poniedziałek, 26 maja 2014

Po wyborach

Z wczorajszym głosowaniem do europarlamentu wiąże się kilka pytań. Czy Polak patriota mógł brać udział w tym zdarzeniu pomimo negatywnej roli unii wobec Polski? Inaczej mówiąc, czy nie pachnie to zbytnią ugodowością albo kolaboracją? Uważam kandydowanie i głosowanie za jak najbardziej słuszne jeśli wykorzystując nadarzającą się okazję można było zrobić coś naprawdę dobrego dla Polski. W zaistniałej sytuacji jedyną możliwością była opcja konia trojańskiego, czyli wejście do unii aby ją rozwalić i uwolnić Ojczyznę z obcej niewoli. Liczenie na uzyskanie z unii dla Polski jakichś prawdziwych korzyści jest iluzją a troska o dobro unii kosztem Polski i Polaków - zdradą. We wczorajszym głosowaniu obywatele mieli możliwość przeciwstawić się unii wybierając pomiędzy Ruchem Narodowym a Nową Prawicą. Ważnym problemem było jednak przekonanie o sile własnego głosu, czyli mówiąc wprost czy jeśli zagłosujemy niezgodnie z wolą systemu nie zostaniemy oszukani. Znamy to, nieważne kto głosuje tylko kto liczy głosy, jak powiadał klasyk. W tym tkwi też przyczyna niskiej frekwencji nad którą obłudnie płaczą politycy wzywając do udziału i strasząc wprowadzeniem obowiązkowego głosowania. Jeśli oni namawiają to chciałoby się nie iść, a groźba obowiązku to czysty faszyzm. Dziś obywatele nie wierzą w wybory i mają dużo racji bo zostali wielokrotnie skrzywdzeni, taka mafia. Jednak cień szansy w obecnym momencie skłaniał do działania. Żaden z wymienionych powyżej dwóch komitetów wyborczych nie jest całkowicie zgodny z moim światopoglądem chociaż z różnicami można się pogodzić. Ale to nie jest ważne bo nie chodzi o kwestie szczegółowe tylko o oddziaływanie na unię, a do tego obydwa są dobre. Wolałbym głosować na narodowców ale wybrałem Nową Prawicę ze względu na przewidywane rezultaty, chodziło o to aby głos się nie zmarnował. Pomimo że nie opowiadam się ani za prawicą ani za lewicą, jestem ponad tym podziałem, uważając że każde zagadnienie należy rozpatrywać oddzielnie a nie zgodnie z tradycyjnymi schematami. No i odnieśliśmy z Korwinem-Mikke, który raz mówi jak natchniony prawdą a innym razem skandalicznie bredzi, wyborczy sukces. Maleńki sukces ale dobre i to, zwłaszcza w połączeniu z sukcesami innych patriotów z różnych państw, Francji, Wielkiej Brytanii, Austrii i innych. Jeszcze nie wszystko stracone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz