niedziela, 6 czerwca 2010
Beatyfikacja Jerzego Popiełuszki
Zdarzenie które trzeba zauważyć. Uhonorowano człowieka który wzbudza sympatię za patriotyzm, poświęcenie i straszną śmierć z rąk bolszewickich siepaczy. Przy okazji, co to za państwo które wypuściło tych drani po krótkiej odsiadce? Fakt że Popiełuszko był księdzem może wzbudzać mieszane uczucia. Trzeba przyjąć że taki był stan świadomości człowieka pochodzącego z biednej wiejskiej rodziny. Ale też była to jego droga do dobra, ścieżka dana mu przez los. I ogromne zaangażowanie w trudnych czasach, podjęcie osobistego ryzyka. Hierarchowie byli wówczas bezpieczni, kler tzw. "dołowy" już nie. Mógł nic nie robić albo zajmować się tylko sprawami kultu, mógł współpracować z systemem jak zrobiło wielu. Finał jego społecznej działalności potwierdza że uniknął tych błędów. Choć oczywiście jako ksiądz nie mógł osiągnąć stanu pełnego realizmu, był też uzależniony od swej organizacji. A dziś, jak podano, w ceremoniach w Warszawie uczestniczyło 140 tysięcy ludzi, a w procesji z relikwiami zaledwie 5 tysięcy. To porażka Kościoła, świadectwo zaniku społecznego poparcia. Piszę o tym bez radości bo wiadomo że zdecydowana większość ludzi opuszczających Kościół spada w dół, traci pseudoduchowość i cząstkową dyscyplinę moralną na rzecz zupełnego braku wyższych wartości, oni łatwo ulegają złu. Żyjemy więc w trudnym przejściowym okresie historii, lecz dokąd on nas zaprowadzi?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz