poniedziałek, 9 marca 2015
"Ida"
Nagrodzony Oscarem film "Ida" wzbudził w Polsce sprzeczne oceny i komentarze. Z jednej strony Oscar to nie byle co i chciałoby się cieszyć z sukcesu polskiego kina, chociaż owa polskość jest bardzo silnie umiędzynarodowiona. Padają jednak zarzuty że to film antypolski, godzący w dobre imię naszego kraju. W związku z powyższym obejrzałem film aby się z nim zapoznać i wyrobić sobie opinię o jego wartości. Nie ma bowiem wątpliwości że Oscar świadczy jedynie o gustach amerykańskich krytyków, podlegających także wpływom mody i polityki. Charakterystyczne że oglądalność "Idy" w Polsce jest dużo mniejsza niż za granicą. Wynika to prawdopodobnie z przesycenia tematyką żydowską, poruszoną w całej serii filmów o bardzo różnej wartości artystycznej. Tworzyli je reżyserzy tej właśnie narodowości, można łatwo zrozumieć ich patriotyzm, świadczy to jednak zarazem o sile wpływów owej grupy że mogli tyle filmów nakręcić. Zakłócona została proporcja tematyczna, brakuje nam poważnych, głębokich filmów z historii Polski, zwłaszcza tej zepchniętej na margines albo w niebyt. Wracając do "Idy", reżyser zastosował niezwykły środek wyrazu rezygnując z koloru na rzecz czarno-bieli. Wolno mu, ale to manipulacja nastrojem widza, wszystko na ekranie staje się od razu szare i smutne. Filmy czarno-białe były normalne gdy kolorowych jeszcze nie wynaleziono albo gdy były bardzo drogie. W rzeczywistości, niezależnie od nie wiadomo jak tragicznej fabuły, kolor jest zawsze obecny i nie należy z niego rezygnować. Chciałoby się zapytać reżysera: Panie Pawlikowski, spędziliśmy dzieciństwo w Polsce w przedstawionych w "Idzie" czasach, przeżywaliśmy oczywiste kłopoty z komunizmem, ale czy poza tym było naprawdę tak melancholijnie jak w tym filmie? Nowela filmu porusza wiele problemów wczesnych lat sześćdziesiątych w Polsce, rozkładając winy po obydwu stronach: polskiej i żydowskiej. Film oskarża ówczesny system, niejednokrotnie z poczuciem humoru: w scenach z milicją, w czasie rozprawy sądowej, nawet na pogrzebie. Dość przygnębiający jest obraz życia klasztornego, bez wyjścia dla zgromadzonych tam zakonnic. Moje poważne zastrzeżenia wzbudza natomiast postać komunistycznej prawniczki, jak wynika z filmu zbrodniarki winnej śmierci polskich patriotów. Reżyser wykorzystał znajomość, podobno przypadkową, z żydowską zbrodniarką Wolińską którą spotkał w Wielkiej Brytanii. Wiadomo że najwięksi zbrodniarze mają też jasną stronę, którą chętnie się przed sobą i przed światem popisują. Jednak nie wolno dać się zwieść zafałszowanemu wizerunkowi ukrywającemu prawdziwe oblicze. Filmowa Wanda Gruz jest zdecydowanie zbyt sympatyczna i po ludzku wytłumaczalna co prowadzi do błędnej oceny tej złej postaci. A może reżyser kierował się, nawet nieuświadomioną, słabością i chęcią częściowego usprawiedliwienia stalinowskich aparatczyków? O ile Polacy którzy byli dorośli w PRL-u a także młodsi znawcy historii sobie z tym poradzą, to inni widzowie już nie. Pospolita młodzież, osoby bardziej emocjonalne niż racjonalne, a przede wszystkim widzowie zagraniczni, nie znający historii Polski, mogą nie zrozumieć dobrze tego filmu. I to jest jego główny problem, nie nazwę tego antypolskością, zbyt ciężki zarzut, ale film nie ułatwia wielu ludziom prawidłowego odbioru. Sprawność reżyserska i gra aktorów zasługują na pochwałę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz