środa, 23 marca 2011

Na wulkanie

W ostatnich dniach obserwujemy całą serię protestów społecznych. Protestowali górnicy, pielęgniarki, emeryci. Ale to początek boleści. Grup mających powody do niezadowolenia i gniewu jest znacznie więcej. Dwumilionowa armia bezrobotnych z rodzinami, wszyscy tzw. wykluczeni, bezdomni, skazani na powolne umieranie, dla których gwałtowny wzrost kosztów utrzymania, głównie cen żywności, to prawdziwa tragedia. Młodzież bez perspektyw na wejście w normalne dorosłe życie poprzez uzyskanie pracy i mieszkania, a także studenci z których bardzo wiele odbywa fikcyjne studia za całkiem realne pieniądze. Wykorzystywani i przeciążeni pracą pracownicy firm dotkniętych patologiami dzikiego kapitalizmu, szczególnie w branżach niszczonych z unijnego nakazu oraz dotkniętych przez kryzys. Rolnicy, których zysk jest często niewspółmierny do wykonanej pracy. Ludzie którym wypadło żyć w warunkach nie do życia. Ofiary przestępstw, ludzie skrzywdzeni przez różne urzędy, służby i wymiar niesprawiedliwości, świadomi swej bezsilności i braku obrony ze strony państwa. Ale i sfrustrowani mundurowi którzy też mają swoje problemy. Rozgniewani politykierzy różnych opcji których wizje nie są realizowane. Nawet internauci którym zaczyna zagrażać cenzura internetu. Wszyscy ludzie którym brak wolności, jednym do czynienia dobra, drugim aby szkodzili. Sytuacja przypomina rok 1980. I proste pytanie: Jak długo to wszystko jeszcze potrwa nim dojdzie do wybuchu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz