środa, 17 marca 2010
Prawo i życie
Media doniosły o zdarzeniu: ochroniarz tzw. agencji towarzyskiej odciął maczetą dłoń klientowi, który chciał uciec nie płacąc. Pierwsza refleksja, choć to nic nowego - jak w normalnym kraju mogą legalnie funkcjonować takie przybytki oparte na oczywistej niemoralności i łamaniu prawa. Wprawdzie żaden kraj nie wytępił prostytucji, ale co innego gdy dzieje się ona w ukryciu, w atmosferze powszechnego potępienia. Po drugie - jakim prawem, nie chodzi o wskazanie paragrafu ale o odniesienie do normalności, w Polsce działa cała sieć prywatnych agencji ochroniarskich. Oczywiście banki, muzea, fabryki i inne ważne miejsca muszą być chronione, to poza dyskusją. Ale zwykłe sklepy, szkoły, urzędy, domy i osiedla mieszkaniowe dla "elity" już nie, to zwyczaj przejęty bezkrytycznie z Zachodu i bardzo odpowiadający nowej burżuazji. Wynika to między innymi z błędnego mniemania że w atmosferze powszechnej, większej wolności niż w systemie totalitarnym, musi wzrosnąć przestępczość. Tak jednak nie jest a w każdym razie być nie musi. Natomiast spora część ochroniarzy to po prostu chuligani, którzy wyżywają się będąc na swej bardzo ważnej funkcji na zwykłych ludziach, nie tylko klientach agencji towarzyskich.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz