wtorek, 6 listopada 2012

Amerykańskie wybory

Odczuwam dużą radość że nie jestem obywatelem USA i nie muszę rozwiązywać niemożliwego do rozwiązania zadania: na kogo zagłosować w odbywających się tam dziś wyborach prezydenckich. Wybór pomiędzy Romneyem i Obamą jak między trądem i dżumą. Pierwszy grozi wojną z Iranem o nieobliczalnych skutkach, demonstrował pogardę wobec ludzi biednych. Drugi poparł skrajnie zdemoralizowane środowiska aborcyjne i będąc laureatem pokojowej Nagrody Nobla prowadzi wojnę w Afganistanie. Żaden z nich nie ma kwalifikacji moralnych do pełnienia tak odpowiedzialnego i zaszczytnego urzędu. I mieć nie może bo w tym lucyferiańskim świecie nikt przyzwoity nie ma dziś najmniejszych szans w polityce. Mimo wszystko Romney, który też jest zły, nie wywołuje takiej odrazy, wręcz obrzydzenia, jak jego konkurent. W końcu jest różnica czy ktoś chce zabić przeciwnika który może się bronić czy też osobę całkowicie niewinną i bezbronną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz