piątek, 8 kwietnia 2011

Spis powszechny - Czego oni o nas jeszcze nie wiedzą ?

Takie spisy organizowano już w starożytności. Sama idea nie budzi zastrzeżeń: dla dobrego funkcjonowania zorganizowanego społeczeństwa potrzebna jest wiedza o jego stanie. Ale to teoria, praktyka różni się od niej ogromnie. Wartość spisu jest dokładnie taka jak wartość polityków którzy otrzymają jego wyniki. Jeśli politycy są dobrzy, służą Polsce i Polakom, to i spis jest dobry. Jeżeli jednak jest to zbieranina osób które dorwały się do koryta, niszczą kraj podporządkowując go obcym mocarstwom, siejąc bezprawie i krzywdząc ludzi, to wówczas spis jest zły bo staje się narzędziem w ręku złych ludzi. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć jak się rzeczy mają. Poza tym Polska nie jest już suwerenna więc zebrane informacje trafią do Brukseli. O różnych służbach nie ma tu nawet co mówić, jasna sprawa. Zastrzeżenia budzi też zakres zbieranych informacji, szczególnie tzw. kwestie wrażliwe. Pytanie ludzi o ich stosunek do religii to wkraczanie w prywatność i naruszenie zasady neutralności światopoglądowej państwa. Pytanie o tzw. związki nieformalne, czyli normalne związki mężczyzn i kobiet które nie zostały poddane kontroli Kościoła czy państwa, to również przekroczenie granic. No a pytanie o tzw. plany prokreacyjne jest po prostu niesmaczne. Dobrze że spis odbywa się elektronicznie, chodzi o drzewa, poprzednio każda taka akcja pochłaniała tysiąc ton papieru. Chociaż to i tak nic wobec strat wywołanych przez niepotrzebną biurokrację i góry zbędnych reklam. Jednak użyta technika to kolejny krok w kierunku elektronicznego osaczenia człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz