wtorek, 6 listopada 2012

Smoleński trotyl

Pragnę wyrazić poparcie i solidarność z dziennikarzami pisma "Rzeczpospolita" którzy dokonali patriotycznego ujawnienia faktów potwierdzających że tragedia smoleńska nie była zwykłą katastrofą lecz zamachem. Czyniąc to musieli zdawać sobie sprawę z burzy którą wywołają i z prześladowań które na siebie ściągną. Ale poczucie obowiązku wobec Polski, także obowiązku dziennikarskiego, a pewnie i odraza w stosunku do powszechnego zakłamania medialnego w tej sprawie przeważyły. I za to im chwała. Natomiast hańba ich krytykom i prześladowcom których spotka surowy osąd historii. Ponieważ nie wiemy co się dalej wydarzy, może dojść do niszczenia treści godzących w system, aby się temu przeciwstawić, zachować i upowszechnić ów sporny tekst, zamieszczam go poniżej w całości. Prawda zwycięży! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------"Rzeczpospolita" - "Trotyl na wraku tupolewa" Cezary Gmyz 30-10-2012: Polacy, którzy badali wrak samolotu, odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych Badania przeprowadzali przez miesiąc w Smoleńsku polscy prokuratorzy i biegli – ustaliła „Rzeczpospolita". Wrócili dwa tygodnie temu. Informację o tym, że prokuratura od kilkunastu dni zna wyniki ekspertyz, potwierdziliśmy w rozmowie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. Polscy prokuratorzy mieli wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej. Dostarczona przez Rosjan analiza nie spełniała wymogów proceduralnych. Nasi biegli odmówili podpisania ostatecznej opinii o przyczynach zgonu bez dokładnego przebadania wraku. Domagali się ponownego wyjazdu do Smoleńska. Twierdzili, że polscy eksperci, którzy prowadzili wcześniejsze badanie, mieli do dyspozycji zbyt małą liczbę próbek, by wykluczyć obecność materiałów wybuchowych. Do Smoleńska wraz z prokuratorami pojechali biegli pirotechnicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, z nowoczesnym sprzętem. Już pierwsze próbki, zarówno z wnętrza samolotu, jak i poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny. Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu. Ślady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska. Wiadomość o odkryciu osadu z materiałów wybuchowych natychmiast przekazano do Warszawy na ręce prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego Artymiaka. Prokurator generalny osobiście przekazał informacje premierowi Donaldowi Tuskowi. Od powrotu ze Smoleńska trwają intensywne konsultacje, co dalej robić z tym odkryciem. Eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny. Wciąż biorą pod uwagę hipotezy, według których osad z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej. Wówczas w rejonie Smoleńska toczyły się bardzo ciężkie walki. Do tej pory biegli pracujący dla prokuratury nie stwierdzili obecności we wraku materiałów wybuchowych. Powoływali się przy tym na ekspertyzy rosyjskich specjalistów. Rzecznik prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk w rozmowie z „Rz" zapowiedział wczoraj, że w najbliższych dniach prokuratura zajmie stanowisko w tej sprawie.-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- I jeszcze tylko mały fragment z innego artykułu z "Rzeczpospolitej" - "Próbki będą badane" Cezary Gmyz 31-10-2012: Polacy przeprowadzili badania odzieży części ofiar tragedii smoleńskiej. Rodziny ofiar podkreślały jednak, że większość ubrań nie została poddana badaniom. Odzież tę przechowywano w koszarach w Mińsku Mazowieckim, skąd odbierali ją bliscy ofiar. Tymczasem, jak się okazuje, rodzina jednej z ofiar, Ewy Bąkowskiej, zleciła przeprowadzenie prywatnej ekspertyzy materiału z miejsca katastrofy w USA. – 16 czerwca otrzymałem informację od jednego z naukowców, że znane są już wyniki badań dwóch próbek, wielkości kilku centymetrów kwadratowych każda. Jedna pochodziła z fragmentu garsonki, druga – z pasa biodrowego od fotela lotniczego, który był z tą garsonką, można powiedzieć, zespolony. Okazało się, że w tej drugiej próbce znaleziono ślady trójnitrotoluenu, czyli trotylu – mówił Stanisław Zagrodzki kuzyn Bąkowskiej. Badania były wykonane metodą odczynnikową, czyli analizy chemicznej, a nie metodą detektorowania, jaką posłużyła się prokuratura – informował portal wpolityce.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz