piątek, 20 lutego 2015
Wojna i my
Wojna na Ukrainie przyśpiesza. Pozorny rozejm "ostatniej szansy" okazał się fikcją. Znany historyk rosyjski Fielsztyński ogłosił właśnie pogląd że grozi nam wybuch trzeciej wojny światowej we wrześniu tego roku. Określił to na podstawie informacji o sytuacji na szczytach władzy w Moskwie, o prawdopodobnych planach Putina i z obserwacji szybkości zdarzeń. Czy to możliwe? Rosja, sprowokowana pchaniem się Zachodu na Ukrainę, odpowiedziała obroną przez atak. A to może być początkiem odbudowy imperium, lekkomyślnie roztrwonionego przed dwudziestu laty. Przecież oni mieli wszystko, całą Ukrainę w swoich rękach, i bez wojny lub jakiegokolwiek absolutnego przymusu stamtąd się wycofali. Byłoby to słusznym posunięciem dekolonizacyjnym gdyby kierowali się sprawiedliwością, wartość raczej obca w polityce, chcieli jednak wzmocnić centrum rezygnując z peryferii. A teraz wracają, wbrew polskiemu przysłowiu: "Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera". Wojna po wakacjach, czy raczej po żniwach, to tradycyjny termin rozpoczęcia, jak w 1914 i 1939. Czy mamy się bać? Myślę że nie, choć można by, ze względu na sytuację kraju i większości obywateli. Polska w swej tragicznej rzeczywistości jest zupełnie nieprzygotowana na wielką wojnę, o czym świadczą znawcy tematu niezwiązani z władzą. Liczenie na Zachód jest naiwnością. Przypomina się "Bagnet na broń" Broniewskiego. "Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt: wysączymy ją z piersi i z pieśni." Piękny wiersz trudnego poety. Ale żołnierze wrześniowi walczyli o wolną Ojczyznę a my co mamy? Trzecią RP w szponach unijnych. Co winniśmy zrobić? Kto może, szykować się do walki w związkach patriotycznych, ćwiczyć się zachowując niezależność od systemu i czyste sumienie. Bez paniki, spokojnie, gromadzić odpowiednie do potrzeb zapasy żywności i najniezbędniejszych artykułów na ewentualną czarną godzinę. Nie będzie to wyrzucony pieniądz bo zapasy można rotacyjnie zużywać zgodnie z ich datą przydatności, uzupełniając braki do założonego stanu. Nic się więc nie zmarnuje a będziemy przygotowani bo nie sposób liczyć na sprawny system rozdziału żywności w warunkach wojennych. Dobrze mieć piec węglowy, lub chociaż mały piecyk, na wypadek braku gazu. Zabezpieczyć cenne przedmioty a w odpowiednim momencie, nie za wcześnie ani nie za późno, wymienić posiadany kapitał na złoto lub dolary. Zamożni lub zapobiegliwi posiadacze nieruchomości mogą sobie przygotować schrony bo podobno w takich obiektach publicznych jest jedynie miejsce dla 2% ludności naszego kraju. Ale najważniejsze to pracować nad sobą, dbać o zdrowie bo w czasie wojny źle chorować, poprawiać kondycję fizyczną i psychiczną. Umacniać ducha a wówczas nikt i nic nas nie pokona!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz