Jak dowiedzieliśmy się dziś rano, siły specjalne USA zabiły w Pakistanie po blisko godzinnej walce Usamę ibn Ladina, jego syna i ochronę. Nie miano zamiaru go pojmać tylko zlikwidować, a zwłoki wrzucono do oceanu aby grób nie stał się miejscem kultu dla muzułmanów. Kim był ten człowiek? System światowy uczynił z niego wroga numer jeden ale czy on na to zasłużył? Dostępne realne wiadomości są dość skąpe, ze względu na trudności weryfikacji tego wszystkiego co kiedykolwiek o nim powiedziano. Nawet w kluczowej sprawie odpowiedzialności za zamachy z 11 września 2001 roku istnieją wątpliwości i alternatywna wersja wydarzeń. Ale można jednak naszkicować pewien obraz. Ibn Ladin był być może najważniejszym z przywódców świata islamskiego w toczącej się od lat światowej wojnie kultur i religii. I jako prawdziwy muzułmanin walczył o rozszerzenie swej religii a także o wyzwolenie krajów arabskich i muzułmańskich spod obcych wpływów i okupacji, szczególnie Izraela i USA, wcześniej Związku Radzieckiego. Walczył z zachodnią demoralizacją, zgodnie ze swym światopoglądem. Posługiwał się przemocą ale zdaje się że traktował to jako zło konieczne, obronę przez atak. Był ideowcem bo poświęcił walce swe życie. Jego zrozumienie rzeczywistości na pewno nie było dobre bo islam nie jest dobry, choć są w nim i w towarzyszącej mu kulturze liczne pozytywne wartości. Był więc arabskim patriotą owładniętym nierealną koncepcją religijną. Jeśli jednak uznać ibn Ladina winnym śmierci przypadkowych ludzi w różnych zamachach, to i tak bardzo daleko mu do liczby ofiar Busha i Obamy z sojusznikami w Iraku i w Afganistanie. I to ci władcy świata są prawdziwym zagrożeniem a nie ibn Ladin. Dlatego demonstracyjna radość Amerykanów po zabiciu tego człowieka jest złudzeniem. Zaś reakcja polityków świata zachodniego wyraża ich całe zło. Ibn Ladin powinien mieć uczciwy proces zamiast komanda śmierci, jednak tego procesu Amerykanie nie chcieli, może się czegoś obawiali lub pragnęli coś ukryć. Dla Usamy śmierć, z którą musiał się stale liczyć, to mniejsze zło niż gdyby trafił do Guantanamo albo innej katowni. W każdym razie pewne jest że nic się na lepsze nie zmieniło, nie znaleźliśmy się nagle w bezpieczniejszym świecie.
poniedziałek, 2 maja 2011
Śmierć Usamy ibn Ladina
Jak dowiedzieliśmy się dziś rano, siły specjalne USA zabiły w Pakistanie po blisko godzinnej walce Usamę ibn Ladina, jego syna i ochronę. Nie miano zamiaru go pojmać tylko zlikwidować, a zwłoki wrzucono do oceanu aby grób nie stał się miejscem kultu dla muzułmanów. Kim był ten człowiek? System światowy uczynił z niego wroga numer jeden ale czy on na to zasłużył? Dostępne realne wiadomości są dość skąpe, ze względu na trudności weryfikacji tego wszystkiego co kiedykolwiek o nim powiedziano. Nawet w kluczowej sprawie odpowiedzialności za zamachy z 11 września 2001 roku istnieją wątpliwości i alternatywna wersja wydarzeń. Ale można jednak naszkicować pewien obraz. Ibn Ladin był być może najważniejszym z przywódców świata islamskiego w toczącej się od lat światowej wojnie kultur i religii. I jako prawdziwy muzułmanin walczył o rozszerzenie swej religii a także o wyzwolenie krajów arabskich i muzułmańskich spod obcych wpływów i okupacji, szczególnie Izraela i USA, wcześniej Związku Radzieckiego. Walczył z zachodnią demoralizacją, zgodnie ze swym światopoglądem. Posługiwał się przemocą ale zdaje się że traktował to jako zło konieczne, obronę przez atak. Był ideowcem bo poświęcił walce swe życie. Jego zrozumienie rzeczywistości na pewno nie było dobre bo islam nie jest dobry, choć są w nim i w towarzyszącej mu kulturze liczne pozytywne wartości. Był więc arabskim patriotą owładniętym nierealną koncepcją religijną. Jeśli jednak uznać ibn Ladina winnym śmierci przypadkowych ludzi w różnych zamachach, to i tak bardzo daleko mu do liczby ofiar Busha i Obamy z sojusznikami w Iraku i w Afganistanie. I to ci władcy świata są prawdziwym zagrożeniem a nie ibn Ladin. Dlatego demonstracyjna radość Amerykanów po zabiciu tego człowieka jest złudzeniem. Zaś reakcja polityków świata zachodniego wyraża ich całe zło. Ibn Ladin powinien mieć uczciwy proces zamiast komanda śmierci, jednak tego procesu Amerykanie nie chcieli, może się czegoś obawiali lub pragnęli coś ukryć. Dla Usamy śmierć, z którą musiał się stale liczyć, to mniejsze zło niż gdyby trafił do Guantanamo albo innej katowni. W każdym razie pewne jest że nic się na lepsze nie zmieniło, nie znaleźliśmy się nagle w bezpieczniejszym świecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz