piątek, 12 listopada 2010

Burdy w Warszawie

Wczorajsze zamieszki w Warszawie w związku z Marszem Niepodległości wywołują niesmak bo zhańbiono narodowe święto. Kto miał w tym zdarzeniu rację a kto zawinił? Nie ulega wątpliwości że obydwie strony konfliktu, narodowcy i ich oponenci, mają swoje zalety i wady. Narodowcy słusznie głoszą patriotyzm, krytykują zniewolenie unijne Polski, walczą z aborcją, ze zboczeniami, ze złym feminizmem. Odwołują się jednak w jakimś stopniu do poglądów które już się zdezaktualizowały albo nigdy nie były dobre, jak nacjonalizm, antysemityzm, katolicyzm religią panującą. Strona przeciwna słusznie krytykuje wojny imperialistyczne, dziki kapitalizm, faszyzm, przemoc władzy, angażuje się w akcje ekologiczne. Nie ma jednak zrozumienia w kwestiach patriotyzmu i ładu społecznego, są tu obecne te patologie które potępiają narodowcy. Widać więc że jedni i drudzy myślą schematycznie. Opowiadają się za jakimś dobrem ale nie widzą u siebie poważnych błędów. Gdyby potrafili wyzwolić swe umysły, poznaliby prawdę i znikłyby wszelkie konflikty pomiędzy nimi. A w tym konkretnym przypadku rację mieli jednak uczestnicy marszu, nie ci którzy ich zaatakowali. Nie ma dostatecznych informacji że marsz miał być "faszystowski", raczej geje i aborcjoniści mścili się za protesty w trakcie ich parad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz