piątek, 25 lipca 2014
Krwawy lipiec
Uznanie Polski przez Trybunał w Strasburgu winną amerykańskich tortur należy oczywiście oceniać zgodnie z przekonaniem że do takich zbrodni rzeczywiście doszło. Niestety, polityczna intuicja podpowiada że to prawda. Śpiący naród dopuścił do władzy pozbawionych wszelkiej moralności postkomunistów, a ci godzili się na każdą podłość zasugerowaną im przez nowych sterników świata. I właściwie doszło obecnie do przyznania się ówczesnego premiera, który nazywa ofiary tortur mordercami, może byli winni a może wcale nie, a zapomina że sam jest mordercą o wiele straszniejszym od wszelkich terrorystów, gdyż wysłał polskie wojska na niesprawiedliwą napaść na Irak, gdzie wylano morze krwi. Dlatego też smutna prawda nie powinna być na siłę tuszowana, co i tak się nie uda, ale należy ją potraktować jako powód do pokuty i do naprawy. Natomiast pozytywnie oceniam obecne zachowania polityków potępiających Rosję, głoszących że Zachodowi spadną może łuski z oczu wobec tego państwa, odwołujących wspólne z Rosją imprezy kulturalne, do których nie może przecież dojść przy odgłosie armat. Tylko dlaczego oni nie byli tacy mądrzy po zamachu smoleńskim, ale kłamali i szkodzili na potęgę? Może się nawrócą, lepiej późno niż wcale, chociaż ja im nie wierzę. Wszelkie kalkulacje związane z Rosją muszą uwzględniać że to kraj zarówno piękna jak i potworności, z częstą przewagą tego drugiego. Z całą pewnością Rosja nie myśli tak jak Zachód ani jak Polska, która na szczęście różni się od Zachodu i od Rosji dzięki swemu centralnemu położeniu. Przykładowo, wszyscy uważają że Rosjanie nie mogli świadomie zestrzelić malezyjskiego samolotu bo to wywołało skandal światowy. W pewnych społecznościach funkcjonuje jednak zasada "Nieważne czy nas lubicie, ważne że się boicie". Ale, oczywiście, to mogła być tylko ich pomyłka. Straszna wojna w Palestynie zmusza do zajęcia jakiegoś stanowiska. Obecnie Arabowie i Żydzi dają upust swej nienawiści, nagromadzonej od prawie stu lat w Palestynie a w świecie od czasów Mahometa. Niezwykle trudno odpowiedzieć kto ma rację, bo na skutek zawirowań historycznych jedni i drudzy mają silny tytuł do swej ziemi, o którą walczą. Jedynym wyjściem byłoby mądre i delikatne współżycie, do którego oni nie są zdolni, nigdy nie byli!, z przyczyn ideologiczno-religijnych i z powodu wielkiej różnicy interesów. Zresztą ten kraj jest za mały aby pomieścić zwaśnione strony. Moje stanowisko jest w tym konflikcie neutralne, z potępieniem nadmiernej przemocy stosowanej przez Izrael, co wyraża się w dużej liczbie całkowicie niewinnych cywilnych ofiar. Przyszłość Palestyny nie zależy i tak od walczących tam na miejscu sił, ale od rozwoju sytuacji międzynarodowej, szczególnie od zachowania świata arabskiego. A zatem ludzie giną na marne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz