poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Ukraina i my

Walka Zachodu i Rosji na Ukrainie trwa. Nowe lecz słabe władze tego kraju podpisały już wstępny cyrograf wyprzedaży własnej suwerenności na rzecz Zachodu. A Rosja atakuje, albo może kontratakuje, gospodarczo, wojskowo, poprzez agenturę i piątą kolumnę, na wszystkie możliwe sposoby, zabrała praktycznie niebroniony Krym. Za zejście z drogi niezależności kraju i wywołaną tym zawieruchę zapłacą słono zwykli ludzie, tych którzy są niewinni i dobrzy można szczerze żałować. Gdy wejdą w życie wymuszone przez Zachód reformy gospodarcze a ceny towarów z Rosji osiągną poziom ekonomicznych sankcji może dojść do wybuchu społecznego. Ten zaś nie będzie dla Polski obojętny, zwłaszcza przy obecnych rządach, my też ucierpimy. Na domiar złego różne siły polityczne na Ukrainie wykorzystują obecną sytuację do brutalnej walki politycznej z rozlewem krwi włącznie. Zabawna, jeśli można się tak wyrazić, była propozycja Żyrinowskiego aby wszyscy sąsiedzi dokonali zbiorowego rozbioru Ukrainy. Oni tam w Rosji mają praktykę w rozbieraniu państw. Nam proponowano nasze własne ziemie ukradzione przez Stalina. Oczywiście to była tak zwana łowuszka, czyli żartobliwa albo nawet błazeńska polityczna pułapka. Gdyby ktoś chciał z oferty skorzystać pewnie pojawiłyby się kłopoty bo Rosja uważa przecież w głębi serca całą Ukrainę za swoją. A mówiąc zupełnie poważnie, chociaż żaden Polak nie zrezygnuje nigdy z naszych kresów, kto rezygnuje uległ wynarodowieniu ale może się jeszcze nawrócić, to nawet gdyby w Warszawie byli politycy myślący po polsku nie moglibyśmy przyjąć oferty Żyrinowskiego w takim kształcie. Nam trzeba odzyskać co nasze ale w sposób czysty moralnie, pokonać rywala ale go nie zniszczyć.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz