – postrzelony przez ZOMO - zmarł 2 września
Stłumienie pokojowej demonstracji w Lubinie 31 sierpnia 1982
Michał Adamowicz (ur. 1954) – zmarł 5 września w wyniku postrzału
Mieczysław Poźniak (ur. 1956) – zmarł w wyniku postrzału
Andrzej Trajkowski (ur. 1950) – zmarł w wyniku postrzału
Stłumienie pokojowej demonstracji we Kielcach 31 sierpnia 1982
Stanisław Raczek (ur. 1947) – zmarł 7 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Częstochowie 1 września 1982
Eugeniusz Wiłkomirski (ur. 1930) – zmarł 3 września w wyniku pobicia przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Nowej Hucie 13 października 1982
Bogdan Włosik (ur. 1962) – zastrzelony z broni palnej przez kapitana SB Andrzeja Augustyna
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 10 listopada 1982
Stanisław Królik (ur. 1943) – zmarł 16 listopada pobity przez ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji w Gdańsku 11 listopada 1982
Wacław Kamiński (ur. 1950) – zmarł 28 listopada trafiony petardą
Stłumienie pokojowej demonstracji w Krakowie 1 maja 1983
Ryszard Smagur (ur. 1954) – zmarł trafiony petardą ZOMO
Stłumienie pokojowej demonstracji we Wrocławiu 1 maja 1983
Włodzimierz Witkowski (ur. 1952) – zaginął w czasie demonstracji, zwłoki znaleziono 7 września
Bernard Łyskawa (ur. 1927)
Stłumienie pokojowej demonstracji w Warszawie 3 maja 1983
Marek Kuchta (ur. 1953) – zmarł 5 maja 1983 w wyniku pobicia przez MO
Adam Szulecki – zmarł 9 maja 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Ofiary indywidualne działań władz stanu wojennego
Wanda Kołodziejczyk (ur. 1923) – zmarła 4 stycznia 1982 po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie
Franciszek Zdunek (ur. 1942) – zastrzelony 2 lutego 1982 przez funkcjonariusza MO
Zbigniew Szymański – zmarł pobity przez ZOMO w kwietniu 1982
Wojciech Cielecki (ur. 1963) – zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 w Białej Podlaskiej
Stanisław Kot – zmarł 3 kwietnia 1982 w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO
Mieczysław Rokitowski (ur. 1935) – zmarł 3 kwietnia 1982 pobity w czasie przesłuchania w areszcie śledczym w Załężu
Piotr Majchrzak (ur. 1963) – zmarł 18 maja 1982 w wyniku pobicia przez ZOMO i funkcjonariuszy WSW w Poznaniu 11 maja 1982
Andrzej Grzywa – zmarł 30 sierpnia 1982 pobity na komendzie MO w Gdańsku
Zdzisław Jurgielewicz (ur. 1953) – zmarł 21 września 1982 pobity przez MO w Giżycku
Adam Grudziński (ur. 1946) – zmarł pobity w obozie dla internowanych w Załężu w październiku 1982
Zbigniew Symoniuk (ur. 1950) – członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł 8 stycznia 1983 w więzieniu w Białymstoku
Zenon Bleszczyński (ur. 1959) – zmarł 14 stycznia 1983 w wyniku pobicia w areszcie śledczym
Jacek Jerz (ur. 1944) – wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w Radomiu, delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, członek władz krajowych Konfederacji Polski Niepodległej i Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł nagle 31 stycznia 1983 po zwolnieniu z ponadrocznego internowania, gdzie przeszedł "ścieżki zdrowia" (pacyfikacja protestu internowanych w Kwidzynie). Bezpośrednio przed jego śmiercią szef SB w Radomiu zlecił na piśmie (dokument zachował się w archiwach IPN) zastosowanie wobec niego "przedsięwzięcia specjalnego"
Jan Ziółkowski (ur. 1940) – współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956, zmarł 5 marca 1983, pobity na V komendzie MO w Poznaniu
Józef Larysz (ur. 1942) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w ELWRO w Pszczynie, zmarł 7 marca 1983 po przesłuchaniu na komendzie MO
Ryszard Kowalski (ur. 1939) – przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Hucie Katowice, jego ciało wyłowiono 31 marca 1983
Bogusław Podboraczyński (ur. 1962) – działacz NSZZ Solidarność z Nysy, zamordowany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki 30 kwietnia 1983
Andrzej Szewczyk (ur. 1961) – zmarł w maju 1983 w wyniku pobicia przez ZOMO
Grzegorz Przemyk (ur. 1964) – zmarł 14 maja 1983 w wyniku pobicia na komendzie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie
Zdzisław Miąsko (ur. 1954) – zmarł 3 czerwca 1983 po przesłuchaniu na posterunku MO w Nowej Miłosnej
Andrzej Gąsiewski (ur. 1954) – pracownik Instytutu Badań Jądrowych zamordowany 17 czerwca 1983 w Warszawie
Jerzy Marzec (ur. 1962) – ciało znaleziono nad Odrą 22 czerwca 1983
Jan Samsonowicz (ur. 1944) – zmarł 30 czerwca 1983, działacz NSZZ Solidarność i Ruchu Młodej Polski, upozorowanie samobójstwa, ciało powieszono na płocie niedaleko Stoczni Gdańskiej im. Lenina ...................................................... Honoriusz Kowalczyk (dominikanin z Poznania, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, według opinii publicznej jest ofiarą SB, śledztwo w toku)...................................................................................................................................... Ta lista z Wikipedii jest niepełna, ofiar komunistycznych zbrodni było w tym czasie znacznie więcej.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Grudzień 1981 - Nie zapomnimy !
I rzecz jasna nie przebaczymy bo nikt nie ma do tego prawa. Można wybaczyć własne krzywdy ale nie cudze, a co dopiero mówić o zbrodni wyrządzonej całemu narodowi. Zresztą nie ma komu wybaczać bo ten podły dziad Jaruzel najwyraźniej kpi sobie ze społeczeństwa. Przeprasza i mówi że zrobiłby jeszcze raz to samo. Ruski agent który walczył z podziemiem po wojnie, odpowiada za rok 1968, 1970, 1981 ... Jak mało kto zasłużył na szubienicę. A obecne państwo nie karze go ale hojnie wynagradza i chroni, w tym roku tuskowa policja uniemożliwiła nawet przeprowadzenie legalnej demonstracji pod domem zbrodniarza. Kpina ze sprawiedliwości wołająca o pomstę do pustego nieba. Nie ma znaczenia że podobno połowa obecnych mieszkańców Polski, to nie znaczy Polaków, popiera stan wojenny. Zagubiona młodzież, dorośli którzy w ten sposób głupio reagują na dziki kapitalizm, oraz agenci minionego systemu. Motłoch który zawsze wybiera Barabasza. Boli też wypowiedź rzecznika PiS który mówił o potrzebie symbolicznego ukarania sprawców stanu wojennego. Jeśli w czasie rządów tej partii nie zdołano pokonać oporu systemu i ukarać drani, to tym bardziej nie wolno dziś, w imię źle rozumianej poprawności, mówić o symbolicznej karze. To bardzo źle brzmi i po prostu nie uchodzi.
sobota, 10 grudnia 2011
Artykuł Artura Dmochowskiego z "Gazety Polskiej Codziennie"
Smoleńsk: kto pisał scenariusz?
Postęp w badaniach smoleńskiej tragedii, choć wciąż niewystarczający, zawdzięczamy przede wszystkim Antoniemu Macierewiczowi i kierowanemu przezeń zespołowi, kilku rzetelnym niezależnym śledztwom, a także dziesiątkom blogerów, którzy od 10 kwietnia analizują różne elementy katastrofy. Raporty MAKu czy Millera posłużyły raczej jako filary kampanii dezinformacji.
Ostatnio najwięcej nowych, przełomowych informacji przyniosły badania prof. Wiesława Biniendy. Znany naukowiec, profesor Uniwersytetu Ohio i ekspert NASA przeprowadził symulacje, które jednoznacznie wykazały, że gdyby skrzydło zderzyło się faktycznie z brzozą, to z łatwością by ją złamało, natomiast samo nie zostałoby uszkodzone. Następnie zaś udowodnił, że kolejny fakt rozbija teorie gen. Anodiny i min. Millera: urwana część skrzydła znalazła się w miejscu, które wyklucza jakikolwiek kontakt z brzozą, bo aż 111 m za nią. Oznacza to, że w rzeczywistości skrzydło zostało odłamane w zupełnie innym miejscu, prawdopodobnie 70 m za brzozą, na wysokości 26 m.
Próbą szczegółowego, profesjonalnego opisu przyczyn i przebiegu tragedii jest praca zbiorowa niezależnych ekspertów „Zbrodnia Smoleńska. Anatomia zamachu” opublikowana kilka tygodni temu przez Wydawnictwo Antyk Marcina Dyboskiego. To prawdziwa kopalnia wiedzy o przebiegu katastrofy. Jej autorzy, jak można wnosić z poziomu ich znajomości rzeczy i dostępu do tajnych źródeł, polskich, rosyjskich i amerykańskich, wywodzą się zapewne z kręgów wojskowych służb specjalnych.
Dowodzą tezy, że TU-154 został zestrzelony rakietą przeciwlotniczą wystrzeloną z myśliwca Mig-29, operującego w odległości kilkunastu kilometrów od Smoleńska. Choć z początku może się to wydawać teorią dosyć karkołomną, przyznać trzeba, że dotarli do wielu istotnych informacji, które tę hipotezę wydają się potwierdzać. Książka warta polecenia tym, którzy chcą wgłębić się w szczegóły tego, co wydarzyło się na „Siewiernym”.
Spiskowcy
Spróbujmy jednak podejść do zagadki 10 kwietnia od innej strony. Wyobraźmy sobie, jak mógł powstać scenariusz zamachu.
W podmoskiewskiej daczy, kilka miesięcy wcześniej, zebrało się niewielkie, kilkuosobowe grono decydentów. Raczej nie było w nim samego Pierwszego. Wystarczyło, że bliscy mu ludzie wiedzieli, jak znienawidził „tego p… Polaka” za jego lot do Tbilisi, który zatrzymał rosyjską inwazję na Gruzję w 2008. Podobnie, jak znienawidził „tego zdrajcę Litwinienkę”, na przykładzie którego trzeba było pokazać, jaki los czeka tych, którzy odchodzą z KGB.
Zamachowcy wiedzą, że okoliczności niezwykle im sprzyjają. Polski TU-154 jest właśnie w ich pełnej dyspozycji, w Rosji, w zakładach remontowych, do których ich służby mają nieograniczony dostęp. Mogą w samolocie zainstalować wszystko, co zechcą, choćby zaspawać odpowiedni ładunek wewnątrz konstrukcji, w taki sposób aby był całkowicie niewykrywalny. Ukrycie kilkukilogramowej bomby w 60 tonach metalu nie wydaje się zbyt trudne. Ale może wystarczy zmodyfikować jego systemy komputerowe tak, aby w określonych warunkach wprowadziły w błąd załogę. Albo zainstalować niewielkie, równie niewykrywalne zdalnie sterowane urządzenie, które na dany sygnał pozwoli na nagłe wychylenie nad samą ziemią sterów wysokości. Mogą podobne urządzenie zainstalować w systemie nawigacyjnym czy autopilocie. Co więcej, wiedzą, że samolot rozbije się na kontrolowanym przez nich terenie. Zatem człowiek czuwający nad operacją na miejscu, wiedzący czego szukać, będzie mógł łatwo to niewielkie „ustrojstwo” usunąć.
Warunki powodzenia
Bo oczywiście podstawowym założeniem planu jest minimalna ilość pozostawionych śladów. Dlatego musi być jak najprostszy i możliwy do wykonania przez jak najmniejszą liczbę osób. Inne oczywiste założenie to skuteczność. Plan musi dawać gwarancję sukcesu nawet w wypadku wystąpienia nieoczekiwanych przeszkód. Stąd konieczność zapewnienia planu awaryjnego. Np. jeśli nie zadziała urządzenie w systemie sterowniczym, będzie można spowodować eksplozję.
Kolejna sprzyjająca okoliczność to sytuacja polityczna w Polsce. Zamachowcy wiedzą o głębokiej wrogości rządzących w stosunku do Lecha Kaczyńskiego, która stworzyła możliwość zorganizowania osobnych obchodów 70 rocznicy zbrodni katyńskiej przez Donalda Tuska. Wypchnięcie prezydenta RP z polsko-rosyjskich uroczystości 7 kwietnia sprawi, że 3 dni później w samolocie znajdą się, poza nielicznymi wyjątkami, wyłącznie ludzie prezydenta, czyli elita politycznej opcji antyrosyjskiej w Polsce.
A czy nie było niezwykle wprost sprzyjającą okolicznością, że wizytę ze strony polskiej miał organizować Tomasz Turowski, wieloletni funkcjonariusz wywiadu PRL, którego przeszłość była służbom rosyjskim doskonale znana, a istnieje wiele świadectw, że był przez nie ceniony wyjątkowo wysoko?
Planowi sprzyjał też oczywiście fakt, że „Siewiernyj” jest lotniskiem wojskowym, czyli łatwiejszym do kontrolowania niż cywilne. Wyjątkowo pomocne okazało się samo ukształtowanie terenu. Lotnisko znajduje się na terenie pofałdowanym, a nie płaskim. W tej sytuacji narzucało się wręcz wykorzystanie w planie zbocza, znajdującego się tuż przed pasem startowym.
Dowódca
Warunki te doskonale znał gen. Benediktow – szef sztabu lotniczych wojsk transportowych Rosji, któremu „Siewiernyj” podlegał. Znał on też świetnie wszystkie słabe strony TU-154 i jeśliby szukać kogoś, kto mógłby opracować perfekcyjny od strony technicznej plan zamachu, to wydaje się on osobą do tego najlepiej predysponowaną.
Ktoś musiał też czuwać nad przebiegiem operacji. Mogły przecież wystąpić niespodziewane przeszkody w realizacji planu. Wystarczyło choćby, by kontroler na „Siewiernym” odesłał TU-154 na inne lotnisko, gdyż nie było warunków do lądowania. Wtedy zapewne do zamachu by nie doszło. Prezydent wylądowałby bezpiecznie na Wnukowie i z dwugodzinnym opóźnieniem przybył do Katynia na uroczystości. Zapobiegł temu jednak właśnie gen. Benediktow.
To on czuwał nad operacją. Na stanowisku dowodzenia w moskiewskim centrum wojskowego lotnictwa transportowego Rosji. To właśnie on wydał kluczowe polecenia: zakazał zamknięcia lotniska w Smoleńsku i polecił sprowadzić Tupolewa na wysokość 100 m. A co stało się później, już mniej więcej wiadomo. Najpierw samolot nieoczekiwanie zaczął nurkować, aż znalazł się kilka metrów nad ziemią. Co ściągnęło go tak nisko? Przejęto zdalnie kontrolę nad systemem sterowniczym lub autopilotem?
Jednak kpt. Protasiuk zdołał go po mistrzowsku wyprowadzić z doliny przed lotniskiem i wtedy, już za brzozą, po drugiej stronie szosy, tupolew eksplodował tuż nad drzewami. Czy dosięgła go naprowadzana radiowo rakieta z głowicą paliwową, jak twierdzą autorzy „Zbrodni Smoleńskiej”? Czy może ładunek był ukryty wewnątrz konstrukcji albo wystrzelony z ręcznej wyrzutni, przez komandosa czekającego na podejściu do lądowania? Kiedyś się tego dowiemy…
Postęp w badaniach smoleńskiej tragedii, choć wciąż niewystarczający, zawdzięczamy przede wszystkim Antoniemu Macierewiczowi i kierowanemu przezeń zespołowi, kilku rzetelnym niezależnym śledztwom, a także dziesiątkom blogerów, którzy od 10 kwietnia analizują różne elementy katastrofy. Raporty MAKu czy Millera posłużyły raczej jako filary kampanii dezinformacji.
Ostatnio najwięcej nowych, przełomowych informacji przyniosły badania prof. Wiesława Biniendy. Znany naukowiec, profesor Uniwersytetu Ohio i ekspert NASA przeprowadził symulacje, które jednoznacznie wykazały, że gdyby skrzydło zderzyło się faktycznie z brzozą, to z łatwością by ją złamało, natomiast samo nie zostałoby uszkodzone. Następnie zaś udowodnił, że kolejny fakt rozbija teorie gen. Anodiny i min. Millera: urwana część skrzydła znalazła się w miejscu, które wyklucza jakikolwiek kontakt z brzozą, bo aż 111 m za nią. Oznacza to, że w rzeczywistości skrzydło zostało odłamane w zupełnie innym miejscu, prawdopodobnie 70 m za brzozą, na wysokości 26 m.
Próbą szczegółowego, profesjonalnego opisu przyczyn i przebiegu tragedii jest praca zbiorowa niezależnych ekspertów „Zbrodnia Smoleńska. Anatomia zamachu” opublikowana kilka tygodni temu przez Wydawnictwo Antyk Marcina Dyboskiego. To prawdziwa kopalnia wiedzy o przebiegu katastrofy. Jej autorzy, jak można wnosić z poziomu ich znajomości rzeczy i dostępu do tajnych źródeł, polskich, rosyjskich i amerykańskich, wywodzą się zapewne z kręgów wojskowych służb specjalnych.
Dowodzą tezy, że TU-154 został zestrzelony rakietą przeciwlotniczą wystrzeloną z myśliwca Mig-29, operującego w odległości kilkunastu kilometrów od Smoleńska. Choć z początku może się to wydawać teorią dosyć karkołomną, przyznać trzeba, że dotarli do wielu istotnych informacji, które tę hipotezę wydają się potwierdzać. Książka warta polecenia tym, którzy chcą wgłębić się w szczegóły tego, co wydarzyło się na „Siewiernym”.
Spiskowcy
Spróbujmy jednak podejść do zagadki 10 kwietnia od innej strony. Wyobraźmy sobie, jak mógł powstać scenariusz zamachu.
W podmoskiewskiej daczy, kilka miesięcy wcześniej, zebrało się niewielkie, kilkuosobowe grono decydentów. Raczej nie było w nim samego Pierwszego. Wystarczyło, że bliscy mu ludzie wiedzieli, jak znienawidził „tego p… Polaka” za jego lot do Tbilisi, który zatrzymał rosyjską inwazję na Gruzję w 2008. Podobnie, jak znienawidził „tego zdrajcę Litwinienkę”, na przykładzie którego trzeba było pokazać, jaki los czeka tych, którzy odchodzą z KGB.
Zamachowcy wiedzą, że okoliczności niezwykle im sprzyjają. Polski TU-154 jest właśnie w ich pełnej dyspozycji, w Rosji, w zakładach remontowych, do których ich służby mają nieograniczony dostęp. Mogą w samolocie zainstalować wszystko, co zechcą, choćby zaspawać odpowiedni ładunek wewnątrz konstrukcji, w taki sposób aby był całkowicie niewykrywalny. Ukrycie kilkukilogramowej bomby w 60 tonach metalu nie wydaje się zbyt trudne. Ale może wystarczy zmodyfikować jego systemy komputerowe tak, aby w określonych warunkach wprowadziły w błąd załogę. Albo zainstalować niewielkie, równie niewykrywalne zdalnie sterowane urządzenie, które na dany sygnał pozwoli na nagłe wychylenie nad samą ziemią sterów wysokości. Mogą podobne urządzenie zainstalować w systemie nawigacyjnym czy autopilocie. Co więcej, wiedzą, że samolot rozbije się na kontrolowanym przez nich terenie. Zatem człowiek czuwający nad operacją na miejscu, wiedzący czego szukać, będzie mógł łatwo to niewielkie „ustrojstwo” usunąć.
Warunki powodzenia
Bo oczywiście podstawowym założeniem planu jest minimalna ilość pozostawionych śladów. Dlatego musi być jak najprostszy i możliwy do wykonania przez jak najmniejszą liczbę osób. Inne oczywiste założenie to skuteczność. Plan musi dawać gwarancję sukcesu nawet w wypadku wystąpienia nieoczekiwanych przeszkód. Stąd konieczność zapewnienia planu awaryjnego. Np. jeśli nie zadziała urządzenie w systemie sterowniczym, będzie można spowodować eksplozję.
Kolejna sprzyjająca okoliczność to sytuacja polityczna w Polsce. Zamachowcy wiedzą o głębokiej wrogości rządzących w stosunku do Lecha Kaczyńskiego, która stworzyła możliwość zorganizowania osobnych obchodów 70 rocznicy zbrodni katyńskiej przez Donalda Tuska. Wypchnięcie prezydenta RP z polsko-rosyjskich uroczystości 7 kwietnia sprawi, że 3 dni później w samolocie znajdą się, poza nielicznymi wyjątkami, wyłącznie ludzie prezydenta, czyli elita politycznej opcji antyrosyjskiej w Polsce.
A czy nie było niezwykle wprost sprzyjającą okolicznością, że wizytę ze strony polskiej miał organizować Tomasz Turowski, wieloletni funkcjonariusz wywiadu PRL, którego przeszłość była służbom rosyjskim doskonale znana, a istnieje wiele świadectw, że był przez nie ceniony wyjątkowo wysoko?
Planowi sprzyjał też oczywiście fakt, że „Siewiernyj” jest lotniskiem wojskowym, czyli łatwiejszym do kontrolowania niż cywilne. Wyjątkowo pomocne okazało się samo ukształtowanie terenu. Lotnisko znajduje się na terenie pofałdowanym, a nie płaskim. W tej sytuacji narzucało się wręcz wykorzystanie w planie zbocza, znajdującego się tuż przed pasem startowym.
Dowódca
Warunki te doskonale znał gen. Benediktow – szef sztabu lotniczych wojsk transportowych Rosji, któremu „Siewiernyj” podlegał. Znał on też świetnie wszystkie słabe strony TU-154 i jeśliby szukać kogoś, kto mógłby opracować perfekcyjny od strony technicznej plan zamachu, to wydaje się on osobą do tego najlepiej predysponowaną.
Ktoś musiał też czuwać nad przebiegiem operacji. Mogły przecież wystąpić niespodziewane przeszkody w realizacji planu. Wystarczyło choćby, by kontroler na „Siewiernym” odesłał TU-154 na inne lotnisko, gdyż nie było warunków do lądowania. Wtedy zapewne do zamachu by nie doszło. Prezydent wylądowałby bezpiecznie na Wnukowie i z dwugodzinnym opóźnieniem przybył do Katynia na uroczystości. Zapobiegł temu jednak właśnie gen. Benediktow.
To on czuwał nad operacją. Na stanowisku dowodzenia w moskiewskim centrum wojskowego lotnictwa transportowego Rosji. To właśnie on wydał kluczowe polecenia: zakazał zamknięcia lotniska w Smoleńsku i polecił sprowadzić Tupolewa na wysokość 100 m. A co stało się później, już mniej więcej wiadomo. Najpierw samolot nieoczekiwanie zaczął nurkować, aż znalazł się kilka metrów nad ziemią. Co ściągnęło go tak nisko? Przejęto zdalnie kontrolę nad systemem sterowniczym lub autopilotem?
Jednak kpt. Protasiuk zdołał go po mistrzowsku wyprowadzić z doliny przed lotniskiem i wtedy, już za brzozą, po drugiej stronie szosy, tupolew eksplodował tuż nad drzewami. Czy dosięgła go naprowadzana radiowo rakieta z głowicą paliwową, jak twierdzą autorzy „Zbrodni Smoleńskiej”? Czy może ładunek był ukryty wewnątrz konstrukcji albo wystrzelony z ręcznej wyrzutni, przez komandosa czekającego na podejściu do lądowania? Kiedyś się tego dowiemy…
piątek, 9 grudnia 2011
Brawo dla Anglii !

Dzisiejsze wieści z unijnego szczytu w sprawie ratowania euro i całego kołchozu można uznać za nie najgorsze. To znaczy że jest jeszcze nadzieja że to wszystko się rozleci. Kilka państw, których rządy troszczą się o interesy własnych społeczeństw a nie o unijnego uzurpatora, zaprotestowało przeciw zacieśnianiu integracji kosztem utraty suwerenności. Na czele grupy stanęli Anglicy z premierem Cameronem. Ten polityk nie jest zdrajcą własnej ojczyzny. Opowiedział się za utrzymaniem kontroli granic państwa, przeciw zastąpieniu funta euro, podkreślił że mając własną walutę Anglicy zyskali w obecnym kryzysie, nie zgodził się na haniebne podporządkowanie swego kraju obcym. To jest prawdziwy mąż stanu, a nie słaby albo przekupiony administrator działający tylko dla dobra zagranicy. Nasuwa się pytanie, dlaczego Anglicy mogą mieć takiego premiera a my nie? Odpowiedź tkwi w historii obydwu państw. Oni nie byli przez kilkadziesiąt lat pod okupacjami, które wyniszczały elity i naród fizycznie i moralnie. Ich demokracja, choć także ułomna, nie jest tak bardzo parawanem dla oszukiwania i wykorzystywania społeczeństwa. No i gdy oni wstępowali do EWG to była to jeszcze organizacja współpracy gospodarczej, a nie agresywny projekt zniewolenia Europy.
piątek, 2 grudnia 2011
Artykuł Józefa Darskiego z "Gazety Polskiej Codziennie"
Kontrola strukturalna. Jak działa układ
Dziś trochę o systemie, w którym żyjemy. Prof. Staniszkis wprowadziła pojęcie kontroli strukturalnej. Jest ono kluczem do zrozumienia, jak działa III RP.
W komunizmie bezpieka dążyła do kontrolowania każdego obywatela i jego działania. Stan idealny osiągnięto w okresie stalinizmu. Jednak taka kontrola jest na dłuższą metę szkodliwa dla systemu. Cóż z tego, że bezpieka wie, co myśli i robi zwykły Kowalski, jeśli nie jest w stanie zapanować nad procesami społecznymi. Zbyt duża ilość informacji paraliżuje bezpiekę, nie może ona bowiem zatrudnić do ich analizowania nieograniczonej liczby osób. W archiwach NKWD znaleziono miliony donosów, których nigdy nie wykorzystano, bo nie było komu ich przeczytać. Bezpieka potrzebuje wyłącznie informacji cennych, istotnych.
Demokracja kontrolowana
Kontrola strukturalna sprowadza się do nadzorowania punktów i osób kluczowych. Chodzi o wpływ na takie procesy, jak tworzenie partii, wynik wyborów, nastawienie mediów, dobór osób na kluczowe stanowiska, sposób rozwiązywania kryzysów przez stosowanie manipulacji, tworzenie fortun biznesowych itp. Tak powstają ramy, w których możliwa jest niekontrolowana działalność. Jednak każda próba wykroczenia poza nie powoduje zniszczenie takiego elementu obcego jak np. lustracja, dekomunizacja, likwidacja przywilejów bezpieki, wybór prezydenta, który nie jest byłym oficerem lub TW, powstanie rządu niepowiązanego z bezpieką, uzdrowienie systemu podatkowego, wymiaru sprawiedliwości, masowy awans ludzi spoza układu, powstawanie dużych przedsiębiorstw, wymknięcie się mediów, oprócz niszowych, spod kontroli itp.
Stan idealny układu mieliśmy na początku III RP, później było gorzej, ale nigdy nie doszło do gruntownej zmiany. Wszyscy pamiętamy wybór między Tymińskim a TW „Bolkiem”, a później między TW „Alkiem” i TW „Bolkiem”, którym entuzjazmowało się nieświadome społeczeństwo, a bezpieka skręcała się ze śmiechu, bo wiedziała, że w każdym wypadku wygra, choć drugorzędne aspekty oczywiście tych kandydatów różniły, jak Ungier (oficer) różnił się od Wachowskiego (według „Drogi cienia” Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej agenciaka i sutenera).
Można pisać o mordercach, ale nie o oligarchach (chyba że w ramach rozgrywek mafijnych) i ich związkach z politykami i nieznanymi sprawcami, fachowcami od rozkręcania kół. Oczywiście mowa o wielonakładowej prasie i telewizji. To co piszą tytuły o znikomym zasięgu, jest dla systemu bezpieczne, ponieważ nie powtórzą tego czołowe media, a bez wielokrotnego powtarzania nic do widza i czytelnika epoki medialnej nie dociera.
Władza, rządzenie i zarządzanie
By zrozumieć kontrolę strukturalną, trzeba rozróżnić władzę od rządzenia i zarządzania. Pojęcia te dobrze zdefiniowała prof. Staniszkis w książce „O władzy i bezsilności”. Najważniejsze jest pojęcie władzy. Ma ją ten, kto ustala reguły gry. Środowisko sprawujące władzę nie musi być w rządzie, może nawet w ogóle pozostawać poza oficjalnymi strukturami. To ono jednak ustala reguły gry, czyli zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa.
Rządzi ten, kto podejmuje decyzje, które muszą być zgodne z ustalonymi przez władzę regułami gry. Zarządzanie natomiast polega na wykonywaniu decyzji podejmowanych przez innych. Niewiele rządów w Polsce po roku 1989 rządziło, na ogół jedynie zarządzało. Klasycznym przykładem był tu gabinet Mazowieckiego; jego członkowie tłumaczą się do dziś, że przecież „rozumiecie, nic nie mogliśmy”. Po co więc tworzyli rząd? Dla odkucia się po latach biedowania? Władzy natomiast nie miał dotąd żaden rząd, nawet Jarosława Kaczyńskiego, mimo że do niej dążył. Ale przynajmniej rządził, czyli podejmował własne decyzje.
Kto rządzi w Polsce?
Najważniejsze decyzje podejmowane są przez oligarchów i grupy biznesowe o proweniencji bezpieczniackiej. Tu się rozstrzyga, jakie ustawy będą przyjęte, by umożliwiały dojenie państwa (np. zwolnienia podatkowe) i zapewniały im bezkarność, jakie decyzje podejmą instytucje państwowe (np. kto dostanie licencję na TV, kto sprywatyzuje które intratne przedsiębiorstwo itp.). Oczywiście nie wyklucza to rywalizacji między poszczególnymi klanami, wszak walka wewnątrz mafii jest rzeczą normalną, ale system pozostaje bez zmian.
A kto ma władzę w Uzbekistanie? Środowisko dawnych służb, które dokonało transformacji ustrojowej i właśnie przekazuje swoją pozycję w społeczeństwie swoim dzieciom i wnukom. Jakie ustaliło ono zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa?
Najważniejszy jest czynnik ludzki. Badając obecne elity, miałem wrażenie, że warunkiem awansu była współpraca z komunistycznymi służbami. Centralny ośrodek z katalogiem osobowym nie istnieje, ale środowisko to potrafi jednak się rozpoznawać. Generalnie nikt uczciwy i z charakterem nie mógł uzyskać istotnej pozycji w III RP, lecz był marginalizowany. Jeśli przez nieuwagę nadzorujących się przebił, natychmiast był przez system kooptowany albo eliminowany. Po prostu agentura awansuje tylko agenturę i ludzi gotowych stać na straży jej interesów.
Właśnie dobór ludzi w wymiarze sprawiedliwości, parlamencie, biznesie, a zwłaszcza w mediach gwarantuje, że bez jakiejkolwiek instrukcji są podejmowane decyzje właściwe z punktu widzenia systemu. Decydenci, broniąc własnego interesu, będą chronili system. Jeśli znaczna część Trybunału Konstytucyjnego jest powiązana bezpośrednio lub rodzinnie z bezpieką, to wiadomo, że utrupi lustrację.
W mediach, jeśli czołowi decydenci i dziennikarze powiązani są sami lub rodzinnie z bezpieką lub aktualną wspólnotą interesów, będą właściwie interpretowali wydarzenia, zapraszali odpowiednich gości, atakowali przeciwników systemu, bronili interesów Rosji, wyśmiewali tożsamość narodową Polaków itp.
W nauce zwolennicy lustracji nie znajdą promotorów (sam szukałem ponad rok), nie zostaną na uczelni. W rządzie pozostaną tylko sprawdzeni, jak ministrowie spraw zagranicznych (TW „Kosk”, KO „Must”, KO „Carex”, KO „Buyer”, syn oficera Informacji Wojskowej, i TW „Ralf”). W biznesie, zwłaszcza tym większym, ludzie bez prawa do działalności (Kluska), ale także w średnim (Olewnik), będą eliminowani. Mafia-biznes-banki (niszczenie przez wstrzymanie kredytu) – policja-prokuratura-sądy-władze razem przeprowadzą akcję, którą media przemilczą, a politycy będą udawali głuchych. I nie trzeba tu żadnych centralnych decyzji. Po prostu mamy zamknięte środowiska broniące swoich interesów i przywilejów. Gdy PiS chciało otworzyć zawody prawnicze, Trybunał Konstytucyjny natychmiast zareagował.
Czym jest układ
Kolejna reguła systemu mówi, że banki są zastrzeżone dla dawnej wojskówki (II Zarząd i WSW), ewentualnie Departamentu I SB. Takich reguł jest więcej, np. prawo do pasożytowania na handlu paliwami zastrzeżone jest dla firm bezpieczniackich powiązanych z Rosją.
To jest właśnie ów układ. Fakt, że nie ma jednego centralnego ośrodka, nie oznacza, że nie istnieją grupy kierownicze, które planują gry operacyjne, np. teraz poprzemy Tuska, a skoro Tusk się nie sprawdził, sięgniemy po Sikorskiego albo wypromujemy kolejną partię.
Żeby złamać ten układ, trzeba doprowadzić do wymiany elit, czyli do zajęcia kluczowych pozycji przez ludzi spoza systemu. Przecież to nie jest tak, że zdolne, a nie tylko wypromowane, dziennikarki rodzą się wyłącznie w rodzinach bezpieki, a w rodzinach WiN-owców przychodzą na świat niedojdy o ilorazie inteligencji poniżej 100.
Ekipa Tuska jedynie zarządza. Istotne decyzje zapadają gdzieś między środowiskiem WSI i oligarchami, czyli w obśmianym przez agenturę układzie i są przekazywane „Słońcu Peru” do wykonania. Wykonanie zaś nie idzie tak sprawnie, jak zakładano. Wszyscy wiemy, jak kończyli w Rosji niesprawni wykonawcy. Czego też ekipie Tuska szczerze życzę.
Dziś trochę o systemie, w którym żyjemy. Prof. Staniszkis wprowadziła pojęcie kontroli strukturalnej. Jest ono kluczem do zrozumienia, jak działa III RP.
W komunizmie bezpieka dążyła do kontrolowania każdego obywatela i jego działania. Stan idealny osiągnięto w okresie stalinizmu. Jednak taka kontrola jest na dłuższą metę szkodliwa dla systemu. Cóż z tego, że bezpieka wie, co myśli i robi zwykły Kowalski, jeśli nie jest w stanie zapanować nad procesami społecznymi. Zbyt duża ilość informacji paraliżuje bezpiekę, nie może ona bowiem zatrudnić do ich analizowania nieograniczonej liczby osób. W archiwach NKWD znaleziono miliony donosów, których nigdy nie wykorzystano, bo nie było komu ich przeczytać. Bezpieka potrzebuje wyłącznie informacji cennych, istotnych.
Demokracja kontrolowana
Kontrola strukturalna sprowadza się do nadzorowania punktów i osób kluczowych. Chodzi o wpływ na takie procesy, jak tworzenie partii, wynik wyborów, nastawienie mediów, dobór osób na kluczowe stanowiska, sposób rozwiązywania kryzysów przez stosowanie manipulacji, tworzenie fortun biznesowych itp. Tak powstają ramy, w których możliwa jest niekontrolowana działalność. Jednak każda próba wykroczenia poza nie powoduje zniszczenie takiego elementu obcego jak np. lustracja, dekomunizacja, likwidacja przywilejów bezpieki, wybór prezydenta, który nie jest byłym oficerem lub TW, powstanie rządu niepowiązanego z bezpieką, uzdrowienie systemu podatkowego, wymiaru sprawiedliwości, masowy awans ludzi spoza układu, powstawanie dużych przedsiębiorstw, wymknięcie się mediów, oprócz niszowych, spod kontroli itp.
Stan idealny układu mieliśmy na początku III RP, później było gorzej, ale nigdy nie doszło do gruntownej zmiany. Wszyscy pamiętamy wybór między Tymińskim a TW „Bolkiem”, a później między TW „Alkiem” i TW „Bolkiem”, którym entuzjazmowało się nieświadome społeczeństwo, a bezpieka skręcała się ze śmiechu, bo wiedziała, że w każdym wypadku wygra, choć drugorzędne aspekty oczywiście tych kandydatów różniły, jak Ungier (oficer) różnił się od Wachowskiego (według „Drogi cienia” Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej agenciaka i sutenera).
Można pisać o mordercach, ale nie o oligarchach (chyba że w ramach rozgrywek mafijnych) i ich związkach z politykami i nieznanymi sprawcami, fachowcami od rozkręcania kół. Oczywiście mowa o wielonakładowej prasie i telewizji. To co piszą tytuły o znikomym zasięgu, jest dla systemu bezpieczne, ponieważ nie powtórzą tego czołowe media, a bez wielokrotnego powtarzania nic do widza i czytelnika epoki medialnej nie dociera.
Władza, rządzenie i zarządzanie
By zrozumieć kontrolę strukturalną, trzeba rozróżnić władzę od rządzenia i zarządzania. Pojęcia te dobrze zdefiniowała prof. Staniszkis w książce „O władzy i bezsilności”. Najważniejsze jest pojęcie władzy. Ma ją ten, kto ustala reguły gry. Środowisko sprawujące władzę nie musi być w rządzie, może nawet w ogóle pozostawać poza oficjalnymi strukturami. To ono jednak ustala reguły gry, czyli zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa.
Rządzi ten, kto podejmuje decyzje, które muszą być zgodne z ustalonymi przez władzę regułami gry. Zarządzanie natomiast polega na wykonywaniu decyzji podejmowanych przez innych. Niewiele rządów w Polsce po roku 1989 rządziło, na ogół jedynie zarządzało. Klasycznym przykładem był tu gabinet Mazowieckiego; jego członkowie tłumaczą się do dziś, że przecież „rozumiecie, nic nie mogliśmy”. Po co więc tworzyli rząd? Dla odkucia się po latach biedowania? Władzy natomiast nie miał dotąd żaden rząd, nawet Jarosława Kaczyńskiego, mimo że do niej dążył. Ale przynajmniej rządził, czyli podejmował własne decyzje.
Kto rządzi w Polsce?
Najważniejsze decyzje podejmowane są przez oligarchów i grupy biznesowe o proweniencji bezpieczniackiej. Tu się rozstrzyga, jakie ustawy będą przyjęte, by umożliwiały dojenie państwa (np. zwolnienia podatkowe) i zapewniały im bezkarność, jakie decyzje podejmą instytucje państwowe (np. kto dostanie licencję na TV, kto sprywatyzuje które intratne przedsiębiorstwo itp.). Oczywiście nie wyklucza to rywalizacji między poszczególnymi klanami, wszak walka wewnątrz mafii jest rzeczą normalną, ale system pozostaje bez zmian.
A kto ma władzę w Uzbekistanie? Środowisko dawnych służb, które dokonało transformacji ustrojowej i właśnie przekazuje swoją pozycję w społeczeństwie swoim dzieciom i wnukom. Jakie ustaliło ono zasady funkcjonowania państwa i społeczeństwa?
Najważniejszy jest czynnik ludzki. Badając obecne elity, miałem wrażenie, że warunkiem awansu była współpraca z komunistycznymi służbami. Centralny ośrodek z katalogiem osobowym nie istnieje, ale środowisko to potrafi jednak się rozpoznawać. Generalnie nikt uczciwy i z charakterem nie mógł uzyskać istotnej pozycji w III RP, lecz był marginalizowany. Jeśli przez nieuwagę nadzorujących się przebił, natychmiast był przez system kooptowany albo eliminowany. Po prostu agentura awansuje tylko agenturę i ludzi gotowych stać na straży jej interesów.
Właśnie dobór ludzi w wymiarze sprawiedliwości, parlamencie, biznesie, a zwłaszcza w mediach gwarantuje, że bez jakiejkolwiek instrukcji są podejmowane decyzje właściwe z punktu widzenia systemu. Decydenci, broniąc własnego interesu, będą chronili system. Jeśli znaczna część Trybunału Konstytucyjnego jest powiązana bezpośrednio lub rodzinnie z bezpieką, to wiadomo, że utrupi lustrację.
W mediach, jeśli czołowi decydenci i dziennikarze powiązani są sami lub rodzinnie z bezpieką lub aktualną wspólnotą interesów, będą właściwie interpretowali wydarzenia, zapraszali odpowiednich gości, atakowali przeciwników systemu, bronili interesów Rosji, wyśmiewali tożsamość narodową Polaków itp.
W nauce zwolennicy lustracji nie znajdą promotorów (sam szukałem ponad rok), nie zostaną na uczelni. W rządzie pozostaną tylko sprawdzeni, jak ministrowie spraw zagranicznych (TW „Kosk”, KO „Must”, KO „Carex”, KO „Buyer”, syn oficera Informacji Wojskowej, i TW „Ralf”). W biznesie, zwłaszcza tym większym, ludzie bez prawa do działalności (Kluska), ale także w średnim (Olewnik), będą eliminowani. Mafia-biznes-banki (niszczenie przez wstrzymanie kredytu) – policja-prokuratura-sądy-władze razem przeprowadzą akcję, którą media przemilczą, a politycy będą udawali głuchych. I nie trzeba tu żadnych centralnych decyzji. Po prostu mamy zamknięte środowiska broniące swoich interesów i przywilejów. Gdy PiS chciało otworzyć zawody prawnicze, Trybunał Konstytucyjny natychmiast zareagował.
Czym jest układ
Kolejna reguła systemu mówi, że banki są zastrzeżone dla dawnej wojskówki (II Zarząd i WSW), ewentualnie Departamentu I SB. Takich reguł jest więcej, np. prawo do pasożytowania na handlu paliwami zastrzeżone jest dla firm bezpieczniackich powiązanych z Rosją.
To jest właśnie ów układ. Fakt, że nie ma jednego centralnego ośrodka, nie oznacza, że nie istnieją grupy kierownicze, które planują gry operacyjne, np. teraz poprzemy Tuska, a skoro Tusk się nie sprawdził, sięgniemy po Sikorskiego albo wypromujemy kolejną partię.
Żeby złamać ten układ, trzeba doprowadzić do wymiany elit, czyli do zajęcia kluczowych pozycji przez ludzi spoza systemu. Przecież to nie jest tak, że zdolne, a nie tylko wypromowane, dziennikarki rodzą się wyłącznie w rodzinach bezpieki, a w rodzinach WiN-owców przychodzą na świat niedojdy o ilorazie inteligencji poniżej 100.
Ekipa Tuska jedynie zarządza. Istotne decyzje zapadają gdzieś między środowiskiem WSI i oligarchami, czyli w obśmianym przez agenturę układzie i są przekazywane „Słońcu Peru” do wykonania. Wykonanie zaś nie idzie tak sprawnie, jak zakładano. Wszyscy wiemy, jak kończyli w Rosji niesprawni wykonawcy. Czego też ekipie Tuska szczerze życzę.
wtorek, 29 listopada 2011
Oni już się nie kryją ...
Wystąpienie Radosława Sikorskiego w Berlinie nie dziwi ale oburza. Nie dziwi bo jest logiczną konsekwencją haniebnej polityki obecnego układu. Namawianie Niemców do przekształcenia unii, związku państw z ograniczoną suwerennością, w jedno państwo na wzór Stanów Zjednoczonych jest kolejnym krokiem do zniszczenia Polski. Kłamliwe twierdzenie że wstąpienie do unii oznaczało zgodę społeczeństwa polskiego na rezygnację z własnej waluty i przyjęcie euro, oni w ten sposób mogą wszystko uzasadnić. Coś takiego wymyślić i poprzeć mogą tylko osobnicy bez korzeni, dla których Polska nic nie znaczy, a może być też że ją skrycie nienawidzą. "Niedługo będziemy mieć sztandar i znaki europejskie, ale jeszcze tego nie mamy. I dlatego do tego momentu musimy przywrócić orła. Za dwadzieścia lat zrobimy, co zrobiliśmy dzisiaj." L.Wałęsa w związku z aferą w sprawie strojów piłkarzy. W rzeczywistości rozpad unii i powrót do stanu sprzed 1 maja 2004 roku byłby dla nas cudownym darem losu, który nie uczyniłby nas automatycznie szczęśliwymi, ale rozwiązałby wiele ogromnych problemów i zagrożeń. Byłoby to przywrócenie wolności zewnętrznej Polski z koniecznością zaprowadzenia następnie normalności wewnątrz kraju.
poniedziałek, 21 listopada 2011
To jest nasza Polska !
----------------- Tego nie pokazano w reżimowej telewizji. Była za to góra kłamstw, niebywale bezczelnych, we wszelkich możliwych miejscach, wczoraj w Sejmie. Ale narodu nie da się oszukać.
piątek, 18 listopada 2011
Nowy rząd

Grupa osób uległych wobec tego kto je wybrał, nie rokująca żadnych pozytywnych nadziei. Czy ten człowiek zaprosiłby do rządzenia kogoś o zdecydowanych patriotycznych poglądach i o niezależnej osobowości? Mającego związek z rzeczywistością, odróżniającego dobro od zła, nie "euroentuzjastę", który nie ulega presji w czasie sejmowego głosowania? I czy ktoś taki zgodziłby się na udział w rządzie pod tym zwierzchnictwem? A gdyby się zgodził, czy miałby cień szansy na wykonanie dobrej roboty? Uwikłania systemowe pozbawiają każdego z nowych ministrów takiej możliwości. Wygłoszone exposé zapowiada jeszcze trudniejsze czasy. Deklaracja wierności unii i obelżywe nazwanie patriotów którzy się temu nie poddają politycznymi analfabetami. Szukanie pieniędzy w kieszeniach biedaków a nie tam gdzie trzeba, na przykład rezygnując z okupowania Afganistanu. Całkowicie błędny pomysł podwyższenia wieku emerytalnego. Jedni będą się przepracowywać podczas gdy inni, skazani na bezrobocie - zdychać z głodu. Należałoby zostawić emerytów w spokoju i dać pracę ludziom w wieku produkcyjnym którzy jej potrzebują. Zapowiedziana likwidacja ulgi internetowej nie jest miła dla internautów. Natomiast powstanie ministerstwa cyfryzacji oznacza że będziemy stopniowo coraz bardziej kontrolowani przez władze we wszystkich sferach życia. Temu też ma służyć podniesienie uposażeń żołnierzy i policjantów. Na koniec wystąpienia premier oskarżył prawicę o współudział w atakowaniu narodowego święta w dniu 11 listopada w Warszawie. O roli policji nie wspomniał.
czwartek, 17 listopada 2011
Bilans sytuacji Polski
Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych, pomimo wątpliwości co do skali oszustw wyborczych, są najlepszym wskaźnikiem stanu ducha narodu. Z dobrą dokładnością wygląda to tak że na każdych sześciu statystycznych dorosłych obywateli naszego kraju mamy jednego patriotę, trzech zmęczonych, zniechęconych lub zobojętniałych, oraz dwóch nieświadomych albo nawet świadomych zdrajców. Druga grupa nie głosowała a trzecia wybrała partie szkodzące Polsce. Sytuacja jest więc bardzo trudna. Pogarsza ją fakt że dobrzy Polacy nie mają na ogół władzy, pieniędzy ani innych środków materialnych umożliwiających skuteczne działanie. Mają jednak coś bezcennego - ducha, podczas gdy przeciwnikom pozostaje tylko bezczelność. Jedna szósta to i dużo i mało. Na pewno za mało aby odwrócić obecny upadek kraju. Dlatego bardzo wiele zależy od zmęczonych, czy się obudzą. Aby obronić Polskę i samych siebie patrioci muszą się zjednoczyć. Warto to zrobić z dobrego serca a również z uwagi na przymus sytuacji. Piłsudczycy, endecy, ludzie bez historycznej tradycji, konserwatyści i liberałowie, zwolennicy kapitalizmu i socjalizmu, wierzący i niewierzący, silnie związani z ideą państwa i anarchizujący, wszyscy oni muszą zapomnieć o podziałach wobec potężnych zagrożeń. Tylko wtedy mamy jakąś szansę. Coś podobnego dzieje się w chrześcijaństwie: kiedyś kościoły walczyły ze sobą a gdy przyszła laicyzacja pogodziła prawie wszystkich. A zatem "musimy się na nowo policzyć" jak pięknie i trafnie wyraziła się śp. Anna Walentynowicz. Pozostaje tylko pytanie o sposób wykonania zadania w warunkach wszechobecnego kryzysu.
poniedziałek, 14 listopada 2011
Komu przeszkadza niepodległość Polski?
Oni szykowali się do ataku od dawna, czynili to jawnie w internecie. Pod hasłem że polski patriotyzm to faszyzm. Pseudoanarchiści, w istocie komuniści podłego sortu, nie uznający jakichkolwiek wartości patriotycznych. Mający silne wsparcie niektórych polityków, wiadomo z jakich partii, i opanowanych przez nich instytucji. Wezwali na pomoc bandytów z Niemiec aby jeszcze bardziej popisać się podłością. Wszystko przeciw polskim patriotom, przeciw obchodom Dnia Niepodległości i zorganizowanemu z tej okazji w Warszawie marszowi. Na szczęście zdrowy rozsądek narodu pokrzyżował plany zdrajców. Ponad 20-tysięczny tłum Polaków zamanifestował swe przywiązanie do Ojczyzny. Jednak media publiczne nie przedstawiły właściwej relacji z tego zdarzenia, służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo nie spełniły swego zadania, miejscami bito patriotów i przypadkowych przechodniów, wstrząsające sceny sfilmowane i dostępne w internecie, zaś sąd okazał się bardzo pobłażliwy dla sprawców zajść. Widać w tym polityczną manipulację. Liberalne, demokratyczne prawo źle służy obronie interesów Polski. Nie ma kary za zdradę dla wichrzycieli. Wiem że jest wśród nich wiele źle zbuntowanej młodzieży, zamiast przeciw złu buntują się przeciwko dobru. Są to na ogół bardzo młodzi ludzie, bez doświadczenia życiowego. Mają braki w systemie wartości spowodowane błędami w wychowaniu. Nie potrafią prawidłowo myśleć i przeciwstawić się presji swego otoczenia. Dlatego nie są w stanie uszanować patriotycznego święta. Ale oni mają prowodyrów którzy nimi sterują, powiązanych z wrogami Polski w kraju i zagranicą. Marzą aby Polacy zapomnieli kim są, aby stali się bezkształtną kosmopolityczną masą z którą można zrobić wszystko. Tych wysłałbym do nowej Berezy, za oczywiste szkodzenie Polsce!
piątek, 11 listopada 2011
Myśli na 11 Listopada

Pamiątka niepodległości pomimo braku niepodległości i żądanie jej przywrócenia. Dziś odbywają się w całym kraju liczne okolicznościowe marsze. Warto zauważyć że tylko niektóre, te oddolne, mają ducha patriotycznego odrodzenia. Pozostałe, organizowane przez władze, wesoło utrwalają w uczestnikach przekonanie że żyjemy w niepodległym kraju. Niepodległość jest wolnością od zniewolenia, zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego. Co do stosunków ze światem zewnętrznym to jesteśmy pod zaborem, jak nasi przodkowie sprzed wieków. Który to już raz? Trzy zabory w XVIII wieku, rozszarpanie Polski w 1939 roku zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow, odebranie Polsce suwerenności i połowy terytorium w wyniku decyzji Stalina, Churchilla i Roosevelta w Jałcie, w 1945 roku, i przyłączenie Polski do unii europejskiej w 2004 roku. Łącznie sześć zaborów. Dlatego umieszczony na jakimś transparencie napis: "Od zamachu 10.04.2010 r. trwa V rozbiór Polski" jest niepoprawny, gdyż zamach nie był rozbiorem, a poza tym numeracja się nie zgadza. Spotykane czasami nazywanie Okrągłego Stołu czy rabunkowej prywatyzacji w Polsce piątym rozbiorem jest także przenośnią i nie należy tych określeń traktować dosłownie. Również twierdzenie że rozbiór odbywa się bez użycia siły nie odpowiada rzeczywistości. Bez siły nie doszłoby do żadnego rozbioru, a czy to siła wojskowa czy groźba dyplomatyczna to już nieistotne. Wewnętrznie również jesteśmy zniewoleni przez system który wyewoluował z PRL-u, przepoczwarzona komuna zawładnęła kapitałem i połączyła siły ze zdrajcami kosmopolitami którzy zdradzili opozycyjne ideały. Doszło do wielkich szkód w każdej dziedzinie życia. Kierunek obecnych przemian jest taki że za kilkadziesiąt lat Polski może już nie być bo zniknie w unijnej pułapce. Dziś największą groźbą jest sytuacja społeczna w Polsce, nawet nie demograficzna a właśnie społeczna. Brak elit, degeneracja młodzieży z pokolenia na pokolenie. Potwierdzają to dzisiejsze zamieszki w Warszawie wywołane przez lewicowych bandytów, młodzież dla której niepodległość nic nie znaczy, chwalą się tym w internecie. Co zatem mamy robić, jak żyć w coraz straszniejszej dżungli? Po pierwsze: nie załamywać się, nie dopuszczać do siebie myśli że wszystko stracone. Po drugie: robić coś pożytecznego dla Polski aby odmienić zły los, coś takiego co jest w zasięgu naszych możliwości. Po trzecie: zachowywać zdroworozsądkową nadzieję, ale nie naiwną, że sytuacja się zmieni, na przykład unia padnie a naród zmądrzeje, przecież po burzy zawsze w końcu świeci słońce. Jeszcze Polska nie zginęła ...
czwartek, 10 listopada 2011
W jakim państwie żyjemy?
Mogliśmy się o tym przekonać obserwując wszystkie wydarzenia towarzyszące powstaniu nowego Sejmu i Senatu. Najpierw przepychanki wyborcze, nieuzasadniona odmowa rejestracji Nowej Prawicy w całym kraju. Następnie wybory o wciąż nieustalonej skali oszustw, że były to rzecz pewna. Odmowa uznania mandatów dwóch ważnych posłów PiS, Barskiego i Święczkowskiego. I wreszcie skandaliczne wybory marszałka i wicemarszałków Sejmu w dniu inauguracji. Zgłoszono osoby których miejsce jest zupełnie gdzie indziej niż na sejmowym świeczniku. Zabójstwa dzieci, podżeganie do dokonywania takich zabójstw, zdrada albo skrajna nieudolność przy wypełnianiu obowiązków służbowych, publiczne kłamstwa w ważnych dla narodu i państwa sprawach, wychowanie i obrona syna lżącego zamordowanych polskich bohaterów - to czyny zasługujące na najwyższe potępienie. Nawet niektórzy posłowie platformy pokazali że mają jeszcze resztki sumienia bo zagłosowali przeciw. Ale te sumienia okazały się zbyt słabe gdy przywódca partii wywarł na nich brutalny nacisk. Czyniąc to Donald Tusk pokazał Polakom swą moralność i stosunek do życia. Choć gdy mu to będzie wygodne będzie się podawał za katolika i patriotę, aby zwieść maluczkich i zyskać ich poparcie. Zaprawdę, nie ma brudniejszej rzeczy od polityki!
środa, 9 listopada 2011
Co dalej z PiS?
Rozłam w PiS jest już faktem. To duża przykrość dla wszystkich wyborców patriotycznych, zarówno prawicowych jak i centrowych ale z silną opcją na prawo. Co tam przykrość, to przede wszystkim kolejny problem dla Polski. Dlaczego do tego doszło? Ziobryści twierdzą że są niewinni i chcieli tylko naprawić PiS. Prezes Kaczyński ma odmienne zdanie, uważa że grupa od dawna spiskowała i w końcu zrealizowała złe zamiary. Kto ma rację? Rzeczywiście, w PiS konieczna jest rewolucja programowa i organizacyjna, o wiele poważniejsza niż to o czym mówili ziobryści. Ale oni wiedzieli do jakiej partii wstąpili, przez lata ją współtworzyli będąc na wysokich stanowiskach, a to co teraz proponowali nie wyglądało na głębokie zmiany. A więc jednak walka o władzę, chyba Kaczyński ma rację. Nie musimy łamać sobie głowy kogo poprzeć. Nie chodzi bowiem o sympatie wobec jakichś osób czy o osobiste interesy. Liczy się tylko kto lepiej służy Polsce. Ponieważ w obecnej, niezwykle trudnej sytuacji politycznej naszego kraju, siła czyli liczebność formacji opozycyjnej ma pierwszorzędne znaczenie, można opowiedzieć się bez wahania po stronie Kaczyńskiego. Co wcale nie oznacza rezygnacji ze słusznych postulatów zmian bo tak jak jest być dalej nie może.
piątek, 4 listopada 2011
Uwolnić Grecję !
Od długiego czasu propaganda systemu obszernie zajmuje się sytuacją w Grecji. Cel prosty: Nie myślcie że wam źle bo inni mają jeszcze o wiele gorzej. Nie mówi się jednak prawdy o przyczynach greckich kłopotów. Ten mały, dzielny kraj potrafi znakomicie żyć i rozwiązywać problemy, ale po swojemu, a nie pod dyktando Brukseli. Ma do tego pełne prawo tak samo jak do wolności. Gdy Grecja wstępowała do EWG w 1981 roku, była to jeszcze organizacja która nie wtrącała się do wszystkiego tak bardzo jak unia obecnie. W jednym bloku znalazły się społeczeństwa o zupełnie różnej mentalności co musiało doprowadzić do konfliktów. Szalony pomysł stworzenia jednego superpaństwa skutkuje przymusową integracją, wynikają z tego same kłopoty. Praktyka pokazała że duże i silne kraje z północy unii zdominowały południe. Grecja nie była w stanie spełnić nadmiernych, obcych sobie wymagań. Doszło do kryzysu, wywołanego nie przez jakiś kataklizm w naturze, ale wyłącznie z przyczyn politycznych. Gdy premier Papandreu odważył się zaproponować referendum w sprawie przyjęcia bądź odrzucenia uzależniającej Grecję unijnej pomocy, ta rzekomo demokratyczna organizacja zareagowała krytyką i naciskami. Unia pokazała że jest przeciwko wolności i podstawowym prawom ludzkim. Oni nie chcą wypuścić Grecji z rąk, to dla nich zbyt łakomy kąsek. Życzę Grecji powrotu do normalności, aby utorowała drogę innym zniewolonym narodom, z naszym na czele.
wtorek, 1 listopada 2011
Święto Zmarłych i nas żyjących
Jedni nazywają go Dniem Wszystkich Świętych, inni Świętem Zmarłych chociaż to rzadziej spotykane. Pomimo laicyzacji społeczeństwo zachowuje w nazewnictwie pozory tradycji, a poza tym dziś się już nie umiera tylko "odchodzi", ucieczka od nazywania rzeczy po imieniu spowodowana niewątpliwie lękiem przed śmiercią. Zostawmy jednak kościelne pochodzenie święta i wszystkie kontrowersje. Pomimo różnych trudności, wysiłku przygotowań, często dalekich podróży, to piękny dzień ponieważ jest manifestacją miłości żyjących do bliskich którzy z nami byli, pozostawili tyle wspaniałych dzieł i historii, nic bez nich, są wzorem do naśladowania. Niezależnie od światopoglądu można przy odpowiedniej wrażliwości, nie wierzyć ale czuć, bez złudzeń albo psychologicznej autosugestii, że nadejdzie dzień gdy się z nimi spotkamy, nie w sensie poetyckiej metafory ale realnie. A jeśli tak jest to znaczy że duch ludzki nie ginie, to jest świecka droga do uznania nieśmiertelności. Niemożliwe? A czyż nasze życie, jak się nad nim zastanowić, nie jest czymś co właściwie nie ma prawa zaistnieć a jednak istnieje? Dobrze więc zachować ostrożność zarówno przy uznawaniu niesprawdzonych teorii jak i przy odrzucaniu tego co wydaje się być czystą fantazją.
sobota, 29 października 2011
Zapomniana rocznica

Dziś mija okrągłe 400 lat od wielkiego triumfu pierwszej Rzeczypospolitej, gdy po zwycięskiej dla nas bitwie pod Kłuszynem, co zawdzięczamy hetmanowi Stanisławowi Żółkiewskiemu, car moskiewski złożył hołd królowi Władysławowi IV. Wspaniałe zwycięstwo, o którym prawie nikt nie wie z powodu rozmyślnego przemilczania, tak kiedyś jak i dziś. Czy Polska mogła wykorzystać sytuację i trwale podporządkować sobie Rosję? Chyba jednak nie było to możliwe, z przyczyn demograficznych, geograficznych i ze względu na różnice kulturowe. Być może jednak osiągnięto by więcej gdyby wiedziano jaki wróg nam w przyszłości na wschodzie wyrośnie. Warto mieć dziś w pamięci świetność dawnej Polski bo to wzmacnia dumę narodową i pozwala lepiej przetrwać obecny podły czas.
sobota, 22 października 2011
Dwa marsze
Krakowski marsz ateistów i agnostyków wywołał sprzeczne komentarze. Jak ocenić to zdarzenie? To mogłoby być coś dobrego gdyby uczestnicy byli ludźmi niewierzącymi lecz wolnymi od patologii drążących tę część społeczeństwa. Od wszelkiego zła które jest jakoś powstrzymywane przez religie, od związków z SLD i Palikotem. Słowem, gdyby byli dobrze a nie źle zbuntowani. Tak jednak nie było, więc do tamtego marszu nie przyłączyłbym się. Wystarczy mi trzymanie się prawdy czyli rzeczywistości, bycie realistą, co skutkuje odrzuceniem fikcyjnych i niesprawdzalnych wierzeń. Jedenastego listopada odbędzie się w Warszawie marsz dla uczczenia rocznicy odzyskania niepodległości, organizowany przez środowisko narodowo-katolickie. Podobnie jak było rok temu, różne grupy obrzucają tę patriotyczną manifestację nieprawdziwymi zarzutami faszyzmu, rasizmu, nazizmu. Smutne że część młodzieży lewicującej i anarchistycznej daje się wciągnąć w atakowanie tego marszu kompletnie nie zważając na jego patriotyczne przesłanie. Można nie zgadzać się w pełni z endecją ale kiedy robi coś dobrego należy to uszanować. Zwłaszcza w czasie gdy wolność Polski jest stopniowo i systematycznie ograniczana, aż do zaplanowanej zupełnej utraty. Dlatego blokowanie tego przemarszu jest na rękę wrogom i ma jednoznacznie antypolski charakter.
poniedziałek, 17 października 2011
Oburzeni wszystkich krajów łączcie się !
Słuszny ogólnoświatowy protest przeciwko nieludzkiemu systemowi kapitalistycznemu. Problem w tym że gdy mieści się w granicach prawa jest mało skuteczny. A gdy dochodzi do radykalnych działań ma miejsce przemoc, rozlew krwi i są straty materialne. Oczywiście system chciałby żeby ludzie się wyszumieli, zmęczyli i aby wszystko zostało po staremu. Bezrobocie, kryzys za kryzysem, pogłębiające się i niczym nieuzasadnione nierówności bogactwa i biedy, złe gospodarowanie nastawione tylko na zysk a nie na zaspokojenie potrzeb człowieka, manipulowanie społeczeństwem i okłamywanie go, rażące naruszenie ludzkiej godności i doprowadzenie wielu osób do śmierci. Obecne wydarzenia to dopiero wstęp do prawdziwej rewolucji która powinna być bezkrwawa, ale tak pewnie nie będzie bo przeciwnik nie podda się bez walki. Na przykład w Polsce, tak ciężko dotkniętej kryzysem, społeczeństwo jeszcze nie dostrzegło możliwości protestu, zapewne nie wierzy w jego powodzenie, ale coś robić trzeba. Czekamy więc na rozwój wydarzeń ruszających z posad bryłę świata.
środa, 12 października 2011
I po wyborach
Jest źle. Coraz bardziej degradujące się społeczeństwo nie znalazło w sobie siły aby obronić kraj przed kontynuacją kryzysu politycznego, gospodarczego, a przede wszystkim moralnego. Lepsi kandydaci przegrywali często niezasłużenie. Splugawiono Sejm wpuszczając doń takich którzy nigdzie nie powinni być wpuszczeni, morderców dzieci, dewiantów, samo zło. Ci którzy na nich głosowali to motłoch bez podstaw moralnych. Zbuntowana młodzież którą skrzywdzono. Tak ich wychowano i to w coraz większym stopniu już po PRL-u. Nie jestem rasistą, ale co robią Murzyni w polskim parlamencie? Tak samo niestosowne jakby ktoś z Polski pojechał rządzić do Afryki. Wyraźnie brakuje w naszym kraju elit, w wystarczającej ilości aby powstała odpowiednia masa krytyczna, dla przejęcia władzy przez dobrych Polaków. I co będzie dalej? Albo długotrwała wyniszczająca stagnacja do następnych wyborów, może za cztery lata(!), albo dojdzie do jakichś nagłych, dramatycznych zdarzeń o nieprzewidywalnym finale. PiS z osiągniętym 30% poparciem może bardzo dobrze przetrwać i wykorzystać czas na reformy i oczyszczenie się z błędów. Ale dla Polski nadchodzi trudna pora choć jesteśmy zahartowani w przeżywaniu takich sytuacji.
Wybory 2011
Całą niedzielę, od nocy do nocy, spędziłem jako mąż zaufania w ramach akcji "Uczciwe wybory" przy jednej z sopockich komisji wyborczych. Od przygotowań przed otwarciem lokalu, poprzez głosowanie, moment ogłoszenia fatalnych wyników ogólnopolskich, po liczenie głosów i czynności końcowe. Miałem więc rzadką okazję ujrzeć wybory od środka z ich wyjątkowym splotem problemów politycznych i psychologicznych. Chociaż głosowanie jest tajne, w wielu przypadkach można się było zorientować jak ludzie głosują. Nie były to dobre sygnały. Czy jestem ze swej roli zadowolony? Niestety nie. Moim zadaniem było przeciwdziałanie ewentualnym błędom i fałszerstwom wyborczym. W obecnych warunkach jest to niewykonalne. System zadbał aby niezależni obserwatorzy nie psuli jego intryg. Przepisy Państwowej Komisji Wyborczej maksymalnie ograniczają prawa mężów zaufania, nie mają oni władzy umożliwiającej skuteczną kontrolę, nie mogą też liczyć głosów(!), tylko obserwują. Te przepisy, po prostu złe prawo, powinny być natychmiast zmienione gdy tylko powstanie właściwa władza. Obecnie przy złej woli osób kierujących komisją obwodową łatwo o konflikty i nadużycia. Nie mogę zatem stwierdzić że wszystko było w porządku. Z drugiej strony bez żadnej kontroli, nawet tak słabej, byłoby jeszcze gorzej. Mimo wszystko warto było głosować, w sytuacji w jakiej znalazł się nasz kraj nie ma innego wyboru.
sobota, 8 października 2011
Cisza wyborcza !
To taki trochę dziwny czas. Stan przed nie wiadomo czym. Czy coś może się zmienić po wyborach na lepsze? Nadzieja niewielka ale trzeba walczyć, o Polskę i o siebie. Walka jest nierówna, do wrogów Polski dołączyło wielu takich którzy mogli być nawet kiedyś wzorowymi opozycjonistami, stracili jednak ducha i dali się skorumpować. Zaakceptowali system bo nie chcą już żadnych zmian. Ci znani twórcy czy artyści powinni być mądrymi inteligentami, dali zaś pokaz wygodnictwa i niezrozumienia polskości. Widać jak dobrobyt, dostępny nielicznym, niszczy morale skuteczniej niż prześladowania. Chociaż znam jednego który będąc biedakiem i tak wierzy w system, żałosne samooszukiwanie się. Obecne wybory są chyba jednymi z ostatnich przeprowadzanych w tradycyjnej formie. Za kilka lat prawie całe głosowanie będzie się zapewne odbywało w internecie. Każdy otrzyma tajny PIN do jednorazowego wykorzystania w dniu wyborów. Pozostaną nieliczne komisje dla biedaków, potem i to zlikwidują. A walkę z oszustwami wyborczymi będą prowadzić małe zespoły wysoko kwalifikowanych informatyków. Czy tak będzie lepiej? Tylko wtedy gdy świadomość społeczna wzrośnie do tego stopnia że te nowinki techniczne nie będą mogły być użyte w celu zniewolenia ludzi.
wtorek, 4 października 2011
Biedny Sopot
Szedłem dziś do centrum Aleją Niepodległości. Piękna nazwa, nieprawdaż, ale ile w niej prawdy a ile fikcji w tych ciężkich czasach? W związku z ciągłymi zjazdami unijnych urzędników, a może i bez tej przyczyny, na wszystkich latarniach umieszczono obce i wrogie niebieskie flagi, upstrzone złotymi gwiazdkami. I tylko te flagi, bez polskich. Może to i lepiej że nasze znaki nie są hańbione takim towarzystwem. Ale to o czymś świadczy. Tak nie robili nawet komuniści, oni zawsze wywieszali flagi czerwone i biało-czerwone, w proporcji 1:1. A w ogóle to dlaczego nasze piękne miasto jest wykorzystywane do celów politycznych przez obecne władze? To taka zła tradycja, kiedyś był tu Hitler, przyjeżdżał Cyrankiewicz, niedawno przyjmowali Putina, parada zbrodniarzy. A teraz unijni biurokraci dyskutują, nie o lepszej współpracy międzynarodowej ale o tworzeniu nowego superpaństwa, mocarstwa które pożre stare państwa narodowe. I o tym co nam nowego narzucić, do czego zmusić a czego zakazać. Ja nie chcę aby takie rzeczy działy się w Sopocie, gdziekolwiek zresztą. A ludzie milczą bo jeszcze nie dojrzeli do spokojnego ale zdecydowanego NIE wobec wszelkich łajdactw. Oby ten czas wreszcie nadszedł, im szybciej tym lepiej!
Uczciwe wybory

Duża skala oczywistych fałszerstw i podejrzanych, niewyjaśnionych zjawisk w czasie ubiegłorocznych i wcześniejszych elekcji, spowodowała powstanie społecznej akcji ochrony wyborów pod nazwą "Uczciwe wybory". Każdy komu los Ojczyzny nie jest obojętny powinien rozważyć czy może się do tej akcji przyłączyć. Nie dla jakiejkolwiek partii, ale dla Polski, a przeciwko jej wrogom i oszustom. Pewne jest bowiem że wszelkie manipulacje wyborcze są niezwykle szkodliwe, przekładają się na dojście do władzy ludzi zdegenerowanych, nie mających kwalifikacji moralnych do rządzenia nawet w małej gminie. Łączy się to z faktem że wybory demokratyczne są zawsze niepewne bo zależą od świadomości wyborców. Ale takie ryzyko trzeba podjąć, nie ma innej możliwości, tak długo jak będzie istnieć jakaś władza. Dlatego zachęcam wszystkich do zapisywania się na stronie www.uczciwewybory.pl. Czasu pozostało niewiele, dołączenie jest możliwe aż do ostatniego dnia przed wyborami, nie warto jednak zwlekać.
czwartek, 29 września 2011
Mój kandydat do Senatu

Mam szczególną satysfakcję ze szczęśliwej okoliczności że kandydatem do Senatu jest w moim okręgu wyborczym pan Andrzej Gwiazda. Bohater walk o wolną Polskę, wieczny opozycjonista, co jest cechą ludzi mających właściwy stosunek do władzy, bezpartyjny, popierany przez PiS. Jak mówił na spotkaniu z wyborcami chciałby odpocząć, ale zdecydował się kandydować w związku z bardzo trudną sytuacją naszego kraju. Głosi zasadę uczciwości w polityce, rzadkość w tym fachu. Patrząc na polską scenę polityczną trudno wyobrazić sobie lepszą kandydaturę. Dlatego zachęcam wszystkich mieszkańców Gdańska i Sopotu do głosowania na pana Andrzeja Gwiazdę.
środa, 28 września 2011
Czas wyborów: 2011
A kiedy ulice zakwitną plakatami z twarzami mniej licznych patriotów, oraz z gębami i mordami tłumu karierowiczów i zdrajców - to znak że kolejne wybory do Sejmu i Senatu już blisko. Co z tym począć, jak się zachować w sytuacji wymagającej dokonania słusznego wyboru w trosce o Polskę i jej mieszkańców? W pierwszej kolejności należy sobie odpowiedzieć na pytanie czy w ogóle warto głosować. Nie można rozpatrywać tej kwestii niezależnie od obecnej, niezwykle trudnej sytuacji Polski. Bez tego najlepiej byłoby zostawić brudną politykę, w której nie sposób znaleźć naprawdę dobrej partii. Ale czas jest tak poważny że konieczne jest pójście na kompromis, świadome ograniczenie wymagań, lub jak kto woli wybór mniejszego zła. Dlaczego jednak mamy się godzić z jakimś złem, choćby niewielkim? Ponieważ dożyliśmy czasu w którym nawet istnienie Polski jest zagrożone, więc nie pora troszczyć się o róże gdy płonie las. Wybory, pomimo ich całej niedoskonałości, mają jakieś przełożenie na sytuację kraju, ktoś te wybory wygra i będzie pomagał lub szkodził. A więc głosujemy. Ale na kogo? To jest pytanie wymagające wiedzy i staranności aby nie dać się oszukać. Czy mamy głosować na kosmopolitów którzy oddali się bez reszty zagranicy i prowadzą Polskę na pewne zniszczenie, strawienie w brzuchu unijnego molocha, którzy odpowiadają za Smoleńsk? Przenigdy! Albo na postpezetpeerowców którzy uniknęli słusznej kary za zbrodnie PRL-u, odpowiadają za hańbę transformacji, przywykli do służenia obcym wprowadzili nasz kraj do unii, wysłali wojska do Iraku, a dziś chcą przyzwolenia na zabijanie aborcyjne dzieci i małżeństwa gejowskie? Nigdy w życiu! O pseudodziałaczach chłopskich którzy raczej nawet wsi nie służą, oraz o drobnicy sejmowej zagrożonej nieprzekroczeniem progu wyborczego, szkoda w ogóle pisać. Istnieje tylko jedna partia która wcale nie jest doskonała, ale gwarantuje spowolnienie degradacji Polski, z nadzieją na odmianę jej losu w odpowiednim momencie, gdy naród zbierze siły a historia pozwoli. Tą partią jest PiS. Wiemy więc już na kogo głosować w nadchodzących wyborach.
poniedziałek, 19 września 2011
Coraz nas mniej ...
Demografowie bardzo się zdziwili, a politycy otrzymali nowy temat swych walk, na wieść że w pierwszej połowie bieżącego roku ilość zgonów w Polsce przekroczyła liczbę urodzeń o dwa tysiące. Chociaż nie jest to wielkość zagrażająca bezpośrednio 38-milionowemu społeczeństwu, to wiele mówi o sytuacji w Polsce. Każde żywe stworzenie, roślina, zwierzę czy człowiek, potrzebuje do życia dobrych warunków, fizycznych i psychicznych. Gdy korzysta z odpowiedniego dobrostanu, przejawia naturalną skłonność do rozmnażania. W gorszych warunkach, ale możliwych do przeżycia, rozmnażanie zanika a życie jeszcze trwa, ulegając stopniowej degeneracji. To są ogólne prawidłowości potwierdzone doświadczeniem. Jeśli więc dzieje się tak jak to zaobserwowano w Polsce, mamy pewny, doświadczalny dowód złych warunków wokół nas. Choć każdy uważny obserwator widzi to bez żadnych dowodów. Postępująca utrata wolności i suwerenności kraju, dziki kapitalizm, klęska bezrobocia, konsumpcyjny styl życia jednych ludzi a z drugiej strony zmasowane ubóstwo, życie w stanie zagrożenia i niepewności jutra, powszechny brak sprawiedliwości, brak zaufania do wszelkich instytucji, państwowych i niepaństwowych, rozpad więzi rodzinnych i społecznych, do czego przyczyniają się pseudokultura i fikcyjne wykształcenie, brak gruntu, ładu moralnego, poczucia sensu życia, postępujący indywidualizm objawiający się niemożnością trwałego związku z drugim człowiekiem, brak miłości w życiu ... Można długo wyliczać choroby naszego świata. Czy się z nich kiedyś wyleczymy? I czy zdążymy zanim będzie całkiem za późno?
sobota, 17 września 2011
Nasz wschód

17 września wspominamy nie tylko sowiecką napaść z 1939 roku wraz ze wszystkimi jej okropnościami, ale również nasze wschodnie ziemie, połowę Polski!, zagrabione przez Rosję. Dziś wspomina się wojenne historie, mówi się o potrzebie pomocy Polakom na wschodzie, są organizowane rozmaite wycieczki w tamte strony. Wszystko to dobre ale czegoś brak. Brakuje słów prawdy o naszym wschodzie, o tym że nie można pogodzić się z rozbiorem Polski dokonanym przez zbrodniczych najeźdźców, który został zaakceptowany przez Zachód w imię rzekomego świętego spokoju, a w rzeczywistości wbrew wszelkiej moralności. Nie chodzi o to aby walczyć z Ukrainą, Białorusią czy Litwą, nie ma mowy o wojnie. Zresztą dzisiejsza Polska znajdująca się w szponach Brukseli i innych wrogich obcych sił, rządzona przez wiadomo kogo, pozbawiona patriotycznych elit, nie jest zdolna do jakiegokolwiek działania w tej sprawie. Jedyne co można, co koniecznie potrzeba uczynić dziś, to zachować pamięć i przenieść ją przez kolejne pokolenia. Jak wiemy z historii, co jakiś czas dochodzi w Europie do kompletnej destrukcji istniejącego stanu rzeczy, zmieniają się państwa, ich granice i władze, ludność i majątek, zmienia się wszystko. Na taki moment historyczny należy cierpliwie czekać, aż nadejdzie, a to jest rzecz pewna. Tylko czy Polska i jej naród wytrwają do tego czasu i czy będą przygotowani do czynu? Ważne pytanie na które nie znamy odpowiedzi.
piątek, 16 września 2011
"Teraz jest wojna" - fragment artykułu z aktualnego numeru "Gazety Polskiej"
Jest wielu Polaków (i ja jestem wśród nich), którzy przewidują najgorsze i dopuszczają taką możliwość, że zbliża się następny rozbiór Polski. To oczywiście nie będzie taki rozbiór jak te w XVIII w., ten będzie wyglądał zupełnie inaczej. Ten nowy rozbiór może już się nawet zaczął, może już trwa. Ci, którzy potrafią coś zobaczyć przez szczeliny Wielkiej Ściemy, dobrze wiedzą, od czego się zaczął: od likwidowania polskości, od rzucania nas na kolana, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości i naszych bohaterów. Likwidacja polskości to jest krok pierwszy, drugim będzie likwidacja Polski. Z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem rozmawia Joanna Lichocka.
Spotykamy się z okazji wydania pierwszego numeru „Gazety Polskiej Codziennie”, to właśnie od wywiadu z Panem zaczęło życie nasze nowe pismo.
Może „Gazeta Polska Codziennie” pokaże Polakom choćby kawałek, choćby kilka kawałków rzeczywistej Polski, takiej Polski, w której naprawdę żyjemy – tej, która jest naszym życiem i naszym losem. Tak widziałbym sens pojawienia się „Gazety Polskiej Codziennie” w kioskach i tego od niej oczekuję. Jedna z ostatnich książek Kazimierza Brandysa, opisująca w trybie eseistycznym ostatnie lata PRL-u, nosiła tytuł „Nierzeczywistość”. To jest właśnie słowo, którego należy użyć do opisu tego, co pokazują nam teraz wielkie media – wielkie telewizje i wielkie gazety. Wystarczy nacisnąć przycisk pilota i oto ukazuje się nam NIERZECZYWISTOŚĆ, czyli Polska podstępnie i nikczemnie zmyślona: nierzeczywiste państwo, nierzeczywista jego gospodarka, nierzeczywiste jego problemy, nierzeczywista armia, nierzeczywiste finanse, nierzeczywiści (to bardzo ważne) Polacy i nad tym wszystkim nierzeczywisty rząd. W tle jest jeszcze nierzeczywista Europa. Nawet mniej ważne szczegóły tego fikcyjnego obrazu są (prawdopodobnie to też jest konieczne) wyprodukowane w głowach jego twórców: mamy więc nierzeczywistych mędrców oraz nierzeczywistych artystów i nierzeczywistych literatów, pouczających nas, że nierzeczywistość jest rzeczywistością. Wszystko to przypomina obraz ostatnich lat PRL-u, choć oczywiście jest też w tym wiele nowych elementów. Kazimierz Brandys pewnie by się trochę zdziwił. Często o tym myślę, bo choć różniliśmy się co do tego, jak ma wyglądać przyszłość Polski, to był mój bliski i drogi przyjaciel: czy napisałby teraz „Nierzeczywistość po raz drugi”, czy uznałby, że ta nowa nierzeczywistość to jest rzeczywistość, z którą trzeba się pogodzić i w którą trzeba uwierzyć – jeśli chce się jakoś żyć.
Kto jest twórcą tego nierzeczywistego obrazu? Kto go produkuje?
Kto to tworzy, to nie jest ważne – producenci kupowani są za pieniądze i nie warto się nimi zajmować. Ważne pytanie brzmi tak: po co tworzona jest ta nierzeczywistość, po co i komu jest potrzebna ta fikcyjna Polska? Otóż tworzona jest ona po to, żeby zasłonić (a najlepiej – całkowicie unicestwić) Polskę rzeczywistą. Ci, którzy wyszukują właściwy przycisk pilota albo otwierają właściwą gazetę, dowiadują się, że żyją w bardzo miłym kraju, w którym żyje im się bardzo przyjemnie, a jeśli nawet w tym życiu pojawiają się jakieś nieprzyjemne problemy, to wiadomo, że nasz rząd jakoś sobie z nimi poradzi, bo jest bardzo miły. Miła jest też Europa i mili są nasi żołnierze walczący o pokój w Afganistanie. Jeśli gdzieś (jak ostatnio) ktoś kogoś morduje, to miła Europa potrafi temu zapobiec i ukarze niemiłych terrorystów, a nasz rząd nie pozwoli, żeby u nas coś takiego się zdarzyło. – Nie chcecie w to uwierzyć? – pyta telewizor. – No to nie będziecie żyli miło i przyjemnie. – A któż nie chciałby żyć miło i przyjemnie, a nade wszystko – spokojnie? W imię świętego spokoju (w imię spokojnego wychowywania dzieci i spokojnego dorabiania się) miliony Polaków uwierzyły już więc w tę nierzeczywistość. Może ją pani nazwać, pani Joasiu, Wielkim Matrixem albo, jeśli pani woli, Wielką Ściemą. Ja wolę tę drugą nazwę, bo jest zakorzeniona w polszczyźnie, jest pochodną ściemniania. Tysiące specjalistów od produkowania Wielkiej Ściemy ściemnia, żeby nie było widać rzeczywistości, czyli prawdy o Polsce. A prawda jest taka, że rzeczywista Polska jest pełna niepokoju, pełna złych przeczuć, nawet pełna grozy – nie zna swojej przyszłości, nie wie, co się z nią stanie, pyta o to i nie znajduje odpowiedzi. Po to jest Wielka Ściema – żeby to pytanie nie było stawiane, żeby Polacy o tym nie myśleli. Bo gdyby pomyśleli, to doszliby do wniosku, że kiedy nierzeczywistość pryśnie, to zniknie też nierzeczywisty rząd ze swoją nierzeczywistą Europą, a wtedy oni, Polacy, staną twarzą w twarz z nieznaną i groźną rzeczywistością – i trzeba będzie coś z nią zrobić, trzeba się będzie jakoś uratować, trzeba będzie uratować Polskę – ale nie wiadomo, jak.
Spotykamy się z okazji wydania pierwszego numeru „Gazety Polskiej Codziennie”, to właśnie od wywiadu z Panem zaczęło życie nasze nowe pismo.
Może „Gazeta Polska Codziennie” pokaże Polakom choćby kawałek, choćby kilka kawałków rzeczywistej Polski, takiej Polski, w której naprawdę żyjemy – tej, która jest naszym życiem i naszym losem. Tak widziałbym sens pojawienia się „Gazety Polskiej Codziennie” w kioskach i tego od niej oczekuję. Jedna z ostatnich książek Kazimierza Brandysa, opisująca w trybie eseistycznym ostatnie lata PRL-u, nosiła tytuł „Nierzeczywistość”. To jest właśnie słowo, którego należy użyć do opisu tego, co pokazują nam teraz wielkie media – wielkie telewizje i wielkie gazety. Wystarczy nacisnąć przycisk pilota i oto ukazuje się nam NIERZECZYWISTOŚĆ, czyli Polska podstępnie i nikczemnie zmyślona: nierzeczywiste państwo, nierzeczywista jego gospodarka, nierzeczywiste jego problemy, nierzeczywista armia, nierzeczywiste finanse, nierzeczywiści (to bardzo ważne) Polacy i nad tym wszystkim nierzeczywisty rząd. W tle jest jeszcze nierzeczywista Europa. Nawet mniej ważne szczegóły tego fikcyjnego obrazu są (prawdopodobnie to też jest konieczne) wyprodukowane w głowach jego twórców: mamy więc nierzeczywistych mędrców oraz nierzeczywistych artystów i nierzeczywistych literatów, pouczających nas, że nierzeczywistość jest rzeczywistością. Wszystko to przypomina obraz ostatnich lat PRL-u, choć oczywiście jest też w tym wiele nowych elementów. Kazimierz Brandys pewnie by się trochę zdziwił. Często o tym myślę, bo choć różniliśmy się co do tego, jak ma wyglądać przyszłość Polski, to był mój bliski i drogi przyjaciel: czy napisałby teraz „Nierzeczywistość po raz drugi”, czy uznałby, że ta nowa nierzeczywistość to jest rzeczywistość, z którą trzeba się pogodzić i w którą trzeba uwierzyć – jeśli chce się jakoś żyć.
Kto jest twórcą tego nierzeczywistego obrazu? Kto go produkuje?
Kto to tworzy, to nie jest ważne – producenci kupowani są za pieniądze i nie warto się nimi zajmować. Ważne pytanie brzmi tak: po co tworzona jest ta nierzeczywistość, po co i komu jest potrzebna ta fikcyjna Polska? Otóż tworzona jest ona po to, żeby zasłonić (a najlepiej – całkowicie unicestwić) Polskę rzeczywistą. Ci, którzy wyszukują właściwy przycisk pilota albo otwierają właściwą gazetę, dowiadują się, że żyją w bardzo miłym kraju, w którym żyje im się bardzo przyjemnie, a jeśli nawet w tym życiu pojawiają się jakieś nieprzyjemne problemy, to wiadomo, że nasz rząd jakoś sobie z nimi poradzi, bo jest bardzo miły. Miła jest też Europa i mili są nasi żołnierze walczący o pokój w Afganistanie. Jeśli gdzieś (jak ostatnio) ktoś kogoś morduje, to miła Europa potrafi temu zapobiec i ukarze niemiłych terrorystów, a nasz rząd nie pozwoli, żeby u nas coś takiego się zdarzyło. – Nie chcecie w to uwierzyć? – pyta telewizor. – No to nie będziecie żyli miło i przyjemnie. – A któż nie chciałby żyć miło i przyjemnie, a nade wszystko – spokojnie? W imię świętego spokoju (w imię spokojnego wychowywania dzieci i spokojnego dorabiania się) miliony Polaków uwierzyły już więc w tę nierzeczywistość. Może ją pani nazwać, pani Joasiu, Wielkim Matrixem albo, jeśli pani woli, Wielką Ściemą. Ja wolę tę drugą nazwę, bo jest zakorzeniona w polszczyźnie, jest pochodną ściemniania. Tysiące specjalistów od produkowania Wielkiej Ściemy ściemnia, żeby nie było widać rzeczywistości, czyli prawdy o Polsce. A prawda jest taka, że rzeczywista Polska jest pełna niepokoju, pełna złych przeczuć, nawet pełna grozy – nie zna swojej przyszłości, nie wie, co się z nią stanie, pyta o to i nie znajduje odpowiedzi. Po to jest Wielka Ściema – żeby to pytanie nie było stawiane, żeby Polacy o tym nie myśleli. Bo gdyby pomyśleli, to doszliby do wniosku, że kiedy nierzeczywistość pryśnie, to zniknie też nierzeczywisty rząd ze swoją nierzeczywistą Europą, a wtedy oni, Polacy, staną twarzą w twarz z nieznaną i groźną rzeczywistością – i trzeba będzie coś z nią zrobić, trzeba się będzie jakoś uratować, trzeba będzie uratować Polskę – ale nie wiadomo, jak.
poniedziałek, 12 września 2011
Dziś 90 urodziny Stanisława Lema !
Nasz kosmiczny myśliciel i pisarz, lwowianin. Jego twórczość jest uniwersalna, stąd tak bardzo popularna na całym świecie, ona przetrwa próbę czasu. Lem był również patriotą i realistą o czym świadczy krótki cytat: "Nie wierzyłbym, że NATO albo Unia Europejska nas uratuje; jeżeli sami się nie uratujemy, nikt tego za nas nie zrobi". Oby dzisiejsze pokolenie tak właśnie myślało.
10 lat nowego terroru na świecie
Rozważanie tematu napotyka na trudność ponieważ nie znamy całości faktów wokół wydarzeń z 11 września 2001. Wszyscy znają oficjalną wersję wypadków, która milczy na temat roli amerykańskich służb specjalnych. Można jednak przeczytać o tym, choćby w internecie, i wierzyć lub nie w różne rewelacje. Choć atak na USA spowodował ogromne ofiary ludzkie i straty materialne, można więc w tym momencie współczuć Amerykanom, to został później sprytnie wykorzystany jako pretekst do haniebnej napaści na Irak i brutalnej okupacji tego kraju, oraz podobnej bezprawnej wieloletniej okupacji Afganistanu, a to zasługuje na zdecydowane potępienie. A jeśli ten pretekst był potrzebny dla podtrzymania siły USA po zimnej wojnie, to można różnie myśleć o przyczynach całej sprawy. Chociaż każde życie jest cenne to jednak coś wynika z porównania trzech tysięcy ofiar z 11 września z późniejszymi setkami tysięcy zabitych w Iraku i w Afganistanie. Z ilu młodych ludzi zrobiono na wojnie morderców, z którym to bagażem moralno-psychicznym wrócili do swych społeczeństw? Jakie świadectwo "demokracji" wystawiono w Guantanamo, Abu Graif czy w tajnych więzieniach w różnych miejscach świata? W istocie terror państwowy jest znacznie bardziej niebezpieczny od terroru garstki fanatyków.
sobota, 10 września 2011
Świat oszalał
Jeśli ktoś miałby co do tego jakieś wątpliwości odsyłam do dzisiejszej walki bokserskiej Adamek - Kliczko we Wrocławiu. Jak ogłoszono, gaże tych współczesnych gladiatorów mają wynieść odpowiednio 5 i 10 mln dolarów. Za to że ci zawodnicy będą się publicznie okładali pięściami, otrzymają kwoty wielokrotnie większe niż wynoszą zarobki prawie wszystkich normalnych ludzi w ciągu całego życia! Taki skutek olbrzymiej fascynacji mas tą walką. Jest to reakcja ludzi żyjących w świecie pełnym przemocy, którzy odczuwają kult siły. Należałoby się zastanowić czy boks jest w ogóle sportem. Aby jakaś dyscyplina zasługiwała na to miano musi wyzwalać u uczestników, sportowców i publiczności, pozytywne emocje, nie może również wywoływać pewnego uszczerbku na zdrowiu zawodników. Boks jest zbyt brutalny, nie spełnia pierwszego wymagania. Pomimo stosowanych zabezpieczeń walczący doznają wielu obrażeń, które mogą doprowadzić do kalectwa, nawet tragedii. Dlatego trzeba uznać boks jedynie za sztukę walki, użyteczną w samoobronie, choć jak wykazano judo i karate są lepsze.
czwartek, 1 września 2011
Polski wrzesień
Dziś trudny dzień dla wszystkich w Polsce posiadających świadomość historyczną. Przypomina się zniszczenie kraju przez najeźdźców, bohaterstwo obrońców, tragedię bombardowanej ludności. Los konkretnych osób z własnej rodziny. Chociaż Polska przedwojenna miała swoje problemy to stanowi dziś dla nas punkt odniesienia. To była niedoskonała ale prawdziwa Polska, wolna od obcej ingerencji. Dzisiejsi POlitycy usiłują zbić na rocznicy kapitał wyborczy. Piękne przemówienia zafałszowujące rzeczywistość. Wypowiedziano między innymi życzenie aby już nigdy nie wywieszono u nas białej flagi. Ale oni tę flagę sami dawno wywiesili, najpierw wobec unii, wpędzając kraj w niesuwerenność, potem wobec Ameryki, wciągając nas w złe wojny, wreszcie w sprawie katastrofy smoleńskiej.
środa, 31 sierpnia 2011
Rocznicowe wspomnienie
W dniu 31 rocznicy wielkiego solidarnościowego zwycięstwa, które jak wiele polskich wiktorii przepadło w zawierusze dziejowej, chcę dziś wspomnieć postać jednego wybranego bohatera. Stanisław Helski (ur. 29 września 1929 r. we wsi Tereszpol na Zamojszczyźnie, zm. 23 lipca 2004 r. w Ząbkowicach Śląskich) – rolnik, w czasie wojny żołnierz Batalionów Chłopskich, więziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku, od lat siedemdziesiątych gospodarz w Kobylej Głowie k. Ząbkowic Śląskich. Członek wspierający Konfederacji Polski Niepodległej, założyciel Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Chłopów Województwa Wałbrzyskiego. Wraz ze Stanisławem Janiszem, Michałem Bartoszcze, Romanem Bartoszcze organizował ogólnopolski związek Solidarność Chłopska. Był członkiem Krajowego Komitetu Koordynacyjnego Chłopskich Związków Zawodowych. W lutym 1981 roku organizował ogólnopolski protest głodowy chłopów w świdnickim kościele św. Józefa. Po wprowadzeniu stanu wojennego nie zaprzestał działalności opozycyjnej. W odwecie ówczesne władze rozpoczęły wobec niego szykany. Wiosną 1982 r. naczelnik gminy Ciepłowody wydał Helskiemu nakaz obsiania pól jęczmieniem, do którego Helski nie zastosował się gdyż nakaz ten uważał za bezprawny. W maju 1982 roku pod eskortą milicji na pola Helskiego wjechało 14 ciągników z siewnikami. Dokonano przymusowego zagospodarowania i pola Helskiego obsiano bezsensownie jęczmieniem. Kosztami całej akcji obciążono rolnika. Po kilkunastu dniach Helski zaorał niewyrośnięte zboże na własnym polu, za co został aresztowany i skazany na łączną karę 6 lat pozbawienia wolności za wszystkie popełnione czyny. Komornik zajął i zlicytował maszyny rolnicze i sprzęty Helskiego. Ponadto jego jedyny syn został wcielony do wojska. Po wyjściu z więzienia, zrujnowany finansowo, rozpoczął bez pomocy adwokatów wieloletnią batalię z systemem prawnym PRL o uniewinnienie. Trzykrotnie w jego sprawie wyrokował Sąd Najwyższy oraz wielokrotnie Naczelny Sąd Administracyjny. Zarzuty jednak nie zostały oddalone a sprawy sądowe ucięła amnestia którą ogłoszono po zniesieniu stanu wojennego. Helski bezskutecznie usiłował odrzucić postanowienie o amnestii wobec siebie i domagał się uniewinnienia które dawałoby mu podstawę prawną do dochodzenia roszczeń za bezprawne działania urzędników, doznane krzywdy i utracone zdrowie. Sytuacji nie zmieniły zmiany ustrojowe po 1989 r. Wszystkie skargi do organów władzy państwowej i do Rzecznika Praw Obywatelskich pozostawały bez odpowiedzi. Domagał się postawienia Wojciecha Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu, a kopię wniosku w tej sprawie zaniósł osobiście Jaruzelskiemu jesienią 1992 r. na spotkanie na którym Jaruzelski promował swoją książkę w księgarni we Wrocławiu. Jego apele o rozliczenie stanu wojennego pozostawały bez odpowiedzi. Jesienią 1994 r. Jaruzelski wydał książkę "Stan wojenny, dlaczego?". Helski w akcie desperacji na spotkaniu autorskim zorganizowanym w tym samym miejscu co poprzednim razem, 11 października 1994 r. uderzył Jaruzelskiego zawiniętym w gazetę kamieniem z własnego pola w twarz. Stanisława Helskiego umieszczono w zakładzie psychiatrycznym i wytoczono proces. Został skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę. Na wniosek posła Micewskiego - byłego agenta SB, 28 października 1994 r. komisja odpowiedzialności konstytucyjnej Sejmu RP potępiła atak Stanisława Helskiego. W 1995 roku niezależna holenderska wytwórnia filmów edukacyjnych nakręciła film p.t. "Generał i chłop". Film należy do serii pod wezwaniem "Diogenes – ludzie niepokorni" i każdy odcinek opowiada o losie ludzi niepokornych z całego świata. Na murach budynków Helskiego pozostały ślady walki z władzą. Po kolejnych bowiem sprawach sądowych Helski zredagował kilka haseł które syn namalował na oborze, budynku mieszkalnym, garażach. Przypominało to pekińskie gazety ścienne – formę korespondencji z władzą, podobną do tych na placu Tienanmen w czasie chińskiej rewolucji. Brzmiały one tak: "Tu władza łamie prawo i porozumienia społeczne. Prawo osłania bezprawie.", "Zemsta władzy klęską gospodarstwa. Jednak odwet generale.", " Z zajazdem pól, rabunkiem mienia, gwałtem praw człowieka i obywatela w nowe 40-lecie." Akcję haseł zakończył syn w 1983 roku, gdy mimo prowadzenie gospodarstwa rolnego, mimo iż Helski był już rencistą a jego żona chorowała, został wcielony do wojska. Napisał wtedy: "Żegnajcie pola i chaty, skazany chłop poszedł w sołdaty." Na ścianach widać czarne plamy po rzucanych wypełnionych farbą żarówkach. Treść haseł przebija przez pasy białej farby. Władza najpierw użyła milicji i ORMO do rzucania żarówkami, potem wynajęła ekipę malarską która hasła zamalowała. Nie miałem okazji znać osobiście Stanisława Helskiego, wszystkie zamieszczone tu informacje zacytowałem z internetowych źródeł. Ma to sens aby upamiętnić tego walecznego patriotę który staje w jednym szeregu z Bartoszem Głowackim i Michałem Drzymałą.
środa, 24 sierpnia 2011
GMO zatrzymane
Bronisław Komorowski zawetował dziś projekt niszczycielskiej dla Polski ustawy o nasionach, dopuszczającej stosowanie GMO. Postąpił słusznie, w jedyny możliwy w tej sytuacji sposób, choć uzasadnił swą decyzję jedynie niezgodnością ustawy z prawem unijnym. Podobnie wnioskodawca ustawy, poseł platformy, twierdził wcześniej że ustawa jest koniecznością ze względu na wymogi i kary unijne. Ci panowie przyznają się zatem głośno że nie kierują się tym co słuszne, dobrem Polski czy dobrem ogólnym, ale myślą tylko o władzy z Brukseli. No ale to nic nowego. Naprawdę to oni zdali sobie sprawę z niechęci i słusznych obaw społeczeństwa przed GMO i postanowili wstrzymać się z niepopularną decyzją przed wyborami. Co byłoby po wyborach możemy się domyślać, dlatego ważne jest aby obecna ekipa tych wyborów nie przetrwała. A dziś cieszmy się że zagrożenie na pewien czas zostało oddalone, choć walka ze złą cywilizacją będzie jeszcze długa i trudna.
wtorek, 23 sierpnia 2011
Haniebna ustawa
18 sierpnia przegłosowano w Sejmie ustawę o ochronie zwierząt. Nie poprawia ona jednak tragicznej sytuacji zwierząt wokół nas, a nawet ją pogarsza. Rzeźnia, połów ryb, polowania, odstrzały, "ograniczanie populacji zwierząt łownych" czy usypianie ślepych miotów pozostają. Całkowicie pominięto kwestie wykorzystywania zwierząt w laboratoriach albo, ku uciesze gawiedzi, w cyrkach. Wprowadzono jedynie drobne zmiany jak zakaz przycinania psom uszu i ogonów, zakaz trzymania psa na krótkim łańcuchu, zaostrzono kary dla znęcających się nad zwierzętami. Dla zaprowadzenia nowego "porządku" zabroniono rozmnażania psów i kotów w celach handlowych i handlu nimi z wyjątkiem zarejestrowanych hodowli. Zabroniono prowadzenia schronisk dla zwierząt przez podmioty inne niż jednostki samorządu terytorialnego i ich jednostki organizacyjne lub organizacje społeczne pożytku publicznego których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt. Ale co państwu do tego? Czy to demokracja czy faszyzm? Na gminy nałożono nowe obowiązki. Obejmują między innymi odławianie bezdomnych zwierząt, obligatoryjną sterylizację albo kastrację zwierząt w schroniskach (!), usypianie ślepych miotów (!). Program może obejmować plan znakowania bezdomnych zwierząt w gminie (!) ale byli i tacy którzy chcieli aby objął też zwierzęta domowe (!). Czyli zalegalizowano okrucieństwo zabijania i okaleczania zwierząt poprzez pozbawianie ich możliwości rozmnażania oraz przyzwolono na znakowanie metodami przypominającymi traktowanie więźniów w obozach koncentracyjnych. Wniosek jest prosty: Nigdy, w żadnej sytuacji nie oddawać zwierzęcia do schroniska! Mogą je uśpić a na pewno okaleczą. Niech idzie do ludzi, nie do schroniska. W uzasadnieniu nowej ustawy autorzy piszą o poprzednim akcie prawnym: "Ustawa z 1997 roku umożliwiła powstanie okrutnego procederu likwidacji zwierząt bezdomnych w majestacie prawa." Co powiedzą przyszłe pokolenia o człowieczeństwie obecnie uchwalonej ustawy?
czwartek, 18 sierpnia 2011
Wielki sukces polskich szachów !
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Pamięć i działanie
Pamięć historyczna jest koniecznie potrzebna do życia. Wspominamy wygrany bój o Warszawę i zwycięstwo w wojnie z bolszewikami. Ale to nie wystarczy. Musimy wyciągnąć z tych bardzo odległych zdarzeń wnioski na dziś i na przyszłość. Albowiem walka o Polskę toczy się cały czas, zmieniają się tylko formy i metody. Kiedyś wrogowie byli okrutni ale prymitywnie szczerzy, organizowali zbrojne najazdy, grabieże, wywózki i mordy. Dziś zaszczepia się w umysłach prostaczków, pseudointeligentów, a nawet inteligentów ale oderwanych od rzeczywistości, złudzenia dobrobytu z zagranicy. Kosmopolici i renegaci robią swoje. Warunkiem tych rzekomych dobrodziejstw wyrzeczenie się suwerenności Polski, słuchanie unijnych rozkazów, podporządkowanie przemysłu, handlu, finansów, kapitałowi zagranicznemu. Stopniowe opanowywanie przez obcych każdej dziedziny naszego życia. Na to nie można się zgodzić. To jest dzisiejsza bitwa o przyszłość Polski, czy będzie istnieć. Trzeba w pierwszej kolejności rozwijać i utrzymywać świadomość własną aby samemu nie dać się oszukać. Następnie oddziaływać na otoczenie, pomagać ludziom którzy nie są z gruntu źli w przezwyciężeniu duchowego marazmu. Mówić, pisać, protestować, przeciwstawiać się zaprowadzanemu złu i czekać aż ono upadnie. A to na pewno się stanie. Oby tylko naród polski przetrwał czas próby zwycięsko.
środa, 10 sierpnia 2011
Piękny jubileusz i sportowe święto
Nasz znakomity dziennikarz sportowy Bohdan Tomaszewski obchodzi dziś swoje dziewięćdziesiąte urodziny. Człowiek ogromnie zasłużony, patriota, czego dowiódł walcząc w AK a po latach protestując przeciwko stanowi wojennemu. Kilkadziesiąt lat wyczerpującej pracy dziennikarskiej, niezliczone relacje z zawodów sportowych różnej rangi, w tym z dwunastu olimpiad, ze szczególnym umiłowaniem tenisa, dyscypliny kiedyś przez siebie uprawianej. Autor książek o tematyce sportowej. Mistrz mowy polskiej. Dżentelmen w każdym calu. Życzę mu dalszego długiego i udanego życia w równie dobrej formie jak obecnie.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Lepper
Nagła, niespodziewana śmierć Andrzeja Leppera wywołuje wiele wątpliwości. Czy to naprawdę samobójstwo? Ludzie którzy go znali nie wierzą, zwracają uwagę na jego związek z rodziną. Natomiast wszyscy wiedzą że Lepper miał wrogów, wiele wiedział o politykach, którzy mogli chcieć pozbyć się niewygodnego świadka, angażował się także w sprawy międzynarodowe. Dlatego jego śmierć wpisuje się w długą listę niewyjaśnionych zgonów, tych osób w Polsce które komuś dostatecznie silnemu i bezwzględnemu przeszkadzały. A skoro jak twierdzi policja, brak śladów działania sprawców zabójstwa, to powstaje wrażenie że mogli to być wysokiej klasy fachowcy zbrodni, możliwe że przybyli z zagranicy. Jak ocenić postać i dokonania Andrzeja Leppera gdy jego życie już się dokonało? Niejednoznacznie. Słuszne poglądy i czyny mieszały się u niego z dużymi błędami wynikającymi z nieświadomości. Na przykład w okresie referendum akcesyjnego ostrzegał przed wynegocjowanymi fatalnymi warunkami dla Polski, ale godził się ze wstąpieniem do unii, nie widział do czego to prowadzi. Wykazywał wiele troski o ludzi biednych ale nie potrafił przekonać do siebie elektoratu miejskiego aby móc skutecznie pomagać. Potępiał polski udział w amerykańskich wojnach a zgodził się aby odpowiedzialny za to Leszek Miller kandydował z listy Samoobrony. Wyraził żal po katastrofie smoleńskiej a potem skierował doniesienie do prokuratury przeciw protestującym przed ambasadą rosyjską. Itd. itp. Trochę jak w znanym powiedzeniu: "Jestem za a nawet przeciw". Aby jednak wspomnieć coś dobrego przytoczę fragment wystąpienia Andrzeja Leppera w komisji europejskiej, Strasburg, 05 maja 2004: "Panie Przewodniczący! Szanowni Państwo! Do Pań i Panów Komisarzy! Czas zrozumieć, iż skończył się komunizm i kończy się też kapitalizm w nieludzkim wydaniu. Zwracacie się Państwo w pięknych słowach do ludzi, lecz Państwa działania skierowane są przeciwko nim. Działają Państwo na ich niekorzyść. W słowach są Państwo z biednymi, a w czynach pomagają liberałom i globalistom kosztem biednych. Są Państwo w większości liberałami o socjaldemokratycznych korzeniach. Przyglądają się Państwo biedzie, korupcji i demoralizacji zżerającym Europę, biedzie, która dotyka setki milionów ludzi w Unii Europejskiej i nic Państwo nie robią. Czas wprowadzić europejski model socjalny." Dzięki mu za te słowa.
piątek, 5 sierpnia 2011
Bunt młodzieży, sukcesy i klęski
Wybuch ruchu hippisowskiego, pół wieku temu w USA, miał słuszne i ważne przyczyny. Młodzież zbuntowała się przeciwko systemowi pełnemu krzywdzących patologii. Przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia pozbawionemu wyższych wartości, wdrażanemu celowo przez kapitalizm. Przeciwko krzywdzącym i oszukującym władzom, politykom, biznesmenom, księżom. Przeciwko wojnie i obowiązkowej służbie wojskowej, zabijaniu zwierząt, niszczeniu matki ziemi. Przeciwko obłudzie, nienaturalności i ograniczaniu wolności jednostki. To wszystko miało sens i było dobre. Ale słuszny bunt nie wystarczy, trzeba jeszcze wiedzieć co robić dalej, i to okazało się dla tej młodzieży za trudne. Odrzucali również dobre rzeczy z otaczającego ich świata, bezkrytycznie przyjmując nowe rozwiązania, zaczęli odurzać się narkotykami, niektórzy weszli na drogę przestępstwa a nawet zbrodni. Stopniowo ruch hippisowski zamierał. Szansa uzdrowienia świata została zaprzepaszczona chociaż po hippisach pozostały też dobre rzeczy, głównie w świadomości kolejnych pokoleń. Jedną z największych porażek zbuntowanej młodzieży było odrzucenie normalnej muzyki, poważnej i lżejszej, i zastąpienie jej rockiem. Jazgot elektrycznych gitar i niewłaściwie użyta perkusja tworzą obrzydliwy hałas, nie mający nic wspólnego z muzyką. Mimo że o gustach się nie dyskutuje, trzeba nie mieć minimum kultury i wrażliwości aby słuchać czegoś takiego. Dlatego współczuję uczestnikom Przystanku Woodstock który właśnie się rozpoczął.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Jeszcze raz o raporcie Millera
Poniżej zamieszczam przedruk dzisiejszego artykułu ze strony internetowej "Gazety Polskiej". ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Tomasz Sakiewicz / 2011-08-02
Raport we własnej sprawie
Raport Millera był ostatnią szansą rządu Donalda Tuska, by w sprawie katastrofy smoleńskiej zachować choć odrobinę twarzy. Treść i sposób jego prezentacji pokazuje, że jedyny wysiłek, jaki włożono w ten projekt, miał pomóc szefowi rządu i niektórym członkom jego ekipy uratować zupełnie inną część ciała.
Jerzy Miller jest osobą politycznie odpowiedzialną za katastrofę smoleńską. To jemu podlega Biuro Ochrony Rządu, które dopuściło się rażących zaniedbań w zabezpieczeniu wizyty polskiej delegacji. Fakt powierzenia mu przygotowania raportu w sprawie przyczyn katastrofy jest skandalem niemożliwym w cywilizowanym państwie. W krajach, w których przestrzegane są podstawowe normy badania katastrof, osoba zainteresowana może być dopuszczona do śledztwa tylko jako strona. Raport Millera jest więc jedynie stanowiskiem strony zamieszanej w katastrofę. Dziwi tylko, że stanowisko obrony pisane jest za państwowe pieniądze i przez tylu państwowych urzędników. Osoba podejrzana ma prawo mówić nieprawdę i podawać własną wersję wydarzeń. Miller z tego prawa w pełni skorzystał. Zrobił to jednak wyjątkowo niezręcznie.
Dla Polaków najistotniejsze jest wyjaśnienie bezpośredniej przyczyny śmierci prezydenta i całej delegacji. Z zapisów czarnych skrzynek wynika, że wszystkie urządzenia samolotu zamarły na wysokości 15 m. Prokuratura dociskana przez dziennikarza „Gazety Polskiej” potwierdziła ten fakt. Nie mogąc go inaczej wyjaśnić, stwierdziła, że musiał to być efekt zderzenia z brzozą. Problem w tym, że samolot był wtedy w innym miejscu. Prezentujący raport Millera stwierdzili, że urządzenia przestały działać już na ziemi. Pytani przez dziennikarzy „Gazety Polskiej” o tę rozbieżność z wersją prokuratury, zmienili zdanie. Stwierdzili, że to nie uderzenie z ziemią ani brzozą, ale kolejne drzewa (na wysokości 15 m?) zniszczyły samolot. Raport tak bardzo nie trzymał się kupy, że najistotniejsze fakty trzeba było zmieniać już w czasie jego omawiania.
To, co nam zaprezentowano, to oczywiście kompletne bzdury. Samolot ma kilka niezależnych systemów zasilania i wszystkie urządzenia nie mogą przerwać pracy bez totalnej destrukcji, a tego żadne drzewa, szczególnie na wysokości 15 m, zrobić nie mogły.
Opis odczytany z urządzeń samolotu najbardziej pasuje do hipotezy „działania sił zewnętrznych”. Tego jednak w ogóle nie badano, a przynajmniej nie przedstawiono nam, że badano. Na pytanie dziennikarza „GP” w tej sprawie komisja nie zechciała udzielić odpowiedzi. Kiedy nalegał, po prostu wyłączono mu mikrofon. Dlaczego komisja Millera z taką zaciekłością rozprawiała się z tezą o zamachu? Czy decydował strach przed Rosjanami? Może chodzi o element jakiegoś międzynarodowego porozumienia?
Powód jednak może być bardziej prozaiczny. Gdyby doszło do zamachu, odpowiedzialność po stronie polskiej ponosiłby przede wszystkim BOR, czyli Jerzy Miller. Zamachu nie tylko więc nie mogło być, ale też dla dobra szefów MSWiA nie powinno się go specjalnie rozważać. Znając Rosję, zamachowców pewnie by nie ustalono. Pytanie o to, dlaczego nikt nie pilnował lotniska i okolic, stałoby się wtedy pytaniem numer jeden. Wybranie Millera na szefa komisji badającej katastrofę wykluczyło więc możliwość uczciwego badania wersji zamachu. Winni musieli być piloci i ewentualnie kontrolerzy lotu. W tej sytuacji łatwo było zwalić wszystko na kolegę z resortu obrony. Kolega oczywiście jest fatalnym ministrem, więc został idealną ofiarą.
Raport we własnej sprawie
Raport Millera był ostatnią szansą rządu Donalda Tuska, by w sprawie katastrofy smoleńskiej zachować choć odrobinę twarzy. Treść i sposób jego prezentacji pokazuje, że jedyny wysiłek, jaki włożono w ten projekt, miał pomóc szefowi rządu i niektórym członkom jego ekipy uratować zupełnie inną część ciała.
Jerzy Miller jest osobą politycznie odpowiedzialną za katastrofę smoleńską. To jemu podlega Biuro Ochrony Rządu, które dopuściło się rażących zaniedbań w zabezpieczeniu wizyty polskiej delegacji. Fakt powierzenia mu przygotowania raportu w sprawie przyczyn katastrofy jest skandalem niemożliwym w cywilizowanym państwie. W krajach, w których przestrzegane są podstawowe normy badania katastrof, osoba zainteresowana może być dopuszczona do śledztwa tylko jako strona. Raport Millera jest więc jedynie stanowiskiem strony zamieszanej w katastrofę. Dziwi tylko, że stanowisko obrony pisane jest za państwowe pieniądze i przez tylu państwowych urzędników. Osoba podejrzana ma prawo mówić nieprawdę i podawać własną wersję wydarzeń. Miller z tego prawa w pełni skorzystał. Zrobił to jednak wyjątkowo niezręcznie.
Dla Polaków najistotniejsze jest wyjaśnienie bezpośredniej przyczyny śmierci prezydenta i całej delegacji. Z zapisów czarnych skrzynek wynika, że wszystkie urządzenia samolotu zamarły na wysokości 15 m. Prokuratura dociskana przez dziennikarza „Gazety Polskiej” potwierdziła ten fakt. Nie mogąc go inaczej wyjaśnić, stwierdziła, że musiał to być efekt zderzenia z brzozą. Problem w tym, że samolot był wtedy w innym miejscu. Prezentujący raport Millera stwierdzili, że urządzenia przestały działać już na ziemi. Pytani przez dziennikarzy „Gazety Polskiej” o tę rozbieżność z wersją prokuratury, zmienili zdanie. Stwierdzili, że to nie uderzenie z ziemią ani brzozą, ale kolejne drzewa (na wysokości 15 m?) zniszczyły samolot. Raport tak bardzo nie trzymał się kupy, że najistotniejsze fakty trzeba było zmieniać już w czasie jego omawiania.
To, co nam zaprezentowano, to oczywiście kompletne bzdury. Samolot ma kilka niezależnych systemów zasilania i wszystkie urządzenia nie mogą przerwać pracy bez totalnej destrukcji, a tego żadne drzewa, szczególnie na wysokości 15 m, zrobić nie mogły.
Opis odczytany z urządzeń samolotu najbardziej pasuje do hipotezy „działania sił zewnętrznych”. Tego jednak w ogóle nie badano, a przynajmniej nie przedstawiono nam, że badano. Na pytanie dziennikarza „GP” w tej sprawie komisja nie zechciała udzielić odpowiedzi. Kiedy nalegał, po prostu wyłączono mu mikrofon. Dlaczego komisja Millera z taką zaciekłością rozprawiała się z tezą o zamachu? Czy decydował strach przed Rosjanami? Może chodzi o element jakiegoś międzynarodowego porozumienia?
Powód jednak może być bardziej prozaiczny. Gdyby doszło do zamachu, odpowiedzialność po stronie polskiej ponosiłby przede wszystkim BOR, czyli Jerzy Miller. Zamachu nie tylko więc nie mogło być, ale też dla dobra szefów MSWiA nie powinno się go specjalnie rozważać. Znając Rosję, zamachowców pewnie by nie ustalono. Pytanie o to, dlaczego nikt nie pilnował lotniska i okolic, stałoby się wtedy pytaniem numer jeden. Wybranie Millera na szefa komisji badającej katastrofę wykluczyło więc możliwość uczciwego badania wersji zamachu. Winni musieli być piloci i ewentualnie kontrolerzy lotu. W tej sytuacji łatwo było zwalić wszystko na kolegę z resortu obrony. Kolega oczywiście jest fatalnym ministrem, więc został idealną ofiarą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




