wtorek, 24 kwietnia 2012

Trudne wspomnienia

W tych dniach mija trzydzieści lat od ciężkiej walki jaką stoczyłem z minionym systemem w związku z wezwaniem do wojska, i to jeszcze w czasie stanu wojennego! Jak większość młodzieży bardzo niechętnie odnosiłem się do obowiązku zostania żołnierzem a moja niechęć wzrastała gdy czas nadchodził. Nie odpowiadała mi rozłąka z domem rodzinnym i znalezienie się w prymitywnych warunkach i środowisku. Nie podobało mi się że jest to wojsko komunistyczne ze wszystkimi tego konsekwencjami, które toczy wojnę ze społeczeństwem, wojnę polsko-jaruzelską, wprawdzie w ograniczonej skali ale w sposób nie pozwalający na pogodzenie się ze stanem wojennym. Najistotniejsze jednak było osiągnięcie przeze mnie zrozumienia że nie można stosować przemocy wobec drugiego człowieka, szczególnie nieuzasadnionej, systemowej przemocy na rozkaz, mogącej doprowadzić do nie wiadomo jakich tragedii. Wszystko razem czyniło mój udział w wojsku czymś okropnym i właściwie niemożliwym. Z drugiej strony miałem jednak do czynienia z silnym i bezwzględnym systemem totalitarnym który nie wypuszczał łatwo swych ofiar z rąk. Gdyby tak było to kto w tamtych czasach poszedłby dobrowolnie do wojska? Bez przymusu cały system rozleciałby się jak domek z kart. Gdy wyczerpały się moje możliwości uzyskiwania odroczeń byłem zmuszony im odmówić. Chcieli mnie zamknąć do kryminału i nie wiadomo jak bym to przeżył. Uratowali mnie dobrzy ludzie, lekarze. Szczegóły pominę, nie mam zresztą upoważnienia aby je ujawniać. Od tamtych zdarzeń upłynęło bardzo wiele czasu, zmienił się świat i Polska. Bardzo dobrze że nie ma już przymusowego poboru, że miliony młodych ludzi nie muszą kombinować jak uciec z niewoli. Chociaż nie wierzę że reformę wprowadzono dla dobra Polski, intencje mogły być całkiem przeciwne. A co do samej istoty wojska dziś, sprawa jest również nieprosta. Widzimy do czego wykorzystują siły zbrojne politycy, jak wiele ludzi którzy mogliby być niewinni splamiło się na całe życie rozlewem krwi. Dlatego zawsze aktualne jest trzymanie się z dala od zła tego świata i niepodporządkowywanie się jego rozkazom. Ale kiedy naprawdę trzeba by stanąć w obronie Ojczyzny należałoby z bólem serca spełnić patriotyczny obowiązek. Na zdjęciu plac apelowy JW3737 w Braniewie do której chciano mnie wcielić. Koszary prawie w całości odziedziczone po Wehrmachcie, na jednym z budynków była jeszcze rzeźba przedstawiająca niemieckiego żołnierza którą jedynie niedbale zachlapano wapnem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz