wtorek, 17 grudnia 2013
Jak pomóc biednym?
Zima, bliskie święta i kończący się rok wywołują w Polsce szereg dobroczynnych działań na rzecz ludzi biednych, bezdomnych i wyrzuconych przez system za burtę. W tym krótkim chociaż szczególnie trudnym do przeżycia przez wykluczonych czasie społeczeństwo, umiejętnie zachęcone przez władze i kler, przypomina sobie o potrzebujących. Gromadzi się dary żywnościowe i rzeczowe aby wspomóc biedaków. Prowadzone są akcje jak "Szlachetna paczka", "Pomóż dzieciom przetrwać zimę", radiowe "Choinki Jedynki", sprzedaż specjalnych świec na cele dobroczynne i temu podobne. Za chwilę, już w nowym roku odbędzie się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wcześniej potulni biedacy zjedzą potrawy świąteczne w czasie publicznych wigilii dla ubogich. Co można o tym wszystkim powiedzieć? Bezsprzecznie należy pochwalić ofiarodawców którzy będąc często sami niezamożni otwierają swe serca dla potrzebujących. Jednak patrząc na wszystko chłodnym okiem i uwzględniając skalę zjawisk społecznych muszę poddać całą tę dobroczynność krytyce. Jak podano, w zeszłym roku zebrano w tzw. bankach żywności 840 ton darów. Wielka ilość ale w zestawieniu z ogromem biedy to kropla w morzu potrzeb. Łatwo obliczyć że każdy biedny mógłby dostać tyle co nic gdyby dzielono na wszystkich. Wspomniana Orkiestra zbiera co roku około 50 milionów złotych na zakup sprzętu medycznego, wypada niewiele ponad złotówkę na obywatela. No ale, powie ktoś, liczy się każda pomoc, nawet najmniejsza. Nie o to w tym wszystkim chodzi. Akcje mają spowodować pozytywne reakcje społeczne i uczucie zadowolenia, zarówno u darczyńców jak i u obdarowanych, zmniejszające poczucie krzywdy mogące prowadzić do nastrojów rewolucyjnych i wybuchu niezadowolenia. Inaczej: My wam coś dajemy, nieważne że to mało co, a wy się cieszcie i bądźcie wdzięczni a w żadnym wypadku nie myślcie o buncie. W rzeczywistości rozwiązaniem problemu kolosalnej biedy w Polsce nie są jakiekolwiek chwilowe akcje, zależne od czyjejś łaski i indywidualnych możliwości, ale trwałe zasady, przede wszystkim pełnego zatrudnienia, a co za tym idzie mieszkania dla każdego, i ograniczenie materialnych nierówności społecznych. Tylko likwidacja bezrobocia i bezdomności oraz gigantycznych, niczym nieusprawiedliwionych różnic majątkowych obywateli, zlikwidują problem powszechnej nędzy. Ale dziki kapitalizm sam się w ten sposób nie zreformuje bo jest to sprzeczne z jego naturą. Dlatego ten kto pragnie dobrego życia nie może poprzeć systemu. Nie nazywajcie tego socjalizmem ani tym bardziej komunizmem. To jest wołanie o elementarną sprawiedliwość czyli zapewnienie minimalnych warunków do życia. Przeciwieństwem pomocy pozornej jest pomoc realna. Oto niedawno ktoś gdzieś przyjął do swego domu, za niewielką, możliwą dla nich opłatą, dwóch bezdomnych którym groziło zamarznięcie. Przykład godny pochwały i naśladowania!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz