wtorek, 24 listopada 2009
Prezydent
Nie lubię polityki. Przed wojną mówiono słusznie że nie ma nic brudniejszego niż polityka. I naprawdę wolałbym o niej nie pisać ale bieżące wydarzenia to wymuszają. Oto w kosmopolitycznych, w istocie zdradzieckich, kołach politycznych powstał projekt aby bardzo osłabić pozycję prezydenta Polski, tak jakby dziś był on wszechwładnym dyktatorem, i wybierać go nie w wyborach powszechnych ale przez Zgromadzenie Narodowe czyli połączenie Sejmu i Senatu. Nie mam żadnych złudzeń że jakikolwiek polityk może być naprawdę dobrym prezydentem, dobrzy królowie są tylko w bajkach albo na szachownicy. Ale choćby zdarzenia z ostatnich lat pokazały, że nawet słaby prezydent może spełnić pozytywną rolę gdy jest przeciwwagą dla jeszcze o wiele gorszego premiera i rządu, działających na szkodę kraju. A walka pomiędzy prezydentem i premierem, mimo że niedobra, nie jest najgorszą rzeczą dla społeczeństwa. Powoływanie się przez "reformatorów" na okres przedwojenny jest zakłamaniem, bo wtedy był w Polsce inny rodzaj demokracji, nie do powtórzenia w dzisiejszej dobie. Po prostu społeczeństwo się zmieniło. A zatem o co w tym wszystkim chodzi? O to, aby osłabić Polskę i ludzi w niej żyjących, tak jak niszczy się przemysł, rolnictwo, wszystkie publiczne dziedziny życia, jest zamiar zmiany własnej waluty na obcą, tak też silny prezydent jest przeszkodą i solą w oku twórcom nowego europejskiego państwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz