piątek, 3 kwietnia 2015

Podsumowanie po latach

Czas płynie szybciej niż odczuwamy. Wczoraj minęło dziesięć lat od śmierci Karola Wojtyły, trudno uwierzyć że to tak dawno. Czy ten człowiek osiągnął prawdziwy życiowy sukces, czy był naprawdę szczęśliwy? Na podstawie informacji o życiu Wojtyły, w skomplikowanych warunkach społeczno-historycznych, oraz starając się wczuć w jego mentalność i kierując się dobrą wolą, przyjmuję że poświęcił się on spełnieniu wyobrażonych obowiązków "przed Bogiem i historią". Był prawdopodobnie dobrym człowiekiem, ale zniewolonym nabytymi w procesie wychowania uwarunkowaniami i rygorami organizacji kościelnej, którym nie zdołał się przeciwstawić. Może zabrakło w odpowiednim czasie wiedzy albo odwagi, konserwatyzm i presja otoczenia okazały się zbyt silne. Wychodząc z błędnych przesłanek nie można osiągnąć prawidłowego wniosku. Być może uważał on swą służbę kościelną za dzieło dla Polski, jedyną możliwą dużą działalność publiczną w kraju opanowanym przez komunistów. Niestety, zwalczając jedno zniewolenie można niepostrzeżenie i nieświadomie zaszczepiać drugie. Otwiera się tu temat oceny Kościoła, instytucji która daje i zabiera. Będąc papieżem nie był w stanie podporządkować sobie całej machiny kościelnej i oczyścić ją z różnorakiego zła. Jako głowa religijnego państwa znalazł się w trudnej sytuacji wplątania w system światowej polityki. Nie przeciwstawił się, na przykład zdecydowanym apelem do rodaków, zniewoleniu Polski przez unię, choćby to miało nic nie dać bo interesy złych ludzi są stale aktualne. Obecnie, po dziesięciu latach postępującej laicyzacji, jest coraz bardziej zapomniany w kraju ojczystym. I chyba także w Kościele, który zmienia wizerunek aby zachować malejące wpływy na świecie. Mimo wszystko, nie podzielając poglądów tego człowieka, szanuję go za to co zrobił dobrego i za dobre chęci, jak to najczęściej w życiu bywa - niespełnione.                                                               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz